Anna
wraz z mamą przeprowadza się do nadmorskiej mieściny w Szkocji,
zostawiając za sobą coś, co zaważyło na jej życiu i decyzji o zmianie
miejsca zamieszkania.
W nowej szkole poznaje Cat i Alishę, jednak, choć się zaprzyjaźniają,
Anna woli być ostrożna. Wciąż przeżywa we wspomnieniach, w jaki sposób
straciła dwie swe poprzednie przyjaciółki. Zdystansowanie, pragnienie
wtopienia się w tłum, żałoba po ojcu - wszystko to sprawia, że
dziewczyna z trudem odnajduje się w swoim nowym życiu.
I wtedy pojawia się to, czego obawiała się najbardziej: plotka, która
sprawia, że przeszłość wraca, uświadamiając jej brutalnie, że nie da się
tak po prostu przed nią uciec.
Książka porusza palący problem prześladowania i gnębienia w szkole - czyli czegoś, czego (idę o zakład) każdy z nas był przynajmniej świadkiem. Gnębienia, które chyba nigdy nie było tak szybkie i skuteczne, jak dzisiaj, gdy Facebook czy Instagram umożliwiają dosłownie każdemu ocenę drugiego człowieka i przylepienie mu dowolnej etykietki. A że wyobraźnia i brak skrupułów u nastolatków nie mają granic... :(
Historia Anny jest przestrogą przed lekkomyślnym wrzucaniem do sieci
swoich zdjęć, bo nigdy nie wiadomo, do czego (i przez kogo) mogą być
wykorzystane. Myślenie, że to my decydujemy, jaką wersję siebie
pokazujemy w internecie, tak naprawdę okazuje się tylko złudzeniem.
W SPALONEJ wątek Anny łączy się też z tragiczną historią miejscowej
dziewczyny sprzed kilku wieków, którą również zniszczono - plotkami i
oskarżeniami o czary. To był nie tylko ciekawy fabularny motyw z
odrobiną dreszczyku (stary dom, zakurzony strych, tajemna skrytka, no i
kot Cosmo ;)), ale też świetny zabieg, dzięki któremu widać, że nic się
na przestrzeni wieków w tej kwestii nie zmieniło, oprócz metod
gnębienia, i że słowo zamieniające się w plotkę, nadal ma ogromną
niszczącą moc.
SPALONA to lektura z tych uwrażliwiających i podejmujących palące problemy. To książka dla
nastolatków, ale może przydałoby się, by zajrzeli do niej także rodzice czy nauczyciele? Prześladowanie w szkole wcale nierzadko prowadzi do prawdziwego dramatu. Myślę, że takie
zachowanie, jak kolegów Anny w jej nowej szkole (a nieźle podnosili mi
ciśnienie) zbyt często uchodzi na sucho, a psychiczne dręczenie brane
jest za typowe dokuczanie, i wciąż spotyka się z karygodnie wręcz małą
reakcją czy interwencją ze strony dorosłych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz