"... wszechświat działa według tego samego prawa powszechnej równowagi, co rynki. Zawsze, kiedy czymś nas obdarza, każe za to w jakiś sposób zapłacić."
Podczas gdy w pierwszej części to Allison była narratorką, TEN JEDEN ROK to historia opowiedziana dla odmiany przez Willema. Akcja powieści rozpoczyna się w dramatycznym momencie, w którym oboje po namiętnej nocy, pechowym zrządzeniem losu tracą się z oczu. Willem nie ma pojęcia, że kiedy rankiem wyjdzie na zakupy, trafi do szpitala z podejrzeniem wstrząsu mózgu, a gdy po pewnym czasie w końcu przypomni sobie, kogo i gdzie zostawił, będzie już za późno. Dziewczyna znika. Być może jakoś by ją odnalazł, gdyby nie fakt, że... nie zna nawet jej prawdziwego imienia. W wygłupach nazwał ją Lulu i tak już zostało. Jak więc odnaleźć kogoś, o kim się prawie nic nie wie i kto na dodatek mieszka za oceanem?
"Nic tak dobrze nie pozwala zapomnieć o problemach jak dziewczyny. Dopóki jedna z nich sama nie stała się problemem, o którym musiałem zapomnieć."
Krótka, ale intensywna znajomość z Lulu kładzie się cieniem na dalszych poczynaniach naszego biednego Willema. Chłopak nie może sobie znaleźć miejsca, wciąż wracając myślami do dnia w Paryżu, spędzonego z ciemnowłosą Amerykanką. Zdesperowany, jedzie nawet za ocean, ale jego poszukiwania spełzają na niczym. Urok osobisty Willema wciąż działa, więc po drodze zdarzają się jakieś inne dziewczyny, lecz on sam czuje, że to z Lulu połączyło go coś szczególnego, jakby była mu przeznaczona.
W tej części wyjaśnia się, co było dla Willema taką bolączką w życiu, że czmychnął z rodzimej Holandii, rzucając wszystko łącznie ze studiami, by kilka kolejnych lat tułać się bez celu po Europie - byle tylko nie wrócić do domu. Poznajemy historię jego rodziny i przyczyny, dla których trzymał się tak długo z daleka od związanych z nią spraw. Muszę przyznać, że okazały się one wyjątkowo przykre i zaczęłam lepiej rozumieć jego chęć ucieczki i odcięcia się od przeszłości, potrzebę rzucenia się w wir życia bez rozpatrywania tego, co było. Autorka jak zwykle stanęła na wysokości zadania, tworząc z Willema w pełni wiarygodną postać zagubionego chłopaka, który uciekł w rozgoryczeniu i gniewie, ale z czasem, pod wpływem nieprzemijającego uczucia do Lulu, a także nowo poznanych ludzi, zaczyna powoli odbudowywać swoje relacje ze światem. Podobał mi się szczególnie motyw odkrywania na nowo jego trudnej więzi z matką oraz to, z jaką determinacją dążył do odnalezienia Lulu; jak z pozornego lekkoducha wyłonił się z niego ktoś gotów stawić czoła problemom, zamiast przed nimi uciekać lub udawać, że ich nie ma. Czy muszę dodawać, jak bardzo trzymałam kciuki za to, by w końcu odnalazł równowagę i spokój, pozwolił sobie znów kochać i być kochanym?
"Czasem przeznaczenie albo życie, albo jakkolwiek zechcesz to nazwać, zostawia drzwi uchylone i możemy przez nie przejść. Ale czasem je rygluje i wtedy trzeba znaleźć klucz albo wytrych, albo wywalić całą cholerną framugę kopniakiem."
O ile w pierwszym tomie spora część akcji toczyła się w Paryżu, o tyle w drugim jest znacznie więcej wałęsania się po świecie. Oczywiście znów, tak jak i poprzednio, pojawia się motyw teatru i aktorstwa, i odgrywa bardzo ważną rolę, bo Willem to urodzony aktor. Co ciekawe, w pewnym momencie gra nawet... w Bollywood - wiem, co pomyślicie, ale to nie żart, choć potraktowany przez autorkę z wyraźnym przymrużeniem oka, a i sam Willem zdaje się mieć do tego spory dystans. Co nie zmienia faktu, że sam motyw Indii, choć może nie jakiś wybitnie ważny, motyw tamtejszej mentalności oraz tamtejszego przemysłu filmowego został przedstawiony naprawdę ciekawie!
Książka utrzymała wysoki poziom jedynki, perfekcyjnie zazębia się z nią w odpowiednich momentach i świetnie ją dopełnia. Cenię sobie w powieściach Gayle Forman ich subtelność przy jednoczesnym zachowaniu realizmu i brak przesady w słodzeniu. Wszystko to tutaj znalazłam. Na dodatek ta historia nie mogłaby skończyć się lepiej, wyszło idealnie. A jednak ten niedosyt, który tak mnie dręczył po pierwszym tomie, po przeczytaniu drugiego zelżał właściwie tylko odrobinę. Być może byłoby inaczej, gdybym nie wiedziała, że istnieje jeszcze trzecia część, taka wisienka na torcie - bardzo krótka, bo liczący sobie ok. 40 stron książeczka pt. JUST ONE NIGHT, jak dotąd w ogóle u nas nie wydana, a ponoć cudnie zwieńcza całość. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że dane mi będzie kiedyś ją przeczytać i że poczuję się już naprawdę w pełni usatysfakcjonowana, poznając piękną i niezapomnianą historię Allison i Willema aż do końca.
"Nie jestem pewien, czy da się równocześnie kochać kogoś i zapewnić mu bezpieczeństwo. Kochać kogoś to już z gruntu ryzykowny akt, lecz zarazem bezpieczeństwo można znaleźć tylko w miłości."
T E N J E D E N R O K
(JUST ONE YEAR)
CYKL: JUST ONE DAY # 2
GAYLE FORMAN
PRZEKŁAD: HANNA PASIERSKA
NASZA KSIĘGARNIA
2015