Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty

WOJNA I MIŁOŚĆ

Jak to mówią, serce nie sługa, nie zna, co to pany. Czy można więc kochać uciemiężoną ojczyznę i jednocześnie oficjalnego wroga tej ojczyzny?

Rok 1913.
Katarzyna jest nastoletnią polską szlachcianką, pochodzącą z szanowanego rodu Jaxa-Raweckich. Igor to ciemnooki rosyjski dragon, syn generała Kaledina, polakożercy. Katarzyna i Igor poznali się na balu z okazji urodzin cesarzowej Aleksandry i zaiskrzyło między nimi, można by rzec, od pierwszego wspólnego tańca. Pokochali się. Jednak zgody na ten związek ze strony rodzin obojga nie będzie. Dla ojca Katarzyny Rosjanie to naturalnie ciemiężcy, z którymi szanująca się Polka nie powinna mieć nic wspólnego. Z kolei dla ojca Igora Polacy to podstępni buntownicy, którzy swego czasu zresztą urządzili na niego nieudany zamach. Para zakochanych widuje się potajemnie, wbrew woli swych rodzin, i całkiem poważnie planuje wspólną przyszłość, ale wszystko się sprzysięga, by ich jednak rozłączyć. Katarzyna i Igor ku swej rozpaczy tracą się z oczu jeszcze przed tym, jak w sierpniu 1914 wybucha wojna, która później zostanie nazwana Wielką i która przyniesie ogrom udręki i ofiar.

Kolejne lata w wojennej tułaczce to niejedna ciężka próba, cierpienie, łzy. I strata za stratą. Wojna, a potem rosyjska rewolucja, zbiorą krwawe żniwo, jak huragan, zmiotą stary ład i już nigdy nic nie będzie takie samo. Rzucą ludzi na poniewierkę, oddalając od siebie czasem o tysiące wiorst, postawią przed niemożliwymi wyborami. W wirze wielu okrutnych wydarzeń miłość, o której nie można zapomnieć, która wraca w pamięci z uczuciem bólu w sercu, może okazać się równie dobrze wybawieniem, jak i zgubą.

WOJNA I MIŁOŚĆ to powieść, która zabiera w mroczną podróż w czasie. Przenosi na front I wojny światowej, każąc przyjrzeć się z bliska frontowym okropnościom. Pokazuje okrucieństwo walki, obnaża jej bezsens, prowadzi nas do okopów, oficerskich ziemianek i lazaretów z rannymi. Ale wojna to nie tylko pola walki, to również cywile, którzy płacą ogromną cenę, w wojennej pożodze często tracąc wszystko, i dramat tych ludzi również nie został w tej książce pominięty. A wszystko to okazuje się zaledwie przedpieklem rewolucji, która wybucha w Rosji i która doprowadzi do eskalacji niewyobrażalnego bestialstwa.

Ta książka ma w sobie rozmach i pysznie, z detalami odmalowane tło historyczne, które dodaje jej niezwykłego realizmu i pozwala w nią czytelniczo wsiąknąć. Autorka posiada ogromną wiedzę (z wykształcenia jest zresztą historykiem), ale ma także wyjątkowo dobre pióro, w bardzo przystępny i plastyczny sposób odtwarzając realia sprzed stu lat i świetnie kreując całą galerię wiarygodnych bohaterów.

WOJNA I MIŁOŚĆ, mimo, że to romans historyczny, to powieść wielowątkowa. Fabuła nie skupia się wyłącznie na losach Katarzyny i Igora (choć praktycznie nie tracimy ich z oczu), tak jak wojna okazuje się nie tylko sprawdzianem uczuć, ale także przyśpieszonym, brutalnym kursem dorastania dla wszystkich młodych bohaterów, i wyjątkowo trudną lekcją życia. Losy Katarzyny, Igora oraz ich bliskich są bardzo dramatyczne, z mnóstwem zwrotów akcji i emocji na krawędzi. Mimo moich domysłów, jak ta historia może się zakończyć, finał w pewien sposób mnie zaskoczył.

Warto tu wspomnieć, że w książce pojawiają się w epizodach także znane postacie historyczne. Powieść jest solidnie rozbudowana, liczy sobie 730 stron, ale bez obaw - zawiera też spis bohaterów, ułatwiający w rozeznaniu się, kto jest kim, a także słowniczek obcojęzycznych nazw i zwrotów, który jest sporym udogodnieniem. Jedno, co mnie trochę w tej książce drażniło, a czemu autorka-historyczka wyraźnie się nie oparła, to wzmianki, co z daną postacią stanie się w przyszłości - na moje oko było to zupełnie zbędne.

Nie mogło tu natomiast zabraknąć akcentów patriotycznych. Jest początkowe rozdarcie Polaków, którzy zostali wcieleni do każdej z zaborczych armii i tym samym zmuszeni niejednokrotnie do walki przeciw rodakom. Jest późniejsza nadzieja na odrodzenie państwa polskiego. Ale nie wszyscy mieli powody do radości. Dlatego szczęście ma w tej powieści tak bolesny, gorzki posmak.

Na koniec nasuwa się pytanie, jak dalej potoczy się ta historia, skoro jest to I tom. Czy autorka pociągnie wątek Katarzyny i Igora, czy też może ustąpią oni miejsca kolejnym bohaterom? Wszystko jednak wskazuje na to, że zanosi się na wciągającą kilku-pokoleniową opowieść na tle szerokiej panoramy historycznej.



W O J N A   I   M I Ł O Ś Ć .  K A T A R Z Y N A   I   I G O R
JOLANTA MARIA KALETA
WYDAWNICTWO OTWARTE
2019

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

ZŁA JULIA

W ubiegłym roku miałam okazję przeczytać polski debiut Leisy Rayven pt. ZŁY ROMEO, który jak na typowy młodzieżowy romans okazał się lekturą nie tylko udaną, ale i zaskakująco ekscytującą. Napisałam na jej cześć istny pean w recenzji i narobiłam sobie wielkiego apetytu na dalsze części serii, która liczy sobie w sumie 3 tomy. Zanim jednak przyszła w końcu kolej na ZŁĄ JULIĘ, zdążyłam już w międzyczasie poznać nieco opinii na jej temat i szczerze mówiąc mój entuzjazm nieco przygasł. Czego się jednak nie robi dla bohaterów, których się bardzo polubiło? Na pewno wypada dać im szansę. I to właśnie zrobiłam.

ZŁA JULIA wyraźnie ma za zadanie wyjaśnić, co właściwie doprowadziło do tego, że Cassie Taylor i Ethan Holt utknęli w tak pogmatwanej sytuacji, świata poza sobą wzajemnie nie widząc, ale jednocześnie nie mogąc być razem. Podobnie jak w części pierwszej, akcja powieści toczy się naprzemiennie - w latach studiów, kiedy Cassie i Ethan uczą się w szkole aktorskiej, i 6 lat później, gdy Ethan, autor miłosnego maila złożonego w bardzo znacznej części z zaledwie dwóch słów (tak, tak!), usilnie zabiega, by odzyskać Cassie. Nie bez znaczenia jednak jest tu fakt, że, jak wychodzi na jaw, robi to już... po raz trzeci. Pytanie, czy po tym, jak dwa razy na własne życzenie zniszczył związek swego życia, wart jest kolejnej szansy?


Leisa Rayven wykreowała Ethana na kogoś w rodzaju gniewnego, ale zagubionego chłopca, nic dziwnego więc, że zdobył szturmem wrażliwe serca czytelniczek, w tym również moje. Nie rozumiałam jedynie, i chyba już nie zrozumiem, przyczyn jego życiowych bolączek. Powinien dziękować niebiosom, że to nie Jessica Sorensen go stworzyła - wtedy dopiero miałby powody do płaczu. Pomijając jednak kwestię jego traumy, polubiłam go bardzo, nie mając zamiaru odlubić w ZŁEJ JULII. Niestety Ethan z czasów studiów bardzo, ale to bardzo się stara, by go jednak choć trochę znielubić.

"Od początku wiedziałem, że będę najgorszym, co kiedykolwiek mogło ci się przydarzyć, ale byłem słaby. Sprawiasz, że jestem taki cholernie słaby."

Użalania się nad sobą nie ma końca. Ethan zdaje się uparcie nie przyjmować do wiadomości, że może nie mieć racji ze swoimi czarnymi wizjami i przekonaniem, że on i Cassie mogą się nawzajem tylko zniszczyć. To kolejna z jego skomplikowanych cech, których nie jestem w stanie pojąć, dlatego uważam, że coś się w jego postaci Leisie Rayven nie udało - i ten drobiazg niestety ma duży wpływ na postrzeganie Ethana jako buntownika bez sensownego powodu, którym ma się w tej części jedynie ochotę porządnie potrząsnąć. 

"Cóż, czasami miłość nie jest magicznym lekiem na całe zło. Nie powinienem był pozwolić, by sprawy zaszły aż tak daleko. Nigdy nam się nie uda, a ja nie mogę wciąż udawać, że to możliwe. Ty też nie powinnaś."

Również postać Cassie, będącej podobnie jak w pierwszej części narratorką powieści, przechodzi metamorfozę. Nie ma już śladu po tej nieśmiałej, skromnej dziewczynie z pierwszego tomu - zastąpiła ją pewna siebie, zbierająca męskie hołdy nimfomanka z absolutną obsesją na punkcie różnych męskich części ciała, której jedynie chwilami przypomina się, że w życiu można się kierować nie tylko popędem seksualnym.

"Pomimo swojej ogromnej siły serce jest kruche jak skorupka jajka. Czasem wystarczy by ktoś niemal przez ciebie skreślony wyznał ci miłość, a ono rozbija się i otwiera."

ZŁA JULIA jest z grubsza ujmując właściwie książką o seksie, i to w takim ujęciu, że prędzej czy później temat zamiast ekscytować, zaczyna nieuchronnie nużyć. Rozliczanie się przez ponad 300 stron z przeszłością, skupioną wybitnie na intymnej sferze życia, jakby inne niemal nie istniały - przyznacie sami, że coś takiego ma prawo skończyć się nudą. Bohaterowie zdają się nie mieć żadnych innych zainteresowań poza seksem; uprawiają seks / myślą o seksie / marzą o seksie tak często, że sami zdają się być chwilami okropnie tym zmęczeni - więc co ma powiedzieć czytelnik? Także ich znajomych zdaje się interesować właściwie tylko kto z kim współżyje, co więcej - można odnieść wrażenie, że w szkole teatralnej zdają się uczyć niemal wyłącznie gorących scen miłosnych.


Czytając ZŁĄ JULIĘ tak naprawdę czułam w sumie tylko jedno - tęskniłam do atmosfery z pierwszej części, w której mimo ognia było miejsce na delikatność i subtelność. Między bohaterami oczywiście nadal niemożliwie iskrzy, ale zrobiło się dość wulgarnie, gdzieś uleciał urok pierwszyzny, wszystko jest jak przekalkowane. Jednym słowem - to już nie to.

"Gdyby ludzie byli książkami, Ethan byłby bestsellerem. Atrakcyjną, mądrze napisaną i wciągającą lekturą, której nie sposób odłożyć nawet wtedy, gdy zalewasz się przed nią łzami."

Czy ZŁA JULIA jest więc po prostu zła? Mimo wszystko uważam, że nie. Jest w niej ten sam, znany już z pierwszej części pikantny i ze szczyptą zadziornego humoru rayvenowski styl, którym autorka jest w stanie owinąć sobie czytelników (czy też raczej czytelniczki) wokół palca. Zagorzałe fanki Cassie i Ethana pewnie się tej książce bez problemu odnajdą. Leisa Rayven niewątpliwie potrafi stworzyć atmosferę pełną erotycznego napięcia i umiejętnie ją podkręcić. Choć w tej części moim zdaniem było niepotrzebnie zbyt wulgarnie - uznaję Leisę również za mistrzynię błyskotliwych dialogów. Niestety tym razem zabrakło czegoś bardzo znaczącego - mianowicie rozwinięcia fabuły poza w kółko maglowany temat seksu w dosłownie każdych okolicznościach. Przytłaczająca ilość scen miłosnych tudzież naprawdę ustawiczne krążenie wokół doznań stricte erotycznych nie dały rady załatać dziury, w której powinna być solidnie skonstruowana historia, spłycona tutaj do minimum. Na niekorzyść książki przemawia też brak zaskoczenia, wszystko jest w sumie z góry wiadome, autorka nie wysiliła się z żadną niespodzianką,  z powieści wieje zwyczajną nudą i siłą rzeczy nie dostarcza ona większych emocji.

Tym samym ZŁA JULIA podzieliła niestety los wielu innych kontynuacji, i okazała się po prostu dużo słabsza od pierwowzoru. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że zamykające cykl ZŁE SERCE, które już czeka w kolejce na przeczytanie, podniesie jego notowania i poziomem okaże się znacznie bliższe części pierwszej niż drugiej.


Z Ł A   J U L I A
(BROKEN JULIET)
CYKL: ZŁY ROMEO / STARCROSSED # 2
LEISA RAYVEN
PRZEKŁAD: ALEKSANDRA ŻAK
WYDAWNICTWO OTWARTE
2017

SŁOŃCE I JEJ KWIATY. THE SUN AND HER FLOWERS

P R Z E D P R E M I E R O W O
PREMIERA 28 LUTEGO

Nigdy dotąd nie byłam typem czytelnika, gustującego w poezji - kojarzyła mi się raczej z przymusem wkuwania na pamięć dzieł polskich romantyków w latach szkolnych, co bardziej zniechęcało niż zachęcało do bliższego zaprzyjaźnienia się z poezją jako gatunkiem literackim. Można by więc pomyśleć, że po tych traumatycznych doświadczeniach pewnie już nigdy nie będzie mi z nią po drodze. Jednak po tym jak niedawno przeczytałam tomik twórczości Anny Ciarkowskiej, a teraz z kolei trafiło w moje ręce niezwykłe wydanie wierszy Rupi Kaur, hinduskiej poetki osiadłej w Kanadzie, z zaskoczeniem stwierdzam, że poezja nie tylko jest w stanie do mnie trafić, ale również wywołać we mnie duże emocje. Czy można więc dziś tworzyć poezję, która spotka się nie tylko z życzliwym, ale i dużym zainteresowaniem nawet ze strony takiego poetyckiego laika jak ja? Przykład Rupi Kaur wskazuje na to, że jak najbardziej tak!

SŁOŃCE I JEJ KWIATY to drugi po nieznanym mi niestety jak dotąd tomiku MLEKO I MIÓD zbiór wierszy autorstwa tej poetki. Dzieli się na pięć rozdziałów wymownie zatytułowanych: więdnięcie, opadanie, zapuszczanie korzeni, wschodzenie i rozkwitanie. Każda z tych części nawiązuje do pewnego cyklu ludzkiej egzystencji.
"(...) pomyśl  o kwiatach które co roku
sadzisz w ogrodzie
nauczą cię
że ludzie też
muszą zwiędnąć
opaść
zapuścić korzenie
wzejść
by rozkwitnąć"
Autorka skupia się jednak szczególnie na losie kobiet w świecie zdominowanym przez mężczyzn, i to właśnie kobiece życiowe doświadczenia  i siłę przetrwania obrała za motyw przewodni. Zastanawia się na przykład nad istotą determinującej całe kobiece życie miłości, próbując uchwycić zarówno jej słodycz jak i gorycz. Wskazuje również na to jak silnie życie kobiety uwarunkowane jest kulturą, w której zostaje wychowana, i wybranym dla niej przeznaczeniem, jak życie hartuje ją przez lata, nie szczędząc ciężkich ciosów, często po drodze zabijając w niej poczucie własnej wartości czy nakazując wbrew sobie dostosować się do ustalonych kanonów piękna. Rupi Kaur z dużą czułością pochyla się także nad pełnym poświęcenia losem własnej matki, doceniając jej oddanie, okazując jej wdzięczność i szacunek. Ona sama zamierza bezkompromisowo czerpać z życia w pełni, również w imieniu swych zniewolonych nakazami kultury przodkiń. W wierszach poetki-imigrantki wyraźne są też imigranckie doświadczenia zarówno jej rodziców, jak i jej samej; poczucie alienacji w nowej ojczyźnie, próby asymilacji, a jednocześnie trzymanie się pamięci o swych kulturalnych korzeniach.

Jaka jest poezja Rupi Kaur? Z pewnością niekonwencjonalna, minimalistyczna, zróżnicowana - niektóre z wierszy składają się z dwóch wersów, inne zajmują całe strony. Pozbawiona w większości przypadków interpunkcji czy dużych liter, z tytułami wierszy przekornie przestawionymi na ich koniec. Wszystko to sprawia, że są one pozbawione poetyckiego zadęcia i niezwykle przystępne w odbiorze. Dodatkowego smaku dodają grafiki samej autorki, oddające charakter poszczególnych wierszy, przykuwające uwagę i skłaniające do wnikliwszej lektury, ale świadczące też o tym, że Rupi Kaur jest osobą wszechstronnie utalentowaną.
"co jest silniejsze
niż serce człowieka
które bez końca pęka
a wciąż żyje"


SŁOŃCE I JEJ KWIATY to starannie i pięknie wydany tomik, który, jeśli już się po niego sięgnie, nie da się bynajmniej obojętnie przekartkować i odłożyć. To poezja o kobietach i dla kobiet, której siła tkwi moim zdaniem w tym, że choć oszczędna w słowach, tętni życiem i emocjami oraz w bardzo bezpośredni sposób dotyka spraw bliskich każdej z nas. Miałam przy tym to szczęście, że otrzymałam egzemplarz dwujęzyczny, tj. po polsku i angielsku, co okazało się po prostu podwójną przyjemnością przy czytaniu. Polecam gorąco, bo ta niezwykła publikacja to jeden z dowodów na to, że poezja nowej generacji również może być pasjonująca i że warto się do niej przekonać.


S Ł O Ń C E   I   J E J   K W I A T Y
RUPI KAUR
PRZEKŁAD: ANNA GRALAK
WYDAWNICTWO OTWARTE
2018


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu

ZANIM ZOSTALIŚMY NIEZNAJOMYMI

P R Z E D P R E M I E R O W O
PREMIERA 14 LUTEGO

Prosta, ale poruszająca opowieść miłosna, łącząca w sobie wszystko to, co dobra love story mieć powinna: jest zarazem subtelna i pełna namiętności, delikatna i porywająca. Autorka nie szczędzi emocjonalnej huśtawki i zdaje się obiecywać niespodziankę - spotkanie po tylu latach dwojga ludzi, którzy kiedyś się kochali, musi przecież czymś zaskoczyć. 

Mimo sporej przewidywalności fabuły, moim zdaniem jej się to udało. Książka ma przyjemny klimat, a historia Grace i Matta rozgrywa się na tle rozbrzmiewającej często muzyki (między innymi niezapomniany Jeff Buckley), tętniących życiem ulic, kafejek, klubów, uczelni, a także wielkomiejskiej atmosfery i niepowtarzalnego szorstkiego uroku Nowego Yorku. 

Fabuła, choć wpisuje się w lekką i przyjemną romansową konwencję, zdaje się poza nią w pewnym stopniu wykraczać. To bardzo romantyczna, wzruszająca historia o tej niezapomnianej pierwszej wielkiej miłości, zdolnej odcisnąć się piętnem na resztę życia. Ale również melancholijna opowieść o zaprzepaszczonym cennym czasie, którego nie sposób odzyskać. 

Zagadkowe rozstanie Grace i Matta, które ma ogromny wpływ na ich losy i kryje w sobie dramat obojga, dowodzi, że życie może obrać inny, niepożądany kurs pod wpływem chwili, jednego niewłaściwego kroku, niewłaściwego słowa a nawet zwykłego niedopowiedzenia. Przypadek sprawia, że ich wspólna historia, która urwała się tak gwałtownie, po wielu latach domaga się wyjaśnienia i otrzymuje szanse na kontynuację. Czy jednak zdolni są wspólnie ustalić, co im się właściwie przytrafiło i wskrzesić w sobie tamto płomienne uczucie?

 

"Nie da się odtworzyć pierwszego razu, gdy obiecujemy komuś miłość, ani tego, jak pierwszy raz czujemy się przez kogoś kochani. Nie da się przeżyć na nowo tej mieszanki lęku, uwielbienia, niepewności, namiętności i pożądania, ponieważ to nigdy nie zdarza się dwa razy."

 

A może jednak?...

 
 
 
Z A N I M   Z O S T A L I Ś M Y   N I E Z N A J O M Y M I
(BEFORE WE WERE STRANGERS)
RENEE CARLINO
PRZEKŁAD: MARTYNA TOMCZAK
WYDAWNICTWO OTWARTE
2018


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.


CHŁOPCY, KTÓRYCH KOCHAM

P R Z E D P R E M I E R O W O
PREMIERA 31 STYCZNIA

Każdemu z nas zdarzają się w życiu takie chwile, które chcielibyśmy zatrzymać na zawsze, niczym w kadrze na fotografii. Zwykle ulatują, nim zdążymy się nimi nacieszyć. Są i momenty pełne tęsknoty czy bólu; te paradoksalnie zostają z nami na dłużej, wrastając w pamięć, odzywając się nawet po latach. Tom wierszy współczesnej polskiej poetki Anny Ciarkowskiej pod tytułem CHŁOPCY, KTÓRYCH KOCHAM to zbiór właśnie takich uchwyconych doznań i momentów.

Motywem przewodnim CHŁOPCÓW, KTÓRYCH KOCHAM, co zdradza już tytuł tomiku, jest miłość - jej głębia, porywczość, namiętność, delikatność, intymność, wieczne przeczucie straty, wreszcie jej jakby nieuchronna przemijalność. W miłości każdy moment jest ważny, wart zapamiętania, każdy może być rozstrzygający. Spojrzenie, dotknięcie, pierwszy pocałunek, kroki rozstania, które rozbrzmiewają echem. Anna Ciarkowska iście wirtuozersko wyłuskuje z szarej powszedniości, uważnie przygląda im się z bliska, utrwala w garstkach słów i kolekcjonuje niczym w albumie ulotne chwile swych związków, spostrzeżenia, drobne zdarzenia, szczegóły, nadając każdemu z nich sens, unikalność, wagę i znaczenie. Tworzy dzięki nim i dokumentuje swoistą kronikę wplecionej w jej życie miłości. Zwieńczeniem tomiku są listy. Utrzymane w podobnym intymnym klimacie jak wiersze, zawierają cztery historie, dotyczące różnych faz związku - od jego niełatwego początku po rozstanie.

Poezja Anny Ciarkowskiej to mimo swej skromnej minimalistycznej formy ogromny wachlarz silnych i zróżnicowanych emocji, ujętych w słowa i metafory o różnym zabarwieniu - niektóre z nich są lekkie jak muśnięcie wiatru, inne - chłodne i gładkie, niczym kamyki w potoku, jeszcze inne - niespokojne niczym trzepot skrzydeł, to znów miękkie i ciepłe niczym futerko kotka. Odnosi się wrażenie, że do niektórych z tych wierszy można się przytulić, z innymi zaprzyjaźnić, jeszcze inne zdumiewająco miękko zapadają prosto w serce, przypominając o czymś dziwnie znajomym.

Mówiąc o CHŁOPCACH, KTÓRYCH KOCHAM, nie sposób pominąć kwestii, która w tym przypadku wydaje się równie ważna, jak sam tekst. Czytanie tego tomiku to także wyjątkowa przyjemność estetyczna. Książka ma piękną, starannie dopracowaną szatę graficzną z oszczędną, stonowaną kolorystyką; szatę nawiązującą stylem do najlepszych klasycznych wzorców, od odpowiedniej jakości papieru po subtelną satynową zakładkę. Mało tego - każdemu z wierszy przypisana jest niepowtarzalna ilustracja autorstwa samej poetki, z których większość, podobnie jak wiersze, nawiązuje do marynistycznych klimatów, tworząc wraz z nimi miłą dla oka, utrzymaną w biało-błękitnej tonacji jednolitą całość.

Anna Ciarkowska przekonała mnie, że poezji nie trzeba się bać, że nie musi być trudna, i że chodzi w niej nie o doszukiwanie się sensu i analizowanie, a o współodczuwanie. Tomik CHŁOPCY, KTÓRYCH KOCHAM, mający w sobie lekkość i świeżość, sprawi być może, że nawet ktoś, komu ten gatunek literacki jest z gruntu obcy, odkryje w sobie przychylną sympatię wobec magii słów i  odnajdzie w tych wierszach wrażliwy i czuły kawałek samego siebie.







C H Ł O P C Y,   K T Ó R Y C H   K O C H A M
ANNA CIARKOWSKA
WYDAWNICTWO OTWARTE
2018


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Otwartemu

http://otwarte.eu/