Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Publicat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Publicat. Pokaż wszystkie posty

ROK PRÓBY

 

Gdybym miała określić "Rok próby" gatunkowo, celowałabym chyba w thriller. Ta młodzieżowa wersja "Opowieści podręcznej" (tak właśnie się ją określa) ma w sobie tyle napięcia, że z powodzeniem dorównuje w wywoływaniu ciarek niejednej "dorosłej" powieści tego rodzaju. Dawno nie czytałam tak nietypowej i jednocześnie tak brutalnej, właściwie nawet krwawej młodzieżówki.

CINDER I ELLA. TAK KOŃCZY SIĘ BAJKA

CINDER I ELLA powracają!
Po trwającej trzy lata przyjaźni na odległość i tragedii w życiu Elli, która zmusiła ją do zamieszkania u ojca, a także po wielu perypetiach, nasza bajkowa para w końcu jest razem. Jednak życie nadal piętrzy przed nimi różnego rodzaju trudności. Popularność Cindera - a właściwie Briana Olivera, gwiazdy Hollywood, ściąga na Ellę uwagę mediów, węszących w niej sensację sezonu. Ella uświadamia sobie, że życie u boku celebryty nie będzie usłane różami. Kiedy pada ofiarą podstępnego dziennikarza i wybucha wokół niej i jej problemów medialna wrzawa, między jej ojcem a Brianem dochodzi do wojny. Ella musi zdecydować, czy iść za głosem serca, czy rozsądku. Wciąż też do końca nie wierzy w swe szczęście u boku Cindera. Wątpi, by taki przystojniak, chodzący wcześniej na randki z olśniewająco pięknymi modelkami, naprawdę mógł zakochać się w dziewczynie z bliznami i o lasce.
Czy ta bajka ma więc jakiekolwiek realne widoki na disneyowski happy end?

"Chciałbym ci obiecać, że nie zawsze tak będzie, ale moje życie to istny cyrk, a ty stałaś się właśnie jego główną atrakcją."

O ile pierwsza część CINDERA I ELLI bardzo mi się podobała, o tyle druga, mimo wciąż przyjemnego i lekkiego stylu, okazała się już trochę przeciąganiem struny, dość charakterystycznym dla wszelkich kontynuacji. Im dalej w fabułę, tym bardziej miałam wrażenie, że dałoby się to wszystko z powodzeniem opowiedzieć w pierwszym tomie. Kelly Oram jednak wyraźnie lubi się rozpisywać, więc ta skądinąd urocza historia zrobiła się po prostu rozwlekła - a stąd już o krok do nudy. Na dodatek, jak to bajka, podobnie jak część pierwsza, naładowana jest słodyczą, którą autorka na szczęście próbowała przełamać, podejmując realny i ważny problem bohaterki z fatalną samooceną. Ella musi ostatecznie zmierzyć się z poczuciem bycia gorszą, którego nie da się łatwo wyprzeć. Jej historia zwraca też uwagę na poważne problemy ludzi niepełnosprawnych, zmagających się na co dzień nie tylko ze swą fizyczną ułomnością, ale i często niewłaściwym postrzeganiem ich przez innych.

Książka w przystępny sposób porusza także temat mediów, żerujących czasem wyjątkowo bezwzględnie na prywatnym życiu celebrytów. Żyjemy w dziwnych czasach, gdy każde publiczne pojawienie się kogoś sławnego, niemal każde jego kichnięcie, jest dzięki internetowi globalnie komentowane. Rzadko kiedy zastanawiamy się, jak ciężar takiej popularności odbija się na nim, a jeszcze rzadziej myślimy o jego najbliższych. Historia Briana ukazuje, że i celebryci są tylko ludźmi, którzy muszą się w życiu kierować wyjątkową ostrożnością, i którym czasami przychodzi wręcz walczyć o zachowanie odrobiny prywatności.

Ta powieść to bajka, więc rządzi się własnymi prawami. Musiało być więc słodko-gorzko, z wyraźną przewagą słodkiego. Jest też odpowiednia dawka śmiechu - najwięcej ożywczego humoru wnosi mamusia Cindera, która, jak to kochająca matka, chciałaby urządzić synowi życie po swojemu.
No i jest jeszcze sam Cinder.
Jak już wspomniałam, można się zastanawiać, czy ta kontynuacja była w ogóle potrzebna, gdybym jednak miała tę decyzję jakoś usprawiedliwiać, powiedziałabym, że w tej części znalazło się w końcu właściwe miejsce dla Briana. Wreszcie jest nieco więcej o nim samym i jego mocno nadszarpniętych relacjach z ojcem. Cinder okazuje się również prawdziwą opoką, na której Ella może wesprzeć się w trudnych dla niej chwilach, i pełnoprawnym, jeśli nie ważniejszym od niej, bohaterem tej powieści, który, jak na byłego hulakę, wykazuje się nie tylko zaskakującą dojrzałością i rozsądkiem, żeby nie rzec - wręcz życiową mądrością, ale również nadludzką cierpliwością. A w jakiej kwestii, to już dowiecie się sami, jeśli sięgniecie po tę książkę ;)

"Może jeśli całkowicie ci zaufam i pozwolę, byś kochał moje wady za mnie, w końcu sama się przekonam, że nie są aż tak straszliwe."


C I N D E R   I   E L L A.  T A K   K O Ń C Z Y   S I Ę   B A J K A
(HAPPILY EVER AFTER)
CYKL: CINDER I ELLA # 2
KELLY ORAM
PRZEKŁAD: JOANNA NYKIEL
WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE / PUBLICAT S.A.
 SERIA: GO YOUNG
2018

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Publicat S.A.

CINDER I ELLA






Retellingi to motyw, który dość często ostatnio pojawia się w książkach dla młodzieży i cieszy się sporą popularnością. Jeśli lubicie takie uwspółcześnione wersje znanych baśni i bajek, to zdecydowanie powinniście sięgnąć także po na nowo opowiedzianą (i chyba najczęściej retellingowaną) historię Kopciuszka w książce Kelly Oram CINDER I ELLA. Było o niej głośno jakiś czas temu, a ja, jak zwykle, sięgnęłam po nią grubo po czasie - i to kiedy na półkach księgarń pojawił się już drugi tom :D

Współczesny Kopciuszek nazywa się Ellamara Rodriguez, ma 18 lat, domieszkę krwi chilijskiej po mamie i mieszka z nią na Wschodnim Wybrzeżu Stanów. Ellę polubi każdy mól książkowy, bo to prawdziwa książkoholiczka i wielka fanka fikcyjnej serii fantastyki pt. Kroniki Cindera. Swoją pasją dzieli się z innymi, prowadząc popularnego bloga. Również na blogu poznała niejakiego (jakże oryginalnie!) Cindera, także fana Kronik..., z którym się zaprzyjaźniła. Od killku lat regularnie do siebie piszą. Ponieważ przyjaźnią się wyłącznie przez internet, Ella nigdy dotąd go jeszcze nie widziała. Wie o nim tylko tyle, że to bogaty chłopak z Kalifornii, syn grubej ryby w przemyśle filmowym.

Los musiał im jakoś dopomóc w spotkaniu, jednak, jak to w bajkach, przyszło za to srogo zapłacić. Wypadek, w którym ginie mama Elli, wywraca jej życie do góry nogami. Po długiej rehabilitacji dziewczyna musi zamieszkać z nieznanym ojcem, który odszedł, kiedy była mała, oraz jego rodziną. I to w Los Angeles, czyli tam gdzie mieszka Cinder, z którym notabene przez wypadek i późniejsze dramatyczne przeżycia zerwała wszelki kontakt.
Kopciuszek, jak na Kopciuszka przystało, zyskuje więc wredne siostry przyrodnie i macochę (wcale niezłą), a jej kontakt z od nowa poznanym tatą jest fatalny. Jakby tego było mało, Ella zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi po wypadku. Dość rzec, że nasz Kopciuszek... chodzi o lasce i ma liczne blizny po oparzeniach. Nieakceptowana przez zazdrosne siostry, wyszydzana w nowej szkole dla dzieci bogaczy, Ella w końcu chwyta się ostatniej deski ratunku: odnawia kontakt z jedynym przyjacielem, na którym, jak sądzi, nadal może polegać.
Tylko czy aby na pewno? Czy nie czeka jej bolesne rozczarowanie?

"Nieszczęścia w bajkach są potrzebne i nikt nie ma nic przeciwko nim - chyba że akurat jest się w tej bajce główną bohaterką."

Mam z tą książką mały problem, bo choć z jednej strony jest bezpretensjonalna, pełna uroku i bardzo mi się podobała, z drugiej - ma swoje drobne wady, których, no cóż, nie mogłam się nie uczepić ;)

Przede wszystkim mam wątpliwości, czy tak często używana w młodzieżówkach podwójna narracja była w tym przypadku szczęśliwym wyborem. Podczas lektury nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że gdyby narracja należała tylko do Elli, ta historia byłaby po prostu ciekawsza. Razem z bohaterką moglibyśmy powoli odkrywać, kim tak naprawdę jest Cinder, zamiast wiedzeć to już od początku i jedynie czekać (w raczej umiarkowanym napięciu), kiedy dowie się tego i Ella. Narracja Cindera w sumie wydaje mi się dość nieuzasadniona. Osobiście z powodzeniem przeżyłabym bez informacji z pierwszej ręki, jaki to z niego hulaka, a kwestia, która rzeczywiście mogłaby wnieść coś konkretnego do jego historii - mam tu na myśli niesnaski z ojcem - została i tak ledwie muśnięta.

Ciekawie wypadła natomiast sytuacja i konflikty w rodzinie Colemanów, jakie zarysowały się w nowym domu Elli. Czekają nas tam pewne niespodzianki. W grę oczywiście wchodzi zazdrość, rywalizacja, ale ich przyczyny mogą zaskoczyć. Z ciekawością obserwowałam rozwój relacji między Ellą a jej siostrami, całkiem miłą i pomocną macochą; oraz tej paradoksalnie najtrudniejszej - z ojcem, z którym muszą sobie wyjaśnić kilka zasadniczych spraw, jeśli chcą dojść do porozumienia. A nie będzie tak łatwo!

Plusem powieści jest także to, że choć na pierwszy rzut oka może wydawać się inaczej, autorka nie przesadziła z nieszczęściami, jakie zwalają się na naszą bohaterkę. Tragiczna śmierć mamy i wypadek znajdują wiarygodne odzwierciedlenie w życiu Elli, a dalsze jej losy stają się całkiem zgrabną opowieścią o odnajdywaniu w sobie na nowo życiowych sił, pokonywaniu kolejnych przeciwności losu i powrocie do spełniania porzuconych marzeń. Co prawda, miałam chwilami wrażenie, że Kelly Oram gdzieniegdzie traciła wenę, nie mając pomysłu zwłaszcza na perypetie kochanego skądinąd Cindera, jednak ogólne ciepło tej opowieści i urok bohaterów łagodzą te potknięcia. Dodam też, że motyw Kronik Cindera to strzał w dziesiątkę, a pomysł na tytuł książki to istny majstersztyk.

Ta słodka, lekka i nieodparcie sympatyczna opowieść, jak to bajka, ma oczywiście morał, stawiając wewnętrzne piękno człowieka wysoko nad tym, co z wierzchu. Bajkowa (czy też raczej prawdziwa?) miłość nie zważa na mankamenty w wyglądzie, akceptuje bez zastrzeżeń - a ta historia rozgrzewa serce, bawi, wzrusza i skłania do refleksji, bez względu na to, czy się w to wierzy, czy też nie :)

"(...) prawdziwe piękno pochodzi ze środka. Jeśli będziesz czuła się piękna, to inni tak cię zobaczą."


CINDER I ELLA
(CINDER AND ELLA)
CYKL: CINDER I ELLA # 1
KELLY ORAM
PRZEKŁAD: JOANNA NYKIEL
SERIA: GO YOUNG
WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE / PUBLICAT S.A.
2017

LOVE AND LUCK










Na początek niespodzianka dla wszystkich, którzy czytali poprzednią książkę Jenny Evans Welch: LOVE & LUCK ucieszy pewnie fanów LOVE & GELATO, ponieważ obie książki są ze sobą troszkę powiązane - pamiętacie, kogo Lina niechętnie zostawiła w Stanach, wyjeżdżając do Włoch? Otóż główna bohaterka tej powieści to znana nam już z tamtej historii Addie Bennett, przyjaciółka Liny.

Addie również los rzuca na stary kontynent - wraz z braćmi i mamą przyjeżdża do Irlandii na ślub ciotki. Dziewczynę, oprócz dokuczliwego bólu złamanego serca, gnębi problem, który skrzętnie ukrywa przed rodzicami. Wie o nim tylko jeden z jej braci, Ian, z którym Addie zawsze czuła się szczególnie związana. Problem ma na imię Cubby i jest kolegą Iana z drużyny footballowej. Nalegania Iana, by siostra w końcu powiedziała mamie o swoim kłopocie, powodują między rodzeństwem ciągłe utarczki (w tym jedną spektakularną podczas ślubu!).

Wkrótce jednak połączą siły, i to w kłamstwie - kiedy zamiast zgodnie z wolą mamy jechać razem do Włoch, w tajemnicy wybiorą się z młodym irlandzkim nerdem Rowanem na pożegnalny koncert legendarnej grupy rockowej. Podróż przez spowitą mgłą, deszczową Irlandię, przeciekającym samochodem, który wygląda jak owoc związku volkswagena i chomika, obfitować będzie w wiele przygód, podczas których Addie poczuje, że rany na jej sercu zaczynają się zasklepiać. Zrozumie lepiej swego brata, poznając w końcu jego prawdziwą pasję (którą, wbrew powszechnej opinii, wcale nie jest football!), a w Rowanie dostrzeże kogoś więcej, znacznie więcej, niż jedynie dziwaka w tiszertach z kotami.


"Gdy w grę wchodzi miłość, nigdy nie jesteśmy w stanie niczego się nauczyć. Nigdy, przenigdy. Nawet jeśli doskonale wiemy, na czym polega ryzyko."

LOVE & LUCK to urocza, zabawna, ale i z nutką dramatyzmu, opowieść o pierwszej konfrontacji romantycznych wyobrażeń o życiu z realiami, które bywają brutalne, niczym irlandzka pogoda, ale podobnie jak ona, mogą zahartować, ucząc, jak stawić czoła problemom w przyszłości.

Addie, jak każda nastolatka, musi nauczyć się wyciągać właściwe wnioski z własnych błędów i wyzbyć dziecinnej naiwności. Dzięki tej historii przekonamy się również, czy można wyleczyć się z zawiedzionej miłości, stosując do przezabawnych rad z przewodnika Irlandia dla złamanych serc, którego fragmenty przeplatają i urozmaicają fabułę (nie wiem czemu, ale jego autorka i narratorka materializowała mi się przed oczyma jako aktorka Jane Lynch z serialu Glee XD). Nie mogło też tu zabraknąć motywu różnic kulturowych, które mnie osobiście zawsze nieodparcie śmieszą. Natomiast siostrzano-braterskie utarczki Addie i Iana mają na celu uświadomić, że dobrze mieć rodzeństwo, na które w razie czego można liczyć w potrzebie - nawet jeśli czasem doprowadza nas ono do szału.

Pokochaliście LOVE & GELATO? Macie tym razem ochotę na ciepłe gofry z czekoladą zamiast spaghetti czy lodów, i nie straszna Wam wietrzna, wilgotna pogoda? (i tak siedzicie pewnie teraz w grubym swetrze XD) Mam dla Was na to teraz tylko jedną dobrą radę: powinniście niezwłocznie sięgnąć po LOVE & LUCK i pozwolić się oczarować - tej książce i Irlandii :)


"Serca się łamią tak bardzo, że aż pękają na pół. Taka już ich rola. A ból? To element składowy. Drobny środek płatniczy w zamian za dziki, radosny bigos, w jakim się znajdziecie."


LOVE AND LUCK
JENNA EVANS WELCH
PRZEKŁAD: DONATA OLEJNIK
SERIA: GO YOUNG
WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE / PUBLICAT S.A
2018

Za egzemplarz dziękuję serdecznie Publicat S.A

LOVE & GELATO


16-letniej Linie umiera mama, która ją sama wychowywała. Lina przyjeżdża więc do Włoch, by poznać ojca, o którym jak dotąd nic nie wiedziała. Ku swojemu zdumieniu odkrywa, że Howard ( nawiasem mówiąc, moja wyobraźnia uparcie podsuwała mi tu Armie Hammera, żywcem z CMBYN ;) ) mieszka ... na amerykańskim cmentarzu wojskowym, którego jest opiekunem. Lina, zgodnie z obietnicą daną mamie, ma spędzić u niego wakacje. Jednak wszystko, o czym marzy, to powrót do Seattle, gdzie mieszkała  tymczasowo u rodziny swej przyjaciółki, Addie. 

Sytuacja zmienia się nieco, gdy dziewczyna poznaje syna sąsiadów. Ren, którego pełne imię brzmi bardzo po włosku - Lorenzo, to pół Amerykanin, pół Włoch. Wprowadza ją do grona rówieśników, chcąc jej zapewnić rozrywkę. Jednak Lina, zamiast korzystać z wakacji, zaczytuje się pamiętnikiem mamy i próbuje ustalić, co tak naprawdę 16 lat temu nie wypaliło między jej rodzicami i dlaczego jej matka, będąc w ciąży, wróciła sama do Stanów. Najdziwniejsze, że wspomnienia Howarda zdają słabo się kleić z tym, co kryje dziennik... Ale krew nie woda. Wakacyjna atmosfera i urocze okoliczności robią jednak swoje, więc wkrótce Lina ma problem nie tylko z poskładaniem elementów przeszłości, ale także z kiełkującą w jej sercu pierwszą miłością. Zwłaszcza, gdy na horyzoncie, oprócz Rena, pojawia się zabójczo przystojny Thomas, na domiar wszystkiego mówiący z brytyjskim akcentem...

"W angielskim mówi się o falling in love, co jest niegłupie. Wpadanie w miłość - tak to właśnie wygląda. Nie ma prób i błędów, jest skok w przepaść i nadzieja, że ktoś cię pochwyci."

Czytałam już w przeszłości książki, które opiewały uroki słonecznej Italii, chociażby TAMTE DNI, TAMTE NOCE czy POKÓJ Z WIDOKIEM, gdzie akcja częściowo toczy się we Florencji. Do Florencji zabiera nas również Jenna Evans Welch. I chociaż okoliczności tej wycieczki nie są szczęśliwe, to jak na współczesną młodzieżówkę przystało, wszystko - łącznie z uroczą okładką - zwiastuje słodką, lekką wakacyjną opowieść, w której znajdzie się miejsce na przyjaźń, zakochanie, zabawę, śmiech i może nieco łez. Styl, w jakim książka została napisana i pierwszoosobowa, nieskomplikowana narracja sprawia, że fabuła szybko wciąga i powieść czyta się z czystą przyjemnością, dodatkowo, dzięki wzmiankom o różnych miejscach czując się trochę jak na włoskich wakacjach.


Lecz ta swobodna, lekka atmosfera okazuje się w pewnym momencie nieco zwodnicza, bo LOVE & GELATO to historia, w której olbrzymią rolę odgrywa przeszłość i rodzinne tajemnice. Wprowadzają do niej nutę dramatu i nadają jej charakteru. To z ich powodu Lina trafia wbrew swej woli do Włoch. Wczytując się w kolejne wpisy w dzienniku matki, dziewczyna powoli zaczyna poznawać skrywaną przez nią latami prawdę. Są takie informacje, które po ujawnieniu potrafią kompletnie przytłoczyć, a nawet zdruzgotać - o ile nie ma się obok kogoś, kto pomoże się z nimi oswoić. Lina ma to szczęście. Jej mama jednak nie miała.

Letnie młodzieżówki mają jednak to do siebie, że nad dramatami górę w nich biorą słodycz i humor. I tak jest również w tym przypadku. Lina to w końcu 16-latka, otoczona życzliwymi jej ludźmi, przed którą, mimo ciężkich przeżyć, życie nadal stoi otworem. Oferuje jej nawet więcej, niż kiedykolwiek mogła przypuszczać.

Bohaterowie tej książki są pełni bezpretensjonalnego uroku. Autorka nie poskąpiła im uwagi, starannie ich kreując. Mogłam sobie bez trudu wyobrazić Linę z jej burzą włoskich ciemnych loków, jak i Rena z uroczą diastemą między górnymi jedynkami. Nie sposób ich nie polubić. Kupiłam bez problemu także nieco ciapowatego Howarda, który, mając zerowe doświadczenie z nastolatkami, od początku świetnie sobie radzi w roli ojca. Ta trójka to moi zdecydowani faworyci, a epizody z nimi wszystkimi na raz należą chyba do najzabawniejszych w całej książce.

LOVE & GELATO to idealna lektura na wakacje, która, jeśli po nią sięgniecie, na mur beton zauroczy Was swoim lekkim, letnim, idyllicznym klimatem; rozbawi różnicami kulturowymi (jak ja przepadam za tym motywem) i poprawi Wasz apetyt - ponieważ co rusz mowa jest o pysznym włoskim jedzeniu. Podziała też na Waszą wyobraźnię, kusząc wizją odwiedzenia malowniczo opisanej Florencji i zaznania wszystkich tych atrakcji, które, słowami Rena, mogą przyprawić o opad szczęki. Podłapiecie też pewnie trochę włoskich słówek, których jest tu porządna garść, i które mogą się kiedyś przydać - mi bardzo zapadło w pamięć słówko STRONZO ;)

Świetnie się bawiłam z tą włoską przygodą (z cudownymi piosenkami Beatlesów w tle!) i choć pod koniec epizod z Liną, Thomasem i Renem zazgrzytał trochę zbyt grubym cukrem, cała reszta, wraz ze wzruszającym finałem, oczarowała mnie i zostawiła po sobie mnóstwo przyjemnych wrażeń, łącznie z marzeniami o wycieczce do Włoch. I oczywiście posmakowaniu obłędnych gelato!


"Ludzie przyjeżdżają do Włoch z różnych przyczyn, ale zostają zawsze z tych samych dwóch powodów. (...) Miłości i gelato."
 

L O V E   &   G E L A T O
JENNA EVANS WELCH
PRZEKŁAD: DONATA OLEJNIK
WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE / PUBLICAT S.A. 
2018


Za egzemplarz dziękuję Publicat S.A.


KAŻDEGO DNIA



KAŻDEGO DNIA, która całkiem niedawno została sfilmowana, to na pierwszy rzut oka młodzieżówka, jak każda inna. Ale to tylko pozory i bardzo się cieszę, że w końcu po kilku miesiącach, odkąd ta książka rzucała mi się w oczy w księgarniach i bibliotece, nadeszła ta chwila, gdy dałam jej szansę. Cieszę się, bo dzięki temu poznałam chyba jedną z najdziwniejszych książkowych historii miłosnych, z jakimi dotąd miałam do czynienia.

Tajemniczy główny bohater i narrator tej powieści, który właściwie nie ma nawet imienia (każe nazywać się po prostu A., bo to pierwsza litera alfabetu), codziennie budzi się w innym ciele dowolnego rówieśnika, i to bez względu na płeć. Ten proces trwa, odkąd tylko A. sięga pamięcią. Obecnie ma 16 lat, ale mimo swojego bardzo młodego wieku posiada wiedzę i mądrość kogoś dużo starszego i doświadczonego. Zdążył już przywyknąć do swej niezwykłej natury, pogodzić się ze swym losem i tym, że nigdy nie będzie żył, jak inni. Pamięta też, że każdego dnia bierze odpowiedzialność za czyjeś życie, nauczył się więc trzymać wytycznych, które pozwalają mu uniknąć kłopotów.

Pewnego dnia, będąc w ciele niejakiego Justina, poznaje jego dziewczynę. Bardzo sympatyczna, lekceważona przez swego chłopaka Rhiannon od razu zjednuje sobie serce naszego bohatera. A. po raz pierwszy w swym pokręconym życiu czuje, że się zakochał. Dla Rhiannon gotów jest złamać reguły, których dotąd tak skrupulatnie przestrzegał. Chcąc za wszelką cenę utrzymać kontakt z dziewczyną, musi zdradzić jej swój sekret. Tylko czy możliwy jest związek z kimś, kto codziennie inaczej wygląda, inaczej się nazywa, mieszka w innym miejscu, może nawet zmienić płeć? Przecież to zakrawa na jakieś szaleństwo.

"Jestem zmęczony nieodczuwaniem. Zmęczony nienawiązywaniem więzi. Chcę tu być razem z nią, chcę być chłopakiem, który spełnia jej nadzieje, choćby tylko w tym krótkim czasie, jaki jest mi dany."

Kiedy dowiedziałam się, że jest w tej książce nieco fantastyki, z którą zwykle bywam ostrożna, przyznam, że miałam trochę mieszane uczucia. Na szczęście szybko się okazało, że fabuła tkwi jednak mocno w rzeczywistości, a dziwna zdolność zmiany wcieleń owiana jest aurą tajemnicy. Z samymi zmianami też miałam z lekka pod górkę - trochę potrwało, zanim udało mi się wciągnąć w fabułę i w ogóle oswoić się z A. Musiałam go nie tyle osadzić w jakimś konkretnym wyobrażeniu, co po prostu bliżej poznać. I to się udało, bo chociaż co dzień wygląda inaczej, posiada własny umysł i serce.

A. to bohater na wskroś pozytywny, chłopak z refleksyjnym podejściem do życia, który zawsze myśli o innych. Jego zalety uwydatniają się szczególnie w momentach, gdy przejmuje ciało kogoś o zupełnie innym usposobieniu. A. zwykle pragnie zapobiec wszelkim szkodom i nieszczęściom, dba o komfort i bezpieczeństwo tych, w których ciała się wciela. Pierwsze zakochanie sprawia, że ten jeden raz dla odmiany pragnie czegoś dla siebie. Czy gotowy jest w imię miłości namieszać w kwestiach, które sam nie do końca rozumie?
 
"Chodzi o to, że dokonujemy wyboru. Każdego dnia decydujemy, że nikogo nie skrzywdzimy. Nie jestem inny pod tym względem."

Pomysł na fabułę tej książki jest tak nietypowy, jak ryzykowny, i szczerze mówiąc, długo podejrzewałam, że autor prędzej czy później na czymś się potknie, że znajdę jakiś błąd czy nieścisłość, których mogłabym się przyczepić. Mnoży się tu przecież pytań bez liku, które mogłyby wręcz błagać o odpowiedź. Kim w ogóle jest A., skąd u niego ta nadnaturalna zdolność i czy takich przypadków jak on jest więcej? Dlaczego mimo zmian, jakie go codziennie dopadają, posiada stałą tożsamość chłopaka, a jednocześnie potrafi wcielić się w dziewczynę i wcale nie czuć się z tym niekomfortowo? Trudno prześwietlić jego losy, nie dostajemy tu wszystkiego podanego jak na tacy, dowiadujemy się tylko tyle, ile A. sam nam o sobie mówi - i ile sam wie.
Czy czuje się z tego powodu jakiś niedosyt? Moim zdaniem nie. Historia jest spójna, a psychologiczna wnikliwość, z jaką David Levithan prowadzi czytelnika przez kolejne rozdziały, pozwala wciągnąć się mocno w losy bohaterów bez względu na to, co się o nich wie, a czego nie. Dochodzi do tego też fakt, że górę w fabule wyraźnie bierze wątek romantyczny. To on napędza akcję, jest jej osią i nigdy nie tracimy go z oczu.

W typowych młodzieżówkach zwykle bywa tak, że dwójka młodych ludzi poznaje się i w sobie zakochuje. David Levithan także sięgnął po ten schemat, z tym że nieźle w nim zamieszał. W rezultacie powstała jedyna w swoim rodzaju wzruszająca opowieść o miłości między dwojgiem młodych ludzi, którym dane jest spotykać się ze sobą jedynie w pewnym specyficznym wymiarze. Jest w tym odpowiednia doza słodyczy, urok pierwszego uczucia, jest i zrozumiały dramat, bo ta miłość od początku nie ma dobrych widoków na przyszłość. Ale to właśnie ona jest powodem, dla którego warto ciągle próbować.


KAŻDEGO DNIA to książka ze szczególnym potencjałem, która dzięki całej galerii zróżnicowanych nastoletnich bohaterów, porusza również sporo ważnych kwestii takich jak brak zrozumienia, depresja czy nietolerancja. Historia A. stała się pretekstem do przyjrzenia się naszej żałosnej kondycji psychicznej we współczesnym świecie, w którym liczą się przede wszystkim, nie oszukujmy się, wygląd i pieniądze. Autor nie przepuszcza okazji, by wytknąć egoizm i stereotypy -dlatego A. równie dobrze może zostać wcielony w czarnoskórą piękność w typie Beyonce, co w otyłego chłopaka, którym wszyscy się brzydzą.
Ta książka jest pełna prostych, uniwersalnych, czasem bolesnych prawd, które dotyczą nie tylko bohaterów, i nie tylko nastolatków, ale właściwie każdego z nas, wyrażając nasze pragnienie posiadania swojego miejsca w świecie i przynależenia do drugiej osoby.

"Zaczynam rozumieć, że moje życie nie będzie prawdziwe, dopóki ktoś inny go nie pozna. A ja chcę mieć prawdziwe życie."

KAŻDEGO DNIA to jedna z lepszych młodzieżówek, jakie zdarzyło mi się ostatnio przeczytać, i dobrze wróży mojej dalszej znajomości z Davidem Levithanem. I chociaż mogłabym mieć do niego trochę pretensji za wykręcenie się przysłowiowym sianem w kilku ważnych kwestiach, wdzięczna mu jestem za oryginalny i piękny wątek romantyczny, tolerancję i delikatność w ukazaniu niełatwych tematów. Szczególnie ujęła mnie daleka od banału końcówka, kiedy A. podejmuje decyzję, która jest jego zdaniem tą jedyną właściwą. Ten znaleziony przez niego złoty środek pozostawił mi po sobie słodko-gorzką mieszankę smutku i nadziei. Nie wiem, czy druga część pt. PEWNEGO DNIA wnosi do tej historii cokolwiek nowego, ale i tak bardzo chętnie po nią sięgnę, bo to będzie arcyciekawe - ujrzeć wszystko jakby z drugiej strony, oczami zakochanej Rhiannon.


K A Ż D E G O   D N I A
(EVERY DAY)
DAVID LEVITHAN
PRZEKŁAD: DONATA OLEJNIK
WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE / PUBLICAT. SA
2018

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Publicat.S.A.