Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty

CAŁA PRAWDA O MIŁOŚCI


Na ogół wolę obyczajówki z jakimś dramatem w tle, ale dla równowagi chętnie sięgam od czasu do czasu także po te w łagodniejszych klimatach. I taką książką od razu wydała mi się powieść Clare Pooley - obiecując ciepłą historię o przyjaźni i miłości.

Wszystko zaczyna się od zeszytu, w którym ekscentryczny Julian, zapomniany artysta, zapisuje swe wyznanie. Zeszyt, celowo pozostawiony w londyńskiej kawiarni, trafia w ręce jej właścicielki, Moniki, a potem następnych osób. Pojawiają się kolejne szczere wpisy, zeszyt łączy z sobą przypadkowe grono osób, zawiązują się przyjaźnie, nawet coś więcej, a kawiarnia Moniki staje się dla tych ludzi ich przystanią. Czyż to nie brzmi kusząco? Sama chętnie bym do tej kawiarni zawinęła i przekonała się, co mogłoby z tego wyniknąć.

ZAGUBIENI W NEAPOLU


ZAGUBIENI W NEAPOLU to debiut Amerykanki, która napisała tę powieść po włosku, by później przetłumaczyć ją na angielski. Debiut, w którym znalazłam swoją idealną lekturę na wakacje.

Heddi przyjechała do Włoch jako nastolatka, w ramach wymiany kulturalnej. I pewnie wcześniej ani jej przez myśl nie przeszło, że utknie tu na 10 długich lat, wrośnie w miasto, które stanie się jej drugim domem, nauczy się języka, zdobędzie fantastycznych przyjaciół. I znajdzie miłość, która ją pochłonie.
Poznanie włoskiego studenta imieniem Pietro to początek przewrotu w jej życiu. Między nim a Heddi wybucha namiętny romans, który przeradza się w uczucie. Ich wspólnym planom na przyszłość staje jednak na przeszkodzie zawzięta matka Pietra, uparcie trwająca w swoim przekonaniu, że jej syn powinien ożenić się z córką sąsiadów, a nie jakąś Amerykanką z drugiego końca świata.

NA OSTRZU NOŻA


Nie zaczytuję się na co dzień w dystopiach, takie klimaty są mi właściwie w ogóle dość obce, ale muszę powiedzieć, że ta książka interesowała mnie już od paru ładnych lat. I kiedy nadarzyła się w końcu okazja, by ją poznać, wciągnęła mnie w tę swoją mroczną przygodę, aż miło. To była niezła gimnastyka dla wyobraźni, a dzięki dobrze wykreowanym bohaterom dostarczyła mi też odpowiednią dawkę emocji.

Patrick Ness zaprasza do tzw. Nowego Świata, który na pozór wydaje się całkiem znajomy, ale ogranicza się do jednej osady i brak w nim kobiet. Niepokojące, co? Są tylko mężczyźni, i to wszyscy zarażeni dziwną przypadłością - tzw. Szumem. Oznacza to, że każdy słyszy tu myśli wszystkich pozostałych. W takim świecie, z jednym wielkim strumieniem kakofonii, jak się łatwo domyślić, nie da się nic ukryć.

Todd Hewitt jest najmłodszym chłopcem w osadzie. Na miesiąc przed swoimi urodzinami dowiaduje się, że mężczyźni skrywają przed nim coś strasznego. Z pomocą swych dwóch opiekunów ucieka z osady. W niebezpiecznej wędrówce wspomaga się mapą, a za towarzysza ma jedynie swego psa, Mancziego. Do chwili, gdy nieoczekiwanie spotyka... dziewczynę. Odtąd razem uciekają przed ścigającymi ich bezwzględnymi osadnikami.

Fabuła tej książki jest bardzo dynamiczna, tu nie ma miejsca na nudę czy roztrząsanie, jak ta historia może się dalej potoczyć, a autor wielokrotnie stawia los bohaterów NA OSTRZU NOŻA. Intryguje też realistycznie odmalowany Nowy Świat, z zamieszkującymi go tajemniczymi Szpaklami. To świat, w którym trzeba się wykazać odwagą, sprytem. 
Tylko kogo bać się bardziej - obcych czy swoich? To świat zdominowany przez strach, ale z majaczącym na horyzoncie światełkiem odmiany na lepsze. Bardzo na czasie. Totalnie spodobał mi się także pomysł z mową zwierząt, a Manczi to jak dla mnie równie ważny bohater tej powieści jak Todd. To dzięki niemu nie brak tu też humoru.

Ta książka to kawał dobrej dystopijnej przygodówki, która dostarcza rozrywki, ale niesie z sobą także trochę życiowych refleksji i zagadnień dotyczących przyszłości. Jako że jest to I część trylogii, a kończy się cliffhangerem jakich mało, jedyne co można zrobić po lekturze, to migiem sięgnąć po kolejny tom.


N A   O S T R Z U     N O Ż  A. (THE KNIFE OF NEVER LETTING GO). CYKL: CHAOS WALKING #1. PATRICK NESS. Przekład: Agnieszka Hałas. Wydawnictwo Zysk i S-ka. 2020. Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

RYZYKO



























Po roku od premiery POŚCIGU przyszła w końcu pora na kolejną część perypetii gorącokrwistych hokeistów od Elle Kennedy. A także przebojowych, silnych dziewczyn z Briar, które wiedzą, czego (i kogo) chcą. Na moje oko to właśnie one przejęły tu stery i to z nimi ten spin-off ma wszelkie szanse kojarzyć się bardziej.


Bohaterka RYZYKA, Brenna, dała się już trochę poznać w poprzednim tomie. To córka trenera Jensena, pewna siebie, atrakcyjna dziewczyna, która nie buja w obłokach i bynajmniej daleko jej do małej bezradnej kobietki, rzuconej w świat pełen testosteronu. Brenna, wychowana niemal na lodowisku, jest też oczywiście, wielką fanką hokeja i całym sercem kibicuje podopiecznym swego ojca i kolegom z uczelni.
Tymczasem w tym sercu narobiła sobie ostatnio trochę zamieszania za sprawą niejakiego Jake'a Connelly (i ja jej się nic a nic nie dziwię xD). Problem w tym, że przystojny i seksowny Jake to WRÓG. Jako zawodnik i kapitan hokejowej drużyny Harvardu, stoi po przeciwnej stronie frontu.
Jake i Brenna oficjalnie więc ledwo się tolerują, ale gdy droczą się ze sobą, ile wlezie, na bok idą uprzedzenia i lojalność wobec "swoich" - czuć w tym flirt i coś więcej: iskrzące między nimi pożądanie. Może jednak nic by z tego nie wynikło, gdyby nie pewna rozmowa kwalifikacyjna, która od małego kłamstewka wiedzie Brennę prosto do prawdziwych randek z Jake'm. I nie obędzie się to bez konsekwencji zarówno w ich prywatnym życiu, jak i na lodowisku.

Można chyba powiedzieć, że czego brakowało w POŚCIGU, to RYZYKO dość skutecznie nadrabia. Mamy tu dwójkę ambitnych młodych ludzi, wrogie obozy, smak zakazanego uczucia, z którym trzeba się kryć, bo jego ujawnienie może mieć burzliwe skutki.
Jake i Brenna są pewni siebie, otoczeni wianuszkami przyjaciół, a jako para - rozbrajająco do siebie podobni i warci równie żywiołowego dopingu, jak ich drużyny na lodowisku. Między nimi nie ma zabawy w kotka i myszkę, ostrożnych podchodów, jak pies do jeża - jak to było w przypadku Summer i Fitza. Ta para od początku częstuje się sarkastycznymi docinkami, doskonale wiedząc, dokąd ich to zaprowadzi ;) a ich słowne przepychanki wprost parują emocjami i wzajemnym przyciąganiem.

RYZYKO serwuje lekką młodzieżową rozrywkę, gorące sceny, żywe dialogi, i jak to u Elle Kennedy - powody do niekontrolowanego parskania śmiechem. Ale autorka zadbała też o niezbędną odrobinę poruszających tematów. Jest tu wątek równouprawnienia; pojawia się też trudna relacja Brenny z ojcem i pewna smutna historia z przeszłości, która nie daje o sobie zapomnieć. Choć trochę szkoda, że ten ostatni wątek nie został lepiej rozwinięty.

Jak na koledżowy romans, RYZYKO całkiem zgrabnie ukazuje, że czasem warto ryzykować, przekraczać własne granice, zwalczać stereotypy. Sama Elle Kennedy wspomina w posłowiu, że od dawna nie bawiła się tak dobrze przy pisaniu, jak przy powstawaniu RYZYKA. W moim odczuciu hat trick to raczej nie jest, zabrakło mi w tej książce jakiegoś elementu zaskoczenia, mocniejszego zgrzytania między bohaterami (w końcu są z wrogich obozów), a przewidywalność sprawiła, że nie przewracałam stron w jakimś super tempie. Ale fakt, że od czasów Hannah i Garretta w końcu w Briar trafiła się para, która przekonała mnie do siebie i przeciągnęła na swoją stronę tak, jak tamta pierwsza.

Nieskomplikowana i przyśpieszająca puls lektura dla wytchnienia i oderwania się od poważniejszych tematów.


R Y Z Y K O. (THE RISK). CYKL: BRIAR-U # 2. ELLE KENNEDY. Przekład: Ewa Helińska. Wydawnictwo Zysk i S-ka. 2020. Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

ŻYWICA




























Co powiecie na książkę, która już słowem wstępu serwuje czytelnikowi nie lada szok i napięcie, jakiego nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock? Już pierwsze zdanie ŻYWICY brzmi jak makabryczny żart. A są to na dodatek słowa wypowiedziane przez dziecko - małą dziewczynkę, Liv, która pełni rolę częściowej narratorki tej historii.

A mogłaby ona zacząć się właściwie całkiem normalnie. Na wyspie zwanej Głowa, w odosobnieniu od innych, w środku lasu, mieszka rodzina Haarderów, od lat trudniąca się wyrobem trumien oraz sprzedażą choinek na święta. Po latach interes przejmuje młodszy syn, Jens. Tyle, że interes wkrótce podupada, sprzedaż ustaje, Jens popada w totalne zaniedbanie, a jego kontakty z ludźmi ograniczają się do niezbędnego minimum.
Kiedy dochodzi do tragedii i córeczka Jensa zostaje uznana za zmarłą, Haarderowie stają się jeszcze większymi odludkami. Ich odizolowanie się we własnym świecie odbierane jest przez ludzi jako potrzeba świętego spokoju. Nikt więc w okolicy tak naprawdę nie wie, jak Haaarderowie się miewają i jak sobie radzą w tej trudnej sytuacji, ani co właściwie dzieje się w domostwie na Głowie i jakie tajemnice w sobie ono kryje. A wierzcie mi, trochę ich jest!

Podczas czytania tej książki towarzyszyły mi emocje podobne do tych, jakie miewam, oglądając horror, patrząc przez palce, bo boję się zobaczyć zbyt wiele. Boję się, choć jednocześnie z niepohamowaną ciekawością oczywiście zerkam!
ŻYWICA to bardzo sugestywnie odmalowany obraz choroby psychicznej i jej przerażających skutków, które dotykają nie tylko chorego, ale również jego bliskich. Na skutek traumy przeżytej w dzieciństwie Jens w dorosłym życiu staje się dziwakiem, by stopniowo zacząć pogrążać się w coraz większym szaleństwie. Popada także w chorobliwe zbieractwo, przez które jego dom i gospodarstwo zamienia się w ogromny śmietnik. Obsesyjny strach Jensa przed utratą czegokolwiek, a zwłaszcza tych, których kocha, doprowadza go do drastycznych decyzji, w których kluczową rolę odgrywa tytułowa żywica.

To co uderza w ŻYWICY, to niesamowita atmosfera tej powieści - lepka, budząca ogromny dyskomfort, a jednak bardzo wciągająca. Świat, który we mnie, przeciętnym czytelniku, budził chwilami grozę czy odrazę, postrzegany z perspektywy córeczki Jensa, nabiera specyficznego klimatu: chwilami charakteru baśni, chwilami sennego koszmaru - który jednak z ciekawością się zgłębia..

Bardzo trudno mi było określić się z uczuciami wobec bohaterów, ponieważ mimo rażących zaburzeń, w jakich Haarderowie tkwią po uszy, jest to szczerze kochająca się rodzina. Ich historia nasuwa jednak pytanie: czy ten dramat miałby rację bytu, gdyby nie ludzka obojętność ukryta pod stwierdzeniem, że lepiej się nie wtrącać?
Szczególne emocje wzbudziła we mnie Liv, która nie ma kontaktu z ludźmi z zewnątrz, nie chodzi do szkoły, nie zna innych dzieci - nie licząc swego brata bliźniaka, z którym wiąże się jedna z najbardziej szokujących niespodzianek w całej książce. Przytłaczająca jest myśl, że Liv bez mrugnięcia okiem akceptuje ten obrzydliwy świat, który stworzyli jej rodzice. Gania po lesie z łukiem, poluje, uczy się od ojca być samowystarczalna. Dla tej dziewczynki dom, tonący w hałdach klamotów, to jedyne środowisko naturalne, w którym czuje się bezpieczna. I w którym, jak przysłowiowa skorupka za młodu, nasiąka niepokojącymi cechami. To dzięki niej zakończenie tej powieści jest tak mocne.

Ta powieść jest niczym królicza nora z mrocznej bajki. I to w pewien przewrotny sposób królicza nora niemal w dosłownym sensie - o czym przekonacie się, jeśli sięgnięcie po tę niezwykłą, dziwną i dość przerażającą książkę. Warto jednak podkreślić, że ta mroczna historia nie jest dla każdego. Co wrażliwszych czytelników może nieźle oszołomić, podsunąć pewne obrazy nie do zapomnienia i nie dać potem spokojnie zasnąć.


Ż Y W I C A. (HARPIKS). ANE RIEL. Przekład: Joanna Cymbrykiewicz. Wydawnictwo Zysk i S-ka. 2020. Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

BĄDŹMY DOBREJ MYŚLI

































Tytuł niby tchnący optymizmem, ale lektura tej specyficznej książki do łatwych nie należy i nie jest to raczej pozycja dla każdego. Autobiograficzna powieść Caroliny Setterwall wypełniona jest cierpieniem, poczuciem winy i smutkiem, którymi, szczerze mówiąc, bez pardonu przytłacza. A przy jesiennej szarudze, w towarzystwie jakiej mnie przyszło ją czytać, to odczucie jeszcze się nasila. Choć lubię smętne klimaty, tym razem w trakcie czytania czułam wręcz potrzebę odkładania lektury, żeby trochę od niej odpocząć. I nie wiem do końca, co o tej książce sądzić. Chwilami miałam z nią mocno pod górkę, a z drugiej strony jest bardzo życiowa, szczera do bólu, emocjonalna, choć wyprana z sentymentów. I przypuszczam, że potrafi poruszyć do głębokich zakamarków w sercu. Sęk w tym, że jakoś średnio do mnie trafiła.

Żałoba to ciężki temat. Wie to każdy, kto przez nią przechodził, kto kogoś opłakiwał.
Partner Caroliny umarł niedługo po tym, jak urodził im się syn. Wiąże się z tym pewne dziwne wydarzenie. Autorka już w prologu wspomina, jak pewnego dnia otrzymała od Aksela dziwnego maila, w którym powiadamiał ją, co ma zrobić, gdyby umarł. Lubił mieć wszystko z góry zaplanowane, więc w jego przypadku taki mail może nie powinien dziwić. Skąd jednak nagle taka czarna myśl? I to w momencie, kiedy w jego życiu dopiero co zaczął się nowy, ważny rozdział? Impuls? A może przeczucie? Wkrótce, pewnego ranka Aksel po prostu się nie obudził, a Carolinie nagle zawalił się cały świat.

Carolina i Aksel nie byli wcale wzorcową parą. Ich historia, którą autorka w szczegółach opowiada w kolejnych rozdziałach, sięgając do swych wspomnień, miała w sobie niewiele z upiększonej, romantycznej powieści o miłości. Na wielu płaszczyznach, choćby odnośnie dziecka, dogadywali się tyle o ile. Ich wspólne życie w dużym stopniu bazowało na sztuce kompromisu; było pełne zgrzytów, nieporozumień, trosk dnia codziennego, w których oboje się zagubili.

Jak to jest, że dopiero po stracie dostrzegamy, jak silna więź łączyła nas ze zmarłym? Jak iść dalej z tą powstałą w życiu wyrwą?
Carolina Setterwall dzieli się w swojej książce szeregiem bardzo osobistych problemów i wątpliwości, nawet w kwestii macierzyństwa, którego tak pragnęła, a które w tych trudnych chwilach po prostu ją wykańcza. Z czasem uczy się je cenić, od nowa dostrzegać pozytywy w życiu i otwierać się na nowe szanse.

Wbrew tytułowi, właściwie trudno być jednoznacznie dobrej myśli po tej lekturze Mimo że gdzieś tam przez udrękę autorki przebija nieznaczny promyczek nadziei, jej smutna historia przytłacza. To książka zdecydowanie dla tych, którzy odnajdują się w mocno refleksyjnych, depresyjnych klimatach. Dla mnie okazała się chyba trochę zbyt ciężkim kalibrem.


BĄDŹMY DOBREJ MYŚLI. (Låt oss hoppas på det bästa). CAROLINA SETTERWALL. PRZEKŁAD:. MACIEJ MUSZALSKI. WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA. 2019. Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

OSADA


Jak kończyć sezon na opowieści z dreszczykiem (albo i dreszczem) to czymś solidnym. I dobrze się złożyło, że padło u mnie na "Osadę" szwedzkiej autorki Camilli Sten, bo okazała się lekturą w odpowiednim stopniu mroczną i tajemniczą, by dostarczyć mi czytelniczej rozrywki. Jeśli lubicie historie, których akcja toczy się w jakimś odludnym miejscu, z dala od uroków cywilizacji, gdzieś, gdzie wołanie o pomoc może najwyżej odbić się echem w nieprzyjaznej przestrzeni, to w tej książce takie okoliczności macie jak w banku ;)

Niewielka ekipa młodych filmowców jedzie do starej górniczej osady, gdzieś na szwedzkim bezludziu, w której w 1959 roku jednego dnia zniknęli wszyscy mieszkańcy. Zaginął wszelki ślad po dziewięciuset ludziach - nie licząc ukamienowanej martwej kobiety na placu i noworodka, znalezionego w miejscowej szkole.

Główna bohaterka powieści, Alice, to młoda reżyserka, dla której projekt o osadzie może być szczeblem do kariery filmowej. Alice ma osobiste powiązania z tym miejscem. Zresztą, nie ona jedna w tej ekipie.
 

Filmowcy zamierzają przeszukać zapleśniałą, opuszczoną wioskę, nagrać ciekawy materiał, ale ich wyprawa szybko się komplikuje i przybiera zły obrót. Otacza ich złowroga cisza, wokół pełno miejsc do ukrycia. Już pierwszej nocy widzą tajemniczą postać. W ich krótkofalówkach słychać dziwne głosy i krzyki, na nagranym filmiku ktoś w ukryciu chichocze... Czyżby nie byli tu sami?
 

Co właściwie stało się w tym miejscu 60 lat wcześniej? Zbiorowa psychoza? Ucieczka? 
Liczne retrospekcje przenoszą nas do przeszłości i pozwalają zobaczyć, jak i czym żyła wówczas osada. A z tej historii zaczyna wyłaniać się kluczowa postać - młody, przystojny pastor o niezwykłej charyzmie...
 

Ależ ta historia ma klimat! Wprost emanuje złowróżbnymi wibracjami. Wędrowanie po opuszczonej wiosce przypomina spacer po polu minowym, tu każdy spróchniały stopień może okazać się pułapką. Dodajmy do tego skomplikowane relacje bohaterów, najeżone wzajemnymi oczekiwaniami i pretensjami, które podsycają poczucie bezbronności i zagubienia.

W "Osadzie" thriller gatunkowo miesza się z horrorem, a niepokojące elementy, którymi autorka gęsto tu częstuje, sprawiają, że chwilami włosy stają dęba. Właściwie do samego końca utrzymuje się w tej książce dziwna atmosfera rosnącego napięcia, pogłębianego pewną dezorientacją, niepewnością co do tego, co jest tu rzeczywiste, a co jedynie wytworem nakręconej wyobraźni. Odniosłam też takie wrażenie, że młodego pastora Mattiasa nie powstydziłby się choćby Stephen King. Na samo wspomnienie o tej mrocznej postaci czuję się nieswojo. 
"Osada" ma w sobie skandynawski chłodek i surowość, oraz genialną atmosferę. Sama zagadka zniknięcia mieszkańców nie jest aż tak trudna do rozwikłania, przynajmniej mnie nie sprawiła kłopotu; w pewien sposób odpowiedź nasuwała się sama, wydawała mi się nawet oczywista. Nie powiedziałabym jednak, że jest to rozczarowujące. Coś było oczywiste, czegoś innego nie daje się logicznie wyjaśnić, więc zachowany jest tu pewien balans, dzięki któremu książka i tak potrafi zaskoczyć.
Za zacny, przyprawiający o ciarki całokształt (i za ten znak zapytania, z którym autorka nas pozostawia) należą się Camilli Sten duże brawa.

"Lęk jest zimny i ma długie paznokcie."


O S A D A. (STUDEN). CAMILLA STEN. PRZEKŁAD: MACIEJ MUSZALSKI. WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA. 2019. Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

ZIMOWE NAWIEDZENIE

Klimatycznym jesiennym porankiem wpadam z opinią na temat książki, która nawiązuje do mojego ubiegłorocznego hitu - horroru LETNIA NOC .
ZIMOWE NAWIEDZENIE to po trosze jego kontynuacja, po trosze jakby wariacja na temat - i to nieco pokręcona, biorąc pod uwagę, że jeden z nieżyjących bohaterów tamtej historii jest (częściowym) narratorem tejże.

Życiowo wypalony Dale Stewart, jeden z dziecięcych bohaterów LETNIEJ NOCY, teraz profesor anglistyki i pisarz, wraca po 40 latach do Elm Haven. Wynajmuje starą, opuszczoną farmę McBride'ów, na której przed laty zginął jego przyjaciel Duane McBride. Dale ma za sobą szereg życiowych katastrof, w tym rozpad małżeństwa i koniec romansu. Jest też po próbie samobójczej. W takim stanie psychicznym ląduje na opuszczonej farmie pośród pól kukurydzy, chcąc odciąć się od dręczących go spraw, za to powrócić do wspomnień z dzieciństwa. Potrzebne mu one do napisania powieści o tamtym pamiętnym lecie. Natchnieniu nie sprzyja jednak dziwna atmosfera w domu, horda tajemniczych psów, buszujących po okolicy, spotkania z dawnymi znajomymi z miasteczka, a nade wszystko czat na komputerze z... No właśnie, kto pisze do Dale'a dziwne ostrzeżenia? Chęć zmierzenia się z groźną przeszłością nieuchronnie ściąga na Dale'a nowe kłopoty...

To moje drugie spotkanie z Danem Simmonsem i niestety nie mogę go zaliczyć do zbyt udanych. Uwielbiam LETNIĄ NOC, ale tym razem daleko mi do entuzjazmu, z jakim wręcz połknęłam tamtą książkę. Szkoda, bo klimat w ZIMOWYM NAWIEDZENIU odmalowany jest całkiem zacnie: przedwczesna zima, śnieg, cisza, zagubienie głównego bohatera i osaczająca go wyczuwalna wrogość - wszystko to do mnie przemówiło.
 

Niestety, o ile zimy jest w tej powieści pod dostatkiem, o tyle nawiedzenia... co kot napłakał. Sama jestem zdziwiona, że to piszę, bo łatwo mnie przestraszyć, nawet coś jedynie sugerując. Dość daremnie czekałam tu na takie wrażenia i dopiero pod koniec coś w tej materii drgnęło. Nie bez przyczyny jednak najbardziej w tej książce widział mi się fragment z ucieczką przed skinheadami starym leśnym traktem, która to scena z paranormalem nie ma nic wspólnego - dostarcza za to mocnych wrażeń (przy okazji przekonałam się też, że warto mieć land cruisera ;D) I niech to będzie dowód na to, że przewijająca się przez fabułę banda skinów o, powiedzmy, mało przyjaznych zamiarach, wywołuje zdecydowanie silniejsze emocje, niż jakiekolwiek duchy grasujące po Elm Haven.

Ponarzekałam, czas więc na plusy - bo książka również je posiada. Oprócz bardzo dobrej atmosfery i zgrabnie oddanego realizmu przekonała mnie i zaciekawiła także kreacja osamotnionego i pogubionego
głównego bohatera, który stara się poukładać sobie życie od nowa. Muszę też sprawiedliwie przyznać, że mimo braku konkretnego straszonka i poczucia, że ta historia, jak to kontynuacja, jest po prostu trochę naciągana, i tak dobrze się tę powieść czytało. Nie porwała mnie, ale i nie nudziła, w czym zapewne zasługa znakomitego stylu autora. I chociaż nie zostanie mi w pamięci tak jak jej znakomita poprzedniczka, na pewno nie zniechęciła mnie do sięgnięcia po inne (i kolejne) powieści Dana Simmonsa.

"Kiedy ktoś redukuje swoje życie do serii nic nie znaczących obsesji, ostatnim etapem jest przekształcenie innych ludzi w obsesje."


Z I M O W E   N A W I E D Z E N I E
(A WINTER HUNTING)
DAN SIMMONS
PRZEKŁAD: MARIUSZ WARDA
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

LANNY

Do sięgnięcia po tę książkę skłoniła mnie myśl, że mimo pięknej, bajkowej oprawy, ma ona w sobie coś niepokojącego, niczym w horrorze. Nie bez znaczenia był także fakt, że powieść została nominowana do tegorocznej Nagrody Bookera; oraz że autor, Max Porter, pochodzi z miasta, które z pewnych prywatnych powodów jest mi bliskie ;) Dość jednak rzec, że LANNY od razu, na pierwszy rzut oka jakoś mnie do siebie przekonał. I nie zawiódł! Muszę przyznać, że dawno nie czytałam czegoś tak dziwnego i tak ujmującego zarazem.

LANNY ma w sobie coś z baśni we współczesnych realiach, mrocznego mitu, nawet poematu. To nowatorska powieść płynąca z nurtem pięknie, chwilami przedziwnie skomponowanych słów. A historia, którą w sobie ta książka kryje, zdaje się być niczym stara miła melodia - taka, którą każdy zna, choć musiałby ją pewnie wydobyć z czeluści zapomnienia.

Akcja powieści toczy się na angielskiej prowincji, służącej pracoholikom z miasta za swego rodzaju sypialnię. Lloydowie przenieśli się na wieś z Londynu. On to pracownik korpo, ona - była aktorka, pisze teraz krwawe kryminały. Obojgu trudno odnaleźć się w nowym miejscu, gdzie najwyraźniej każdy się z każdym zna. Takich problemów nie ma jednak ich synek Lanny - mały ekscentryk o niezwykłej wrażliwości i otwartym, chłonnym umyśle, dla którego cała okolica to jedno wielkie cudowne pole badawcze, pełne extra tajemnic. Lanny pobiera lekcje rysunku u mieszkającego w wiosce, niegdyś sławnego artysty, dziś branego za nieszkodliwego świrusa. Wkrótce ciekawy świata i eksplorujący okolicę chłopczyk zaczyna miewać koszmary, tworzyć mroczne rzeczy i twierdzić, że widział Praszczura Łuskiewnika - mityczną postać, którą straszy się niegrzeczne dzieci. Łuskiewnik to część lokalnego folkloru, równie stary jak sama wioska. Podgląda i podsłuchuje jej życie od wieków, nasiąka nim. Dzięki niemu my sami stajemy się tu po trosze podsłuchiwaczami i podglądaczami. Czasem jakiś mieszkaniec wioski zwraca szczególną uwagę Łuskiewnika, zaczyna go fascynować. A teraz tym kimś jest właśnie niezwykły, twórczy mały Lanny.

Powieść, mimo innowacyjnej narracji, jest zdumiewająco łatwa w odbiorze, a fabuła, choć w zasadzie prosta, ma w sobie coś niesamowitego, zaskakuje i porusza. Tego się nie czyta, a wręcz chłonie, niczym bajkę na dobranoc ku przestrodze.
Zniknięcie dziecka to wstrząsające wydarzenie, które ukazuje rozdźwięk między tym, czym żyje mała wiejska społeczność, kierująca się własną moralnością (żerowanie na nieszczęściu, tworzenie potwornych scenariuszy, wścibstwo i szukanie winnych), a drugą, metafizyczną stroną bytu tej wioski, którą dostrzegają jedynie absolutne wyjątki.

LANNY swym przesłaniem przypomina o naturze jako o źródle równowagi, witalności i naszej duchowości. Zagonieni we współczesnym świecie, przytłoczeni obowiązkami, zapominamy, że z naturą łączy nas magiczna więź. A przecież w każdym z nas jest, przynajmniej do pewnego czasu, taki ciekawski Lanny, otwarty na świat, innych ludzi i wiele możliwych scenariuszy - zanim damy się wtłoczyć w pewne ramy, czego wymaga od nas współczesne życie, społeczeństwo czy po prostu dojrzałość.

Urzekła mnie ta książka, mogłabym rzec, do głębi - każde jej zdanie, jej niesamowita konwencja, piękny, głęboki przekaz i jej mały niezwykły bohater ❤ Jeśli szukacie czegoś absolutnie niezwykłego, powinniście zdecydowanie sięgnąć po debiut Maxa Portera, bo to wręcz istny czarodziej słowa, a jego niesamowity LANNY to wyjątkowa, magiczna lekcja wrażliwości.


L A N N Y
MAX PORTER
PRZEKŁAD: JERZY ŁOZIŃSKI
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

SEKSOWNY KŁAMCA



London to surferka, dorabiająca jako barmanka; właścicielka uroczych dołeczków w policzkach i - jak sama mówi - mało towarzyskiej waginy;D Luke natomiast to przyszły prawnik. Do tego kobieciarz jakich mało. Oraz, co również ma ogromne znaczenie - były chłopak Mii Holland (bohaterki pierwszego tomu serii - SŁODKIE ROZKOSZE).

Poznają się w barze i szybko między nimi zaskakuje. Ale oboje mają już za sobą nieudane związki, więc to ma być tylko jednorazowa przygoda, nic ponad to.
Wkrótce okazuje się jednak, że ma ona szansę zamienić się w coś więcej, ponieważ London i Luke nadają na tych samych falach nie tylko w łóżku czy grając razem w Titanfall. Kłopot w tym, że telefon Luke'a wciąż aż grzeje się od ciągłych smsów od dziewczyn, proponujących mu łatwą rozrywkę, do której już zdążył przywyknąć. A London z kolei ma tzw. moralniaka z powodu Mii, ponieważ niepisany dziewczyński kodeks mówi, by nie umawiać się z byłymi swoich koleżanek.


Choć bardzo lubię WILD SEASONS i wciągnęłam się mocno w ten cykl, muszę przyznać, że sięgałam po tę książkę z pewnymi obawami. Poprzednie trzy tomy były super, ale wiadomo jak to bywa z seriami - w pewnym momencie czasem czuć zmęczenie materiału. Obawiałam się więc trochę, czy i w tym przypadku nie doszło do pewnego wyczerpania tematu. Okazało się jednak, że moje obawy były niepotrzebne. Autorki po raz kolejny udowodniły mi, że schematyczny romans może być ciekawy i przyjemny - jeśli ma z troską i w detalach wykreowanych sympatycznych bohaterów, którzy zjednają mnie sobie swoimi charakterami, humorem, osobistym urokiem. Bohaterów, perypetiami których będę w stanie się przejąć.
 

Tak właśnie ma się sprawa z London i Luke'm, którzy zdążyli już parę razy pojawić się na chwilę we wcześniejszych częściach. Nie sposób ich nie polubić, kiedy się już pozna tę dwójkę i ich problemy. To czysta przyjemność obserwować, jak ulegają wzajemnemu oczarowaniu, zbliżają się do siebie, uczą się siebie nawzajem. Ich romans ma miłe, nieśpieszne tempo, a spora ilość gorących momentów jakoś nie przesłania reszty fabuły, w której przyjaźń, miłość i rodzina nie są jedynie pustymi słowami.

SEKSOWNY KŁAMCA to słodka, gorąca i bardzo zgrabna, dobrze napisana opowieść o miłości, ze wszystkim w odpowiednich proporcjach. Dzięki wyważonej fabule książkę czyta się przyjemnie i bez cienia znużenia. Nie zawiódł też lekki humor; bardzo pocieszne są zwłaszcza relacje Luke'a z rodziną, gdzie otoczony jest kobietami - od siostry po babcię, która nikomu nie szczędzi żenujących szczegółów z dzieciństwa ich pyszczka :D
Autorki zadbały również, jak zwykle, by ta historia kryła w sobie coś więcej, jest więc w tym romansie także opowieść o strachu przed zaangażowaniem i uczeniu się na nowo wzajemnego zaufania. Smaczku zaś dodaje mu melancholijny, uroczy motyw żegnania się z pierwszą miłością.

Świetna książka, w której wprost iskrzy od emocji i
w paru momentach dość ściśle nawiązująca do mojego ulubionego tomu pierwszego. Uśmiech na twarzy, motylki w brzuchu i ciepło w sercu gwarantowane!

"Pochylam się i całuję go. Moje serce jest na krawędzi przepaści i widzi tylko przestrzeń wypełnioną powietrzem."


S E K S O W N Y   K Ł A M C A
(WICKED SEXY LIAR)
CYKL: WILD SEASONS # 4
CHRISTINA LAUREN
PRZEKŁAD: KATARZYNA KRAWCZYK
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

POŁĄCZYŁY ICH GWIAZDY

POŁĄCZYŁY ICH GWIAZDY to książka, w której aż roi się od astrologii i horoskopowych przepowiedni. Co z nich może wyniknąć, kiedy gwiazdy postanowią namieszać komuś w życiu? Czy przyszłość rzeczywiście da się przewidzieć, czy może jednak horoskopy to tylko żerowanie na ludzkiej naiwności?

Para głównych bohaterów tej powieści ma na ten temat dość radykalnie różne zdanie.
Ona - Justine, Strzelec, jest pragmatyczką, mocno stąpającą po ziemi. Pracuje w redakcji poczytnego czasopisma, gdzie ostatnio przez przypadek awansuje z posady gońca na redaktorkę.
On - Nick, Wodnik, to typ wiecznego chłopca, bujającego w obłokach; od zawsze marzy o zostaniu aktorem, a jak na razie grywa najczęściej role żywych reklam w nadmuchiwanych kombinezonach.

Justine i Nick, oboje przed trzydziestką, znają się z dzieciństwa, kiedy to mieszkali po sąsiedzku. Potem na długo stracili się z oczu, ale po niespodziewanym spotkaniu po latach w Justine odżywa dawne uczucie do Nicka. Niestety on, świeżo po zerwaniu z dziewczyną, traktuje ją tylko jak przyjaciółkę. A że zaczytuje się w horoskopach w czasopiśmie, dla którego pracuje Justine, dziewczyna postanawia potajemnie odrobinkę zmodyfikować horoskop dla Wodnika, by dopomóc Nickowi w zrozumieniu pewnych spraw. Np. tego, że są sobie przeznaczeni.
Umyka jej jednak, że interpretacja Nicka może być różna i że przy okazji być może namiesza także w życiu innych osób;)

Debiut Minnie Darke należy do gatunku lekkich i kusi dobrym wątkiem romantycznym. Dodajmy do tego humor i garść wzruszeń, ale też na wesoło. Pycha, prawda?
Szczerze polubiłam Justine i Nicka, zachwyciłam się ich charakterami, relacją i późniejszym życiem po sąsiedzku (po latach - czyżby za sprawą gwiazd? - również zamieszkują obok siebie ;)). Sekundowałam im w zbliżaniu się do siebie mimo różnych komplikacji, z byłą dziewczyną na czele.

Autorka ma lekkie, przyjemne, swobodne pióro i niewątpliwie dużą, nieskrępowaną wyobraźnię. Mogłabym więc uznać tę powieść za całkiem udaną lekturę, przy której nieźle się bawiłam; jest jednak małe ale. Urocza historia Nicka i Justine tonie w wątkach pobocznych, którymi ta w nieposkromiony sposób pogodna książka jest wręcz przeładowana. Wątkach ciekawych, barwnych, ale w tej ilości po prostu przytłaczających i rozpraszających. Mam miękkie serce (zodiakalny Lew) i nie wskazałabym, które z nich należałoby zredukować. Ale powinno być ich mniej, choć troszeczkę! Bo mimo, że powieść broni się jak może - naprawdę dobrym, przyjemnym w odbiorze stylem, oryginalnością pomysłu - to chwilami w trakcie czytania czuć przesyt i znużenie, właśnie tymi licznymi wycieczkami w bok. Autorka poświęciła bohaterom drugiego planu mnóstwo uwagi, ale w rezultacie główni bohaterowie stracili na wyrazistości, stali się po trosze jednymi z wielu, z lekka giną w tym tłumie.

Mimo to, jeśli już ktoś z Was zdecyduje się na lekturę, radziłabym nie zniechęcać się zbyt szybko. Książkę zdecydowanie warto doczytać, dać się porwać fajnym emocjom w drugiej jej połowie i oczarować zakończeniem - słodkim, wręcz filmowo urokliwym i w zasadzie jedynym, jakie brałam pod uwagę ze względu na niejakiego Browna ;D

Podsumowując: książka jak na debiut niezła i bardzo pomysłowa, choć niemiłosiernie zakręcona.


P O Ł Ą C Z Y Ł Y   I C H   G W I A Z D Y
(STAR-CROSSED)
MINNIE DARKE
PRZEKŁAD: JACEK SPÓLNY
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

NA PRZEKÓR

Laura mieszka z babcią. Mają problemy finansowe, ale jakoś sobie radzą. Babcia dorabia szydełkowaniem, a wnuczka - dyżurami w lokalnej przychodni weterynaryjnej. Laura sporo w życiu przeszła, porzucona przez oboje rodziców. Teraz stoi u progu dorosłego życia - za chwilę matura i studia - uwzględnia jednak w swych planach na przyszłość opiekę nad chorującą babcią, która zajęła się nią, kiedy została sama.
 

Laura nie jest zbyt otwartą dziewczyną, nie ma też wielu znajomych. Jej kontakty z rówieśnikami ograniczają się do jednego oddanego przyjaciela, Adama. O koleżankach lepiej nie mówić - najlepsza przyjaciółka odwróciła się od niej w najgorszym momencie jej życia, bez skrupułów zrywając coś, co łączyło je od dzieciństwa. Kiedy pewnego dnia Laura poznaje zabawnego i przystojnego Filipa, wydaje się, że los wreszcie się do niej uśmiechnął, że się zakocha, wszystko się jakoś ułoży i będzie szczęśliwa. Wtedy jednak ktoś zaczyna do niej wydzwaniać, aż w końcu staje w progu domu, znów wywracając jej życie do góry nogami...

NA PRZEKÓR to już moje drugie spotkanie z młodą polską autorką młodzieżówek, Agatą Polte. Kilka miesięcy temu recenzowałam jej poprzednią powieść - NOWE JUTRO. O ile jednak tamtą książkę wspominam całkiem przyjemnie, jednak bez fajerwerków, o tyle nowej udało się chyba uszczknąć kawałek mojego serca. Powieść, choć w lekkim stylu, jest pełna emocji i w urokliwym słodko-gorzkim klimacie, który udziela się praktycznie od pierwszych stron. 


NA PRZEKÓR to historia o złamanych obietnicach i zawiedzionym zaufaniu. Takie właśnie bolesne doświadczenia z dzieciństwa kładą się cieniem na życiu młodziutkiej bohaterki i nie pozwalają jej się nim cieszyć, nie dają o sobie zapomnieć. Książka obfituje jednak w całą paletę różnorakich emocji, jest to więc też historia o prawdziwej przyjaźni, nieśmiało pączkującej pierwszej miłości i bliskości. Wszystko to oddane jest z wyjątkowym wyczuciem, ma w sobie odpowiedni dramatyzm, ale i konieczną odrobinę romantycznej mgiełki i lekkiego humoru, a z bohaterką łatwo się zidentyfikować. Ujął mnie też szczególnie dosyć unikalny, pełen ciepła motyw relacji wnuczki z babcią. Nieczęsto się go spotyka w młodzieżówkach, a oddany jest tu pięknie - jako silna więź dwóch osób, które są dla siebie najważniejsze na świecie.
Muszę tu jeszcze wspomnieć, że ta historia nabiera uroku także dzięki... zwierzakom Laury - każdy zwierzolub na bank uśmiechnie się przy fragmentach z hiperaktywnym psem Lokim i leniwym kotem Ninją ;)

Nowa powieść Agaty Polte to, podobnie jak jej poprzedniczka, historia bardzo życiowa i realistyczna, bez naciągania i fałszu. Fabuła błyskawicznie wciąga i czyta się świetnie. Ta książka, mimo, że momentami delikatnie naiwna, ma w sobie to specyficzne COŚ, jakąś iskrę, która oczarowuje. Bez trudu mnie sobie zjednała. Na zdecydowany plus zaliczyć można również fakt, że autorka nie próbowała wykreować jej na podobieństwo młodzieżówek z Zachodu. Nie ma tu kalkowania zachodnich wzorców. Wszystko jest tu znajome i bliskie, a takich bohaterów, jak Laura, jej babcia czy Filip możemy bez problemu dostrzec w realu. Brawa za autentyczność.

Wciąż jeszcze przekonuję się (na nowo) do rodzimych powieści i cóż, różnie z tym bywa, ale Agacie Polte to przekonywanie mnie idzie całkiem nieźle - NA PRZEKÓR zaliczam do lektur zdecydowanie udanych, i to takich, do których przyjemnie będzie wrócić. Ta wzruszająca i sympatyczna historia wraz ze swoimi bezpretensjonalnymi bohaterami i przytulną, swojską atmosferą po prostu przypadła mi do serca



N A   P R Z E K Ó R
AGATA POLTE
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

NIGDZIE INDZIEJ







Jakie pierwsze skojarzenia nasuwają nam się kiedy słyszymy słowo: Indianin?
Winnetou? Zabawa w podchody i malowanie sobie twarzy w kolorowe pasy? Tipi? Łapacze snów? A może groteskowy Tonto zagrany przez Johnny Deppa w Jeźdźcu znikąd?
Co my tak naprawdę wiemy o Indianach oprócz tego, co przekazano nam w masowej pop kulturze, tudzież ucząc, że żyli w Ameryce, kiedy została odkryta przez przybyszy zza wielkiej wody i że zostali przez tych przybyszy, delikatnie ujmując, wysiudani z własnych ziem?

Powiem szczerze, że sama wiem na ten temat niewiele, dlatego książka Tommy'ego Orange'a, zapowiadająca się po opisie na ważną lekturę o rozliczeniowym charakterze, zwróciła moją szczególną uwagę.

Tommy Orange, członek plemion Czejenów i Arapahów z Oklahomy, omija w swej debiutanckiej powieści zakłamaną historię, znaną z przestarzałych podręczników, ukazując tę, której z pewnością co niektórym wygodniej nie znać - tak jak na pewne rzeczy lepiej nie patrzeć, a pewnych spraw nie roztrząsać. Orange odważnie rzuca wyzwanie sumieniu białej Ameryki, głośno przypominając, że dzieje jego pobratymców, rdzennych mieszkańców tego kontynentu, którzy za sprawą białych stali się obcy na swych własnych ziemiach, wyparci z nich, przegonieni - to długa opowieść, naznaczona niewyobrażalnym cierpieniem.
Jeśli weźmiemy pod uwagę, że 95 procent populacji Indian zostało w imię kolonizacji i ekspansji terytorialnej właściwie unicestwionych, słowo holokaust w odniesieniu do ich historii nabiera bolesnego autentyzmu.

Eksterminacja rdzennych mieszkańców Ameryki została zatuszowana. Świat o niej milczy, bo tak nakazuje przesączona fałszem poprawność polityczna. Tommy Orange wdziera się w tę ciszę, stając się wyraźnym głosem swego ludu, nazywając jego tragedię po imieniu. Każe nam prześledzić niewygodną dla białych przeszłość. Stawia też niełatwe pytania na temat obecnej sytuacji Indian - niedobitków, co prawda, nie izolowanych już w rezerwatach, ale nadal wyobcowanych w amerykańskim społeczeństwie, które ich wchłonęło. Autor pozwala nam przyjrzeć się efektom tej asymilacji na siłę.

Akcja NIGDZIE INDZIEJ toczy się współcześnie, a dwanaścioro bohaterów tej powieści, stanowiących mieszankę bardzo różnych osobowości, łączy jedno - wszyscy oni, choć każdy z własnych powodów, znajdą się na wielkim zjeździe plemiennym, organizowanym na stadionie w Oakland. Będzie tam m. in. Dene Oxygene, który chce kontynuować dzieło swego zmarłego wuja i stworzyć zbiór historii, opowiedzianych przez Indian. Również Bill Davis, weteran wojny w Wietnamie, który na co dzień sprząta stadion po imprezach. Jaquie Czerwone Pióro jedzie na zjazd z daleka, chcąc zobaczyć występ swego wnuka, Orvila, który weźmie udział w tradycyjnym tańcu indiańskim.
Zaledwie 14-letni Orvil z kolei jest tu przykładem bohatera, który choć o kulturze swych przodków dowiaduje się z Internetu, czuje się spadkobiercą jej spuścizny i rozumie, jak ważne jest przekazywanie historycznego i kulturowego dziedzictwa następnym pokoleniom, by go nie zaprzepaścić.
Dla kontrastu - kilkoro bohaterów niewiele starszych od Orvila, dorastających wśród przemocy, ma zupełnie inne plany wobec zjazdu, co w efekcie przyczyni się do tragedii.

Powieść Orange'a nie należy do łatwych lektur. Spora ilość bohaterów i ich osobne historie (które z czasem zaczynają się ściśle ze sobą splatać), sprawiały, że chwilami trochę się gubiłam. Styl autora też jest specyficzny. Książka wymaga więc od czytelnika pewnego wysiłku, choć jednocześnie potrafi być dość hipnotyzująca, niepokojąca. Da się w niej usłyszeć echo wierzeń Indian, bogactwa ich kultury, ducha. Odbija się w niej jednak także ogólny marazm i fatalizm, w jakim obecnie tkwią, obrabowani nie tylko z własnych ziem i praw do niej, ale również z nadziei. Dzisiejsi tzw. miejscy Indianie w powieści Orange'a to rozgoryczeni ludzie tkwiący w jakimś pełnym przemocy miejscu gdzieś pomiędzy, w pułapce o nieokreślonych ramach, nie umiejący się odnaleźć, popadający w uzależnienia, popełniający samobójstwa. Oni już sami nie wiedzą, kim są. Są jak wyrzut sumienia, nad którym nikt zbytnio nie chce się zastanawiać.

My, Polacy, dobrze wiemy co to znaczy przekłamywać historię. Można powiedzieć, że znamy ten ból. Dlatego myślę, że NIGDZIE INDZIEJ to ważna książka i warto się z nią zmierzyć. Polecam zarówno tym, którzy żywo interesują się samym tematem Indian, jak i tym, którzy zechcą się pochylić nad nikczemnie kamuflowanym tzw. indiańskim problemem.


N I G D Z I E   I  N D Z I E J
(THERE THERE)
TOMMY ORANGE
PRZEKŁAD: TOMASZ TESZNAR
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

ZAGINIONY KONTYNENT


Kalifornia kojarzy nam się z wiecznym, pięknym latem, prawda?  A Nowy Jork pewnie z wieżowcami jak z pocztówki i Central Parkiem :)

A wiecie, czym charakteryzuje się stan o ładnej nazwie Iowa? Jeśli wierzyć autorowi - polami kukurydzy. I totalną nudą. To tam właśnie Bill Bryson, znany amerykański autor książek popularnonaukowych i podróżniczych,
przyszedł na świat. Tak  mu jednak obrzydł jednostajny krajobraz złożony z bezkresnych pól i silosów, że już jako dorosły człowiek, zafascynowany Europą i Europejczykami, postanowił wynieść się do Anglii. Po latach zatęsknił jednak za ojczyzną i wrócił na sentymentalną wycieczkę. Pożyczonym od matki leciwym chevroletem wyruszył śladami miejsc, w których bywał w dzieciństwie, co w rezultacie zamieniło się w podróż po całych Stanach. Bryson zapragnął ujrzeć Amerykę od podszewki. ZAGINIONY KONTYNENT to właśnie szczegółowy, pasjonujący opis tej podróży. Książka ma 30 lat, ale czy straciła na swej aktualności?

Stany Zjednoczone to dla mnóstwa osób istna ziemia obiecana, a znając niemalże sielski obraz tego kraju z filmów, rzadko się pamięta, jak bardzo jest on podrasowany. Ta książka pokaże Wam wersję no filter - ukaże rzeczywistość amerykańskiej prowincji, która potrafi być byle jaka, przeraźliwie nudna czy kiczowata. Bryson odwiedził w swej podróży trzydzieści osiem stanów, pokonując prawie 14 000 mil. W opisach swych perypetii jest do bólu szczery, błyskotliwy i nieodparcie zabawny - śmiałam się nad tą książką niemalże strona za stroną. Do połowy czytało się to pysznie, potem trochę już znużyło (w końcu to długa podróż!), co nie zmienia faktu, że ta książka to istna kopalnia informacji, cytatów i anegdot.
 

A wyłania się z tej przyjemnej, popularnonaukowej lektury obraz Ameryki jako kraju paradoksów, gdzie da się zrealizować każdy idiotyczny pomysł. Np. upamiętnić miejsce urodzenia wynalazcy nawilżającej chusteczki ;D Autor z humorem, ironią, przez które jednak przebija rozczarowanie i pewien smutek, nie oszczędza stylu bycia swych rodaków. Wytyka ignorancję, samoadorację, przerażający stoicyzm, zamiłowanie do wygody i bzdurnych gadżetów. Zwraca też uwagę na powszechną komercjalizację, nawet nielicznych dobytków młodej przecież historii, oraz na ogromne zanieczyszczenie środowiska. Wspomina też o godnym współczucia losie rdzennych mieszkańców Ameryki, zepchniętych do roli folklorystycznej atrakcji.

Ale pośród tych narzekań znalazło się miejsce także na równie szczere zachwyty. Zachwyciły Brysona m.in. przepiękne parki narodowe, stany Georgia czy Karolina Południowa; także Charleston - miasto i mieszkańcy, cytując autora -  jak z reklamy Pepsi. Czuję, że mogłabym tam mieszkać! :D

Ameryka dla wielu jest i niewątpliwie nadal będzie fascynującym synonimem szczęścia i sukcesu. Ta przezabawna, ale mądra książka, która skłania do myślenia, pozwala nadal ją lubić, choć jednak spojrzeć na nią z rozsądnym przymrużeniem oka ;)


 "Jeżeli ktoś jeździ w Stanach Zjednoczonych autobusem dalekobieżnym, to znaczy, że nie stać go na podróż samolotem albo - w tym kraju trudno sobie wyobrazić większą nędzę - nie ma samochodu. A jeśli kogoś nie stać na samochód, jest to ostatnie stadium przed bezdomnością."


Z A G I N I O N Y   K O N T Y N E N T
(THE LOST CONTINENT. TRAVELS IN SMALL-TOWN AMERICA)
BILL BRYSON
PRZEKŁAD: TOMASZ BIEROŃ
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

I CO O MNIE POWIESZ?

Holly Bourne kojarzyłam jak dotąd z bardzo młodzieżowymi klimatami, jednak wraz z tą powieścią okazało się, że znakomicie radzi sobie także w tych dojrzalszych. I CO O MNIE POWIESZ? to książka, której pogodna okładka i opis sugerują lekturę lekką i przyjemną. Rzeczywiście posiada wszystkie te cechy. Lecz i znacznie więcej. Można się przy niej popłakać ze śmiechu, ale dostarcza także powodów do szczerych, gorzkich przemyśleń.

Bohaterka tej powieści, Tori Bailey, mając 25 lat napisała bestsellerowy poradnik Kim do cholery jestem?, który stał się inspiracją i drogowskazem dla milionów jej rówieśniczek. Przekonała je, że należy odrzucić zasady i żyć zgodnie z własnymi potrzebami.

Sześć lat później 31-letnia Tori, wciąż na fali sukcesu (wznowienia jej książki, panele dyskusyjne itp.), dzieli życie z ukochanym Tomem, mają miłe mieszkanko i uroczego kota. Stały związek to bliskość, komfort, bezpieczeństwo. Wspólne oglądanie seriali. I przeglądanie newsów w Iphone'ach w przerwie reklamowej.

Czemu więc Tori, zaproszona na ślub kolejnej koleżanki i czytająca na fejsie o kolejnych zaręczynach i ciążach, zaczyna nabierać przekonania, że jej życie jest jałowe niczym pustynia? Kiedy zmieniło się ono w publikowanie szczegółowo wykadrowanych fotek i postów i oczekiwanie w napięciu na lajki? Czy to normalne, że wyznając Tomowi miłość słyszy w odpowiedzi jedynie mechaniczne Ja ciebie też? I jak to się stało, że na wesele, zamiast z nim, idzie z przyjaciółką, bo on ma swoje sprawy?

Tori to przykład kobiety, która przekraczając trzydziestkę, uświadamia sobie, że właśnie przemija jej młodość. W mediach postrzegana jest jako kobieta sukcesu. Podtrzymuje wizerunek zadowolonej z życia Tori Bailey, oszukując innych i samą siebie. Życie według własnych zasad, nie pod cudze dyktando, tak jak i związek bez zobowiązań, nie przyniosły jej oczekiwanego spełnienia i stały się pewnego rodzaju pułapką. Jednak ze względu na swój wiek boi się po raz kolejny rzucić wszystko, tak jak przed laty. Targają nią też sprzeczne pragnienia; chwilami wydaje jej się, że cudownie byłoby w końcu mieć dziecko; z kolei stagnacja w jej nudnym związku niemal pcha ją do zdrady.

"Życie po trzydziestce to jak zabawa w gorące krzesła. Nagle muzyka przestaje grać, a wszyscy się pobierają z tym, na kim akurat przysiedli."

Książka Holly Bourne porusza temat bardzo na czasie. Ukazuje, że mimo rewolucji seksualnej, 30-latka bez męża i dzieci postrzegana jest nadal jako ktoś mniej wartościowy.
Autorka nie patyczkuje się zbytnio z nikim. Bez pardonu obnaża rządzące współczesnym światem niesprawiedliwe stereotypy, nie szczędzi ironii, ciętego humoru i trafnych spostrzeżeń na temat współczesnych związków i małżeństwa, bycia singlem w świecie pełnym par, rodzicielstwa, nieuchronnego starzenia się. Książka wytyka też powszechne uzależnienie od mediów społecznościowych, które w dużej mierze nakręcają w nas potrzebę kreowania na siłę  szczęśliwego wizerunku samych siebie.

Bardzo polubiłam Tori i rozumiałam jej pogubienie, poczucie przekroczenia pewnej granicy i stania na życiowym rozdrożu. Jej uniwersalna historia wyraża prawdziwe emocje niejednej z nas. Niesatysfakcjonujący związek, w którym trzeba wręcz żebrać o każdy cieplejszy gest; ciężar presji otoczenia, które ma dla kobiety określone role; narzucony kanon piękna, któremu ma sprostać - to tylko niektóre z problemów, z którymi musi się zmierzyć ta trzydziestolatka. I które pozwalają się z nią głęboko solidaryzować.

I CO O MNIE POWIESZ? to błyskotliwa, znakomita, brutalnie szczera i bardzo kobieca książka, puszczająca wymowne oczko zarówno do zagorzałych feministek, jak i mamuś, poświęcających się dla pociech. Pozwala spojrzeć na życie ze zdrowego dystansu, przemyśleć niejedno, a może nawet spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie : Kim do chole*y jestem? ;)


I   C O   O   M N I E   P O W I E S Z ?
(HOW DO YOU LIKE ME NOW?)
HOLLY BOURNE
PRZEKŁAD: MARTA FABER
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019

Za egzemplarz dziękuję serdecznie Wydawnictwu Zysk i S-ka.

GWIAZDY NADZIEI

Kiedy zdecydowałam się przeczytać tę książkę, nazwisko I.M. Darkss nic mi nie mówiło. O tym, że pod tym pseudonimem kryje się nasza rodzima autorka, dowiedziałam się praktycznie tuż przed lekturą :D Czytałam niedawno polską młodzieżówkę Agaty Polte i było to przyjemne doświadczenie, więc uznałam, że GWIAZDY NADZIEI będą pewnie czymś w podobie.
A tu niespodzianka - to coś kompletnie innego.

Amara wraca do domu po latach nauki w szkole z internatem. Do domu, w którym nie czuje się nawet zbyt mile widziana i gdzie nie ma co liczyć na zrozumienie i wsparcie ze strony rodziców czy siostry, o ile nie chce posłusznie odgrywać narzucanej jej roli.

Ale nie to jest dla Amary najgorsze, bo odtąd ma także widywać często Jaksa Travissa, przystojnego i nieodparcie seksownego właściciela salonu tatuażu, w którym jest od dawna zakochana. I który jest chłopakiem jej siostry. Jednak siostra właśnie stwierdziła, że ma go dość i rzuca go (!), więc w dziewczynie budzi się nadzieja, że łącząca ją z Jaksem piękna przyjaźń przemieni się w coś więcej. Tyle że, jak wieść niesie, Jaksowi przez jakąś traumę ani w głowie poważne związki. Trudno mu jednak pozostać obojętnym na wysiłki i wdzięki Amary, nie lubi też, gdy kręcą się koło niej inni faceci, proponuje jej więc układ bez zobowiązań. Amara przyjmuje go, wierząc, że uda się jej poznać prawdę o traumatycznej przeszłości Jaksa i w końcu rozbić ten mur, którym tak szczelnie się obwarował.

"Nie ma większego ryzyka niż obdarzenie kogoś miłością."

Motyw dramatu z przeszłości i pokonywania go, wychodzenia w życiu na prostą, to jest coś co lubię w książkach New Adult chyba najbardziej. W tej historii ciekawiło mnie też, czemu Jaks uważa, że nikogo już nie pokocha, czego się tak boi, broniąc przed poważnym związkiem. Powieść I.M. Darkss zapowiadała się więc naprawdę dobrze.
Niestety moje GWIAZDY NADZIEI najpierw zamigotały kusząco, a potem... w większości pogasły.

Przytłoczył mnie przede wszystkim styl, w jakim ta książka została napisana. Od razu zaznaczam, że nie chodzi o to, że jest zły, a o jego specyficzny charakter - który dla innych może być równie dobrze wielką zaletą tej powieści. Jest on tak dopracowany i bogaty, a powiedziałabym nawet - przeładowany, że zatracił pewną swobodę i naturalność, i podejrzewam, że to z jego powodu nie mogłam się w tę historię solidnie wczuć - nawet mimo ciekawie wykreowanych bohaterów.
Emocje Amary (która jest tu jedyną narratorką) to właściwie same skrajności. Na dłuższą metę czytanie o tym, jaki ogrom doznań wciąż ją przepełnia, po prostu wyczerpuje. Trafiają się, co prawda, przyjemne, luźniejsze momenty, ale bohaterka zdaje się wręcz czuwać nad tym, żeby szybko nabrały ciężkości. Inna sprawa, że ta lawina emocji często zastępuje konkretną  fabułę - toczy się ona praktycznie od jednego spotkania naszej pary do drugiego i poza dramatycznymi retrospekcjami właściwie niewiele się dzieje.

Historia Amary i Jaksa kryje w sobie kilka tragedii z przeszłości, których skutki mocno zaciążyły na losach bohaterów. Niektóre z nich również średnio do mnie przemawiały, było ich zwyczajnie za dużo, jak na dwoje ludzi. Na zdecydowany plus zaliczam ładny i wzruszający motyw przeznaczenia, do którego nawiązuje przesłanie tej powieści.
Ciekawie wypadło również potraktowanie tatuażu jako sztuki (mimo, że nie jestem fanką tatuowania się od stóp do głów). Czuć, że dla Jaksa ta praca i hobby to nieodłączna część jego osobowości, sposób na wyrażenie siebie. Podobała mi się także sama postać Jaksa, chyba najlepiej i najciekawiej skonstruowana ze wszystkich w tej powieści, który był niczym spokojna wyspa na tym wzburzonym morzu (choć swoim brakiem konsekwencji skołował nie tylko Amarę ;)).

Narzekam czasem na płytkość współczesnych NA czy romansów, niedostatek w nich psychologicznych rozkmin i emocji. W przypadku GWIAZD NADZIEI poszło to w drugą stronę. Ta książka emocjami wręcz ocieka. Powiedziałabym, że nawet w nich tonie. Ktoś, kto lubi zatracić się w takich klimatach, pewnie bez trudu się w niej odnajdzie, będzie się nawet delektował.
Dla mnie ta powieść, jak na typowe New Adult, była trochę przekombinowana. Zabrakło mi w niej charakterystycznej dla tego gatunku młodzieńczej lekkości i w rezultacie, niestety nie wciągnęła mnie tak, jak się spodziewałam.

"Każdy jego pocałunek, dotyk, uśmiech wymazuje ze mnie ból, lęk, bezradność i zapala jedną gwiazdę więcej."


G W I A Z D Y   N A D Z I E I
I.M. DARKSS
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019 

Za egzemplarz dziękuję serdecznie Wydawnictwu Zysk i S-ka.

SZALONA NOC

P R Z E D P R E M I E R O W O

Kto się stęsknił za barwną gromadką bohaterów serii WILD SEASONS? ;) Już niedługo premiera kolejnej części, szykujcie się na dobrą zabawę i mnóstwo emocji!

SZALONA NOC to już trzeci tom cyklu o ich miłosnych perypetiach, moje recenzje wcześniejszych tomów znajdziecie TUTAJ i TUTAJ. Trójka kumpli i trzy przyjaciółki - poznali się w Vegas, dobrali w pary i pod wpływem impulsu w połączeniu z alkoholem... postanowili pobrać. Wynikły z tego różne komplikacje, łącznie z niemal natychmiastowymi rozwodami, ale życie całej szóstki od tamtej chwili uległo diametralnej zmianie.

Niebieskooki Australijczyk Oliver i śliczna Kalifornijka Lola, to wbrew pozorom dość nietypowa para jak na ognisty romans: jedyna z wyżej wymienionych, której w szaleństwach w Las Vegas nie poniosło na tyle, by skonsumować swój (trwający jedną noc) związek małżeński. Zdziwi to kogoś, jeśli dodam, że tych dwoje to para introwertycznych nerdów, rozkochanych w komiksach?
Oliver wkrótce otwiera sklep z komiksami w rodzinnym mieście Loli, a Lola jest ni mniej, ni więcej... a autorką Razor Fish, komiksu, którym właśnie zainteresowało się sąsiedzkie Hollywood.

Nie da się jednak ukryć, że oprócz wspólnych zainteresowań tych dwoje łączy coś jeszcze: potężna miłosna chemia, którą ciężko im zignorować. Osiem miesięcy przyjaźni, które nastąpiły po Vegas, to tak naprawdę ośmiomiesięczna gra wstępna. Aż nadchodzi szalona noc, gdy puszczają wszelkie hamulce. Ale niepewna siebie Lola nie potrafi dopuścić do siebie myśli, by między nią a Oliverem mogło COŚ być. Oliver to świetny kumpel, ale tylko kumpel. O którego jednak... hm, może być zazdrosna, gdy na horyzoncie pojawia się potencjalna rywalka. Tymczasem Oliverowi coraz trudniej udawać, że nie jest w Loli zakochany. Pytanie tylko - co na to sama Lola?

"Nie chcę niszczyć tego, co mamy, ale teraz mam wrażenie, jakbyśmy balansowali na szczycie góry; jeśli mocno przechylimy się na bok, wpadniemy w coś cudownego, czego pragnąłem chyba od lat."

Oliver służy jej niezawodnym przyjacielskim wsparciem, w głębi duszy pragnąc uchronić przed możliwymi rozczarowaniami. Jednak w tym patyczaku w okularach kryje się naprawdę ognisty facet, który jak pokocha, to na dobre. Ale kiedy w końcu przełamuje się i otwiera przed dziewczyną, mówiąc jej o swych uczuciach, pogubiona Lola... łamie mu serce.

Co takiego sprawia, że Lola wątpi w swą intuicję, jeśli chodzi o mężczyzn i dlaczego uważa, że wszystko dzieje się za szybko, jest zbyt intensywne? Powiem Wam tylko tyle, że będziecie  mocno trzymać kciuki, by Oliverowi udało się jednak rozproszyć jej wątpliwości :)

Christina Lauren jak zwykle, nie zawiodła - SZALONA NOC to romans napisany z polotem i wdziękiem, szczodrze doprawiony nieskrępowaną, ale przyjemną erotyką, w którym obok zetknięć i zwarć na linii Lola-Oliver jest i przyjaźń, dużo rozbrajającego humoru, ale książka w swej lekkiej konwencji przemyca też odrobinę kwestii całkiem serio. Problemy Loli nie są wyssane z palca i nasuwają m.in. pytania, czy warto dla pieniędzy nagiąć własną sztukę do żądań innych? I co najważniejsze - czy w życiu trzeba wybrać między miłością a pasją? Czy poświęcenie się jednemu niestety wyklucza to drugie?

SZALONA NOC ani na krok nie ustępuje w niczym swoim poprzedniczkom. Ma równie wyrazistych bohaterów, których nie ma się dość, świetne, zadziorne dialogi, czyta się ją jednym tchem. Świetnie się przy tej książce bawiłam. Nie zabrakło w niej także paru całkiem wzruszających momentów, bo tak naprawdę w tej słodkiej, seksownej mieszance kłębiących się emocji, z której aż sypie się iskierkami namiętności, kryje się oczywiście prosta historia o dążeniu do spełnienia i szczęścia i o poszukiwaniu odwzajemnionej miłości.

Zakochacie się. Nie tylko w mówiącym z australijskim akcentem Oliverze. W Loliverze też! :)

"... Łatwo było z nim przebywać; jakbym próbowała po troszku jakiejś pyszności, którą chcę potem jeść, póki nie pęknę."

S Z A L O N A   N O C
(DARK WILD NIGHT)
CYKL: WILD SEASONS # 3
CHRISTINA LAUREN
PRZEKŁAD: KATARZYNA KRAWCZYK
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019

Za możliwość przedpremierowego przeczytania książki  dziękuję serdecznie Wydawnictwu Zysk i S-ka.

POŚCIG




Fankom hokeistów z Briar przyszło czekać na tę książkę wyjątkowo długo. I w końcu jest. Elle Kennedy ponownie zabiera nas do zimnej Nowej Anglii, ale nie ubierajcie się ciepło, bo ta historia na pewno Was rozgrzeje;) Spin-off serii OFF-CAMPUS rozpoczyna POŚCIG, w którym pojawiają się gościnnie bohaterowie poprzednich powieści, a para głównych bohaterów to Summer, siostra Deana, oraz jego kumpel, Fitz.

Summer i Fitz spotkali się już wcześniej, a początek ich znajomości był katastrofą. Potężny, wytatuowany hokeista wpadł w oko ślicznej bogaczce, ale ją zlekceważył, skołował i odtąd unikał jak zarazy (a przynajmniej tak to wyglądało).
Tymczasem w POŚCIGU czeka Fitza szokująca niespodzianka. Summer, w dziwnych okolicznościach wyrzucona ze swego uniwersytetu, trafia do Briar, czyli na jego uczelnię. Mało tego - nie mając się gdzie podziać (dziedziczka z funduszem powierniczym! :D), znajduje lokum, w którym mieszka już trzech studentów. W tym oczywiście także Fitz!
Piękna dziewczyna z trzema wolnymi, fajnymi facetami pod tym samym dachem? To się może skończyć tylko jednym. A może to zbyt stereotypowe myślenie? Może wszyscy skończą w radosnej, niewinnej friendzonie?
Ok, uznajmy, że jeśli to w ogóle możliwe, to na pewno nie w książkach Elle Kennedy, u której zawsze aż kipi od hormonów, erotycznych podtekstów i wszystkiego, co się z tym wiąże ;)

POŚCIG to typowy gorący college romance, w którym relacja pary głównych bohaterów to podchody oparte na love-hate. Oboje różnią się od siebie niczym dzień i noc. Fitz jest spokojny i nie lubi okazywać uczuć, a Summer to ekstrawertyczka. On woli siedzieć w domu i grać na kompie, ona zawsze chętnie skoczy na imprezę. Ta dwójka nadaje na kompletnie innych falach! Ale wiecie, co mówią o przeciwieństwach... Prawda jest taka, że mimo wszystkich różnic, jakie ich dzielą, Summer i Fitz niesamowicie się nawzajem pociągają. I to do tego stopnia, że nie ma mowy, by ktoś inny - a chętnych nie brakuje - zawrócił im w głowach. Czemu przez setki stron tej książki co rusz uważają, że nie dane im być razem - tego nie wie chyba nawet autorka :D

Fitz, zakapiorowaty fan tatuaży i gier komputerowych (oraz utalentowany ich twórca), był wyraźnym faworytem nowej serii. To nim, niczym istnym jednorożcem, nęcone były czytelniczki w poprzednich tomach. Ale, jak to czasem bywa, oczekiwania chyba trochę przerosły rezultat. Sympatyczny, ale niezdecydowany, wycofujący się co chwila, taki trochę pies ogrodnika, co sam nie weźmie, ale drugiemu nie da, Fitz przez większą część książki nieźle irytuje, sprawiając wrażenie, jakby nie był w stanie podjąć żadnej decyzji bez solidnego kopa w tyłek. Polubiłam tego mruka (mam do niego sporo sympatii nawet z zupełnie innego powodu niż ta książka XD), jednak nie ma on w sobie charyzmy swoich poprzedników.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z Summer. Dziewczyna, która miała wszelkie szanse zostać raczej znienawidzoną, niż polubioną, pokazała się ze strony, o jaką jej pewnie nikt nawet nie podejrzewał. Summer  ma problem z ADHD, zazdrosnymi koleżankami i nachalnym wykładowcą. Ona nie wie nawet, czy da radę skończyć studia. Można by się tutaj wrednie roześmiać z poczuciem tryumfu, gdyby nie fakt, że przy bliższym poznaniu ta dziewczyna, wyraźnie wzorowana trochę na Elle Woods, naprawdę do siebie przekonuje! Jest zabawna, empatyczna, całkiem inteligentna (sic!) i przeczy stereotypowi bogaczki, która bez szczególnych starań może mieć wszystko, co zechce. Także Summer dotyczy poruszony w książce wątek molestowania. I to ona stawia temu procederowi zdecydowany opór. Tak więc przygotujcie się na to, że ta dziewczyna Was zaskoczy ;)

Ta książka to oczywiście lektura w czysto rozrywkowej konwencji, typowa odskocznia dla relaksu, ale gdzieś tam między heheszkami, kampusowymi imprezami i gorącymi scenami wytykająca ocenianie po pozorach: piękna, bogata dziewczyna nie musi być wredna; mięśniak, grający w hokeja, może być utalentowanym artystą. Historia Summer i Fitza przemyca też myśl, że tak naprawdę każdy musi w życiu zawalczyć o własne szczęście, spełnienie czy godność. I że warto czasem wystawić nos poza własną strefę komfortu, bo od tego się nie umiera ;)

POŚCIG nie jest powrotem w wielkim stylu, czuć, że powstał pod presją i ma swoje niedociągnięcia (choćby problem Fitza z rodzicami wzięty całkiem z kosmosu). Zabrakło też tytułowego pościgu, nikt tu za nikim właściwie nie gonił. Ale to przyjemny wstęp do nowej serii i miły powrót do klimatów Briar. Jest jak zwykle u Elle Kennedy - zadziorni bohaterowie, typowy dla autorki ironiczny humor i zero skrępowania w sprawach damsko-męskich (choć opisów figli tym razem było zaskakująco mało ;))

Na koniec dodam, że o ile seria OFF-CAMPUS kojarzy się bardziej z chłopakami, wyrazisty charakter Summer to chyba wskaźnik, że w BRIAR-U będą rządzić dziewczyny. Zwłaszcza, że w tle pojawia się już Brenna, absorbująca uwagę niczym gąbka, córka trenera, która będzie bohaterką kolejnej części.  A z kim jak z kim, ale z tą dziewczyną na pewno będzie się działo! ;)

Mężczyźni nie definiują kobiet. Kobietę określają jej osiągnięcia. I jej buty.


P O Ś C I G
(THE CHASE)
CYKL: BRIAR U # 1
ELLE KENNEDY
PRZEKŁAD: EWA HELIŃSKA
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

MILCZĄCA OFIARA

P R Z E D P R E M I E R O W O











Przemilczane rodzinne sekrety.
Miejsce pochówku, które o sobie przypomina.
I mroczna przeszłość, która nieoczekiwanie puka do drzwi.
Oto składniki, z którego przyrządzono ten smakowity thriller z psychologicznym zacięciem.

Rzecz dzieje się na smaganej wiatrem i deszczem wyspie Mersea, co dodaje tej historii specyficznego, z lekka klaustrofobicznego charakteru. Odcięcie od stałego lądu i życie na odludziu to sytuacja wręcz sama prosząca się o opowieść z solidnym dreszczykiem ;)

Alex i Emma mają małego synka i są udanym, szczęśliwym małżeństwem, więc ta historia mogłaby się zacząć wręcz idyllicznie. Zaczyna się jednak makabrycznie - od rozkopywania grobu.
Alex dostaje nową pracę w mieście, co równa się przeprowadzce i sprzedaży posiadłości. Dom jest stary, a sprzedaż go to czysty zysk, więc teoretycznie Emma powinna cieszyć się z wizji rychłej wyprowadzki i lepszych perspektyw. Alex nie wie jednak, że żonę, zamiast radości, ogarnia panika, bo kilka lat wcześniej w desperacji zabiła człowieka, młodego nauczyciela, Luke'a, który ją uwiódł, gdy była nastolatką. Zakopała jego ciało w odległym krańcu posesji. Teraz chciałaby zatrzeć ślady zbrodni. Tylko, że zwłoki zniknęły!

Oczywiście na tym mrożącym krew w żyłach odkryciu się nie kończy. Kobieta zaczyna otrzymywać tajemnicze bukiety słoneczników i odbierać głuche telefony, wydaje jej się też (a może nie tylko wydaje?), że widzi swą ofiarę w pobliżu domu. Wszystko to sprawia, że Emma szaleje z niepokoju. Czuje, że przeszłość, od której myślała, że ucieknie, zamierza ją w końcu dopaść i wyrównać rachunki. 
A nasza Emma ma więcej do ukrycia, niż mogłoby się wydawać...

Książka opiera się na przyprawiającej o ciarki relacji prześladowca-ofiara. Narracja prowadzona jest z trzech perspektyw: osaczanej Emmy (w kompletnej emocjonalnej i psychicznej rozsypce), zszokowanego Alexa i - co najciekawsze - patrząc daleko wstecz, także i Luke'a. Dzięki temu mamy dowód na to, że był z niego nie lada krętacz; ale czy naprawdę zasłużył sobie na cios szpadlem w czerep i zakopanie w ogródku?

Atmosfera w tej książce od początku do końca przesączona jest niepokojem, a bieg wydarzeń niejeden raz wpędza w pewną dezorientację. Jest tu misterna sieć niedomówień, bardziej lub mniej celowe kłamstwa i rodzinne sekrety, latami zamiatane pod dywan. Liczne cofnięcia w czasie sprawiają, że nawet jeśli coś nam wcześniej świta, właściwie do ostatniej strony trudno być sto procent pewnym swych domysłów, nasuwają się różne wątpliwości. Dobrze wykreowani bohaterowie też komplikują sprawę - sami mają problem z uwierzeniem jeden drugiemu i całkiem nieźle mącą w tej kwestii także w głowie czytelnika.

Nie do końca jednoznaczną postacią jest też sama Emma. Choć nie sposób jej nie sprzyjać, jej zachowanie mimowolnie budzi pewną podejrzliwość, a problemy, z jakimi się zmaga, trochę tę nieufność pogłębiają. Czuje się osaczana, ale gdzieś po drodze wychodzi na jaw, że sama umie osaczać. Wierzyć więc jej, czy nie wierzyć?

Lektura tej książki wyzwala całą gamę zróżnicowanych emocji. Potrafi zaszokować, gdy wychodzą na jaw sprawy, jakie zwykle chciałoby się pewnie na zawsze zachować w ukryciu. Dołuje ukazując, że pozory bywają czasem silniejsze od prawdy, potrafią krzywdzić, a nawet złamać czyjeś życie. Ukazuje też, że strach przed utratą tego, co człowiekowi najdroższe, potrafi pchnąć go do szalonych, ryzykownych decyzji.

Powieść Caroline Mitchell czytało się świetnie! Ta
pełna napięcia historia być może nie do końca wyprowadzi w pole co czujniejszych i obeznanych z tym gatunkiem, ale dzięki przemyślanej intrydze nie brak w niej emocji i momentów na istnej krawędzi.
Zdecydowanie polecam!

"Przeszłość to fajne miejsce na odwiedziny, lecz niedobre na pobyt."



M I L C Z Ą C A   O F I A R A
(THE SILENT VICTIM)
CAROLINE MITCHELL
PRZEKŁAD: EWA WOJTCZAK
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019

Za egzemplarz dziękuję serdecznie Wydawnictwu Zysk i S-ka.