Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

KRĄG. NIEPROSZENI GOŚCIE

 


"Krąg" (w niesamowitej oprawie graficznej, nad którą wciąż się rozpływam w zachwytach) to młodzieżówka w tęczowych klimatach, z odrobiną grozy w zanadrzu i szczyptą fantastyki rodem z dziecięcych koszmarów. Gdyby trochę starszych "Chłopców z Placu Broni" wsadzić do klimatycznego hiszpańskiego horroru o dzieciach, myślę, że wyszłoby właśnie coś w podobie do tej powieści.

LETNIA NOC


To mogły być najlepsze wakacje pod słońcem, z zabawą do wieczora na boisku, ujeżdżaniem po okolicy na rowerach, seansami w kinie pod gołym niebem... Ale lato 1960 roku dla grupki przyjaciół z amerykańskiego miasteczka Elm Haven zamieniło się w ciąg koszmaru. A wszystko za sprawą znienawidzonej przez nich szkoły!

Old Central School to nieprzyjemne gmaszysko, które wraz z końcem roku szkolnego ma wreszcie zostać zamknięte, a potem zburzone. Uczniowie z ulgą opuszczają mury tego ponurego budynku. Okazuje się jednak, że nie wszyscy z niego wychodzą - jeden z chłopców znika bez śladu w mrocznych czeluściach upiornej szkoły - choć jej dyrekcja uważa inaczej. Czy jednak czegoś przypadkiem nie ukrywają?

Paczka nastoletnich przyjaciół: Dale, Lawrence, Mike, Duane, Kevin i Jim, którzy jak dotąd ujeżdżali po mieście, bawiąc się w Rowerowy Patrol, postanawiają rozwikłać zagadkę tajemniczego zniknięcia kolegi. Nie wiedzą, że tym samym zadzierają z potężnymi siłami zła, które zagnieździły się w ich miasteczku i zdają się rozprzestrzeniać właśnie z gmachu zamkniętej szkoły.

Pewnie nie tylko mnie książka Simmonsa już na pierwszy rzut oka skojarzy się mocno z kingowskim TO. Tutaj również gromadka bystrych dzieci wykazuje się dużo większą spostrzegawczością, rozumem, sprytem, ba! nawet odwagą, niż dorośli. Dostrzegając sprawy, które wprost nie mieszczą się w głowie, nie kwestionują ich, jak dorośli, zamiast tego próbując zrozumieć, wybadać i stawić im czoła.

 "Nic nie było takie proste, jak wydawało się naiwnym. Może tak właśnie brzmiało podstawowe prawo obowiązujące we wszechświecie?"

Gromadka bohaterów LETNIEJ NOCY to dość zróżnicowany zbiór osobowości. Dale i Lawrence to przykład silnej braterskiej więzi, Mike to bogobojny irlandzki katolik, Kevina z jego niemieckim pochodzeniem cechuje sumienność, Jim Harlen to złośliwiec, lubiący dokuczać innym, a uznawany za wieśniaka Duane to introwertyk, marzący o zostaniu pisarzem. W tym towarzystwie, podobnie jak u Kinga, nie mogło zabraknąć również odważnej dziewczyny. Ta barwna grupka to dzieciaki, które nie zawsze się ze sobą zgadzają, ale jednocząc siły w walce z wrogiem, czerpią z mocy przyjaźni i tworzą drużynę nie do zdarcia. Wszyscy oni bez trudu zjednali sobie moją sympatię, więc kiedy w połowie powieści nastąpił zwrot akcji, jakiego kompletnie się nie spodziewałam, przyznam szczerze, że był to nie lada cios.

"...człowiek pozostawia po sobie mniej więcej równie trwały ślad jak ręka zanurzona w wodzie; wystarczy ją wyjąć, a woda natychmiast wypełni pustkę."

LETNIA NOC, jak przystało na solidną powieść grozy, potrafi przyprawić o ciarki i nieźle napędzić strachu.  Bardzo dynamiczna akcja, w której w każdej chwili może wydarzyć się coś decydującego, potęguje uczucie ciągłego zagrożenia. Autorowi znakomicie udało się zbudować duszny, gęsty klimat, który chwilami wręcz oblepia, i oddać atmosferę wciąż wiszącego w powietrzu napięcia, niczym kumulującego się wyładowania nadciągającej burzy. Sugestywne opisy i niezwykle plastyczny język sprawiają, że można odnieść wrażenie, jakby się tam było, wsłuchiwało w niepokojący szum rosnących łanów zboża, dźwięk cykad nocą... Czuć, że pod tą pozorną otoczką sielskości, dosłodzonej jeszcze dobrze oddaną nostalgiczną atmosferą lat 60-tych, czai się zło, które zdaje się tylko czekać na właściwy moment, by wyjść z ukrycia i zaatakować. Zło w niebanalnej postaci, która pewnie zainteresuje też fanów historii, ponieważ autor zgrabnie wplótł w fabułę legendę o tajemniczym dzwonie, która sięga nie tylko czasów słynnego papieskiego rodu Borgiów, ale nawet mitologii egipskiej.

Powieść Simmonsa skusiła mnie wspaniałym motywem dzieciństwa i przyjaźni, niosącej z sobą dużo niepowtarzalnych przygód, które często mają niewiele wspólnego z rozsądkiem. Książka przywabiła mnie także obietnicą wywołania emocji, które kiedyś były mi całkiem bliskie, ponieważ jako nastolatka zaczytywałam się horrorami Mastertona. Dan Simmons to autor, z którym się wcześniej nie zetknęłam, ale którego po lekturze LETNIEJ NOCY zdecydowanie mam ochotę poznać znacznie bliżej i pozwolić mu jeszcze się zdrowo postraszyć. Jeśli kogokolwiek przeraża już sam fakt, że LETNIA NOC liczy sobie 725 stron, to zapewniam, że śmigają, nawet nie wiadomo kiedy. Połknęłam to pięknie wydane tomisko w dwa dni, wprost nie mogąc się od niego oderwać. Przeczytanie tej książki to czysta, wielka czytelnicza przygoda, której życzę każdemu, kto również po nią sięgnie. Moc wrażeń i gęsia skórka ze strachu gwarantowana.

Uprzedzam, że po lekturze będziecie się też pewnie bali zejść do piwnicy! ;)

"Zmierzch przyniósł obietnicę chłodu i pewność zagrożeń, związanych z nadejściem nocy."


L E T N I A   N O C
(SUMMER OF NIGHT)
DAN SIMMONS
PRZEKŁAD: ARKADIUSZ NAKONIECZNIK
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2018

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

NA KRAWĘDZI MROKU


NA KRAWĘDZI MROKU to młodzieżówka z pogranicza fantastyki, mająca w sobie coś rodem z mrocznej, romantycznej baśni. Jest to kontynuacja wcześniejszej powieści Jeffa Gilesa - NA KRAWĘDZI WSZYSTKIEGO, książki, którą czytałam ubiegłej zimy i o której pisałam TUTAJ.

Przypominając w dużym skrócie: bohaterka tej historii, Zoe, nastolatka z Montany, pewnej zimy przez przypadek ujrzała w lesie tajemniczego chłopaka o nadludzkich mocach. Wykonywał właśnie wyrok na bandycie, zamierzając zabrać go ze sobą do tzw. Niziny, a mówiąc prościej - do piekła. Uprzedzając ewentualne wątpliwości - nie, chłopak nie ma rogów ani kopytek. Wygląda całkiem normalnie, jeśli nie licząc, że jest uderzająco przystojny. To tzw. łowca głów, na usługach rządzących Niziną Lordów, odpowiedzialny za chwytanie grzeszników.

Sprawy mocno się skomplikowały, ponieważ łowca (którego Zoe nazwała Iks, bo nie posiadał imienia) z wzajemnością zakochał się w dziewczynie i zapragnął normalnego życia. Jak się jednak okazało, nie da się związać z kimś dosłownie z piekła rodem bez poważnych konsekwencji. Iks i Zoe próbują zawalczyć o to, by móc być ze sobą, lecz ściągają na siebie gniew i zemstę okrutnego Lorda. Żeby uwolnić Iksa z jego rąk, Zoe będzie musiała zdecydować się na ostateczny krok...

"Sądziłaś, że uratujesz Iksa... Jak? Może bujając się nad ognistą czeluścią na linie?"

Pierwszy tom tej serii zostawił mi po sobie miłe wrażenia, ale szczerze mówiąc, również spory niedosyt, i chyba nie byłam w tym odczuciu odosobniona. Jeff Giles zabrał się więc za pisanie kontynuacji chyba pod dużą presją oczekiwań czytelników, i trochę się obawiałam, co w rezultacie z tego wyniknie. Okazało się jednak, że niepotrzebnie, bo autor dopracował i całkiem pomysłowo rozwinął tę opowieść. Udało mu się przy tym znowu sprytnie uniknąć przewidywalności. Wcześniejsze wydarzenia namnożyły sporo pytań. Rozwikłania domagała się zwłaszcza paląca wprost kwestia pochodzenia Iksa. Tym razem zostało to w końcu wyjaśnione i muszę przyznać, że choć Giles mógł się na tym poślizgnąć, wypadło całkiem interesująco, zaskakująco i niebanalnie. Znalazło się w tej historii miejsce zarówno dla odrobiny thrillera, jak i dla szczypty romansu. Również uczucie między Iksem a Zoe doczekało się pewnego rozwinięcia, stało się bardziej wiarygodne i dojrzałe.

Kto mnie zna, wie, że z fantastyką u mnie dosyć krucho, jednak na moje szczęście Jeff Giles znowu zachował pewną równowagę między światem realnym i wymyślonym - a swoją drogą wyobraźni mu nie brak, więc różnie z tym mogło być. Dzięki temu ma się w tej książce do czynienia nie tylko z opowieścią z bardzo sugestywnie opisanych zaświatów (które tym razem przyjdzie ujrzeć także Zoe!),  ale również z niezbędnymi, przynajmniej w moim przypadku, wątkami fabuły mocno trzymającymi się ziemi. Nie mogło więc w tej książce zabraknąć przyjaciół Zoe oraz jej rodziny. Miło mi było przypomnieć sobie ich wszystkich, w tym szczególnie pełną ciepła relację Zoe z jej braciszkiem. Jonah to zabawny i kochany brzdąc, który wnosi do tej książki wspaniały dziecięcy humor. To postać, której na równi z Iksem nigdy nie miałam w tej książce dość.

"Teraz jesteś częścią naszego nas."

 NA KRAWĘDZI MROKU to dobra i pełna napięcia opowieść, która z powodzeniem utrzymała poziom i mroczną atmosferę tomu pierwszego i dostarczyła podobnych emocji, zgrabnie zamykając tę zagmatwaną, fascynującą historię. Ta książka to absolutny must read dla wszystkich, którzy pokochali Iksa i Zoe, a ze względu na swój charakter - także coś dla fanów fantastyki. Odnajdą się w niej jednak również zwolennicy bardziej przyziemnych klimatów, których zaintrygowały powieści Jeffa Gilesa - tak jak stało się to właśnie ze mną ostatniej zimy. Ich odrobinę baśniowa atmosfera, poruszająca fabuła  i uroczy wątek romantyczny sprawiają, że można się nieco zapomnieć i oderwać od rzeczywistości, sprawdzą się więc w sam raz jako lektura w długie jesienno-zimowe wieczory.



N A   K R A W Ę D Z I   M R O K U
(BRINK OF DARKNESS)
JEFF GILES
CYKL: THE EDGE OF EVERYTHING # 2
PRZEKŁAD: MARTA DUDA-GRYC
WYDAWNICTWO IUVI
2018

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu IUVI

WOŁA MNIE CIEMNOŚĆ


Tuż przed wybuchem wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych przystojny młodzieniec z Południa, Armagnac Jardineux wyjeżdża na nauki do Europy. Wojna rujnuje rodzinny majątek, a osierocony Armagnac koniec końców trafia do Anglii, skąd pochodziła jego babka Blanche. Arystokrata bez grosza przy duszy, którego cały dobytek to walizka z paroma rzeczami i zapiskami babki,  nie ma na siebie żadnego pomysłu - w rodzimej Ameryce był przecież próżniakiem, który miał przejąć ojcowskie plantacje - szybko więc staje twarzą w twarz z nędzą. Wszystko co potrafi, to pięknie grać na fortepianie. Właśnie grającego w jakiejś knajpie w nieciekawej dzielnicy Londynu dostrzega go młody jasnowłosy wirtuoz skrzypiec Lothar Mintze. To dzięki niemu Armagnac zostaje podopiecznym niejakiego lorda Huntingtona. 
Odtąd wszystko się zmienia, zdałoby się, że na lepsze. Dwaj młodzieńcy dają wspólne koncerty na londyńskich salonach, stając się kimś w rodzaju celebrytów - zapraszani na salony, swoją muzyką i urodą roztapiają nie tylko serca dam, ale i dżentelmenów. Oszołomiony powodzeniem Armagnac biorąc przykład z Mintze'a pogrąża się w świecie wyuzdania bez granic. Jednocześnie nie może się oprzeć i wdaje się w gorący romans z Lotharem.

"Nazywano nas czarodziejami znad Tamizy i cudownymi chłopcami, z czego zaśmiewaliśmy się, gdy brawa już umilkły i zostawaliśmy sami. Mieliśmy jednak w sobie jakąś wrażliwość, w końcu to my tworzyliśmy tę muzykę, to spod naszych palców wydobywały się te wszystkie efemeryczne melodie, wyciskające łzy z oczu i chwytające za serca. Dlaczego nie umieliśmy pielęgnować tej wrażliwości, gdy muzyka już ucichła?"

Jednak obu panów trzyma mocno w garści lord Huntington, doświadczony i obyty w świecie człowiek, który nawiasem mówiąc dziwnym trafem wygląda młodziej niż Jardineux. To Huntington ustala zasady gry, o czym Armagnac się wkrótce boleśnie przekonuje, z rosnącym przerażeniem uświadamiając sobie, że ten anioł stróż opiekując się nim i Lotharem ma swój ukryty cel.

WOŁA MNIE CIEMNOŚĆ jest historią, jak się pewnie nie trudno domyślić, o wampirach, choć to słowo nie pada w książce właściwie ani razu. Mało tego, nikomu tu z żądzy krwi nie wyrastają znienacka nadnaturalnej długości kły. Nie zaczytywałam się co prawda ZMIERZCHEM ani książkami Anny Rice, ale wydaje mi się, że jest to jakaś odmiana i to raczej na lepsze. Bohaterowie Agaty Suchockiej nabierają dzięki temu wyraźniejszego ludzkiego wymiaru. Jej nocni łowcy owszem, posiadają pewne nadnaturalne właściwości, ale miewają moralne rozterki, cierpią, a nawet umierają, jeśli nie umieją się kontrolować. To nie są - lub przynajmniej starają się nie być - maszyny do zabijania, bezwolne narzędzia swojego instynktu. Mimo morderczego popędu, jaki nimi włada, potrafią odróżnić dobro od zła. Co oczywiście nie znaczy, że nie robią nic złego.

"Ukląkłem nad ciałem i uniosłem dłoń, kurczowo ściskając sztylet. Nigdy w życiu nie zabiłem nawet kurczaka na rosół, o człowieku nie wspominając. Byłem artystą, muzykiem, byłem...
Byłem drapieżnikiem.
Szybkim ruchem wbiłem sztylet w gardło, a gdy krew trysnęła mi w twarz i poczułem jej smak na ustach, coś we mnie pękło."

Główny bohater i narrator powieści, Armagnac, wpada w pułapkę bardzo niebezpiecznych namiętności i z czasem zatraca się w coraz to nowych pokusach. Jego los właściwie już od pierwszego spotkania z Huntingtonem zdaje się być przesądzony. Jednak chłopak, mimo że okazuje się upatrzoną ofiarą, jest też  dla lorda kimś szczególnym. Z jakiego powodu - tego już dowiecie się sami, jeśli sięgniecie po tę powieść.



Choć tematyka wampiryczna znana jest mi właściwie tylko z filmów, WOŁA MNIE CIEMNOŚĆ nęciła mnie od chwili, kiedy ujrzałam ją na innych blogach, kusząc tajemniczością i przychylnymi ocenami. Dodatkowo, odkąd się ukazała, ciągnie się za nią opinia, że zawiera mocno gorszące treści nieodpowiednie dla niepełnoletnich, co naturalnie podsyciło moją ciekawość. Tych ostatnich jakoś się nie dopatrzyłam. Owszem, są sceny seksu, jest homoseksualizm, trafia się nawet orgia, ale jest to wszystko opisane stylem tak dalekim potocznemu językowi, że pierwszy lepszy współczesny erotyk, w których czytaniu i recenzowaniu celują zresztą te rzekomo narażone na zgorszenie nastolatki, przyprawiłby książkę Agaty Suchockiej o rumieniec ze wstydu za jej iście wiktoriańską skromność. Oczywiście jeśli ktoś w ogóle ma alergię na homoseksualistów, powinien sobie zwyczajnie darować jej lekturę, ale wszelkie ostrzeżenia, że wymaga ona dużej tolerancji, uważam za grubo przesadzone. Zgorszyć się więc moim zdaniem nie ma czym, a jak to wygląda od strony fabularnej? Czy książka dostarczyła mi wrażeń, na które liczyłam?

Jak na powieść grozy przystało, w WOŁA MNIE CIEMNOŚĆ jest niebezpiecznie, krew leje się dość obficie i zdarzenie goni zdarzenie, przy czym nie zawsze wiadomo, co się dzieje naprawdę, a co jest jedynie wytworem wyobraźni głównego bohatera. Granice między rzeczywistością a snem zdają się czasem zacierać, nasilając wrażenie tajemniczości. Autorka przesączyła tę opowieść mrocznym klimatem, obierając za tło wiktoriański Londyn - miasto Charlesa Dickensa i Kuby Rozpruwacza, pełne paradoksów, blichtru i bogactwa po sąsiedzku z dramatyczną nędzą, ciemnych zaułków i doków nad rzeką, gdzie łatwo natknąć się na zwłoki. Styl Agaty Suchockiej w misterny sposób nawiązuje do klasycznych wzorców, ale jest bardzo dobry w odbiorze i bardzo plastyczny. Szczegółowe opisy, dialogi - wszystko to znakomicie działa na wyobraźnię.

Historia Armagnaca i jego drogi ku zatraceniu - bo chyba można  tak to ująć, od początku bardzo mnie zainteresowała i wciągnęła. Armagnac, mimo że nie jest postacią krystalicznie czystą moralnie i niewinną (wychowany na plantacji z niewolnikami), bez trudu zdobył moją sympatię i dostarczył nie lada emocji, pakując się w tarapaty z Huntingtonem. Polubiłam tego chłopaka i drżałam o jego los, ale im głębiej w fabułę, tym mniej go rozumiałam. Miałam chwilami wrażenie, że albo jest tak zagubiony, że nie wie co robi, albo... tak lekkomyślny i niestały. A może po prostu jego postać wymknęła się nieco spod kontroli i stąd kilka potknięć w fabule i pewne niekonsekwencje. Stąd też moje ogólne rozczarowanie związane z epilogiem, który szczerze mówiąc może wprawić w osłupienie.

Bohaterowie z drugiego planu okazali się intrygujący, ale dość jednowymiarowi. Schematowi wymyka się właściwie tylko Aleksander, jednak tak naprawdę żaden z nich, nie licząc oczywiście Armagnaca, nie wywołał we mnie głębszych emocji. Natomiast sporym zaskoczeniem było dla mnie to, co spotkało lorda Huntingtona. Autorka w pewnym momencie odarła tę postać w znacznej części z jej tajemniczości, co uznałam za nie najszczęśliwsze posunięcie, bo odebrało mu to jego groźny charakter i pozycję lidera. Z drugiej strony rozumiem, że mógł być to celowy zabieg - Huntington zyskuje przecież następców.

Zakończenie, tak jak wspomniałam, jest totalną niespodzianką, i to tak radykalną, że można się potem albo skręcać z niecierpliwości w oczekiwaniu na kolejną część, albo z frustracji rozważać pożegnanie z cyklem. Ciąg dalszy zapowiada się jednak tak dramatycznie, że mimo moich paru zastrzeżeń co do pierwszego tomu na pewno po niego sięgnę.

Na koniec znów będzie o okładce. WOŁA MNIE CIEMNOŚĆ, jak się okazuje, była już wcześniej wydana nakładem innego wydawnictwa, ale miała tak brzydką oprawę graficzną, że nie zwróciłabym na nią grama uwagi, nawet gdyby mi ją podstawiono tuż przed nos. Na szczęście Wydawnictwo Initium postawiło na jakość i starannie dopracowało swoje wydanie, tworząc okładkę, która przyciąga wzrok jak magnes, a na dodatek jest niesamowicie fotogeniczna. Co, mam nadzieję, udało się również uchwycić na moich zdjęciach. Co mnie jeszcze w tej książce zaskoczyło to niesamowity portret Armagnaca autorstwa Agaty Suchockiej zamieszczony tuż za stroną tytułową. Muszę przyznać, że podczas czytania nie mogłam się opanować, by na niego od czasu do czasu nie zerknąć!



W O Ł A   M N I E   C I E M N O Ś Ć
CYKL: WOŁA MNIE CIEMNOŚĆ / AKT 1
AGATA SUCHOCKA
WYDAWNICTWO INITIUM
2018

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Initium

KSZTAŁT WODY


Na tę książkę, jako fanka pomysłów rodem z głowy Guillermo del Toro, wyczekiwałam z niecierpliwością już od jakiegoś czasu. Del Toro to mistrz w kreowaniu niesamowitych i zwykle krwawych historii z pogranicza baśni. Przesączony złowrogą atmosferą LABIRYNT FAUNA czy WIRUS - to tytuły, które wielbicielom jego pokręconej, wyjątkowej wyobraźni mówią wszystko. Właśnie takiej opowieści w mrocznym klimacie, mocno osadzonej w na pozór całkiem zwyczajnej rzeczywistości, spodziewałam się doszukać w jego najnowszym dziele, stworzonym w autorskim duecie z Danielem Krausem. I nie zawiodłam się.

KSZTAŁT WODY zaczyna się niczym barwna przygodówka lub powieść awanturnicza - wyprawą w głąb Amazonii, której celem jest schwytanie stworzenia, zwanego przez tubylców Deus Branquia. Operacją dowodzi weteran wojny w Korei, Strickland. To bezwzględny służbista, na skutek traumatycznych wojennych przeżyć zupełnie wyprany z empatii. Po udanym zakończeniu misji fabuła szybko przenosi się do Baltimore. Są to lata 60-te, niespokojne czasy z walką wrogich wywiadów, w której nigdy nie wiadomo na sto procent, kto jest kim, wyścigiem zbrojeń w pełnym rozkwicie i koncepcją gwarantowanej obustronnej destrukcji, aktualną jak nigdy dotąd. To także epoka, w której w amerykańskim społeczeństwie wciąż żywe odbicie znajduje segregacja rasowa, na równi zresztą z uprzedzeniami wobec homoseksualizmu i w ogóle inności wszelakiej maści.

Do tego bezlitosnego betonowego świata, rządzonego prawem siły, przeniesione zostaje tajemnicze stworzenie z dżungli. Umieszczone w specjalnym ośrodku badawczym, staje się obiektem F1. Ni to człowiek, ni to ryba, pokryte łuskami, lecz dwunogie, z niezwykłymi oczyma, mieniącymi się pod wpływem emocji istną feerią barw - skuty łańcuchami stwór stanowi jedną wielką zagadkę, a czas nieubłaganie płynie na jego niekorzyść. Zdania co do tego, co należałoby z nim zrobić, są podzielone. Strickland reprezentuje bezwzględny pogląd wojskowy.

"Jak chcesz się czegoś dowiedzieć o obiekcie, to nie łaskoczesz go w brodę, tylko rozcinasz i patrzysz, jak krwawi."

Biolog Hoffstetler przeciwnie - uważa, że tylko badania nad żywym stworzeniem mogą przynieść jakieś efekty. Wszelkie próby nawiązania kontaktu z niezwykłą istotą kończą się jednak fiaskiem i tym samym jej los zdaje się być przesądzony. Nikt nie wie, że jedna ze sprzątaczek, niema Elisa Esposito, porozumiewa się ze stworzeniem za pomocą języka migowego i że nawiązała się między nimi specyficzna więź, która wszystko zmieni.

"Najinteligentniejsze stworzenia często wydają z siebie najmniej dźwięków."

KSZTAŁT WODY to historia która rozbudza ciekawość i wciąga już od pierwszych stron. Nie ma tu narracji pierwszoosobowej, więc nie czyta się tej książki zbyt łatwo, za to przyglądamy się biegowi wypadków z szerokiej perspektywy. Losy kilkorga bohaterów przeplatają się ze sobą, tworząc pewną układankę. Są to w większości postacie w taki czy inny sposób narażone na objawy nietolerancji czy niechęci: Elisa to niemowa, którą większość ludzi traktuje jak powietrze; jej przyjaciółka ma zbyt ciemny kolor skóry, by mogła być przez białych traktowana na równi z innymi; sąsiad Elisy - Giles, to homoseksualista, wszędzie wystawiony na niewybredne uwagi i szykany. Chociaż fabuła zdaje się być najbardziej skupiona na Elisie, dobrze nakreśleni i wiarygodni bohaterowie poboczni odgrywają w tej historii ważną rolę. Kierują się odmiennymi motywami, bywają diametralnie różni, ale każdy z nich, nawet przerażający Strickland, przykuwa uwagę, stanowi niezbędny element tej opowieści. Ogromną ciekawość budzi również sam Deus Branquia, którego wyglądowi i zachowaniu autorzy poświęcili akurat tyle miejsca, by podsycić czytelniczą dociekliwość. Książka zawiera kilka ilustracji autorstwa Jamesa Jeana, przedstawiających to niezwykłe stworzenie (nawiasem mówiąc, tych ilustracji mogłoby być więcej), ale ogólnie pozostaje ono w dużej mierze tajemnicze i niepoznane. Jednym słowem, w tej kwestii del Toro i Kraus dali spore pole do popisu naszej własnej wyobraźni - choć oczywiście jeśli ktoś wcześniej obejrzał film, zadanie ma znacznie ułatwione.

Pełna napięcia fabuła KSZTAŁTU WODY prowadzi w końcu do wyczekiwanego zwrotu akcji, który nawet nie znając filmu niespecjalne trudno przewidzieć, ale historia zdecydowanie wciąga, co jest również zasługą jej wielowymiarowości - w tle opowieści o stworze z dżungli rozgrywa się parę ludzkich dramatów o różnym podłożu. Nie brak też rzecz jasna nietypowego wątku romantycznego, który od pewnego momentu zaczyna odgrywać pierwsze skrzypce. Oddaje on jednak jakby coś więcej niż jedynie więź powstałą między Elisą a fascynującym stworzeniem z Amazonii. Metaforycznie można się w tej niezwykłej, trochę baśniowej relacji dopatrzeć odzwierciedlenia ogólnego związku między nami ludźmi a pierwotną naturą, od której się odwróciliśmy i którą z taką zawziętością niszczymy w imię postępu nauki i techniki, próbując wszystko sklasyfikować i zaszufladkować. Czyż przeznaczeniem tej niezwykłej istoty nie jest według ludzi, którzy go schwytali, wylądowanie w formalinie? Siłą rzeczy nasuwają się więc tutaj również ponure pytania, kto w tym układzie jest tak naprawdę zezwierzęcony? Kto jest stanowiącym zagrożenie dla innych drapieżnikiem? Można by tu chyba przytoczyć gorzkie słowa jednego z bohaterów książki, Hoffstetlera:

"Jaki będzie następny krok(...)? Jaki gatunek wytępimy? Może siebie samych? Mam nadzieję. Zasłużyliśmy na to."

KSZTAŁT WODY to typowa dla Guillermo del Toro mroczna opowieść, którą czyta się chwilami jak thriller, science-fiction przemieszane z fantasy, chwilami znów jak powieść szpiegowską czy powieść gotycką z elementami romansu. To klasyczna historia o walce dobra ze złem na tle bezlitosnych czasów. Walce, w której siły po obu stronach rozmieszczone są bardzo nierówno, ale co najciekawsze, to właśnie ci najsłabsi, postacie, których nikt nie posądziłby o jakąkolwiek moc, zdobywają się na, jak to ładnie ujęto, impulsywny heroizm, i  okazują najbardziej niezłomni. Czy zdołają ocalić to niepoznane piękno, które źli ludzie próbują ujarzmić dla własnych niecnych celów? Aby się przekonać, jak Guillermo del Toro i Daniel Kraus zakończyli tę niezwykłą opowieść, polecam sięgnąć po tę książkę. Przede mną teraz jej ekranizacja, która zgarnęła cztery tegoroczne Oscary, więc po przyjemnej uczcie czytelniczej zapowiada się równie miła uczta filmowa.

 
K S Z T A Ł T   W O D Y
(THE SHAPE OF WATER)
GUILLERMO DEL TORO / DANIEL KRAUS
PRZEKŁAD: TOMASZ BIEROŃ
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2018

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

NA KRAWĘDZI WSZYSTKIEGO

Książka Jeffa Gilesa chodziła za mną od dawna. Jej piękna i niepokojąca okładka kusiła, obiecując coś nietypowego, świeżego, tajemniczego. Coś porywającego, co mnie totalnie wciągnie i nie wypuści, póki nie dotrę do ostatniej strony. Wreszcie, ku mej radości, nadarzyła się okazja, bym mogła sprawdzić, czy tak jest w istocie.

Akcja powieści przenosi nas do zasypanej śniegiem Montany, gdzie mieszka 17-letnia Zoe Bissell wraz z mamą i młodszym bratem Jonah. Ojciec Zoe i Jonah, z zamiłowania grotołaz, zginął rok wcześniej podczas wyprawy do jednej z pobliskich jaskiń, z której do tej pory nie wydobyto jego ciała, z czym Zoe i Jonah nie mogą się pogodzić. Pewnego dnia podczas burzy śnieżnej Jonah nieostrożnie zapędza się z psami do lasu, a Zoe wyrusza na poszukiwania, nie mając bladego pojęcia, jak bardzo ta wyprawa odmieni całą jej przyszłość. W lesie czeka ją dramatyczna walka o przeżycie i zbawcze spotkanie z tajemniczą postacią, której nie miała prawa nigdy zobaczyć - chłopakiem z nadnaturalnymi mocami, który okazuje się łowcą głów z mrocznej krainy zwanej Niziną, dokąd zabiera on grzeszników wyznaczonych na ofiary przez rządzących tam lordów.

Dziewczynie oraz enigmatycznemu, i nie ukrywajmy, że również groźnemu przybyszowi z Niziny od pierwszej chwili udziela się potężna wzajemna fascynacja. Ponieważ młody człowiek - co do którego nawiasem mówiąc nawet nie ma pewności, że jest człowiekiem - nie wie jak się nazywa, Zoe nadaje mu imię Iks. Odtąd ich losy i światy nieustannie się ze sobą splatają, ponieważ wybucha między nimi płomienna miłość. Zwariowane uczucie, przez które nie można zasnąć. Przez które ma się ochotę walić głową w ścianę z tęsknoty. Albo poświęcić konto na Tumblrze stopom obiektu swych uczuć. Jak każda para zakochanych, Iks i Zoe chcieliby móc ze sobą przebywać, co po wielu męczarniach, jakich oboje doświadczą, okazuje się nawet możliwe - jednak pod warunkiem, który wymaga od obojga decyzji praktycznie nie do podjęcia, a od Zoe dodatkowo - zmierzenia się z dotyczącą jej brutalną prawdą.

Choć z fantastyką nie do końca i nie zawsze mi po drodze, powieść Gilesa zdołała mnie zainteresować i w efekcie tego zainteresowania nawet dosyć wciągnąć. Autor pisze w przystępnym stylu, raczej nie cierpiąc na brak inwencji twórczej. Na całe szczęście dla mnie rzeczywistość nie została w tej historii zupełnie zepchnięta na boczny tor i nie służy jedynie za tło fantastycznej wizji pisarza. Zdaje się ją równoważyć i nawet z lekka hamować, gdy wyobraźnia zaczyna go zbytnio ponosić. Dzięki temu, jako zwolenniczka wszelkiego rodzaju obyczajówek, mogłam się bez trudu wciągnąć w akcję i przeżycia bohaterów, nie mając wrażenia, że czytam totalnie wydumaną bajkę, w której roi się od orków i tym podobnych stworzeń. Połączenie powieści młodzieżowej z fantastyką i elementami thrillera dało o tyle ciekawy rezultat, że opowiadana historia stała się dość nieprzewidywalna. Fabuła książki zawiera w sobie kilka tajemnic, ale choć autor podsuwa pewne tropy, nie są one zbyt jednoznaczne, a akcja kilkakrotnie robi zwrot o 360 stopni, kompletnie zaskakując biegiem wydarzeń i serwując czytelnikowi niejedną niespodziankę. Kim tak naprawdę jest Iks, którego mały Jonah najchętniej uznałby za jednego z Avengersów z jakąś supermocą? Czemu Iks, skoro uważa, że jest niewinny, tkwi w tak podłym miejscu, jak Nizina? Od początku również daje do myślenia, dlaczego ciało ojca Zoe i Jonah zostało pozostawione w jaskini. Śnieżne burze, życie na odludziu, wyprawy w czeluście skalne, rodzinna tragedia w tle, z którą trudno się pogodzić, a także rzecz jasna istnienie tego drugiego świata - wszystko to potęguje atmosferę tajemniczości i nasila poczucie zagrożenia. Powstała z tego całkiem zgrabna mroczna opowieść, która pod pewnymi względami potrafi czytelnika zafascynować.

Nie oznacza to jednak, że NA KRAWĘDZI WSZYSTKIEGO nie ma swoich słabszych stron. Co prawda, nie są to jakieś fatalne potknięcia. Dziwi na przykład fakt, że z niewiadomego powodu autor nadzwyczaj pośpieszył się z wątkiem romansowym. To co przytrafia się Zoe i Iksowi, można chyba określić tylko w jeden sposób - totalne miłosne porażenie od pierwszego wejrzenia. Brzmi to niesamowicie romantycznie, ale nie miałabym nic przeciwko temu, by uczucie między nimi miało nieco wolniejsze tempo, za to było trochę bardziej wyeksponowane, bo inne wątki w dość znacznym stopniu je przyćmiewają.
Odniosłam również wrażenie, że Giles nie do końca panował nad wizją Niziny, którą stworzył. Albo jakoś wymknęła się mu spod kontroli, albo nie bardzo miał pomysł, jak ją właściwie rozwinąć. Sama koncepcja czegoś w rodzaju piekła wypełnionego duszami grzeszników, i hierarchii jaka w tej krainie panuje, robi wrażenie, ale brak jej pewnej spójności, jej obraz jest jakby rozchwiany.

Jak już jednak wspomniałam, najważniejszą warstwę fabuły stanowił dla mnie mimo wszystko wątek obyczajowy, a pod tym względem nie mam Jeffowi Gilesowi nic do zarzucenia. Stworzył opowieść, która rozbudza ciekawość i wykreował bohaterów, z którymi łatwo nawiązać więź. Zoe już od pierwszych stron okazuje się postacią, która w pełni zasługuje na główną rolę w tej historii. Mimo swego młodego wieku wykazuje się dużą odwagą i determinacją. Jest zadziorna, ma charakter i niełatwo się poddaje. Obok Zoe, szczególną uwagę zwraca również nieodparcie zabawny i wzruszający swym przywiązaniem do siostry Jonah, który notorycznie rozładowuje ponury klimat fabuły swoim dziecięcym poczuciem humoru.
Pośród postaci z Niziny oczywiście najbardziej interesujący jest Iks, tajemniczy przystojniak, który sam o sobie nie wie prawie nic. Szkoda tylko, że my również aż po ostatnią stronę tej książki dowiadujemy się o nim doprawdy niewiele więcej.

Historia Iksa i Zoe ma moim zdaniem spory potencjał i biorąc pod uwagę, że to dopiero pierwsza część ich perypetii, nieźle rokuje na przyszłość. Mimo więc, że powieść Jeffa Gilesa nie okazała się czytelniczą bombą, zaintrygowała do tego stopnia i namnożyła tyle pytań, że pozostaje jedynie uzbroić się w cierpliwość i czekać na pojawienie się w księgarniach ciągu dalszego.


N A   K R A W Ę D Z I   W S Z Y S T K I E G O
(THE EDGE OF EVERYTHING)
CYKL: THE EDGE OF EVERYTHING # 1
JEFF GILES
PRZEKŁAD: MARTA DUDA-GRYC
WYDAWNICTWO IUVI
2017


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu IUVI