Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczna. Pokaż wszystkie posty

SPÓŹNIONE WYZNANIA


Z Johnem Boyne miałam, jak dotąd, dwie bardzo różne przygody. Raz sprawił, że wstrząsnął mną i płakałam jak dziecko (przy CHŁOPCU W PASIASTEJ PIŻAMIE); drugi raz zirytował mnie jak nie wiem i rozczarował ignorancją i sporą dozą fuszerki (przy W CIENIU PAŁACU ZIMOWEGO).

SPÓŹNIONE WYZNANIA, jako że zawierały w sobie to, co mnie szczególnie przyciąga do lektury (Anglia, okoliczności I wojny, wątek, jak by nie patrzeć, lgbt) niemalże już śniły mi się po nocach. Długo były nieuchwytne, a fakt, że nakład się dawno wyprzedał, sprawił, że ceny egzemplarzy pojawiających się tu i tam, windowały w górę. W końcu jednak zdołałam dorwać tę książkę, i była to wręcz euforia. Nie muszę chyba dodawać, że z miejsca ją przeczytałam. I w końcu mogę stwierdzić, że Boyne nie tylko zrehabilitował się w moich oczach po pożal się Boże W CIENIU PAŁACU..., ale także wspiął na swoiste wyżyny. Można pisać prosto, poruszająco i pięknie. I ten autor znów mi udowodnił, że to potrafi, więc z przyjemnością oddaję mu kredyt mojego zaufania.

ZAGUBIENI W NEAPOLU


ZAGUBIENI W NEAPOLU to debiut Amerykanki, która napisała tę powieść po włosku, by później przetłumaczyć ją na angielski. Debiut, w którym znalazłam swoją idealną lekturę na wakacje.

Heddi przyjechała do Włoch jako nastolatka, w ramach wymiany kulturalnej. I pewnie wcześniej ani jej przez myśl nie przeszło, że utknie tu na 10 długich lat, wrośnie w miasto, które stanie się jej drugim domem, nauczy się języka, zdobędzie fantastycznych przyjaciół. I znajdzie miłość, która ją pochłonie.
Poznanie włoskiego studenta imieniem Pietro to początek przewrotu w jej życiu. Między nim a Heddi wybucha namiętny romans, który przeradza się w uczucie. Ich wspólnym planom na przyszłość staje jednak na przeszkodzie zawzięta matka Pietra, uparcie trwająca w swoim przekonaniu, że jej syn powinien ożenić się z córką sąsiadów, a nie jakąś Amerykanką z drugiego końca świata.

PIĘĆ ZAUROCZEŃ



Życie uczuciowe Paula przypomina podróż. Szuka miłości, wypatruje jej z drżeniem serca, czeka na nią, jak na coś przełomowego. Kolejne zauroczenia (a może miłości?) przetaczają się przez jego życie, zostawiając w nim trwały ślad... Albo i nie.
Na tę książkę składa się pięć opowiadań, z których każde to historia takiego uczucia. Począwszy od pierwszego - wyraźnie najsilniejszego, które 12-letni zaledwie Paul przeżył na wakacjach we Włoszech, po związki już w dorosłości.

BĄDŹMY DOBREJ MYŚLI

































Tytuł niby tchnący optymizmem, ale lektura tej specyficznej książki do łatwych nie należy i nie jest to raczej pozycja dla każdego. Autobiograficzna powieść Caroliny Setterwall wypełniona jest cierpieniem, poczuciem winy i smutkiem, którymi, szczerze mówiąc, bez pardonu przytłacza. A przy jesiennej szarudze, w towarzystwie jakiej mnie przyszło ją czytać, to odczucie jeszcze się nasila. Choć lubię smętne klimaty, tym razem w trakcie czytania czułam wręcz potrzebę odkładania lektury, żeby trochę od niej odpocząć. I nie wiem do końca, co o tej książce sądzić. Chwilami miałam z nią mocno pod górkę, a z drugiej strony jest bardzo życiowa, szczera do bólu, emocjonalna, choć wyprana z sentymentów. I przypuszczam, że potrafi poruszyć do głębokich zakamarków w sercu. Sęk w tym, że jakoś średnio do mnie trafiła.

Żałoba to ciężki temat. Wie to każdy, kto przez nią przechodził, kto kogoś opłakiwał.
Partner Caroliny umarł niedługo po tym, jak urodził im się syn. Wiąże się z tym pewne dziwne wydarzenie. Autorka już w prologu wspomina, jak pewnego dnia otrzymała od Aksela dziwnego maila, w którym powiadamiał ją, co ma zrobić, gdyby umarł. Lubił mieć wszystko z góry zaplanowane, więc w jego przypadku taki mail może nie powinien dziwić. Skąd jednak nagle taka czarna myśl? I to w momencie, kiedy w jego życiu dopiero co zaczął się nowy, ważny rozdział? Impuls? A może przeczucie? Wkrótce, pewnego ranka Aksel po prostu się nie obudził, a Carolinie nagle zawalił się cały świat.

Carolina i Aksel nie byli wcale wzorcową parą. Ich historia, którą autorka w szczegółach opowiada w kolejnych rozdziałach, sięgając do swych wspomnień, miała w sobie niewiele z upiększonej, romantycznej powieści o miłości. Na wielu płaszczyznach, choćby odnośnie dziecka, dogadywali się tyle o ile. Ich wspólne życie w dużym stopniu bazowało na sztuce kompromisu; było pełne zgrzytów, nieporozumień, trosk dnia codziennego, w których oboje się zagubili.

Jak to jest, że dopiero po stracie dostrzegamy, jak silna więź łączyła nas ze zmarłym? Jak iść dalej z tą powstałą w życiu wyrwą?
Carolina Setterwall dzieli się w swojej książce szeregiem bardzo osobistych problemów i wątpliwości, nawet w kwestii macierzyństwa, którego tak pragnęła, a które w tych trudnych chwilach po prostu ją wykańcza. Z czasem uczy się je cenić, od nowa dostrzegać pozytywy w życiu i otwierać się na nowe szanse.

Wbrew tytułowi, właściwie trudno być jednoznacznie dobrej myśli po tej lekturze Mimo że gdzieś tam przez udrękę autorki przebija nieznaczny promyczek nadziei, jej smutna historia przytłacza. To książka zdecydowanie dla tych, którzy odnajdują się w mocno refleksyjnych, depresyjnych klimatach. Dla mnie okazała się chyba trochę zbyt ciężkim kalibrem.


BĄDŹMY DOBREJ MYŚLI. (Låt oss hoppas på det bästa). CAROLINA SETTERWALL. PRZEKŁAD:. MACIEJ MUSZALSKI. WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA. 2019. Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

CZY MNIE SŁYSZYSZ?

Jest lato 1977 roku, Elia Furenti ma 16 lat i wraz z rodzicami mieszka w sennym włoskim miasteczku, gdzie wszyscy wzajemnie się znają i każdy o każdym zdaje się wszystko wiedzieć. Ale czy na pewno? Są upalne słoneczne wakacje, lecz atmosferze panującej w miasteczku daleko od beztroski. Ten stan trwa od ostatniej zimy, kiedy zaginęło dziecko, którego zwłoki znaleziono później w nieczynnej kopalni. Zabójcy dotychczas nie złapano, sprawa jakby ucichła, ale mieszkańcy miasteczka wciąż jeszcze nie mogą się po tej tragedii otrząsnąć.
Pamięta o tym wydarzeniu również Elia, ponieważ od dłuższego czasu dręczą go własne podejrzenia. Rodzice Elii zdają się być dobraną parą, ale relacje rodzinne u Furentich tylko z pozoru wydają się proste, a głowa familii, Ettore, nieustannie wnosi w nie atmosferę niepokoju. Jest impulsywny, nieprzewidywalny, a odkąd stracił pracę, jego dziwactwom nie ma końca. Wciąż wspomina o jakimś spisku, znika na całe dnie, w końcu kupuje furgonetkę i ujeżdża nią nie wiadomo gdzie i w jakim celu.
Zagubiony w swych domysłach Elia nie ma się nimi z kim podzielić. Zawiera wakacyjną przyjaźń z chłopakiem z miasta, Stefano, i ulega fascynacji jego matką, dużo starszą od siebie i doświadczoną przez życie Anną. Odkrywa przy tym, że Anna kiedyś znała jego ojca i wie o nim znacznie więcej niż sam Elia.

"W pewnej chwili więcej jest rzeczy, których nie wiesz, niż tych, które znasz. W końcu pojmujesz, że nie wiesz nic."

CZY MNIE SŁYSZYSZ? to książka, która zwróciła moją uwagę, kiedy była jeszcze wydawniczą zapowiedzią. Świeżo po KREDZIARZU C.J. Tudor miałam ochotę na ten sam dreszcz ekscytacji nad czymś w równie mrocznych klimatach, a powieść Eleny Varvello - reklamowana jako thriller, kryminał, powieść psychologiczna i romans w jednym - na pierwszy rzut oka doskonale się w nie wpasowywała. I rzeczywiście, ta niewielka rozmiarem książka ma w sobie po trochu z każdego z tych gatunków. Jej fabuła ma formę retrospekcji, w których główny bohater, dorosły już Elia, rozlicza się z pewnymi tajemniczymi wydarzeniami sprzed lat, od których wyraźnie nie może się odciąć. Mamy tutaj zbrodnię i nieznanego sprawcę. W powietrzu jest aż gęsto od jakichś niedopowiedzeń i przemilczeń, trzymanych w ukryciu tajemnic, z których przeważnie wylęga się coś złego. Jest wreszcie rozegrany na tle parnego lata gorący romans między dorastającym chłopcem a dojrzałą kobietą, o którym z góry wiadomo, że nie może skończyć się żadnym łzawym happy endem.

"Wtedy jeszcze nic nie wiedziałem o kształtach, jakie może przybrać miłość, ani o sile, z jaką potrafi nas zapędzić w ciemny kąt i pozbawić tchu."

Fabuła skupia się na Elii i to z jego perspektywy obserwujemy rozwój wydarzeń tamtego pamiętnego lata. Elia wyrasta wtedy raz na zawsze z dziecięcej niewinności, zakochuje się po raz pierwszy i przeżywa inicjację seksualną, ale też jednocześnie przez cały ten czas skrycie i jakby na wpół świadomie szuka tropów zbrodni i powoli wyzbywa się swoich dziecinnych złudzeń. Na jego oczach rozpada się mały bezpieczny świat, w którym dorastał i gdy wakacje dobiegają końca, nic już nie jest i nigdy nie będzie takie samo.

CZY MNIE SŁYSZYSZ? to pozornie skromna historia, która jednak potrafi przyprawić o niezły wewnętrzny mętlik. Czułam się niejednokrotnie równie zdezorientowana i zagubiona jak Elia, nie wiedząc, co właściwie jest tu prawdą, a co być może wymysłem coraz bardziej przerażonego bohatera. Każdemu przecież czasem może się coś wydawać, a w rzeczywistości być zupełnie inaczej. Tutaj sprawa wygląda pozornie na prostą, a jednak trudno ją sensownie poukładać, kiedy w grę wchodzą miłość, oddanie, przywiązanie czy lojalność. Elia to jeszcze komplikuje, kiedy przedstawia coś w rodzaju własnej wersji pewnych dramatycznych wydarzeń. Styl Eleny Varvello jest oszczędny, autorka nie przesadza z wylewnością ani w kreacjach bohaterów - swoją drogą naszkicowanych bardzo dobrze i wyraziście, ani w opisach rzeczywistości. Plusem tego jest fakt, że książkę czyta się bardzo szybko, praktycznie w jeden wieczór, za to narracja jest dość powściągliwa, jakby Elia opowiadając starał się utrzymać na wodzy kłębiące się w nim uczucia, spychał je gdzieś w głąb siebie i nie pozwalał im się ujawnić. Podobnie, z jednym dość oczywistym wyjątkiem, zachowują się pozostali bohaterowie. Ogólnie emocje pulsują tu jakby w ukryciu, wyczuwalnie podnoszą temperaturę i zagęszczają atmosferę. Brak tu kwiecistych dialogów, żarliwych wyznań miłosnych, wielkich zwrotów akcji czy innych tego typu fajerwerków, ale okazały się niekonieczne.

Polski debiut Eleny Varvello to doskonały przykład na to, że mając dobry pomysł i ciekawy temat, wcale nie potrzeba mnóstwa stron ani spektakularnych wydarzeń, by poruszyć w czytelniku czułe struny, wzbudzić niepokój i nakłonić do głębszych refleksji. Gmatwanina ludzkich problemów okazała się wystarczającym materiałem na wstrząsającą fabułę. To historia o tym, że zło może czaić się tuż obok nas i że istnieje granica, po przekroczeniu której możemy niechcący stanąć po jego stronie. Ta książka wciąga w swój duszny klimat, trzyma w napięciu i zagnieżdża się w myślach, nie dając o sobie łatwo zapomnieć. Ja przetrawiałam ją jeszcze przez kilka dni po przeczytaniu. Jeśli lubicie powieści psychologiczne, które zostawiają was na koniec z zamętem w głowie i uczuciem niedosytu z powodu kwestii, które, jak w prawdziwym życiu, czasem po prostu nie dają się racjonalnie wyjaśnić - to pozycja zdecydowanie dla was.


C Z Y   M N I E   S Ł Y S Z Y S Z ?
(LA VITA FELICE)
ELENA VARVELLO
PRZEKŁAD: MONIKA WOŹNIAK
WYDAWNICTWO LITERACKIE
2018

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

ZAPYTAJ KSIĘŻYC

Nie ocenia się książek po okładkach, ale sami na pewno przyznacie, że ładna czy rzucająca się w oczy okładka zawsze potrafi zwrócić na siebie uwagę. Tak właśnie było w moim przypadku z powieścią Nathana Filera - pierwsze, co mnie w niej zainteresowało to piękna grafika, przedstawiająca chłopca pod drzewem o mieniących się złoto liściach. Sięgnęłam więc po tę książkę niejako w ciemno - nazwisko autora nie mówiło mi absolutnie nic, tytuł również, choć jak wieści ze skrzydełka okładki niosą, ZAPYTAJ KSIĘŻYC jest książką w rodzimej Anglii nie tylko popularną, ale i uhonorowaną wieloma nagrodami m. in. The Costa Book. Na dodatkową zachętę wystarczył mi krótki intrygujący opis nad tytułem.

ZAPYTAJ KSIĘŻYC to historia Matthew Homesa, chłopca, który mając 9 lat, stracił brata. Simon był od niego kilka lat starszy, ale miał zespół Down'a i Matthew poczuwał się do opieki nad nim. Chłopcy spędzali z rodzicami beztroskie wakacje nad morzem, gdy pewnej nocy zdarzył się wypadek - Simon stracił życie, spadając z klifu. Przez kolejne lata zadręczający się wyrzutami sumienia Matthew zaczyna coraz dziwniej się zachowywać. Nabiera przekonania, że Simon wciąż jest obecny w jego życiu - doszukuje się go wszędzie i ku swej radości nie tylko go widuje, ale również z nim rozmawia. Cena za to przywracanie brata do żywych okazuje się bardzo wysoka - Matt zamyka się w sobie i stopniowo popada w chorobę psychiczną.

"Czasem szaleństwo nie zachowuje się od początku jak szalone, czasem uprzejmie puka do drzwi, a gdy je wpuścisz, siada sobie cichutko w kącie, nie robiąc wokół siebie szumu - i rośnie."

Książka Nathana Filera ukazuje, jak destrukcyjny wpływ na życie ma tragedia, z którą nie można się uporać. Homesowie żyją nią przez lata, nie potrafiąc zakończyć swej żałoby. Rodzice w głębi duszy obwiniają Matthew o spowodowanie tragicznego wypadku. Widzą, że chłopiec wyrasta na zamkniętego w sobie dziwaka, ale latami nie dostrzegają, w jak poważnym stopniu sami się niechcący do tego przyczyniają. Choć Matthew jest utalentowany - pięknie rysuje - po ukończeniu szkoły średniej nie myśli o kontynuowaniu nauki, chcąc jak najszybciej wyrwać się z domu i rozpocząć życie na własny rachunek, z dala od rodziców, którzy przypominają mu o nieszczęściu, jakie ściągnął na ich rodzinę. Osamotniony, w końcu przestaje panować nad swym zachowaniem i ląduje w szpitalu psychiatrycznym.

"Jesteśmy samolubni, moja choroba i ja. Myślimy tylko o sobie. Z otaczającego nas świata lepimy przesłania, tajemne ciche głosy szeptane tylko do nas."

 ZAPYTAJ KSIĘŻYC to książka, która podejmuje ciężki i niełatwy temat, ale dzięki przystępnemu stylowi autora czyta się ją bardzo dobrze i szybko. Filer - z zawodu dyplomowany pielęgniarz psychiatryczny - znakomicie wykreował zaburzoną wizję świata, widzianego oczyma chłopca popadającego w obłęd. Chronologia w powieści jest jakby przetasowana, co pasuje do rozchwianego stanu psychiki głównego bohatera i oddaje jego zagubienie. Niektóre z rozdziałów mają inną czcionkę i wyglądają jak napisane na maszynie - to również ma znaczenie, ponieważ bohater też na niej pisze; trafiają się również ilustracje w postaci skromnych, ale wymownych rysunków, które mogą uchodzić za rysunki Matta.

"Jeśli ludzie myślą, że jesteś SZALONY, to na wszystkim, co zrobisz, co myślisz, będzie przyklejona etykieta SZALONY."

Narratorem książki jest sam Matthew. Jego opowieść to szczera historia, przy której można odnieść wrażenie, że czyta się bardzo prywatne zapiski kogoś, kto rzeczywiście traci kontakt z rzeczywistością. Odczucie poufności między narratorem a odbiorcą potęguje bezpośredni sposób w jaki Matthew zwraca się do czytelnika - jakby to właśnie nam, każdemu z osobna, opowiadał wszystko w cztery oczy. Jest przy tym szczery do bólu, momentami subtelny, to wręcz brutalny, a czasem zdaje się nawet żartować.








Matthew to typ bohatera, którego można bez trudu polubić od pierwszych stron. Wzbudza odczucia opiekuńczości i troski, chciałoby się oszczędzić mu wielu przykrości, jakie go spotykają. Choć chwilami stara się uchodzić za pewnego siebie, wydaje się totalnie bezbronny i bardzo zagubiony. Zjednał mnie sobie także swoją bezwarunkową miłością i opiekuńczością wobec brata. Byłam w stanie zrozumieć, jak zaczął postrzegać swoje otoczenie, kiedy nagle Simon w najbrutalniejszy ze sposobów zniknął z jego życia, przeżywać wraz z nim jego samotność i głębokie poczucie winy. Matthew potrafi do siebie przekonać, wzruszyć, zaskoczyć a nawet rozśmieszyć, zmagając się ze swym wykolejonym życiem, próbując ułożyć swe relacje z rodzicami, babcią, czy lekarzami w możliwie najznośniejszy sposób. Zrozumiała jest jego chęć odseparowania się od wspomnień dotyczących tragedii na klifie - przez długi czas po wypadku zdaje się na skutek szoku w ogóle nie pamiętać, co się stało. Jednocześnie jednak wciąż w głębi serca żyje tragedią, do której mimowolnie doprowadził i pragnie odkupienia winy - i to również wydaje się zrozumiałe.

"Próbuję go podnieść, udźwignąć, ale ziemia jest mokra. Mam błoto w ustach, w oczach, a deszcz wciąż pada. Podnoszę go i upadam, podnoszę i upadam. On jest cicho. Błagam, żeby coś powiedział. Znów upadam, spadam twardo na ziemię i trzymam go, trzymam jego twarz tuż przy mojej tak blisko, że czuję jego pełne ciepła odchodzenie. Proszę. Proszę. Powiedz coś."

Powieść Nathana Filera to kawał solidnej, poruszającej prozy z bardzo dobrze nakreślonymi portretami psychologicznymi. Obok Matthew także jego najbliżsi przeżywają dramat, którego skala ich przerasta, i dla każdego z nich jest to w pewnym sensie istna walka o przetrwanie. Walka, którą Matthew jako jedyny z nich zdaje się przegrywać. Czy podda się w końcu, czy może jednak odnajdzie ukojenie i spokój?

ZAPYTAJ KSIĘŻYC to książka, która klimatem skojarzyła mi się mocno z GŁĘBIĄ CHALLENGERA i podejrzewam, że zostawi po sobie równie mocny ślad w mojej pamięci, jak dzieło Neala Shustermana. To historia pełna tęsknoty i cierpienia, przesycona poczuciem straty i żałoby, rzutujących na resztę życia tak głównego bohatera, jak i jego bliskich - mimo wszystko jednak finalnie podnosząca na duchu, niosąca pozytywny wydźwięk. Ale chyba nie każdy odnajdzie się w jej poruszającej, lecz ciężkiej tematyce, tak jak nie każdemu przypadnie do gustu dość prosty, ale specyficzny sposób narracji. Może dlatego mam wrażenie, że ogólnie jest ta książka u nas mało znana i wielu - w tym także mi - jakoś umknęła w natłoku innych tytułów. Tym bardziej cieszę się, że choć wcześniej o niej nie słyszałam, miałam szczęście jednak ją przeczytać i przekonać się, jaka wyjątkowa treść kryje się pod tą piękną okładką.


Z A P Y T A J   K S I Ę Ż Y C
(THE SHOCK OF THE FALL)
NATHAN FILER
PRZEKŁAD: ANNA JĘCZMYK
WYDAWNICTWO ALBATROS
2015

NIE OPUSZCZAJ MNIE


Po kilku lekturach lekkich i bardziej lub mniej przyjemnych nadeszła pora, by sięgnąć po książkę, która już od jakiegoś czasu czekała cierpliwie w kolejce do przeczytania. Nazwisko Kazuo Ishiguro kojarzyło mi się jak dotąd jedynie z ekranizacją jego powieści OKRUCHY DNIA. Ishiguro to również ubiegłoroczny laureat Nagrody Nobla, ale bynajmniej nie dlatego zwróciłam uwagę na inne dzieło tego autora pod tytułem NIE OPUSZCZAJ MNIE. Do sięgnięcia po tę powieść zachęca wyjątkowo obiecujący tajemniczy opis - który jednak nie uprzedza, że to chyba jedna z najbardziej przygnębiających książek świata. Książka, która zostawia po sobie taki mętlik, że dosłownie trudno się po niej pozbierać i przez kilka kolejnych dni ma się totalnego doła.

Akcja NIE OPUSZCZAJ MNIE toczy się w Anglii. Gdzieś na prowincji istnieje ośrodek wychowawczy o nazwie Hailsham, coś na wzór ekskluzywnej prywatnej szkoły. Jest to miejsce - jak się potem okazuje jedno z co najmniej kilku - niemal zupełnie odseparowane od świata zewnętrznego. Narratorką powieści, skonstruowanej na zasadzie retrospekcji,  jest jedna z wychowanic tego przybytku, dziewczyna o imieniu Kath. Wraca ona we wspomnieniach do czasów dorastania w Hailsham, gdzie zaprzyjaźniła się ze swoją rówieśniczką, Ruth. Ta więź, do której dołączy później pewien chłopiec, Tommy, zaważy później na życiu całej trójki.

Wszyscy wychowankowie Hailsham, jak wmawiają im ich nauczyciele, są absolutnie wyjątkowi. Szczególny nacisk w ich wychowaniu kładzie się na dbałość o ich zdrowie, udzielając przy tym mglistych informacji na temat ich edukacji; jednym słowem - mówi się im wszystko, a jednocześnie jakby nic. Oni sami też niespecjalnie wnikają w szczegóły. Lata spędzone w ośrodku wypełnia im nauka i zabawa, ale pozwala się im również swobodnie rozwijać artystyczne zainteresowania i talenty. W miarę, jak dorastają, budzi się w nich naturalne zainteresowanie seksem, co również nie jest w żaden sposób karcone czy tłumione, więc kiedy w wieku 16 lat opuszczają Hailsham, by uczyć się samodzielnego życia, często stanowią już pary. Tak właśnie dzieje się z Ruth i Tommy'm, choć niestety kosztem zakochanej w chłopcu Kathy. Sprawy zaczynają się komplikować, kiedy do głosu dochodzą ich prawdziwe uczucia i pragnienia.


NIE OPUSZCZAJ MNIE to historia, w której od początku mimo dziwnie wyciszonej atmosfery panuje wyraźne napięcie. I nie chodzi tu bynajmniej o jakąś tajemnicę do rozwikłania, bo takowej nie ma. Prawdę poznajemy szybko, i to w najbardziej bezpośredni ze sposobów. Odtąd jednak, niczym trucizna, wsącza się w tę opowieść coraz silniejszy niepokój, bo rzeczywistość, w której tkwią Kathy, Ruth i Tommy, w normalnym ludzkim odruchu budzi po prostu kategoryczny sprzeciw. Przy czym oni sami zachowują się kompletnie nieadekwatnie do sytuacji i wydają się tak irracjonalnie spokojni, że aż chce się na nich krzyczeć, by przestali być tacy bierni, podważyli w jakiś sposób wszystko to, w co nauczono ich wierzyć, zrobili z tym coś, cokolwiek!

Jak widać, emocji mi nie brakowało, nawet jeśli NIE OPUSZCZAJ MNIE okazała się lekturą dość trudną do przebrnięcia. Nie czytałam jak dotąd żadnej innej książki tego autora, więc nie wiem, czy taki jest właśnie styl Ishiguro, czy też niemrawa, rozwlekła narracja tej powieści miała za zadanie po prostu oddać charakter Kathy. Faktem jest, że nie czyta się tej książki zbyt łatwo. Pełno w niej dłużyzn i jak na wagę tematu, którego dotyka, fabuła chwilami wydaje się wręcz naiwna. Trudno się oprzeć wrażeniu, że Kathy najczęściej rozgaduje się nużąco o błahostkach, pomijając najważniejsze kwestie. Dość rzec, że latami nie może przeboleć zagubionej kasety magnetofonowej, że Tommy z kolei poświęca się skrycie tworzeniu rysunków dziwnych zwierząt, a szczytem marzeń Ruth jest... praca w biurze. Zakres ich zainteresowań zdaje się być uproszczony do minimum, a oni sami, chodź w końcu prowadzą samodzielne dorosłe życie, zachowują się po trosze jak duże bezradne dzieci. Potem jednak staje się oczywiste, że wszystko to ma swoją przyczynę.

O dziwo, mimo nie najłatwiejszej narracji i stosunkowo słabo, chyba zresztą celowo powierzchownie nakreślonych portretów psychologicznych bohaterów, nie miałam problemu z odbiorem tych postaci. I choć nie mogłam pogodzić się z ich biernością, w gruncie rzeczy rozumiałam ich zachowania i motywacje. Od początku przy tym czułam znacznie silniejszą więź z Kath i Tommy'm, niż z Ruth, która mnie strasznie irytowała, choć koniec końców wszyscy okazali się na równi skrzywdzeni, pogubieni, bezbronni i jednak niepogodzeni z losem. Mówi się czasem o bohaterach książek, potrafiących łamać czytelnicze serca. Tommy, Ruth i Kathy właściwie nie robiąc zbyt wiele biją ich na głowę, rozrywając te serca na strzępy. Przynajmniej z moim tak się stało.

"Może wszyscy mieliśmy w Hailsham podobne małe sekrety - utkane w powietrzu małe zakamarki, w których mogliśmy się ukryć z naszymi lękami i pragnieniami. A jednak to, że odczuwaliśmy taką potrzebę, wydawało nam się wówczas czymś niestosownym - jakbyśmy sprawiali komuś zawód."

NIE OPUSZCZAJ MNIE to głęboko niepokojąca opowieść, będąca wyrazem okrucieństwa i bezduszności naszych czasów. To historia pełna goryczy i ponurych refleksji na temat ceny życia i różnicy między życiem a istnieniem. Najokropniejsze i najbardziej wstrząsające w tym wszystkim jest to, że świat, jaki wykreował Ishiguro, nie różni się niczym od otaczającej nas rzeczywistości, a alternatywa, którą przedstawił, jest niemal na wyciągnięcie ręki i może zostać właściwie w każdej chwili zrealizowana. Jak dotąd w krajach wysoko rozwiniętych stoją jej jeszcze na drodze jedynie moralne skrupuły. A ile one są dziś warte, chyba każdy z nas niestety doskonale wie.


N I E   O P U S Z C Z A J   M N I E
(NEVER LET ME GO)
KAZUO ISHIGURO
PRZEKŁAD: ANDRZEJ SZULC
WYDAWNICTWO ALBATROS
2017

TAMTE DNI, TAMTE NOCE


TAMTE DNI, TAMTE NOCE to powieść, która ma już swoje lata i sukces na koncie - kiedy ukazała się na Zachodzie 11 lat temu, zdobyła literacką nagrodę Lambda, jako najlepsza książka roku o tematyce gejowskiej. Wydanie jej po tylu latach w Polsce zbiega się w czasie z premierą kinową jej ekranizacji w reżyserii Luki Guadagnino z Armie Hammerem i Timothee Chalametem w rolach głównych. Pewnie większość tych, którzy mieli już z książką do czynienia, z chęcią pójdzie na film. Znajdą się też widzowie, którzy zachęceni filmem, sięgną po książkę. Filmu nie widziałam, ale z wrażeniami z lektury jak zwykle chętnie się podzielę.

Narratorem powieści, w której cofamy się w czasie do połowy lat 80-tych ubiegłego wieku, jest Elio, syn wykładowcy uniwersyteckiego.  Elio wspomina pierwsze wielkie zauroczenie, jakie zawładnęło nim, kiedy miał zaledwie 17 lat. W każde wakacje, które jego rodzina spędza na północy Włoch, dołącza do nich jeden z młodych akademickich podopiecznych ojca. W tym roku jest nim 24-letni Amerykanin, Oliver. Jak każdy wcześniejszy wakacyjny rezydent, zajmuje on pokój Elio, sąsiadujący zresztą z tym, do którego tymczasowo przenosi się chłopak. Obecność Olivera już od pierwszej chwili wyzwala w nastolatku zainteresowanie i uczucia, które odtąd będzie próbował potwierdzić albo im zaprzeczyć. Jednym słowem, będzie rozważał, czy jest homoseksualistą, czy też jednak nie.

Elio, jak przystało na syna akademika, nie jest typowym nastolatkiem. Inteligentny, wychowany bez telewizji, otoczony na co dzień kulturą i sztuką wysokich lotów, zamiast włóczyć się z przyjaciółmi i bawić w ich towarzystwie, woli spędzać wolny czas na pisaniu transkrypcji klasycznych utworów czy wsłuchiwać się w intelektualne dyskusje rodziców i ich gości. Dom rodzinny, zawsze pełen ludzi, przyzwyczaił go też do swobodnego stylu życia. Nikt tu nikomu nie mówi, co ma w danej chwili zrobić, nikt też nie wnika w cudzą prywatność. Na tym tle, pozbawionym twardych zasad i ceremonii rozgrywa się powolne, dyskretne zbliżanie się Elio do Olivera i doszukiwanie się wzajemności. Lato w pełni, panujący upał nasila wrażenie rosnącego między nimi napięcia i pożądania. Ma się odczucie, że w powietrzu jest aż parno od namiętności i że to tylko kwestia czasu, kiedy ten stan osiągnie pewien pułap i w końcu eksploduje, wpychając bohaterów w swoje ramiona.

Elio to postać, która dzięki swej szczerości i nieporadnej naturalności budzi nieodpartą sympatię, zrozumienie, a potem współczucie. Chociaż jako narrator jest już dojrzałym mężczyzną, potrafi w detalach przywołać swoje młodzieńcze zauroczenie sprzed lat, niepewność, niestałość, gwałtowne zmiany nastroju. Ten 17-letni Elio to słodki wrażliwy chłopak, mający ewidentny problem z ogarniającymi go uczuciami; w jednej chwili nieomal skacze z radości, równie dobrze za moment mogąc pod wpływem impulsu wybuchnąć płaczem. Było mi go żal do łez, gdy zmagał się z burzącymi się w nim pragnieniami - nie wie, czy ma się potępiać za swe żądze, czuć do siebie odrazę, czy może utwierdził się właśnie w czymś, co go nie tylko definiuje, ale nadaje jego życiu zasadniczy sens. Jego eksperymentalne randki z Marzi, dziewczyną z sąsiedztwa, wskazują na to, że Elio dopiero próbuje ustalić, kim tak naprawdę jest i którą ścieżką chce w życiu podążyć. Przy tym wszystkim jest do bólu prawdziwy, ma w sobie zarówno odwagę, jak i naiwność. Chwilami wyraźnie próbuje zdystansować się od tego, co się z nim dzieje, stąd to jego powtarzane co jakiś czas:

"Odfajkowane."

Ale w jego przypadku namiętność okazuje się potężną siłą, zdolną wywieźć na manowce, z których trudno zawrócić i z którą owładnięty erotyczną obsesją Elio nie ma żadnych szans.

Aciman odkurzył oklepany temat letniego romansu, obierając na cel zamiast zwykłej heteroseksualnej pary dwóch męskich bohaterów, co zapachniało rzecz jasna pewnego rodzaju gorszącą sensacją. Czy jednak rzeczywiście jest się tu czym zgorszyć? Na pewno jest w tej historii sporo erotyzmu, jednak bardzo wyważonego; w paru momentach zdarza się odrobina dosłowności, ale nie aż takiej, by zaszokować. W sumie, chociaż seksualne napięcie jest w tej książce obecne niemal na okrągło, najważniejsza okazuje się mimo wszystko sfera uczuć. Gdyby nie uczucia, główny bohater nie skończyłby w rezultacie z tak sponiewieranym sercem. Tu muszę przyznać, że chociaż bardzo polubiłam Elio, czy też może właśnie dlatego, że go tak polubiłam, właściwie od początku nie przepadałam za Oliverem. Miałam wrażenie, że stopień zaangażowania w ten związek był u nich bardzo nierówny, że Oliver w pewien sposób po prostu się zabawił i że dla Elia ten romans skończyć się mógł dużo gorzej, niż dla jego dorosłego kochanka.

Powieść Andre Acimana ma leniwy, niemal senny klimat, a fabuła pozbawiona wartkiej akcji sprawia wrażenie, jakby właściwie niewiele się w tej książce w ogóle działo. Podejrzewam, że niektórych może ona nawet znudzić; zdarzyły się fragmenty, które jakoś średnio przemówiły także do mnie i które chciałam niemal przekartkować, by posunąć się dalej. Ale ostatecznie pierwsze skrzypce gra tu bardzo wnikliwie opisana historia miłosna, i to zdolna emocjonalnie wytargać i mocno chwycić za serce. Łamie przy tym kilka dość delikatnych schematów, ukazując nie tylko erotyczną fascynację dwóch chłopaków, ale też związek między nastolatkiem a dorosłym i na pewno bardziej doświadczonym mężczyzną, a co jeszcze bardziej wykraczające poza normę - także ciche przyzwolenie na ten romans rodziców nastolatka. I jeśli cokolwiek mnie w tej książce zaskoczyło, to właśnie ten brak reakcji z ich strony, podczas gdy tuż pod nosem ich wakacyjny gość romansuje z ich synem, czy właściwie cicha akceptacja tego stanu rzeczy. Dopiero pod koniec coś niecoś się w tej kwestii wyjaśnia; nawiązuje do tego zapadająca w pamięć rozmowa Elio z ojcem, której szczegółów, nie chcąc nikomu psuć lektury, nie wypada mi tutaj zdradzać.

TAMTE DNI, TAMTE NOCE to książka, której, mam wrażenie, nie odebrałam do końca właściwie, bo myślę, że chyba nie da się odebrać jej w pełni, czytając zaledwie raz. Ale tej pełnej uroku historii ciężko się oprzeć i zapadła mi w serce. Czuję, że jeszcze do niej wrócę. To pięknie napisana opowieść o dojrzewaniu i emocjach. O zauroczeniu, przeradzającym się w pielęgnowane latami uczucie, i to takie, które przytrafia się być może tylko raz w życiu i które, jak widać na smutnym przykładzie Elio, najwidoczniej ma moc to życie czasem nieodwracalnie zwichnąć.


T A M T E   D N I ,  T A M T E   N O C E
(CALL ME BY YOUR NAME)
ANDRE ACIMAN
PRZEKŁAD: TOMASZ BIEDROŃ
WYDAWNICTWO PORADNIA K.
2018

WARKOCZ



Trzy kobiety w trzech różnych, oddalonych od siebie częściach świata. Nie znają się i nigdy nie poznają. Pozornie nic ich ze sobą nie łączy. A jednak...

Smita mieszka z mężem i córeczką Lalitą gdzieś na zapadłej indyjskiej prowincji. Egzystują w kompletnej nędzy. Mąż Smity zajmuje się łapaniem szczurów, a jej zajęciem jest czyszczenie ulic i latryn z odchodów. Oboje z pokorą przejęli to żałosne dziedzictwo po swoich rodzicach. Stanowi ono ich jedyne źródło utrzymania. Nędzny żywot w miasteczku, gdzie przynależą do kasty nieczystych, niemożność poprawy swej sytuacji - wszystko to w końcu rodzi w Smicie stanowczy i nieugięty bunt, by wyzwolić się z tego zamkniętego kręgu. Marząc o lepszym życiu dla swej córki, Smita posyła Lalitę do szkoły, kiedy jednak kończy się to niepowodzeniem, rozgoryczona, skłócona z mężem, decyduje się na ostateczność. Czy jednak w kraju, gdzie życie kobiety znaczy mniej niż życie krowy, może ona jeszcze gdzieś znaleźć miejsce, gdzie będzie czuła się człowiekiem, mającym prawo do godnej egzystencji?

Następną bohaterką książki jest młoda Sycylijka Giulia. To córka właściciela jedynego, jaki zdołał przetrwać, zakładu perukarskiego w okolicy. Dziewczynę mierzi otaczający ją świat utartych konwenansów; pragnie żyć po swojemu. Choć marzeniem jej matki jest wydać ją za mąż za bogatego kawalera z okolicy, Giulia rzuca się w namiętny romans z poznanym przypadkiem obcokrajowcem, Kamalem. Żyje chwilą, jest szczęśliwa i zakochana, nie zastanawia się nad tym, co będzie dalej. Niespodziewanie po nagłym wypadku ojca odkrywa, że rodzinny interes stoi na skraju bankructwa. Sztuka robienia tresek i peruk z prawdziwych włosów powoli odchodzi w zapomnienie. Czy zatem Giulia zdoła ocalić rodzinną spuściznę? Czy naprawdę jedyne wyjście z tej patowej sytuacji to małżeństwo z niekochanym, ale bogatym kawalerem, jak życzy sobie jej matka, i zapomnienie o Kamalu?

Kolejna historia rozgrywa się w Kanadzie. Sara mieszka w Montrealu, jest dwukrotną rozwódką, wychowującą trójkę dzieci. Przede wszystkim jednak jest wziętą prawniczką, wspólniczką w jednej z najlepszych kancelarii w mieście. Ta praca to jej spełnienie, życiowy sukces. Skupiona na karierze zawodowej Sara świadomie poświęca się pracy kosztem życia rodzinnego. Dzieci wpisane są w jej harmonogram, ale wciąż zajęta, zabiegana, poświęca im jedynie minimum swego cennego czasu. Praca przesłania całą resztę. Do dnia, w którym Sara dowiaduje się, że ma raka, co w oczach współpracowników pozbawia ją zawodowej niezawodności i wiarygodności. W obliczu choroby Sara zmuszona jest gruntownie przewartościować swoje życie, odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest w nim najważniejsze.

Książka Laetitii Colombani to znakomita czytelnicza niespodzianka, skromna rozmiarem, lecz tematyką i duchem zaskakująco pokaźna. Poznajemy trzy kobiety, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego: kanadyjską prawniczkę, indyjską dalitkę i dziewczynę z Sycylii. Sara, Smita i Giulia mieszkają w zupełnie innych częściach świata, mówią innym językiem, wywodzą się z odmiennych kultur i dzieli je status społeczny. Skoro aż tak bardzo różnią się od siebie, co w takim razie je ze sobą łączy? Okazuje się, że sporo.Wszystkie trzy stają w obliczu nagłych życiowych zmian i trudnych, przełomowych decyzji. Każda zmuszona jest podjąć wyzwanie losu, każda musi stoczyć z nim bój, odnaleźć w sobie odwagę, siłę, przypomnieć sobie o własnej godności. Rzucić wyzwanie wiekowemu jarzmu, konwenansom, zacofaniu, dyskryminacji kastowej, rasowej, zawodowej.

Powieść Laetitii Colombani to proza oszczędna i subtelna, ale wnikliwa i na swój sposób wirtuozerska. Niemal pozbawiona dialogów narracja nadaje fabule chwilami charakter niemal reportażowy, wyprany z większych emocji. Są to jednak tylko pozory. Ani rozwlekłość, ani tania afektacja nie były Laetitii Colombani potrzebne do stworzenia z niezwykłym wyczuciem trzech głęboko poruszających, każda na swój sposób, historii, które składają się na boleśnie prawdziwy obraz kondycji współczesnej kobiety - zapracowanej, wykorzystywanej, ignorowanej, podlegającej licznym ograniczeniom, usiłującej sprostać wymaganiom, walczącej o lepsze jutro. Wątki Sary, Smity i Giulii przeplatają się regularnie ze sobą niczym warkocz, w krótkich, zwięzłych rozdziałach, pozwalając śledzić rozwój zmagań kobiet z bezlitosnymi przeciwnościami losu. W końcu ulegają scaleniu, łącząc historie wszystkich trzech bohaterek i nadając powieści głęboki sens.

WARKOCZ to niebanalna, bardzo dojrzała i mądra opowieść o paradoksach, rządzących życiem kobiet, które jakże często muszą walczyć o godność osobistą, szacunek, szczęście i miłość, i okazać się przy tym dużo silniejsze i niezłomne niż mężczyźni.

Polecam wszystkim debiutancką powieść Laetitii Colombani, bo jest to niewątpliwie niekonwencjonalna, pełna świeżości pozycja, która zasługuje na szczególną uwagę.


W A R K O C Z
(LA TRESSE)
LAETITIA COLOMBANI
WYDAWNICTWO LITERACKIE
2017


Egzemplarzem recenzenckim, za który bardzo dziękuję, obdarowało mnie


DZIWNE SPOTKANIE




J
est rok 1916. Trwa wojna, którą później nazwą Wielką. Młody Anglik, John Hilliard doświadczył już jej okrucieństwa i bezsensowności. Podczas pobytu w domu na rekonwalescencji czuje się wyalienowany, nie znajdując wśród bliskich zrozumienia. Wręcz z ulgą wraca na front, mogąc przestać udawać, że wszystko jest w porządku, że wojna lada moment się skończy. We Francji dowiaduje się, że większość znajomych mu ludzi zginęło podczas letniej ofensywy, która go ominęła, a na kwaterę przydzielono mu nowego kolegę, Davida Bartona. Początkowa niechęć i dystans wobec Bartona szybko ustępuje zaciekawieniu.

John i David wywodzą się z dwóch odmiennych środowisk. Widać to na przykładzie ich korespondencji z rodzinami w Anglii. Listy, jakie Hilliard otrzymuje z domu, nie dość, że rzadkie, są suche i formalne; rodzice i siostra zdają się swą troskę o niego wyrażać najlepiej, śląc mu eleganckie, pełne frykasów paczki od Fortnuma. David, wychowany w rodzinie silnie ze sobą związanej, w której nikt nie ma problemu z wyrażaniem emocji, utrzymuje stały listowny kontakt ze wszystkimi swymi bliskimi, opisując im swój pobyt na froncie.
Hilliard i Barton są więc zasadniczo różni: John jest zamkniętym w sobie, zgorzkniałym na skutek ciężkich doświadczeń introwertykiem; David - chłopcem pełnym prostoty i pogody ducha, bezpośrednim i bezpretensjonalnym, a przy tym jeszcze zupełnie niewinnym, nieobciążonym żadnymi wojennymi przeżyciami.
John mimo woli od razu zaczyna go lubić; uczy się od niego na nowo kontemplować zapomniane uroki życia, znów patrzeć w przyszłość. David staje się również jedyną osobą, przed którą John potrafi się otworzyć i opowiedzieć o tym wszystkim, co go gnębi. Wkrótce głęboko się do Bartona przywiązuje i zaczyna lękać się o jego życie, pragnąc uchronić go przed potwornościami, które prędzej czy później czekają ich obu...

Susan Hill 
z delikatnością, ale i z wnikliwością opowiada o przyjaźni dwóch młodych mężczyzn w okopach Flandrii w tak taktowny, subtelny sposób, że ich relacje wydają się być wręcz intymne, choć autorka zastrzegła, by nie dopisywać charakterowi ich relacji czegoś więcej, choć  niewątpliwie łączy ich coś niezwykłego, obaj są dla siebie nawzajem ogromnym wsparciem; dla Johna zetknięcie się z Davidem w ostatecznym rezultacie staje się wręcz zbawienne.

Hill konfrontuje pojedyncze ludzkie losy i postawy z brutalną frontową rzeczywistością, gdzie nie ma miejsca na sentymenty, gdzie w każdej chwili można zginąć. Nad polami śmierci, w oparach kordytu, raz po raz rozbrzmiewa jednak Elgar, Schubert czy Mozart, gdyż ludzie próbują za wszelką cenę odgrodzić się od koszmarnej rzeczywistości życia w błotnistych okopach, pośród trupów i żerujących na nich szczurów, czerpiąc pociechę z tak prostych przyjemności jak czytanie czy słuchanie muzyki z płyt odtwarzanych na gramofonie, próbując przywołać choć na chwilę piękno świata, który został przez tę okrutną wojnę na zawsze skażony. Nie ma tu gloryfikacji wojny, przeciwnie - obnażone jest karygodne marnotrawstwo, bezsensowność działań i totalna ignorancja dowodzących, dla których setki, tysiące żołnierzy są tylko strzałką odpowiedniego koloru na mapie.

 DZIWNE SPOTKANIE to niepozorna książeczka, którą, buszując w bibliotece, niezmiernie łatwo przeoczyć, a jest ona ze wszech miar warta uwagi. Mimo jej niewielkiej objętości osobiście nie byłam w stanie przez nią przebrnąć w jeden dzień - wymaga wyciszenia, wzmożonego skupienia. Odwdzięcza się, budząc mnóstwo emocji.

Polecam wszystkim, którzy szukają prostych historii, zapadających głęboko w serce i pamięć. Jeśli traficie na nią gdziekolwiek, dajcie jej szansę.


D Z I W N E   S P O T K A N I E. (STRANGE MEETING). SUSAN HILL. CZYTELNIK.1981