Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motyw LGBT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motyw LGBT. Pokaż wszystkie posty

SPÓŹNIONE WYZNANIA


Z Johnem Boyne miałam, jak dotąd, dwie bardzo różne przygody. Raz sprawił, że wstrząsnął mną i płakałam jak dziecko (przy CHŁOPCU W PASIASTEJ PIŻAMIE); drugi raz zirytował mnie jak nie wiem i rozczarował ignorancją i sporą dozą fuszerki (przy W CIENIU PAŁACU ZIMOWEGO).

SPÓŹNIONE WYZNANIA, jako że zawierały w sobie to, co mnie szczególnie przyciąga do lektury (Anglia, okoliczności I wojny, wątek, jak by nie patrzeć, lgbt) niemalże już śniły mi się po nocach. Długo były nieuchwytne, a fakt, że nakład się dawno wyprzedał, sprawił, że ceny egzemplarzy pojawiających się tu i tam, windowały w górę. W końcu jednak zdołałam dorwać tę książkę, i była to wręcz euforia. Nie muszę chyba dodawać, że z miejsca ją przeczytałam. I w końcu mogę stwierdzić, że Boyne nie tylko zrehabilitował się w moich oczach po pożal się Boże W CIENIU PAŁACU..., ale także wspiął na swoiste wyżyny. Można pisać prosto, poruszająco i pięknie. I ten autor znów mi udowodnił, że to potrafi, więc z przyjemnością oddaję mu kredyt mojego zaufania.

RED, WHITE & ROYAL BLUE

Oddałam  w ciemno na tę książkę swój głosik w rankingu na Goodreads, z utęsknieniem czekając na jej polskie wydanie. I mogę chyba powiedzieć, że mało co sprawiło mi w tym roku taką uciechę, jak ten oto prebook, który przedpremierowo trafił w moje ręce. To była czysta radość, móc w końcu poznać tę historię! Zaczęłam czytać i poczułam się jakby mnie ktoś wrzucił do basenu z różowymi bąbelkami. I już tłumaczę, dlaczego.

NA KRAWĘDZI MROKU


NA KRAWĘDZI MROKU to młodzieżówka z pogranicza fantastyki, mająca w sobie coś rodem z mrocznej, romantycznej baśni. Jest to kontynuacja wcześniejszej powieści Jeffa Gilesa - NA KRAWĘDZI WSZYSTKIEGO, książki, którą czytałam ubiegłej zimy i o której pisałam TUTAJ.

Przypominając w dużym skrócie: bohaterka tej historii, Zoe, nastolatka z Montany, pewnej zimy przez przypadek ujrzała w lesie tajemniczego chłopaka o nadludzkich mocach. Wykonywał właśnie wyrok na bandycie, zamierzając zabrać go ze sobą do tzw. Niziny, a mówiąc prościej - do piekła. Uprzedzając ewentualne wątpliwości - nie, chłopak nie ma rogów ani kopytek. Wygląda całkiem normalnie, jeśli nie licząc, że jest uderzająco przystojny. To tzw. łowca głów, na usługach rządzących Niziną Lordów, odpowiedzialny za chwytanie grzeszników.

Sprawy mocno się skomplikowały, ponieważ łowca (którego Zoe nazwała Iks, bo nie posiadał imienia) z wzajemnością zakochał się w dziewczynie i zapragnął normalnego życia. Jak się jednak okazało, nie da się związać z kimś dosłownie z piekła rodem bez poważnych konsekwencji. Iks i Zoe próbują zawalczyć o to, by móc być ze sobą, lecz ściągają na siebie gniew i zemstę okrutnego Lorda. Żeby uwolnić Iksa z jego rąk, Zoe będzie musiała zdecydować się na ostateczny krok...

"Sądziłaś, że uratujesz Iksa... Jak? Może bujając się nad ognistą czeluścią na linie?"

Pierwszy tom tej serii zostawił mi po sobie miłe wrażenia, ale szczerze mówiąc, również spory niedosyt, i chyba nie byłam w tym odczuciu odosobniona. Jeff Giles zabrał się więc za pisanie kontynuacji chyba pod dużą presją oczekiwań czytelników, i trochę się obawiałam, co w rezultacie z tego wyniknie. Okazało się jednak, że niepotrzebnie, bo autor dopracował i całkiem pomysłowo rozwinął tę opowieść. Udało mu się przy tym znowu sprytnie uniknąć przewidywalności. Wcześniejsze wydarzenia namnożyły sporo pytań. Rozwikłania domagała się zwłaszcza paląca wprost kwestia pochodzenia Iksa. Tym razem zostało to w końcu wyjaśnione i muszę przyznać, że choć Giles mógł się na tym poślizgnąć, wypadło całkiem interesująco, zaskakująco i niebanalnie. Znalazło się w tej historii miejsce zarówno dla odrobiny thrillera, jak i dla szczypty romansu. Również uczucie między Iksem a Zoe doczekało się pewnego rozwinięcia, stało się bardziej wiarygodne i dojrzałe.

Kto mnie zna, wie, że z fantastyką u mnie dosyć krucho, jednak na moje szczęście Jeff Giles znowu zachował pewną równowagę między światem realnym i wymyślonym - a swoją drogą wyobraźni mu nie brak, więc różnie z tym mogło być. Dzięki temu ma się w tej książce do czynienia nie tylko z opowieścią z bardzo sugestywnie opisanych zaświatów (które tym razem przyjdzie ujrzeć także Zoe!),  ale również z niezbędnymi, przynajmniej w moim przypadku, wątkami fabuły mocno trzymającymi się ziemi. Nie mogło więc w tej książce zabraknąć przyjaciół Zoe oraz jej rodziny. Miło mi było przypomnieć sobie ich wszystkich, w tym szczególnie pełną ciepła relację Zoe z jej braciszkiem. Jonah to zabawny i kochany brzdąc, który wnosi do tej książki wspaniały dziecięcy humor. To postać, której na równi z Iksem nigdy nie miałam w tej książce dość.

"Teraz jesteś częścią naszego nas."

 NA KRAWĘDZI MROKU to dobra i pełna napięcia opowieść, która z powodzeniem utrzymała poziom i mroczną atmosferę tomu pierwszego i dostarczyła podobnych emocji, zgrabnie zamykając tę zagmatwaną, fascynującą historię. Ta książka to absolutny must read dla wszystkich, którzy pokochali Iksa i Zoe, a ze względu na swój charakter - także coś dla fanów fantastyki. Odnajdą się w niej jednak również zwolennicy bardziej przyziemnych klimatów, których zaintrygowały powieści Jeffa Gilesa - tak jak stało się to właśnie ze mną ostatniej zimy. Ich odrobinę baśniowa atmosfera, poruszająca fabuła  i uroczy wątek romantyczny sprawiają, że można się nieco zapomnieć i oderwać od rzeczywistości, sprawdzą się więc w sam raz jako lektura w długie jesienno-zimowe wieczory.



N A   K R A W Ę D Z I   M R O K U
(BRINK OF DARKNESS)
JEFF GILES
CYKL: THE EDGE OF EVERYTHING # 2
PRZEKŁAD: MARTA DUDA-GRYC
WYDAWNICTWO IUVI
2018

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu IUVI

ROZSTRZYGNIĘCIE CALLIE I KAYDENA







Callie i Kayden to dla mnie szczególna para. Oni pierwsi skradli mi spory kawałek serca. Od nich właśnie i od książek Jessiki Sorensen zaczęła się moja przygoda i fascynacja literaturą nurtu New Adult, która z powodzeniem trwa do dziś. ROZSTRZYGNIĘCIE CALLIE I KAYDENA to finał ich historii, która rozpoczęła jedną z lepszych w swym gatunku serię THE COINCIDENCE.
 

W pierwszych dwóch częściach o tej parze, przeczytanych niemal dwa lata temu, poznałam, z jakimi dramatami się oboje zmagali, nim studia na tej samej uczelni sprawiły, że poznali się bliżej. Zostali parą i pomogli sobie wzajemnie przejść przez najgorsze, walcząc z niszczącymi ich autodestrukcyjnymi skłonnościami i wychodząc w końcu w życiu na prostą. Nie było to łatwe. Callie prześladowała dotkliwa trauma z dzieciństwa, a Kayden był od lat ofiarą brutalnej rodzicielskiej przemocy.

Od tamtych wydarzeń, które ostatecznie ich ze sobą związały, minął rok. Oboje nadal studiują i robią pierwsze nieśmiałe wspólne plany na przyszłość. Kaydena czeka prawdopodobnie kariera zawodowego sportowca, a Callie z kolei widzi dla siebie szanse w pisaniu. Nic im już nie zagraża. Ale czy na pewno? Zarówno prześladowca Callie jak i ojciec Kaydena, zamiast siedzieć za swe postępki w więzieniu, wciąż przecież są gdzieś na wolności. Pokonane demony z przeszłości, chorobliwe nawyki także jeszcze potrafią dać o sobie znać. Czasami byle impuls wystarczy, by odezwały się dawne skłonności, nad którymi trudno zapanować. Czy Callie i Kayden, już dużo dojrzalsi, znając się praktycznie na wylot i wyczuwając swoje nastroje, potrafią ustrzec się wzajemnie przed powrotem do koszmaru, z którego z takim trudem się wyswobodzili? I czy na pewno są już gotowi na start w dorosłość już wspólną drogą?

Jak zwykle u Jessiki Sorensen, ta historia skupiona jest przede wszystkim na emocjach. Autorka znana jest z tego, że nie oszczędza swych bohaterów, tym razem jednak jest już dużo spokojniej, niż w poprzednich częściach, choć pewne sprawy w życiu Callie i Kaydena wciąż wymagają ostatecznego rozwiązania, by można je było zamknąć i ruszyć dalej. Oboje muszą raz na zawsze oddzielić przeszłość od przyszłości, ale też docenić w pełni to, co wspólnie osiągnęli. Znając ich już wcześniej, wiedziałam, czy ich na to stać, a jednocześnie byłam w stanie zrozumieć ich wahania i obawy.

"Nie mogę się zamartwiać tym, że Callie mnie zrani, bo ma taką moc. Całkowicie zawładnęła moim sercem i duszą. Z łatwością może je złamać."

Serie mają to do siebie, że z reguły są mniej lub bardziej naciągane, jak wleczone w nieskończoność nieszczęsne Bad Boy's Girl. Mam wrażenie, że także i ROZSTRZYGNIĘCIE CALLIE I KAYDENA dla niektórych pewnie będzie już niepotrzebnym odgrzewaniem kotleta. Ale myślę też, że znajdą się również i tacy, którym dobro Callie i Kaydena leży na sercu (bo na nie w pełni zasłużyli!) i którym miło będzie spotkać się ponownie z tą sympatyczną parą i przekonać się, czy pisany jest im ostateczny happy end. Przyznam, że ja byłam szczerze ciekawa, co u nich słychać i jak sobie radzą po tym wszystkim, co ich spotkało. Czy podołają nowym wyzwaniom, jakie stawia przed nimi wspólna przyszłość. Na dodatek Callie ze względu na swe pisarskie zapędy jest mi zwyczajnie bliska.

Plusem tej książki jest dla mnie również ponowne spotkanie z Sethem, moim ulubieńcem pośród bohaterów całej serii THE COINCIDENCE. Nie ma go tu, co prawda, zbyt wiele, bo i sama powieść jest skromna rozmiarem, ale każde jego pojawienie się wnosi do fabuły ożywczy humor (a jakże!:D) i ciepło. Pisałam już o tym wcześniej, ale nie mogę się powstrzymać, więc powtórzę: z niecierpliwością wyczekuję ukazania się u nas kolejnego tomu tej serii - właśnie o Secie i o jego chłopaku, Greysonie!
 

Przeczytanie ROZSTRZYGNIĘCIA... mogłabym porównać do odwiedzin u dawno nie widzianych dobrych znajomych, których się szczerze lubi. Miło było jeszcze raz się z nimi spotkać, a przyjemne wrażenia, jakie po sobie zostawili, na pewno będą mi towarzyszyły jeszcze przez dłuższy czas.

Dodam na koniec, że jest to książka w sam raz na teraz, ponieważ akcja rozpoczyna się w okolicach Halloween, więc idealnie wstrzela się w obecną porę roku i podkręca miłą jesienną atmosferę, dając także przedsmak zbliżających się świąt!


"Czy to możliwe, by zakochać się w kimś, kogo już kochasz? Bo zdaje się, że to mi się właśnie przydarzyło."


ROZTRZYGNIĘCIE CALLIE I KAYDENA
(THE RESOLUTION OF CALLIE AND KAYDEN)
CYKL: THE COINCIDENCE # 6
JESSICA SORENSEN
PRZEKŁAD: EWA HELIŃSKA
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2018

Za egzemplarz dziękuję serdecznie Wydawnictwu Zysk i S-ka.

HISTERYCZKI


Niedawno swą polską premierę miały HISTERYCZKI, które miałam wyjątkową przyjemność przeczytać przed ich ukazaniem się w księgarniach. Nie była to dla mnie typowa lektura, rzadko kiedy mam okazję czytać opowiadania, ale jak się okazało, była to jedna z moich najlepszych pozycji września.

Warto tu nadmienić, kim jest Roxane Gay. Wstyd się przyznać, ale jak dotychczas nazwisko to w sumie nic mi nie mówiło. Tymczasem Roxane Gay to jedna z najbardziej znanych współczesnych działaczek amerykańskiego ruchu feministycznego. Jest nie tylko wykładowczynią na Purdue University w stanie Indiana, publikującą w New York Timesie, ale również uznaną autorką kilku bestsellerowych książek. W swej twórczości Roxane Gay podejmuje wiele ważnych i drażliwych tematów tj. odmienność seksualna czy rasizm, ale znajdują w niej odbicie także osobiste przeżycia i doświadczenia autorki, łącznie z gwałtem, który odcisnął się piętnem na jej życiu.

Bohaterkami HISTERYCZEK są kobiety. Różnią się od siebie kolorem skóry, wiekiem, pochodzeniem, wykształceniem. Różnią się sytuacją życiową, w jakiej się znalazły. Niektóre z nich to silne, wytrzymałe fizycznie przedstawicielki womenpower, które wywalczyły sobie miejsce w świecie, zdominowanym przez mężczyzn.

"Nikt nie dowali jak dziewczyna." 

- mówi jedna z nich, lubiąca sobie, niczym w damskiej wersji Podziemnego kręgu, rozładować napięcie i odreagować stres w walce na pięści z innymi kobietami. Inne z bohaterek dla kontrastu tkwią w ograniczających je rolach narzuconych przez okoliczności czy los.

Wszystkie te kobiety, choć w wielu aspektach są różne, łączy jedno - każda z nich jest emocjonalnie rozchwiana. Co spowodowało, że ich stan psychiczny pozostawia tyle do życzenia? Jakie tragedie kryją ich życiorysy? Przyczyny tego stanu rzeczy są różne. Pedofilia w rodzinie, gwałt, strata dziecka, dramat, którego efektem jest przygniatające, miażdżące wręcz poczucie winy... Ponieważ opowiadania są krótkie, trudno w sumie poczuć silniejszą więź z którąkolwiek z bohaterek, jednak dzięki wnikliwie nakreślonym portretom psychologicznym (w czym autorka okazuje się wręcz mistrzynią) łatwo je zrozumieć, a ich historie pozostawiają po sobie silne wrażenie; praktycznie każde kolejne opowiadanie zaczyna się czytać z emocjonalnym bagażem po poprzednim.

Opowiadania Roxane Gay w sposób do bólu uczciwy ukazują, że mimo rewolucji obyczajowej i feminizmu, kobiety nadal często postrzegane są jako słabsze, szufladkowane przez mężczyzn w rolach, w jakich chcieliby je widzieć - kochanki, żony, kuchty, matki ich dzieci. Istnieje też wciąż masa zależności, które kształtują trudną kobiecą rzeczywistość, tj. pochodzenie, wykształcenie, czy choćby uroda (lub jej brak). Autorka zwraca uwagę również na pewne rozdwojenie w samej naturze kobiety, która, spełniona w innych dziedzinach życia, bez trudu może się odnaleźć i w tradycyjnej roli.

HISTERYCZKI są niczym pudełko niespodzianek - z każdym kolejnym opowiadaniem coraz bardziej zaskakujące. Poruszające, skłaniające do refleksji i wstrząsające - jak historia pt. Dotknąć dna czy Cudzy bogowie. Po lekturze nasunął mi wniosek, że feminizm wykarczował ścieżkę, której wciąż jeszcze zdarza się zarastać. I że żaden mężczyzna nie zniósłby tego, czego doświadcza w swym życiu kobieta, mowy nie ma!
Przeczytajcie koniecznie!

"Błagałyśmy o litość i wytchnienie dla naszych ciał, nim zostaną do reszty zniszczone. Nie słuchał. Nauczyłyśmy się nie błagać."


HISTERYCZKI
(DIFFICULT WOMAN)
ROXANE GAY
PRZEKŁAD: DOROTA KONOWROCKA-SAWA
WYDAWNICTWO PORADNIA K
2018

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.

ZAWSZE STANĘ PRZY TOBIE


Brit jest typową zbuntowaną nastolatką i bardzo barwną osóbką - fanką piercingu i kolorowych włosów. Jak na dziewczynę z Portland przystało, nieobcy jest jej też świat muzyki - gra na gitarze w zespole punkpopowym, podkochując się potajemnie w koledze z grupy - Jedzie. Niestety zdaniem swego ojca, który rozwiódł się z jej chorą psychicznie matką i założył nową rodzinę, Brit wiedzie podejrzanie chaotyczne życie, więc pewnego dnia podstępem zawozi ją do umieszczonego na odludziu poprawczaka. W niemal odciętym od świata miejscu szumnie zwanym Red Rock Academy Brit przechodzi ciężką szkołę życia, tęskniąc za domem i chłopakiem, w którym jest zakochana. Wkrótce jednak poznaje dziewczyny, z którymi połączy ją w niedoli siostrzana więź.

"...posiadanie kogoś, kto stoi po twojej stronie, wcale nie jest takie oczywiste. To coś szczególnego - i może nam zostać odebrane."

ZAWSZE STANĘ PRZY TOBIE to jedna z pierwszych powieści (w tym chyba pierwsza młodzieżówka) Gayle Forman. Forman jest zdecydowanie jedną z moich ulubionych autorek YA, do której po przeczytaniu kilku jej dzieł, mam ogromne zaufanie, więc sięgając po tę książkę miałam już jako takie rozeznanie, czego mogę się po niej spodziewać. Akcja powieści niemal w całości toczy się w ośrodku poprawczym i siłą rzeczy, obierając taką a nie inną tematykę, autorka narzuciła sobie pewne ograniczenia. Fabuła nie obfituje w jakieś spektakularne wydarzenia, to co ją napędza, to przyjaźń grupki dziewczyn, które różniąc się pod wieloma względami, nie tylko wyglądem, ale także pochodzeniem czy nawet orientacją seksualną, poznają się bliżej, obdarzają zaufaniem i odnajdują w sobie wzajemne wsparcie. Ośrodek, w którym tkwią, przypomina raczej zakład karny, niż typowy poprawczak. Podłe jedzenie, podłe traktowanie, upokorzenia w ramach terapii, dziwne wypadki; ktoś w końcu musi się rozprawić z tym draństwem i jak się zapewne domyślacie, tym kimś będzie Brit i jej sisters in-sanity. Razem opracowują plan, by zniszczyć to haniebne miejsce i wydostać się na wolność.


ZAWSZE STANĘ PRZY TOBIE nie dorównuje takim późniejszym powieściom autorki, jak ZOSTAŃ, JEŚLI KOCHASZ czy TEN JEDEN DZIEŃ - co jest chyba zasługą zamknięcia fabuły w więzieniu na pustkowiu i odcięcia bohaterki od normalnego życia. Książka pozbawiona została w ten sposób np. zawsze bardzo ciekawego motywu życia w rodzinie, o którym są tu tylko wzmianki, mające nam nakreślić przyczyny problemów Britt. To element, który w powieściach o nastolatkach ze względu na swą złożoność zawsze odgrywa dla mnie rolę równie ważną, jak wątek romantyczny - jeśli nie ważniejszą, dlatego trochę mi tutaj tego zabrakło. Romansu też właściwie próżno by tu szukać, choć trafia się bardzo ładny epizod z randką pod gwiazdami, a Britt nigdy nie przestaje snuć rozmyślań o Jedzie, którego postać wciąż majaczy gdzieś w tle. Teoretycznie więc, zważywszy na te luki, chyba powinnam być tą książką zawiedziona. Jednak niespodzianka -  bo nie tylko mnie nie zawiodła czy rozczarowała, ale nawet na swój sposób zauroczyła. Historia Britt i jej przyjaciółek, wypowiadających wojnę otaczającemu ich złu i niesprawiedliwym stereotypom, ma w sobie przyjemną, młodzieńczą zadziorność i lekkość, a perypetie i problemy dziewczyn nie wydają się odrealnione czy wyssane z palca. Autorce udało się w ciekawy sposób poruszyć klasyczne tematy młodzieżówek, takie jak konflikt pokoleń, brak zrozumienia czy problemy z akceptacją, i nakreślić historię o sile przyjaźni, polegającej nie tylko na wspólnej zabawie, ale zdolnej też do poświęceń. Fajne, niebanalne postacie, żywe dialogi, zachowanie zdrowej równowagi między żartem a powagą - wszystko to sprawiło, że dociągnęłam do końca bez grama poczucia, że zmarnowałam czas.

"Nie ma żadnego przeznaczenia. Ty decydujesz. Ty wybierasz swój los."

Początkująca Gayle Forman okazała się naprawdę całkiem niezła, jeśli więc macie ochotę na inteligentną młodzieżówkę z bohaterami, z którymi aż chciałoby się samemu zaprzyjaźnić, to ta trochę przegadana (ale całkiem mądrze), sympatyczna i urocza książka powinna okazać się trafioną lekturą.


Z A W S Z E   S T A N Ę   P R Z Y   T O B I E
(SISTERS IN SANITY)
GAYLE FROMAN
PRZEKŁAD: NATALIA SZCZYREK
NASZA KSIĘGARNIA
2016

KAŻDEGO DNIA



KAŻDEGO DNIA, która całkiem niedawno została sfilmowana, to na pierwszy rzut oka młodzieżówka, jak każda inna. Ale to tylko pozory i bardzo się cieszę, że w końcu po kilku miesiącach, odkąd ta książka rzucała mi się w oczy w księgarniach i bibliotece, nadeszła ta chwila, gdy dałam jej szansę. Cieszę się, bo dzięki temu poznałam chyba jedną z najdziwniejszych książkowych historii miłosnych, z jakimi dotąd miałam do czynienia.

Tajemniczy główny bohater i narrator tej powieści, który właściwie nie ma nawet imienia (każe nazywać się po prostu A., bo to pierwsza litera alfabetu), codziennie budzi się w innym ciele dowolnego rówieśnika, i to bez względu na płeć. Ten proces trwa, odkąd tylko A. sięga pamięcią. Obecnie ma 16 lat, ale mimo swojego bardzo młodego wieku posiada wiedzę i mądrość kogoś dużo starszego i doświadczonego. Zdążył już przywyknąć do swej niezwykłej natury, pogodzić się ze swym losem i tym, że nigdy nie będzie żył, jak inni. Pamięta też, że każdego dnia bierze odpowiedzialność za czyjeś życie, nauczył się więc trzymać wytycznych, które pozwalają mu uniknąć kłopotów.

Pewnego dnia, będąc w ciele niejakiego Justina, poznaje jego dziewczynę. Bardzo sympatyczna, lekceważona przez swego chłopaka Rhiannon od razu zjednuje sobie serce naszego bohatera. A. po raz pierwszy w swym pokręconym życiu czuje, że się zakochał. Dla Rhiannon gotów jest złamać reguły, których dotąd tak skrupulatnie przestrzegał. Chcąc za wszelką cenę utrzymać kontakt z dziewczyną, musi zdradzić jej swój sekret. Tylko czy możliwy jest związek z kimś, kto codziennie inaczej wygląda, inaczej się nazywa, mieszka w innym miejscu, może nawet zmienić płeć? Przecież to zakrawa na jakieś szaleństwo.

"Jestem zmęczony nieodczuwaniem. Zmęczony nienawiązywaniem więzi. Chcę tu być razem z nią, chcę być chłopakiem, który spełnia jej nadzieje, choćby tylko w tym krótkim czasie, jaki jest mi dany."

Kiedy dowiedziałam się, że jest w tej książce nieco fantastyki, z którą zwykle bywam ostrożna, przyznam, że miałam trochę mieszane uczucia. Na szczęście szybko się okazało, że fabuła tkwi jednak mocno w rzeczywistości, a dziwna zdolność zmiany wcieleń owiana jest aurą tajemnicy. Z samymi zmianami też miałam z lekka pod górkę - trochę potrwało, zanim udało mi się wciągnąć w fabułę i w ogóle oswoić się z A. Musiałam go nie tyle osadzić w jakimś konkretnym wyobrażeniu, co po prostu bliżej poznać. I to się udało, bo chociaż co dzień wygląda inaczej, posiada własny umysł i serce.

A. to bohater na wskroś pozytywny, chłopak z refleksyjnym podejściem do życia, który zawsze myśli o innych. Jego zalety uwydatniają się szczególnie w momentach, gdy przejmuje ciało kogoś o zupełnie innym usposobieniu. A. zwykle pragnie zapobiec wszelkim szkodom i nieszczęściom, dba o komfort i bezpieczeństwo tych, w których ciała się wciela. Pierwsze zakochanie sprawia, że ten jeden raz dla odmiany pragnie czegoś dla siebie. Czy gotowy jest w imię miłości namieszać w kwestiach, które sam nie do końca rozumie?
 
"Chodzi o to, że dokonujemy wyboru. Każdego dnia decydujemy, że nikogo nie skrzywdzimy. Nie jestem inny pod tym względem."

Pomysł na fabułę tej książki jest tak nietypowy, jak ryzykowny, i szczerze mówiąc, długo podejrzewałam, że autor prędzej czy później na czymś się potknie, że znajdę jakiś błąd czy nieścisłość, których mogłabym się przyczepić. Mnoży się tu przecież pytań bez liku, które mogłyby wręcz błagać o odpowiedź. Kim w ogóle jest A., skąd u niego ta nadnaturalna zdolność i czy takich przypadków jak on jest więcej? Dlaczego mimo zmian, jakie go codziennie dopadają, posiada stałą tożsamość chłopaka, a jednocześnie potrafi wcielić się w dziewczynę i wcale nie czuć się z tym niekomfortowo? Trudno prześwietlić jego losy, nie dostajemy tu wszystkiego podanego jak na tacy, dowiadujemy się tylko tyle, ile A. sam nam o sobie mówi - i ile sam wie.
Czy czuje się z tego powodu jakiś niedosyt? Moim zdaniem nie. Historia jest spójna, a psychologiczna wnikliwość, z jaką David Levithan prowadzi czytelnika przez kolejne rozdziały, pozwala wciągnąć się mocno w losy bohaterów bez względu na to, co się o nich wie, a czego nie. Dochodzi do tego też fakt, że górę w fabule wyraźnie bierze wątek romantyczny. To on napędza akcję, jest jej osią i nigdy nie tracimy go z oczu.

W typowych młodzieżówkach zwykle bywa tak, że dwójka młodych ludzi poznaje się i w sobie zakochuje. David Levithan także sięgnął po ten schemat, z tym że nieźle w nim zamieszał. W rezultacie powstała jedyna w swoim rodzaju wzruszająca opowieść o miłości między dwojgiem młodych ludzi, którym dane jest spotykać się ze sobą jedynie w pewnym specyficznym wymiarze. Jest w tym odpowiednia doza słodyczy, urok pierwszego uczucia, jest i zrozumiały dramat, bo ta miłość od początku nie ma dobrych widoków na przyszłość. Ale to właśnie ona jest powodem, dla którego warto ciągle próbować.


KAŻDEGO DNIA to książka ze szczególnym potencjałem, która dzięki całej galerii zróżnicowanych nastoletnich bohaterów, porusza również sporo ważnych kwestii takich jak brak zrozumienia, depresja czy nietolerancja. Historia A. stała się pretekstem do przyjrzenia się naszej żałosnej kondycji psychicznej we współczesnym świecie, w którym liczą się przede wszystkim, nie oszukujmy się, wygląd i pieniądze. Autor nie przepuszcza okazji, by wytknąć egoizm i stereotypy -dlatego A. równie dobrze może zostać wcielony w czarnoskórą piękność w typie Beyonce, co w otyłego chłopaka, którym wszyscy się brzydzą.
Ta książka jest pełna prostych, uniwersalnych, czasem bolesnych prawd, które dotyczą nie tylko bohaterów, i nie tylko nastolatków, ale właściwie każdego z nas, wyrażając nasze pragnienie posiadania swojego miejsca w świecie i przynależenia do drugiej osoby.

"Zaczynam rozumieć, że moje życie nie będzie prawdziwe, dopóki ktoś inny go nie pozna. A ja chcę mieć prawdziwe życie."

KAŻDEGO DNIA to jedna z lepszych młodzieżówek, jakie zdarzyło mi się ostatnio przeczytać, i dobrze wróży mojej dalszej znajomości z Davidem Levithanem. I chociaż mogłabym mieć do niego trochę pretensji za wykręcenie się przysłowiowym sianem w kilku ważnych kwestiach, wdzięczna mu jestem za oryginalny i piękny wątek romantyczny, tolerancję i delikatność w ukazaniu niełatwych tematów. Szczególnie ujęła mnie daleka od banału końcówka, kiedy A. podejmuje decyzję, która jest jego zdaniem tą jedyną właściwą. Ten znaleziony przez niego złoty środek pozostawił mi po sobie słodko-gorzką mieszankę smutku i nadziei. Nie wiem, czy druga część pt. PEWNEGO DNIA wnosi do tej historii cokolwiek nowego, ale i tak bardzo chętnie po nią sięgnę, bo to będzie arcyciekawe - ujrzeć wszystko jakby z drugiej strony, oczami zakochanej Rhiannon.


K A Ż D E G O   D N I A
(EVERY DAY)
DAVID LEVITHAN
PRZEKŁAD: DONATA OLEJNIK
WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE / PUBLICAT. SA
2018

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Publicat.S.A. 

HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI



Czyżby w małej mieścinie Lumpkin Country w stanie Georgia doszło do drugiego w historii ludzkości niepokalanego poczęcia? Czy to możliwe, że mały, nieprzeciętnie inteligentny Natty jest cudem?

Jego mama, Shandi Pierce ma nieco ponad 20 lat i wychowuje swego 3-letniego genialnego synka, nie wiedząc jednak, kim właściwie jest jego ojciec. Urodziła go jako dziewica. Nie, nie przewidziało się wam. Dziewictwo straciła w rok i kilkanaście dni po narodzinach syna. W wychowaniu chłopczyka pomagają jej rozwiedzeni, skłóceni ze sobą rodzice, ogromnym wsparciem służy jej także przyjaciel z lat dzieciństwa, domorosły poeta, Walcott. Przypadkowy napad na sklep sprawia, że wzięta na zakładniczkę Shandi poznaje innego zakładnika, niezwykłego autystycznego Williama Ashe - genetyka z zawodu, zmagającego się z koszmarną tragedią, który budzi w niej gorące uczucia i... może ustalić prawdę o ojcostwie Natty'ego. Czy wierząca w przeznaczenie Shandi zrozumie, kto jest jej tak naprawdę pisany? I czy odnalezienie ojca Natty'ego sprawi, że uda jej się przegonić demony przeszłości? Czy przestanie w końcu uciekać przed faktami, które raz na zawsze odmieniły jej życie?

Shandi nosi w sobie tajemnicę dotyczącą tego, co przytrafiło jej się trzy lata wcześniej na pewnej imprezie. Kłopot w tym, że dziewczyna niewiele pamięta, a już na pewno nie wie, kto zrobił jej dziecko. Moment, w którym staje oko w oko z możliwością utraty synka, uświadamia jej, że powinna poznać prawdę. Ta szansa w końcu staje przed nią otworem, czy jednak się na nią zdecyduje? Czy zdecydowalibyście się i wy, podejrzewając, że kryje się za tym najprawdopodobniej coś podłego?

"Nie ma to jak pistolet wymierzony prosto w twarz, kiedy dziewczyna próbuje na nowo ocenić swoje życiowe decyzje. Gdybym dalej uważała swoją ciążę za cud, wtedy facet, który to zrobił, nadal miałby nade mną władzę. To skomplikowane, bo za nic nie zrezygnowałabym z Natty'ego, ale ten mężczyzna coś mi zabrał. Dostałam Natty'ego i pod względem technicznym nadal byłam dziewicą, ale tamtej nocy straciłam inne rzeczy. Chcę je odzyskać. Jest mi to winien."

Joshilyn Jackson to autorka, której nazwisko szczerze mówiąc kompletnie nic mi dotąd nie mówiło, nie wiedziałam więc, czego właściwie spodziewać się po tej powieści. Sięgnęłam po nią, licząc, że w najlepszym wypadku okaże się może niezłą rozrywką. Czekała mnie jednak nie lada niespodzianka, bo ta niepozorna książka z niezbyt ciekawą okładką okazała się czymś znacznie więcej, co na dodatek kompletnie skradło mi serce!

Uwielbiam historie, które toczą się w małych miasteczkach, w małych społecznościach, a HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI właściwie w znacznej części do nich należy. Akcja powieści toczy się współcześnie na południu Stanów, a więc w dość specyficznym środowisku, kierującym się przestarzałymi wartościami, w którym niebagatelną rolę odgrywa religia. Nie bez powodu Shandi wmawia sobie cudowność narodzin Natty'ego, chroniąc się w ten sposób przed faktami, które są dla niej nie do przyjęcia. Nie bez powodu również jedną z kości niezgody między jej rodzicami była kwestia, w jakiej wierze ją wychowają: po katolicku czy w judaiźmie, jak chciałby ojciec. Religia i wiara mocno zaważyła także na życiu i losie Williama Ashe - o czym możemy się przekonać, strona za stroną zgłębiając jego historię aż po jej zdumiewający finał.

Narracja powieści rozdzielona została między Shandi, która opowiada o swych perypetiach, a narratorem w trzeciej osobie, który z kolei wypowiada się niejako w imieniu Williama. O ile jednak Shandi jest prostolinijną dziewczyną z przysłowiowym sercem na dłoni, poszukującą miłości i wsparcia i nie mającą przed czytelnikiem nic do ukrycia, o tyle William jest dużo bardziej skomplikowany.

"To jednak prawda, że pragnęłam więcej niż jego pomocy jako naukowca. Chciałam wina i całowania się pod mostami. Chciałam, żeby zanurzył palce swoich ogromnych dłoni w moje włosy, chciałam pojechać z nim do Paryża. Cholera, chciałam być pod nim w Paryżu."

Zamknięty w sobie, sprawiający wrażenie, jakby większość rzeczy na tym świecie było dla niego czystą chemią lub fizyką, William tłamsi w sobie poczucie ogromnej, niedawno przeżytej krzywdy, broniąc się przed wspomnieniami pozorną obojętnością. Można odnieść wrażenie, że ten pośrednik - narrator między nim a czytelnikiem to celowy zabieg ze strony autorki, mający zaznaczyć sposób, w jaki William postrzega świat, w stosunku do którego jako autystyk mocno się dystansuje. Dało to naprawdę ciekawe rezultaty i  autorka poradziła sobie z tym po mistrzowsku, wplatając w ten niełatwy wątek i piękną przyjaźń, i wielką miłość.

Fabuła nie skupia się jedynie na teraźniejszości; zarówno Shandi, jak i William zmuszeni są rozliczyć się ze swoją przeszłością, pozwalając nam wejrzeć w nią i spróbować ustalić wcześniejszy bieg wypadków, który tak silnie zaważył na ich losach. Nie jest to jednak tak łatwe, jakby się mogło wydawać, i myślę, że rozwiązanie kluczowych kwestii i zakończenie może być dla wielu zaskakujące.


HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI  to powieść, która zaskakuje pod wieloma względami i niesie z sobą mnóstwo zróżnicowanych emocji. Jest w niej tajemnica z przeszłości i wielka osobista tragedia, z którymi bohaterowie mogą sobie wzajemnie pomóc się uporać. Jest skrywana miłość i zaborcza kobieca rywalizacja. Nawet jeśli chwilami fabuła nabiera lekkiego charakteru, kryje w sobie głębię, wnikliwą mądrość oraz stawia ważne pytania. Tchnie z tej historii pełna optymizmu i podnosząca na duchu wiara, że choć nasze zachowania determinują różne sytuacje i okoliczności, podstawą natury każdego człowieka i jego ostatecznym przeznaczeniem jest dobro; i że pewne sprawy, nawet naukowo wyjaśnione, nadal mogą uchodzić za cud.

Joshilyn Jackson wykreowała całą galerię realistycznych bohaterów i potrafiła wciągnąć i zaangażować czytelnika w ich losy, perypetie i wzajemne relacje. Trudno wobec nich oraz ich wyborów i decyzji pozostać obojętnym. Osobiście mocno kibicowałam niepozornemu Walcottowi, od początku mając do niego słabość i obstawiając, że może być jednym z filarów tej historii. Polubiłam milkliwego Williama i pokochałam Natty'ego, choć jego mama potrafiła mi zagrać na nerwach swą ślepotą na pewne oczywistości. Co ciekawe, właściwie brak w tej powieści postaci zdecydowanie negatywnych. Nawet niejaki Stevie, który dokonuje napadu na sklep, okazuje się koniec końców tylko słabym człowieczkiem, zasługującym bardziej na litość niż potępienie. 

Książka Joshilyn Jackson zachwyciła mnie stylem, mającym w sobie zarówno prostotę jak i kunszt, gracją oraz naprawdę rzadko spotykaną błyskotliwością. Iskrzy także wspaniałym, inteligentnym humorem, którego autorka nie skąpi nawet w skrajnych sytuacjach, rozładowując skumulowane napięcie. Totalnie zauroczona tą powieścią, mogę jedynie stwierdzić, że Joshilyn Jackson stała się dla mnie objawieniem pośród współczesnych autorek, a HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI -  książką miesiąca kwietnia, jeśli nie lepiej. To piękna czytelnicza przygoda, którą dzięki znakomitemu przekładowi nie tylko świetnie i przyjemnie się czyta, ale która zostawia po sobie także masę cudownych, pozytywnych wrażeń i budzi ogromną chęć na zapoznanie się z innymi powieściami tej autorki.
Cieszę się bardzo, że jakieś dobre przeczucie skłoniło mnie do sięgnięcia po tę książkę i mam nadzieję, że zdołałam do tego przekonać także i was.


H I S T O R I A   P E W N E J   M I Ł O Ś C I
(SOMEONE ELSE'S LOVE STORY)
JOSHILYN JACKSON
PRZEKŁAD: ALDONA MOŻDŻYŃSKA
BURDA PUBLISHING POLSKA
2015

MORE HAPPY THAN NOT. RACZEJ SZCZĘŚLIWY NIŻ NIE








RACZEJ SZCZĘŚLIWY NIŻ NIE to opowieść, której bohaterem jest 16-letni Aaron Soto, pochodzący z rodziny portorykańskich emigrantów. Aaron mieszka wraz mamą i bratem  w  nowojorskim Bronxie. Jego ojciec popełnił samobójstwo, sam Aaron też próbował się zabić (wesoła rodzinka, nie ma co), ale mu się nie udało. Ma paru kumpli, z którymi dorastał i dziewczynę Genevieve. Jego codzienność obraca się wokół szkoły, pracy, wygłupów na podwórku, randek i komiksów z fantastyką. Ale pewnego dnia w wakacje poznaje Thomasa z sąsiedniej ulicy i wszystko się zmienia. Zaprzyjaźniają się, lecz coś go w nowym znajomym niepokoi - zaczyna podejrzewać, że Thomas chyba jest gejem. Jedno wstrząsające wydarzenie sprawi, że życie Aarona zrobi zwrot o 360 stopni, sprawiając mu (i czytelnikowi!) wywrotową niespodziankę.

Mamy tu do czynienia z dość typową historią o nastolatkach i ich kłopotach, z problemem akceptacji własnej orientacji seksualnej na czele. Odmalowującą również nijaką rzeczywistość chłopców takich jak Aaron, tkwiących w środowisku blokowiska. Silvera, chłopak z Bronxu, wnikliwy obserwator własnego podwórka, zna ten światek z autopsji. Jego bohaterowie żyją z dnia na dzień, bez żadnych perspektyw i planów na przyszłość. Rodzice są, albo ich nie ma; dzieciaki sami często mają własne dzieci. Zarabia się handlując ziołem, niektórzy kończą w więzieniu. Dla takich wrażliwych chłopaków jak Aaron nie ma tam miejsca. 

Historia Aarona to emocjonalna bomba w luźnej, bezpośredniej pierwszoosobowej narracji. Czuje się jego skołowanie, pogubienie i wewnętrzną szarpaninę. Czuje się, że on cierpi, nie mogąc dojść do ładu z własną naturą i szukając swego miejsca w wypranym z sentymentów świecie, w którym przyszło mu żyć. Chce być akceptowany, więc stara się dostosować do wizerunku chłopaka, za którego wszyscy go mają.

W książce pojawia się znaczący wątek, który chyba można uznać za  coś w rodzaju s-f. Ośrodek zwany Leteo oferuje wymazanie niechcianych wspomnień. W pierwszej chwili wydaje się, że to coś pożytecznego, prawda? Każdy z nas ma pewnie jakieś wspomnienia, z którymi chciałby się raz na zawsze rozstać, więc czemu nie. Ale to wcale nie takie proste i fajne, a  autor serwuje w tym temacie nie lada niespodziankę, po której można zbierać szczękę z podłogi.


Ta młodzieżowa powieść to donośny głos w trudnej kwestii, która wciąż budzi (choć nie powinna) żywe kontrowersje. Zwraca uwagę na kwestię prawa do bycia sobą bez narażania się na ostracyzm, skłócenie z bliskimi, jakiekolwiek przejawy agresji. Autor sam jest zadeklarowanym przedstawicielem społeczności lgbtq, i wyraźnie wie z autopsji, z czym mierzy się osoba z tej grupy społecznej w rzeczywistości, w której brak zwykłej ludzkiej akceptacji.

Z niecierpliwością czekam na wydanie po polsku pozostałych powieści Adama.

R A C Z E J   S Z C Z Ę Ś L I W Y   N I Ż   N I E
(MORE HAPPY THAN NOT)
ADAM SILVERA
PRZEKŁAD: SYLWIA CHOJNACKA
WYDAWNICTWO CZWARTA STRONA
2018

KSZTAŁT WODY


Na tę książkę, jako fanka pomysłów rodem z głowy Guillermo del Toro, wyczekiwałam z niecierpliwością już od jakiegoś czasu. Del Toro to mistrz w kreowaniu niesamowitych i zwykle krwawych historii z pogranicza baśni. Przesączony złowrogą atmosferą LABIRYNT FAUNA czy WIRUS - to tytuły, które wielbicielom jego pokręconej, wyjątkowej wyobraźni mówią wszystko. Właśnie takiej opowieści w mrocznym klimacie, mocno osadzonej w na pozór całkiem zwyczajnej rzeczywistości, spodziewałam się doszukać w jego najnowszym dziele, stworzonym w autorskim duecie z Danielem Krausem. I nie zawiodłam się.

KSZTAŁT WODY zaczyna się niczym barwna przygodówka lub powieść awanturnicza - wyprawą w głąb Amazonii, której celem jest schwytanie stworzenia, zwanego przez tubylców Deus Branquia. Operacją dowodzi weteran wojny w Korei, Strickland. To bezwzględny służbista, na skutek traumatycznych wojennych przeżyć zupełnie wyprany z empatii. Po udanym zakończeniu misji fabuła szybko przenosi się do Baltimore. Są to lata 60-te, niespokojne czasy z walką wrogich wywiadów, w której nigdy nie wiadomo na sto procent, kto jest kim, wyścigiem zbrojeń w pełnym rozkwicie i koncepcją gwarantowanej obustronnej destrukcji, aktualną jak nigdy dotąd. To także epoka, w której w amerykańskim społeczeństwie wciąż żywe odbicie znajduje segregacja rasowa, na równi zresztą z uprzedzeniami wobec homoseksualizmu i w ogóle inności wszelakiej maści.

Do tego bezlitosnego betonowego świata, rządzonego prawem siły, przeniesione zostaje tajemnicze stworzenie z dżungli. Umieszczone w specjalnym ośrodku badawczym, staje się obiektem F1. Ni to człowiek, ni to ryba, pokryte łuskami, lecz dwunogie, z niezwykłymi oczyma, mieniącymi się pod wpływem emocji istną feerią barw - skuty łańcuchami stwór stanowi jedną wielką zagadkę, a czas nieubłaganie płynie na jego niekorzyść. Zdania co do tego, co należałoby z nim zrobić, są podzielone. Strickland reprezentuje bezwzględny pogląd wojskowy.

"Jak chcesz się czegoś dowiedzieć o obiekcie, to nie łaskoczesz go w brodę, tylko rozcinasz i patrzysz, jak krwawi."

Biolog Hoffstetler przeciwnie - uważa, że tylko badania nad żywym stworzeniem mogą przynieść jakieś efekty. Wszelkie próby nawiązania kontaktu z niezwykłą istotą kończą się jednak fiaskiem i tym samym jej los zdaje się być przesądzony. Nikt nie wie, że jedna ze sprzątaczek, niema Elisa Esposito, porozumiewa się ze stworzeniem za pomocą języka migowego i że nawiązała się między nimi specyficzna więź, która wszystko zmieni.

"Najinteligentniejsze stworzenia często wydają z siebie najmniej dźwięków."

KSZTAŁT WODY to historia która rozbudza ciekawość i wciąga już od pierwszych stron. Nie ma tu narracji pierwszoosobowej, więc nie czyta się tej książki zbyt łatwo, za to przyglądamy się biegowi wypadków z szerokiej perspektywy. Losy kilkorga bohaterów przeplatają się ze sobą, tworząc pewną układankę. Są to w większości postacie w taki czy inny sposób narażone na objawy nietolerancji czy niechęci: Elisa to niemowa, którą większość ludzi traktuje jak powietrze; jej przyjaciółka ma zbyt ciemny kolor skóry, by mogła być przez białych traktowana na równi z innymi; sąsiad Elisy - Giles, to homoseksualista, wszędzie wystawiony na niewybredne uwagi i szykany. Chociaż fabuła zdaje się być najbardziej skupiona na Elisie, dobrze nakreśleni i wiarygodni bohaterowie poboczni odgrywają w tej historii ważną rolę. Kierują się odmiennymi motywami, bywają diametralnie różni, ale każdy z nich, nawet przerażający Strickland, przykuwa uwagę, stanowi niezbędny element tej opowieści. Ogromną ciekawość budzi również sam Deus Branquia, którego wyglądowi i zachowaniu autorzy poświęcili akurat tyle miejsca, by podsycić czytelniczą dociekliwość. Książka zawiera kilka ilustracji autorstwa Jamesa Jeana, przedstawiających to niezwykłe stworzenie (nawiasem mówiąc, tych ilustracji mogłoby być więcej), ale ogólnie pozostaje ono w dużej mierze tajemnicze i niepoznane. Jednym słowem, w tej kwestii del Toro i Kraus dali spore pole do popisu naszej własnej wyobraźni - choć oczywiście jeśli ktoś wcześniej obejrzał film, zadanie ma znacznie ułatwione.

Pełna napięcia fabuła KSZTAŁTU WODY prowadzi w końcu do wyczekiwanego zwrotu akcji, który nawet nie znając filmu niespecjalne trudno przewidzieć, ale historia zdecydowanie wciąga, co jest również zasługą jej wielowymiarowości - w tle opowieści o stworze z dżungli rozgrywa się parę ludzkich dramatów o różnym podłożu. Nie brak też rzecz jasna nietypowego wątku romantycznego, który od pewnego momentu zaczyna odgrywać pierwsze skrzypce. Oddaje on jednak jakby coś więcej niż jedynie więź powstałą między Elisą a fascynującym stworzeniem z Amazonii. Metaforycznie można się w tej niezwykłej, trochę baśniowej relacji dopatrzeć odzwierciedlenia ogólnego związku między nami ludźmi a pierwotną naturą, od której się odwróciliśmy i którą z taką zawziętością niszczymy w imię postępu nauki i techniki, próbując wszystko sklasyfikować i zaszufladkować. Czyż przeznaczeniem tej niezwykłej istoty nie jest według ludzi, którzy go schwytali, wylądowanie w formalinie? Siłą rzeczy nasuwają się więc tutaj również ponure pytania, kto w tym układzie jest tak naprawdę zezwierzęcony? Kto jest stanowiącym zagrożenie dla innych drapieżnikiem? Można by tu chyba przytoczyć gorzkie słowa jednego z bohaterów książki, Hoffstetlera:

"Jaki będzie następny krok(...)? Jaki gatunek wytępimy? Może siebie samych? Mam nadzieję. Zasłużyliśmy na to."

KSZTAŁT WODY to typowa dla Guillermo del Toro mroczna opowieść, którą czyta się chwilami jak thriller, science-fiction przemieszane z fantasy, chwilami znów jak powieść szpiegowską czy powieść gotycką z elementami romansu. To klasyczna historia o walce dobra ze złem na tle bezlitosnych czasów. Walce, w której siły po obu stronach rozmieszczone są bardzo nierówno, ale co najciekawsze, to właśnie ci najsłabsi, postacie, których nikt nie posądziłby o jakąkolwiek moc, zdobywają się na, jak to ładnie ujęto, impulsywny heroizm, i  okazują najbardziej niezłomni. Czy zdołają ocalić to niepoznane piękno, które źli ludzie próbują ujarzmić dla własnych niecnych celów? Aby się przekonać, jak Guillermo del Toro i Daniel Kraus zakończyli tę niezwykłą opowieść, polecam sięgnąć po tę książkę. Przede mną teraz jej ekranizacja, która zgarnęła cztery tegoroczne Oscary, więc po przyjemnej uczcie czytelniczej zapowiada się równie miła uczta filmowa.

 
K S Z T A Ł T   W O D Y
(THE SHAPE OF WATER)
GUILLERMO DEL TORO / DANIEL KRAUS
PRZEKŁAD: TOMASZ BIEROŃ
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2018

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

DZIEŃ OSTATNICH SZANS

P R Z E D P R E M I E R O W O
PREMIERA 28 LUTEGO

Siedemnastoletni nerd Lane Rosen, któremu w głowie tylko jak najwyższe wyniki w nauce, trafia przymusowo do ośrodka medycznego Latham House w górach Santa Cruz. To coś w rodzaju sanatorium dla młodzieży z hipergruźlicą. Chłopak nie zamierza przekreślić życia, które pozostawił poza ogrodzeniem Latham i broń Boże zaniedbać nauki, przywiózł więc ze sobą mnóstwo podręczników. Latham jawi mu się jako śmieszna instytucja, gdzie zabezpieczeni specjalnymi sensorami nastoletni rezydenci żyją jak na wakacjach: mogą chodzić całymi dniami w piżamach, mają lekcje na luzie, nie otrzymują prac domowych, a na sali gimnastycznej zamiast ćwiczyć oglądają wieczorne seanse filmowe. Lane'owi przywykłemu do pewnego życiowego reżimu (wrodzona pilność i na domiar wszystkiego rodzice nauczyciele) ciężko się odnaleźć w sytuacji, w której wymaga się od niego, by przestał się przemęczać nauką, a skupił na czymś tak jego zdaniem absurdalnym, jak zdrowotne spacery. Ma wrażenie, że jego dotychczasowe starannie ułożone życie przecieka mu przez palce. Wówczas ku swemu zaskoczeniu pośród pacjentów Latham dostrzega znajomą dziewczęcą twarz.

Sadie Bennett poznała Lane'a na letnich koloniach, kiedy oboje mieli po trzynaście lat, i z pewnego przykrego powodu nie wspomina tej znajomości przyjemnie. Dziewczyna z pasją fotografuje, czując się w Latham lepiej niż w normalnym życiu, w którym była obiektem żartów i złośliwości koleżanek. Długo traktuje Lane'a jak powietrze, póki nie wyjaśniają sobie pewnej kwestii. To dzięki Sadie i paczce jej przyjaciół - do której przynależą Charlie, Marina i Nick, Lane w końcu się otwiera, poznając zupełnie nową wersję samego siebie. Uświadamia sobie, ile dotąd w życiu przegapił, tkwiąc nosem w podręcznikach, podczas gdy jego rówieśnicy po prostu cieszyli się każdym dniem.

"Dotarło do mnie, że nie miałem życia, tylko plan na życie."

Lane uczy się dostrzegać i cenić wszystkie drobne codzienne przyjemności, na które dotychczas nie zwracał nawet uwagi. Nadrabia wszystko, co go dotychczas ominęło, łącznie z wygłupami, zabawą i łamaniem panujących w Latham zasad. Pewnie nie trudno się domyślić, że wkrótce po tym, jak wszelkie antagonizmy między nim a Sadie zostają zażegnane, między tą dwójką zaczyna rodzić się wyraźna głębsza więź. Ale ponieważ wszystko dzieje się w miejscu, gdzie śmiertelne przypadki są faktem, tragedia tylko czeka na odpowiedni moment, by przerwać tę pozorną sielankę, ponieważ...

"W Latham wszystkie historie miłosne kończyły się tak samo: ktoś kogoś musiał zostawić."

DZIEŃ OSTATNICH SZANS to moje drugie spotkanie z twórczością Robyn Schneider. Czytałam już wcześniej POCZĄTEK WSZYSTKIEGO, nawiasem mówiąc odnosząc wrażenie, że byłam jedną z dość wąskiego grona osób, które nie miały większych zastrzeżeń w stosunku do tej książki. Mi się bardzo podobała i z przyjemnością sięgnęłam po kolejną powieść tej autorki, w której Robyn Schneider - bioetyk z wykształcenia, znów powraca do tematu radzenia sobie wśród młodzieży z ciężkimi problemami zdrowotnymi. W POCZĄTKU WSZYSTKIEGO chodziło o wypadek, po którym bohater zostaje praktycznie kaleką. Tym razem Schneider sięgnęła po dość oryginalny motyw, którego, jak sama stwierdza w posłowiu, jest co prawda pod dostatkiem w przykurzonej klasyce, ale rzadko kiedy trafia się we współczesnej literaturze dla młodzieży. Tak oto powstał  DZIEŃ OSTATNICH SZANS, w którym roi się od dziur w płucach. Ukryta bohaterka tej historii to właśnie gruźlica, a właściwie jej odporny na dotychczasowe leki zaraźliwy szczep, który autorka wymyśliła na potrzeby powieści, i którego ofiarą padają jej bohaterowie.


DZIEŃ OSTATNICH SZANS to książka w trafny i wrażliwy sposób dotykająca delikatnych i trudnych tematów. Ukazuje zmaganie się młodych ludzi z nieuleczalną chorobą, osamotnienie w cierpieniu, godzenie ze śmiercią. Ale również czerpanie z życia pełnymi garściami i korzystanie z otrzymywanych od losu być może ostatnich szans, bez bojaźliwego oglądania się na konsekwencje. Autorka postawiła tym razem na podwójną narrację, dzieląc sprawiedliwie kolejne rozdziały między Lane'a a Sadie. To za ich sprawą mamy szansę ujrzeć z bliska codzienność życia w Latham i doświadczyć głębiej tego, co przeżywają oni i ich przyjaciele, odcięci od świata na zewnątrz, a w gruncie rzeczy po prostu prewencyjnie odseparowani od zdrowych. Dla niektórych z nich, tak jak dla Sadie, Latham w końcu staje się jedynym miejscem, gdzie czują, że mogą być sobą. To tutaj mają własny świat, własny magiczny Hogwart. Dlatego pojawienie się nowego cudownego leku budzi oczywistą euforię, ale też nasuwa trudne pytania o to, co będzie dalej, czy da się tak po prostu, jakby nigdy nic wrócić do świata, który wcześniej ich wykluczył.

Historia pobytu Lane'a, Sadie i ich przyjaciół w Latham to opowieść, która niesie z sobą dużo emocji i nie mało refleksji. Jakby na przekór swej chorobie ci młodzi ludzie rzucają jej wyzwanie, odnajdując radość życia i zamierzając w pełni wykorzystać czas, jaki być może im jeszcze pozostał. Paradoksalnie dopiero u progu śmierci czują, że naprawdę żyją. Jest w tej historii miejsce na śmiech i na łzy, na szaleńcze wygłupy i chwile pełne zadumy. Na plus fabuły zaliczam również sposób, w jaki przedstawiony został wątek romantyczny Lane'a i Sadie, poprowadzony tak subtelnie, że nie przyćmiewa obecności pozostałych bohaterów. Dzięki temu możemy poznać po trosze każdego z ich paczki, stanowiącej barwny zestaw charakterów i osobowości, zżyć się z nimi i naturalną koleją rzeczy głęboko przeżywać ich nieuniknione trudne chwile.

"Jest różnica między umieraniem a byciem martwym. Wszyscy umieramy. Niektórzy umierają przez dziewięćdziesiąt lat, inni przez dziewiętnaście. Ale każdego ranka każdy człowiek na świecie jest jeden dzień bliżej śmierci. Każdy. Więc życie i umieranie to tak naprawdę tylko różne sposoby nazywania tego samego, jeśli się dobrze nad tym zastanowić."

Myśląc nad tym, co jest właściwie istotą tej książki, doszłam do wniosku, że DZIEŃ OSTATNICH SZANS, będąc opowieścią o nieuleczalnie chorych, wbrew pozorom wcale nie ma nam przypomnieć, jak to dobrze jest być zdrowym. To historia o tym, że nawet będąc chorym, wciąż jeszcze można cenić sobie piękno pozostałego nam życia i wykorzystać je we właściwy sposób, chwytając nadarzające się szanse. A także o tym, aby nie dać się pochłonąć planowaniu życia z wyprzedzeniem, bo skrupulatne planowanie przyszłości  to najprostsza droga, by bezpowrotnie przegapić życie, które ma się właśnie tu i teraz.


D Z I E Ń   O S T A T N I C H   S Z A N S
(EXTRAORDINARY MEANS)
ROBYN SCHNEIDER
PRZEKŁAD: AGA ZANO
WYDAWNICTWO OTWARTE / MOONDRIVE
2018


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu / Moondrive

http://otwarte.eu/


TAMTE DNI, TAMTE NOCE


TAMTE DNI, TAMTE NOCE to powieść, która ma już swoje lata i sukces na koncie - kiedy ukazała się na Zachodzie 11 lat temu, zdobyła literacką nagrodę Lambda, jako najlepsza książka roku o tematyce gejowskiej. Wydanie jej po tylu latach w Polsce zbiega się w czasie z premierą kinową jej ekranizacji w reżyserii Luki Guadagnino z Armie Hammerem i Timothee Chalametem w rolach głównych. Pewnie większość tych, którzy mieli już z książką do czynienia, z chęcią pójdzie na film. Znajdą się też widzowie, którzy zachęceni filmem, sięgną po książkę. Filmu nie widziałam, ale z wrażeniami z lektury jak zwykle chętnie się podzielę.

Narratorem powieści, w której cofamy się w czasie do połowy lat 80-tych ubiegłego wieku, jest Elio, syn wykładowcy uniwersyteckiego.  Elio wspomina pierwsze wielkie zauroczenie, jakie zawładnęło nim, kiedy miał zaledwie 17 lat. W każde wakacje, które jego rodzina spędza na północy Włoch, dołącza do nich jeden z młodych akademickich podopiecznych ojca. W tym roku jest nim 24-letni Amerykanin, Oliver. Jak każdy wcześniejszy wakacyjny rezydent, zajmuje on pokój Elio, sąsiadujący zresztą z tym, do którego tymczasowo przenosi się chłopak. Obecność Olivera już od pierwszej chwili wyzwala w nastolatku zainteresowanie i uczucia, które odtąd będzie próbował potwierdzić albo im zaprzeczyć. Jednym słowem, będzie rozważał, czy jest homoseksualistą, czy też jednak nie.

Elio, jak przystało na syna akademika, nie jest typowym nastolatkiem. Inteligentny, wychowany bez telewizji, otoczony na co dzień kulturą i sztuką wysokich lotów, zamiast włóczyć się z przyjaciółmi i bawić w ich towarzystwie, woli spędzać wolny czas na pisaniu transkrypcji klasycznych utworów czy wsłuchiwać się w intelektualne dyskusje rodziców i ich gości. Dom rodzinny, zawsze pełen ludzi, przyzwyczaił go też do swobodnego stylu życia. Nikt tu nikomu nie mówi, co ma w danej chwili zrobić, nikt też nie wnika w cudzą prywatność. Na tym tle, pozbawionym twardych zasad i ceremonii rozgrywa się powolne, dyskretne zbliżanie się Elio do Olivera i doszukiwanie się wzajemności. Lato w pełni, panujący upał nasila wrażenie rosnącego między nimi napięcia i pożądania. Ma się odczucie, że w powietrzu jest aż parno od namiętności i że to tylko kwestia czasu, kiedy ten stan osiągnie pewien pułap i w końcu eksploduje, wpychając bohaterów w swoje ramiona.

Elio to postać, która dzięki swej szczerości i nieporadnej naturalności budzi nieodpartą sympatię, zrozumienie, a potem współczucie. Chociaż jako narrator jest już dojrzałym mężczyzną, potrafi w detalach przywołać swoje młodzieńcze zauroczenie sprzed lat, niepewność, niestałość, gwałtowne zmiany nastroju. Ten 17-letni Elio to słodki wrażliwy chłopak, mający ewidentny problem z ogarniającymi go uczuciami; w jednej chwili nieomal skacze z radości, równie dobrze za moment mogąc pod wpływem impulsu wybuchnąć płaczem. Było mi go żal do łez, gdy zmagał się z burzącymi się w nim pragnieniami - nie wie, czy ma się potępiać za swe żądze, czuć do siebie odrazę, czy może utwierdził się właśnie w czymś, co go nie tylko definiuje, ale nadaje jego życiu zasadniczy sens. Jego eksperymentalne randki z Marzi, dziewczyną z sąsiedztwa, wskazują na to, że Elio dopiero próbuje ustalić, kim tak naprawdę jest i którą ścieżką chce w życiu podążyć. Przy tym wszystkim jest do bólu prawdziwy, ma w sobie zarówno odwagę, jak i naiwność. Chwilami wyraźnie próbuje zdystansować się od tego, co się z nim dzieje, stąd to jego powtarzane co jakiś czas:

"Odfajkowane."

Ale w jego przypadku namiętność okazuje się potężną siłą, zdolną wywieźć na manowce, z których trudno zawrócić i z którą owładnięty erotyczną obsesją Elio nie ma żadnych szans.

Aciman odkurzył oklepany temat letniego romansu, obierając na cel zamiast zwykłej heteroseksualnej pary dwóch męskich bohaterów, co zapachniało rzecz jasna pewnego rodzaju gorszącą sensacją. Czy jednak rzeczywiście jest się tu czym zgorszyć? Na pewno jest w tej historii sporo erotyzmu, jednak bardzo wyważonego; w paru momentach zdarza się odrobina dosłowności, ale nie aż takiej, by zaszokować. W sumie, chociaż seksualne napięcie jest w tej książce obecne niemal na okrągło, najważniejsza okazuje się mimo wszystko sfera uczuć. Gdyby nie uczucia, główny bohater nie skończyłby w rezultacie z tak sponiewieranym sercem. Tu muszę przyznać, że chociaż bardzo polubiłam Elio, czy też może właśnie dlatego, że go tak polubiłam, właściwie od początku nie przepadałam za Oliverem. Miałam wrażenie, że stopień zaangażowania w ten związek był u nich bardzo nierówny, że Oliver w pewien sposób po prostu się zabawił i że dla Elia ten romans skończyć się mógł dużo gorzej, niż dla jego dorosłego kochanka.

Powieść Andre Acimana ma leniwy, niemal senny klimat, a fabuła pozbawiona wartkiej akcji sprawia wrażenie, jakby właściwie niewiele się w tej książce w ogóle działo. Podejrzewam, że niektórych może ona nawet znudzić; zdarzyły się fragmenty, które jakoś średnio przemówiły także do mnie i które chciałam niemal przekartkować, by posunąć się dalej. Ale ostatecznie pierwsze skrzypce gra tu bardzo wnikliwie opisana historia miłosna, i to zdolna emocjonalnie wytargać i mocno chwycić za serce. Łamie przy tym kilka dość delikatnych schematów, ukazując nie tylko erotyczną fascynację dwóch chłopaków, ale też związek między nastolatkiem a dorosłym i na pewno bardziej doświadczonym mężczyzną, a co jeszcze bardziej wykraczające poza normę - także ciche przyzwolenie na ten romans rodziców nastolatka. I jeśli cokolwiek mnie w tej książce zaskoczyło, to właśnie ten brak reakcji z ich strony, podczas gdy tuż pod nosem ich wakacyjny gość romansuje z ich synem, czy właściwie cicha akceptacja tego stanu rzeczy. Dopiero pod koniec coś niecoś się w tej kwestii wyjaśnia; nawiązuje do tego zapadająca w pamięć rozmowa Elio z ojcem, której szczegółów, nie chcąc nikomu psuć lektury, nie wypada mi tutaj zdradzać.

TAMTE DNI, TAMTE NOCE to książka, której, mam wrażenie, nie odebrałam do końca właściwie, bo myślę, że chyba nie da się odebrać jej w pełni, czytając zaledwie raz. Ale tej pełnej uroku historii ciężko się oprzeć i zapadła mi w serce. Czuję, że jeszcze do niej wrócę. To pięknie napisana opowieść o dojrzewaniu i emocjach. O zauroczeniu, przeradzającym się w pielęgnowane latami uczucie, i to takie, które przytrafia się być może tylko raz w życiu i które, jak widać na smutnym przykładzie Elio, najwidoczniej ma moc to życie czasem nieodwracalnie zwichnąć.


T A M T E   D N I ,  T A M T E   N O C E
(CALL ME BY YOUR NAME)
ANDRE ACIMAN
PRZEKŁAD: TOMASZ BIEDROŃ
WYDAWNICTWO PORADNIA K.
2018

NOTATKI SAMOBÓJCY


NOTATKI SAMOBÓJCY to dość niepozorna książka w formie dziennika. Jego autor i główny bohater, chłopak imieniem Jeff, przez półtora miesiąca, dzień po dniu, daje w nim wyraz swym spostrzeżeniom i odczuciom, przebywając w tym czasie w miejscu jak najbardziej skłaniającym do przemyśleń - mianowicie w psychiatryku.

Kim jest Jeff? To 15-latek, któremu, jak sam przyznaje, właściwie niczego w życiu nie brakuje. A jednak z jakiegoś powodu zapragnął umrzeć. Odratowany cudem po próbie samobójczej, ląduje w szpitalu na zamkniętym oddziale psychiatrycznym. Nie rozumie przyczyny, dla której go tu umieszczono - przecież nie jest świrem! Wiadomość, że spędzi w tym miejscu długie 45 dni i zostanie poddany terapii, budzi w nim gniew i bunt. Nie ma zamiaru współpracować z prowadzącym jego leczenie psychiatrą ani integrować się z niewielką grupką pozostałych nastoletnich pacjentów. Ci ostatni stanowią dość barwny zestaw zwichniętych osobowości. Wytatuowany Bone jest wyjątkowo nierozmowny, Sadie z lubością kolekcjonuje wycinki prasowe na temat własnej próby samobójczej, a Juliet żyje własnymi iluzjami i wpiera wszystkim wokół, że jest dziewczyną Bone'a. Jest też Alice, która chciała spalić partnera swej matki, a w efekcie sama omal nie spłonęła. Wraz z upływem dni, biorąc udział we wspólnych zajęciach, Jeff poznaje ich wszystkich bliżej i chcąc nie chcąc, coraz bardziej się z nimi utożsamia, godząc z poczuciem, że z nim również musi być coś nie tak.

Fabuła powieści Forda nie wykracza poza oddział psychiatryczny, nie ma tu więc żadnej galopującej akcji. Mimo to w tym odciętym od świata miejscu toczy się dość burzliwe życie, a nawet dochodzi do wstrząsających wydarzeń. Każdy z młodych pacjentów oddziału ma za sobą traumatyczne doświadczenia, z którymi sobie nie radzi. Nie poznajemy bliżej wszystkich przyczyn, dla których znaleźli się w tym miejscu, co czyni ich tym bardziej zagadkowymi i tragicznymi. Kto wie, przez co musieli przejść? Dlaczego Sadie chciała utonąć, a Bone boi się samochodów? Jak głęboko sięga psychiczna zadra w Rankinie? Jeff również uparcie unika odpowiedzi na konkretne pytania, więc właściwie niemal do końca nie wiadomo, dlaczego chciał się zabić.

Bohater książki Michaela Thomasa Forda to sympatyczny chłopak, który jednak z początku potrafi nieźle zirytować. Inteligentny, z sarkastycznym poczuciem humoru, trochę złośliwy, świetnie sobie radzi w słownych potyczkach z dorosłymi. Celuje zwłaszcza w ripostach w rozmowach ze swym lekarzem. Jednak w kontaktach z rówieśnikami wyraźnie się gubi i jest bardzo niepewny. Żyje w stresie i lęku, zadręczając się pytaniem, jak zareaguje otoczenie, kiedy pozna jego tajemnicę, oczyma wyobraźni widząc się już pod pręgierzem potępienia i obelżywych opinii. Co więcej - sam gotów jest się potępiać. Mimo oczywistych wskazówek i własnych przeczuć, uparcie wypiera się swych wyraźnych już skłonności, zasłaniając to chwilową niepoczytalnością, to znów możliwością zmiany własnej natury, jakby to była decyzja, którą mógłby po prostu ot, tak wprowadzić w życie i odtąd się jej trzymać. Oczywiście wszelkie próby oszukania lekarza, znajomych, wreszcie samego siebie muszą zakończyć się fiaskiem.

Muszę tu wspomnieć, że Jeff do złudzenia przypomina mi Simona z powieści Becky Albertalli. To jakby jego  młodsze wcielenie, ale zdecydowanie bardziej przerażona, wręcz spanikowana wersja. Obaj mają ten sam problem, obaj traktują go poważnie, ale Simon jest już parę kroków dalej i w przeciwieństwie do Jeffa nie ma zamiaru rzucać się w przepaść, podczas gdy Jeff  dopiero co stanął twarzą w twarz z prawdą i musi spróbować ją zaakceptować. Myślę, że jeśli podobały Wam się perypetie Simona Spiera, Jeff tym bardziej powinien do Was trafić, bo o ile Simon miał problem z otoczeniem, o tyle Jeff ma przede wszystkim problem z samym sobą.

Powieść Michaela Thomasa Forda wpisuje się w dość lekką konwencję książek o bolączkach okresu dojrzewania. Napisana swobodnym stylem, z przystępną pierwszoosobową narracją, która pozwala wczuć się głęboko w sytuację głównego bohatera, doskonale oddaje nastoletnie charaktery, lęki, wahania, smutki i radości. Jest tu również pod dostatkiem błyskotliwego, sarkastycznego humoru i młodzieńczych wygłupów. Zabawne przezwiska, jakimi Jeff w swej nieposkromionej pomysłowości obdarza personel oddziału, komiczne dialogi, rozładowują atmosferę napięcia i lęku, pozwalają wyładować kumulujące się emocje, sprawiają też, że bohaterowie wydają się nam bliżsi i prawdziwsi. Trafia się też parę dość dosadnych epizodów, które mogą się wydawać trochę kontrowersyjne, ale dodających tej historii dodatkowej szczypty realizmu.

Historia Jeffa dotyka bardzo poważnego nastoletniego problemu, jakim jest konflikt z samym sobą i poczucie wyalienowania między rówieśnikami. Słaby kontakt z rodzicami, brak zainteresowania i wsparcia ze strony bliskich - wszystko to potęguje wrażenie osamotnienia i odrzucenia, a w rezultacie może stać się przyczyną rozwiązania sytuacji w najbardziej kategoryczny sposób - odebraniem sobie życia.

NOTATKI SAMOBÓJCY nie są co prawda żadnym poradnikiem, jak temu zaradzić, ale to zaskakująco treściwa i mądra, a jednocześnie odrobinę autoironiczna historia z rozsądnym przesłaniem o trudnej, lecz koniecznej drodze do samoakceptacji, która okazuje się kluczem do normalnych zdrowych relacji z całą resztą świata. Myślę, że ta skromna rozmiarem, ale konkretna książeczka ze względu na swój uniwersalny wydźwięk i delikatną problematykę warta jest wyłowienia pośród innych młodzieżówek, poświęcenia jej większej uwagi i godna polecenia każdemu bez względu na wiek.


N O T A T K I   S A M O B Ó J C Y
(SUICIDE NOTES)
MICHAEL THOMAS FORD
WYDAWNICTWO NASZA KSIĘGARNIA
2014

DZIWNA I TAKI JEDEN



Był sobie kiedyś taki dziwny serial Z ARCHIWUM X, w którym para agentów FBI zajmowała się różnymi paranormalnymi zjawiskami. Twórcy serialu dwoili się i troili w pomysłach, pakując bohaterów w najbardziej niesamowite sytuacje. Ale pewnie w najśmielszych snach nie przypuszczali, że po 20 latach za sprawą Meagan Brothers tudzież dwójki nastolatków z amerykańskiego Południa, których wymyśliła, agenci Mulder i Scully wylądują koniec końców na kartach młodzieżówki z odlotową okładką, zyskując w jej bohaterach nowych, maniakalnych fanów.

Lula Monroe i Rory Callahan, bo to o nich mowa, dość wyraźnie odstają od swych rówieśników. W szkole średniej w Hawthorne, do której chodzą, zwą ich Dziwna i Taki jeden. Oboje pochodzą z niepełnych rodzin. Lula, zapomniana przez matkę i ojca, mieszka z dziadkiem i babcią. U Rory'ego sytuacja rodzinna jest znacznie gorsza. Ojciec Rory'ego dawno temu porzucił rodzinę, a matka jest alkoholiczką, której chłopak dla świętego spokoju woli schodzić z oczu. Jakby tego było mało, Rory jest gejem, i jak się łatwo domyślić, raczej się z tym nie afiszuje. Lula o tym wie, ale zdaje się jej to nie przeszkadzać.

Jak przystało na dobraną parę freaków, Lula i Rory mają wspólnego hopla. Jest nim oczywiście wspomniany wyżej kultowy serial z lat 90-tych Z ARCHIWUM X, którego wszystkie sezony w kółko oglądają. Oprócz tego robią razem masę innych rzeczy, kują na testy, Rory często gości u Luli na polskich obiadach, serwowanych przez jej babcię i ogólnie wydaje się, że nic nie jest w stanie tej dwójki ze sobą poróżnić.
Jak się jednak okazuje - do czasu. Kiedy wychodzi na jaw, że Rory ma tajemnicę, którą się z Lulą nie podzielił, staje się to przyczyną ogromnego zamieszania w ich relacjach i początkiem dalszych burzliwych wypadków.

Dojrzewający bohaterowie książki Meagan Brothers zbierają pierwsze bolesne kopniaki od życia. Gubią  się w gmatwaninie emocji, marzeń, oczekiwań wobec innych i siebie nawzajem. Ich przyjaźń okazuje się dużo bardziej skomplikowana, niż by się  mogło na pozór wydawać. W decydujących momentach wkradają się między nich takie uczucia jak zazdrość, rozczarowanie i gniew, budzą się wzajemne pretensje.
Czy po tym, jak zafundują sobie wzajemnie emocjonalny rollercoaster, ich mocno nadszarpnięte relacje dadzą się jeszcze naprawić? Czy będą mogli sobie znowu wzajemnie zaufać, służyć wsparciem? 

Przy bliższym poznaniu widać, że Lula i Rory, choć mocno ze sobą zżyci, zdecydowanie różnią się od siebie. Rory jest delikatny, uczuciowy i przedwcześnie dojrzały. Nie sądzi, by Lula była w stanie w pełni go zrozumieć. Ma inne niż ona, poważniejsze problemy. Dręczą go też liczne wątpliwości w związku z partnerem. Nie szuka chwilowej rozrywki, tylko prawdziwej głębokiej miłości. Ten potężny chłopak, kryjący w sobie duszę romantyka (czytuje Jane Austen!) pragnie w życiu czegoś pewnego, stabilnego. 
Lula z pozoru wygląda na dość typową bohaterkę książek dla nastolatków, bystrą, odrobinę sarkastyczną, chwilami irytującą. Okazuje się jednak postacią dość złożoną, dużo bardziej skomplikowaną niż poczciwy Rory. Choć zasadniczo niczego jej nie brakuje - ma dom, opiekę, dziadkowie ją kochają - cierpi, czując się niepotrzebna zarówno przyjacielowi, jak i rodzicom, którzy wiele lat temu zniknęli z jej życia, podrzucając dziadkom jak rzecz. Kieruje nią silna potrzeba konfrontacji z życiem, znalezienia odpowiedzi na dręczące ją pytania. Pogubiona we własnych uczuciach, brnie po omacku, usiłując odnaleźć własną tożsamość seksualną. Marzy, by Rory był jej chłopakiem, to znów podejrzewa, że być może jest lesbijką. Upokorzenie, jakiego doznaje, pcha ją ku porywczym, spontanicznym decyzjom, które narobią mnóstwa bałaganu i mogą doprowadzić do ostatecznego rozłamu między nią a jej przyjacielem.

DZIWNA I TAKI JEDEN tematyką wpisuje się w trendy powieści dla nastolatków, ale jest w niej coś takiego, że trudno ją właściwie zdefiniować. Wymyka się też jednoznacznej ocenie. Do jednych bez trudu przemawia i odnajdują w niej magię, dla innych jest zwyczajnie ciężka do przełknięcia. To książka dość specyficzna, nieco bez składu i ładu, z nieprzewidywalną, trochę zabałaganioną, ale ciekawą fabułą, nad którą Meagan Brothers chyba nie do końca panowała. Trzeba jednak przyznać, że świetnie sobie poradziła z nakreśleniem postaci Rory'ego i Luli, pozwalając obojgu opowiedzieć wszystko z ich punktu widzenia. Oboje są realni, pozbawieni fałszu, nieprzerysowani. Potrafią rozśmieszyć, wkurzyć i wzruszyć. Plusem jest również barwna grupka ciekawych bohaterów pobocznych, pośród których najciekawiej wypadają Walter i Seth. Największą uwagę skupia na sobie oczywiście wątek lgbt, który robi za gwiazdę w opisie na okładce. Tu muszę powiedzieć, że choć jest wyraźny i ważny, a biorąc pod uwagę romans Rory'ego - również kontrowersyjny, autorka potraktowała go z wyjątkowym wyczuciem i delikatnością.

Jest w tej książce jakiś niewinny wdzięk, słodycz i lekkość. Raczej nie porwie każdego bez wyjątku, ale dzięki przyjemnemu, subtelnemu stylowi Meagan Brothers, dawce lekkiego humoru i gorzko-słodkim perypetiom sympatycznych bohaterów z pewnością zjedna sobie duże grono czytelników.

Polecam wszystkim bez wyjątku tę opowieść o głębokiej przyjaźni, potrzebie kochania i bycia kochanym. O młodzieńczym zagubieniu i szukaniu życiowych ideałów. I o tym, że prawdziwe życie, przerażające i wspaniałe, czeka tuż za progiem, nie mając nic wspólnego z żadnym serialem tv.


D Z I W N A   I   T A K I   J E D E N
(WEIRD GIRL AND WHAT'S HIS NAME)
MEAGAN BROTHERS
GRUPA WYDAWNICZA FOKSAL / YA!
2017

TOST. HISTORIA CHŁOPIĘCEGO GŁODU



Czy wiecie, jaki dźwięk powinna wydać z siebie w chwili krojenia dobrze przyrządzona galaretka? Albo jaką niespodziankę krył w sobie groszek firmy Suprise? I czemu ze wszystkich wspomnień z dzieciństwa Nigela Slatera, kulinarnego guru z BBC, najbardziej wysublimowany smak miał zwykły tost z masłem?  Jeśli nęci was, żeby dowiedzieć się tego wszystkiego, a przy okazji macie ochotę podejrzeć, czym zajadali się Brytyjczycy jakieś 50 lat temu, powinniście sięgnąć po tę książkę.

Delikatny chłopiec, regularnie sprawiający zawód swemu ojcu.  

Tak właśnie sam siebie określa Nigel, wracając w swych wspomnieniach do dzieciństwa i lat młodzieńczych. A przypadły ona na lata 60-te XX wieku. Nige, ostatnie późne dziecko niemłodych już rodziców, był chucherkiem, wiecznie złaknionym nie tylko jedzenia, ale też głębszych uczuć ze strony matki i ojca. Matki, która, podkreślmy, nie miała za grosz talentu do gotowania. Jej przedwczesna śmierć spowodowała, że ubogi dotąd jadłospis Slaterów skurczył się niemal do zera. Bieda w tym zakresie trwała do momentu, gdy na wpół osierocony Nigel podjął swoje pierwsze nieśmiałe próby przyrządzenia posiłku. Zbiegły się one mniej więcej w czasie z pojawieniem się w życiu ojca nowej kobiety, która miała obsesję na punkcie sprzątania i... zdecydowanie potrafiła gotować. Przez kolejne lata dorastający Nigel, coraz bardziej zafascynowany kuchnią i jej tajnikami, zaciekle rywalizował z panią Potter o względy ojca, nie tylko serwując na stół coraz to nowe własnoręcznie przyrządzone dania, ale i w sferze uczuciowej.

Trzeba przyznać, że Slater ma gawędziarskie zacięcie i rozprawia się ze swą wczesną młodością szczerze, z humorem i z prawdziwym pazurem, nie rozczulając się zbytnio i nie oszczędzając nikogo, łącznie z samym sobą i ówczesnymi realiami. Z jego opowieści wyłania się portret skrytego, trochę butnego chłopaka, chadzającego swymi drogami; oraz obraz Anglii doby Beatlesów i Rolling Stonesów, gwałtownego rozwoju kultury masowej, konsumpcjonizmu i coraz bardziej przetworzonego jedzenia we wszechobecnych torebkach, puszkach, tubkach itp., któremu autor ze zrozumiałych względów, wcielając się na powrót w małego głodnego Nige'a, poświęca najwięcej uwagi. Mniej więcej tyle, ile seksowi, z którym nomen omen jedzenie ma według niego wiele wspólnego. Ilość jadła i smaków w tej książce może się niektórym wydać wręcz przytłaczająca, innym  z kolei - fantastycznie obfita. A te szczegółowe opisy spożywania! Zjedzenie banalnego rożka z lodami urasta do rangi istnej uczty.

Slater okazał się mistrzem nie tylko w kuchni, ale i całkiem niezłym pisarzem z dużym wyczuciem i wrażliwością. Nie napisał typowej autobiografii, raczej coś w rodzaju młodzieńczego pamiętnika, naładowanego dziecinnymi i nastoletnimi emocjami, słodko-cierpką jak cytrynowa tarta z bezą  historię chłopca, który nie lubił swojej macochy, który był dla ojca wiecznym rozczarowaniem i któremu koledzy podobali się na równi z dziewczynami. Chłopca, który rósł i dojrzewał właściwie w osamotnieniu, aż w końcu odnalazł swoją życiową pasję i powołanie.

Choć wcześniej obejrzałam świetną, dość wierną ekranizację TOSTU, książka i tak zdołała mnie oczarować i cudownie zaskoczyć. Okazała się z wdziękiem napisaną prawdziwą kopalnią wiedzy na temat życia w latach 60-tych i jedyną w swym rodzaju kulinarną podróżą w czasie.


T O S T .   H I S T O R I A   C H Ł O P I Ę C E G O   G Ł O D U
(TOAST. THE STORY OF THE BOY'S HUNGER)
NIGEL SLATER
PRZEKŁAD: EWA KLESZCZ
WYDAWNICTWO CARTA BLANCA
2011


Freddie Highmore jako Nigel w ekranizacji książki Tost. Historia chłopięcego głodu (reż. S.J. Clarkson, 2010)