Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
RED, WHITE & ROYAL BLUE
RYZYKO
Po roku od premiery POŚCIGU przyszła w końcu pora na kolejną część perypetii gorącokrwistych hokeistów od Elle Kennedy. A także przebojowych, silnych dziewczyn z Briar, które wiedzą, czego (i kogo) chcą. Na moje oko to właśnie one przejęły tu stery i to z nimi ten spin-off ma wszelkie szanse kojarzyć się bardziej.
Bohaterka RYZYKA, Brenna, dała się już trochę poznać w poprzednim tomie. To córka trenera Jensena, pewna siebie, atrakcyjna dziewczyna, która nie buja w obłokach i bynajmniej daleko jej do małej bezradnej kobietki, rzuconej w świat pełen testosteronu. Brenna, wychowana niemal na lodowisku, jest też oczywiście, wielką fanką hokeja i całym sercem kibicuje podopiecznym swego ojca i kolegom z uczelni.
Tymczasem w tym sercu narobiła sobie ostatnio trochę zamieszania za sprawą niejakiego Jake'a Connelly (i ja jej się nic a nic nie dziwię xD). Problem w tym, że przystojny i seksowny Jake to WRÓG. Jako zawodnik i kapitan hokejowej drużyny Harvardu, stoi po przeciwnej stronie frontu.
Jake i Brenna oficjalnie więc ledwo się tolerują, ale gdy droczą się ze sobą, ile wlezie, na bok idą uprzedzenia i lojalność wobec "swoich" - czuć w tym flirt i coś więcej: iskrzące między nimi pożądanie. Może jednak nic by z tego nie wynikło, gdyby nie pewna rozmowa kwalifikacyjna, która od małego kłamstewka wiedzie Brennę prosto do prawdziwych randek z Jake'm. I nie obędzie się to bez konsekwencji zarówno w ich prywatnym życiu, jak i na lodowisku.
Można chyba powiedzieć, że czego brakowało w POŚCIGU, to RYZYKO dość skutecznie nadrabia. Mamy tu dwójkę ambitnych młodych ludzi, wrogie obozy, smak zakazanego uczucia, z którym trzeba się kryć, bo jego ujawnienie może mieć burzliwe skutki.
Jake i Brenna są pewni siebie, otoczeni wianuszkami przyjaciół, a jako para - rozbrajająco do siebie podobni i warci równie żywiołowego dopingu, jak ich drużyny na lodowisku. Między nimi nie ma zabawy w kotka i myszkę, ostrożnych podchodów, jak pies do jeża - jak to było w przypadku Summer i Fitza. Ta para od początku częstuje się sarkastycznymi docinkami, doskonale wiedząc, dokąd ich to zaprowadzi ;) a ich słowne przepychanki wprost parują emocjami i wzajemnym przyciąganiem.
RYZYKO serwuje lekką młodzieżową rozrywkę, gorące sceny, żywe dialogi, i jak to u Elle Kennedy - powody do niekontrolowanego parskania śmiechem. Ale autorka zadbała też o niezbędną odrobinę poruszających tematów. Jest tu wątek równouprawnienia; pojawia się też trudna relacja Brenny z ojcem i pewna smutna historia z przeszłości, która nie daje o sobie zapomnieć. Choć trochę szkoda, że ten ostatni wątek nie został lepiej rozwinięty.
Jak na koledżowy romans, RYZYKO całkiem zgrabnie ukazuje, że czasem warto ryzykować, przekraczać własne granice, zwalczać stereotypy. Sama Elle Kennedy wspomina w posłowiu, że od dawna nie bawiła się tak dobrze przy pisaniu, jak przy powstawaniu RYZYKA. W moim odczuciu hat trick to raczej nie jest, zabrakło mi w tej książce jakiegoś elementu zaskoczenia, mocniejszego zgrzytania między bohaterami (w końcu są z wrogich obozów), a przewidywalność sprawiła, że nie przewracałam stron w jakimś super tempie. Ale fakt, że od czasów Hannah i Garretta w końcu w Briar trafiła się para, która przekonała mnie do siebie i przeciągnęła na swoją stronę tak, jak tamta pierwsza.
Bohaterka RYZYKA, Brenna, dała się już trochę poznać w poprzednim tomie. To córka trenera Jensena, pewna siebie, atrakcyjna dziewczyna, która nie buja w obłokach i bynajmniej daleko jej do małej bezradnej kobietki, rzuconej w świat pełen testosteronu. Brenna, wychowana niemal na lodowisku, jest też oczywiście, wielką fanką hokeja i całym sercem kibicuje podopiecznym swego ojca i kolegom z uczelni.
Tymczasem w tym sercu narobiła sobie ostatnio trochę zamieszania za sprawą niejakiego Jake'a Connelly (i ja jej się nic a nic nie dziwię xD). Problem w tym, że przystojny i seksowny Jake to WRÓG. Jako zawodnik i kapitan hokejowej drużyny Harvardu, stoi po przeciwnej stronie frontu.
Jake i Brenna oficjalnie więc ledwo się tolerują, ale gdy droczą się ze sobą, ile wlezie, na bok idą uprzedzenia i lojalność wobec "swoich" - czuć w tym flirt i coś więcej: iskrzące między nimi pożądanie. Może jednak nic by z tego nie wynikło, gdyby nie pewna rozmowa kwalifikacyjna, która od małego kłamstewka wiedzie Brennę prosto do prawdziwych randek z Jake'm. I nie obędzie się to bez konsekwencji zarówno w ich prywatnym życiu, jak i na lodowisku.
Można chyba powiedzieć, że czego brakowało w POŚCIGU, to RYZYKO dość skutecznie nadrabia. Mamy tu dwójkę ambitnych młodych ludzi, wrogie obozy, smak zakazanego uczucia, z którym trzeba się kryć, bo jego ujawnienie może mieć burzliwe skutki.
Jake i Brenna są pewni siebie, otoczeni wianuszkami przyjaciół, a jako para - rozbrajająco do siebie podobni i warci równie żywiołowego dopingu, jak ich drużyny na lodowisku. Między nimi nie ma zabawy w kotka i myszkę, ostrożnych podchodów, jak pies do jeża - jak to było w przypadku Summer i Fitza. Ta para od początku częstuje się sarkastycznymi docinkami, doskonale wiedząc, dokąd ich to zaprowadzi ;) a ich słowne przepychanki wprost parują emocjami i wzajemnym przyciąganiem.
RYZYKO serwuje lekką młodzieżową rozrywkę, gorące sceny, żywe dialogi, i jak to u Elle Kennedy - powody do niekontrolowanego parskania śmiechem. Ale autorka zadbała też o niezbędną odrobinę poruszających tematów. Jest tu wątek równouprawnienia; pojawia się też trudna relacja Brenny z ojcem i pewna smutna historia z przeszłości, która nie daje o sobie zapomnieć. Choć trochę szkoda, że ten ostatni wątek nie został lepiej rozwinięty.
Jak na koledżowy romans, RYZYKO całkiem zgrabnie ukazuje, że czasem warto ryzykować, przekraczać własne granice, zwalczać stereotypy. Sama Elle Kennedy wspomina w posłowiu, że od dawna nie bawiła się tak dobrze przy pisaniu, jak przy powstawaniu RYZYKA. W moim odczuciu hat trick to raczej nie jest, zabrakło mi w tej książce jakiegoś elementu zaskoczenia, mocniejszego zgrzytania między bohaterami (w końcu są z wrogich obozów), a przewidywalność sprawiła, że nie przewracałam stron w jakimś super tempie. Ale fakt, że od czasów Hannah i Garretta w końcu w Briar trafiła się para, która przekonała mnie do siebie i przeciągnęła na swoją stronę tak, jak tamta pierwsza.
Nieskomplikowana i przyśpieszająca puls
lektura dla wytchnienia i oderwania się od poważniejszych tematów.
R Y Z Y K O. (THE RISK). CYKL: BRIAR-U # 2. ELLE KENNEDY. Przekład: Ewa Helińska. Wydawnictwo Zysk i S-ka. 2020. Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.
JEGO BABECZKA
Mam ostatnio szczęście do fajnych książek z jesienią w tle. Z JEGO
BABECZKĄ również mi w tym temacie wyjątkowo po drodze. Ten pomarańczowy niczym dynia kolor na okładce nie kłamie. Kto kocha jesień, bez trudu dojrzy w tej książce
sporo jej nostalgii i magii, nawet jeśli to tylko leciutki
romansik. Może i leciutki - za to słodki i rozgrzewający. Pycha! A poza tym nie lekceważcie BABECZKI, bo mój
czytelniczy zastój, który gnębił mnie od jakiegoś czasu, został przez tę książeczkę powalony wręcz na łopatki
;)
JEGO BABECZKA to już trzeci tom przebojowej serii OBJECTS OF ATTRACTION. O jednym z nich JEJ WISIENKI pisałam latem. Penelope Bloom nadal nie opuszcza kręgu znajomych z poprzednich części, zgrabnie wiążąc ze sobą poprzednie wątki z kolejnym, całkiem nowym.
Emily, wegetująca w Nowym Jorku niespełniona artystka, dorabiająca jako nauczycielka rysunku w domu starców, staje przed szansą życia - praktyką w samiuśkim Paryżu. Takich okazji się nie przepuszcza. Sprawę komplikuje jednak fakt, że w jej życiu pojawia się przystojny piekarz. Ryan (znany mi już z JEJ WISIENEK) to dawny szkolny kolega Emily, w którym skrycie (i daremnie) się podkochiwała. Teraz, po latach, oboje padają ofiarą wzajemnego uroku, nie mogą o sobie zapomnieć. A musicie wiedzieć, że mają na dodatek wprost niemożliwych przyjaciół, którzy stają na głowie, by ich ze sobą połączyć.
Emily w ramach zlecenia ma pomóc Ryanowi w urządzeniu halloweenowego przyjęcia w firmie, zaczyna jednak rozważać możliwość niezobowiązującego romansu. Zwłaszcza, że Ryan chyba jest skłonny zaakceptować ten pomysł. Kiedy jednak okazuje się, że wyjazd dziewczyny może zostać przyspieszony, oboje muszą zadecydować, co jest ważniejsze: to, co zaczyna ich łączyć czy chęć spełniania życiowych marzeń i ambicji?
Jejku, ujęła mnie ta historia! I nie obchodzi mnie, że ze świecą w niej szukać fabularnych zawiłości czy szczególnej głębi, bo nie o to w niej chodzi. Jest prosta, sympatyczna, łatwo przyswajalna. Przewidywalna, ale cóż z tego, skoro świetnie się przy niej bawiłam.
Z punktu poczułam ogromną sympatię do Emily, marzycielki, tak jak ja rozkochanej w jesiennej atmosferze. Na tyle gderania wokół, jaka to jesień jest paskudna, trafiłam wreszcie na kogoś (to nic, że tylko w książce xD), kto uwielbia tę porę roku i docenia jej piękno. Bratnia dusza!
Nie mogłam się też oprzeć Ryanowi, który przepada za świętami. Cały rok czeka na Dzień Dziękczynienia i na Gwiazdkę, do tego piecze pyszności, a w kontaktach z kobietami jest rozbrajająco niepewny. Ideał! Śmiem stwierdzić, że Ryan to chyba najlepszy z męskich bohaterów tej serii (taak, wiem, William Ch. z JEJ WISIENEK to w sumie żadna konkurencja xD)
Lektura była lekka, zabawna i słodka jak babeczka z okładki. Trafił do mnie ironiczny, ale wcale nie przesadzony humor, komizm sytuacji i liczne niuanse. Tak jak w poprzedniej części, tu również o kolkę ze śmiechu przyprawia babcia ze swymi odważnymi teoriami na temat życia i seksu, których nikt nie spodziewa się usłyszeć od takiej staruszki :D
Książka ma ciepłe przesłanie, urocze w swej prostocie - życiowe wybory nigdy nie są oczywiste, ale najbardziej gmatwają się, gdy trafia się szansa na miłość. Ona zdaje się wszystko komplikować, a jednocześnie cudownie upraszczać. Czy Emily i Ryan znajdą jakiś szczęśliwy kompromis, który pozwoli im być razem? Sprawdźcie ;) Poznać tę dwójkę to czysta przyjemność!
JEGO BABECZKA to już trzeci tom przebojowej serii OBJECTS OF ATTRACTION. O jednym z nich JEJ WISIENKI pisałam latem. Penelope Bloom nadal nie opuszcza kręgu znajomych z poprzednich części, zgrabnie wiążąc ze sobą poprzednie wątki z kolejnym, całkiem nowym.
Emily, wegetująca w Nowym Jorku niespełniona artystka, dorabiająca jako nauczycielka rysunku w domu starców, staje przed szansą życia - praktyką w samiuśkim Paryżu. Takich okazji się nie przepuszcza. Sprawę komplikuje jednak fakt, że w jej życiu pojawia się przystojny piekarz. Ryan (znany mi już z JEJ WISIENEK) to dawny szkolny kolega Emily, w którym skrycie (i daremnie) się podkochiwała. Teraz, po latach, oboje padają ofiarą wzajemnego uroku, nie mogą o sobie zapomnieć. A musicie wiedzieć, że mają na dodatek wprost niemożliwych przyjaciół, którzy stają na głowie, by ich ze sobą połączyć.
Emily w ramach zlecenia ma pomóc Ryanowi w urządzeniu halloweenowego przyjęcia w firmie, zaczyna jednak rozważać możliwość niezobowiązującego romansu. Zwłaszcza, że Ryan chyba jest skłonny zaakceptować ten pomysł. Kiedy jednak okazuje się, że wyjazd dziewczyny może zostać przyspieszony, oboje muszą zadecydować, co jest ważniejsze: to, co zaczyna ich łączyć czy chęć spełniania życiowych marzeń i ambicji?
Jejku, ujęła mnie ta historia! I nie obchodzi mnie, że ze świecą w niej szukać fabularnych zawiłości czy szczególnej głębi, bo nie o to w niej chodzi. Jest prosta, sympatyczna, łatwo przyswajalna. Przewidywalna, ale cóż z tego, skoro świetnie się przy niej bawiłam.
Z punktu poczułam ogromną sympatię do Emily, marzycielki, tak jak ja rozkochanej w jesiennej atmosferze. Na tyle gderania wokół, jaka to jesień jest paskudna, trafiłam wreszcie na kogoś (to nic, że tylko w książce xD), kto uwielbia tę porę roku i docenia jej piękno. Bratnia dusza!
Nie mogłam się też oprzeć Ryanowi, który przepada za świętami. Cały rok czeka na Dzień Dziękczynienia i na Gwiazdkę, do tego piecze pyszności, a w kontaktach z kobietami jest rozbrajająco niepewny. Ideał! Śmiem stwierdzić, że Ryan to chyba najlepszy z męskich bohaterów tej serii (taak, wiem, William Ch. z JEJ WISIENEK to w sumie żadna konkurencja xD)
Lektura była lekka, zabawna i słodka jak babeczka z okładki. Trafił do mnie ironiczny, ale wcale nie przesadzony humor, komizm sytuacji i liczne niuanse. Tak jak w poprzedniej części, tu również o kolkę ze śmiechu przyprawia babcia ze swymi odważnymi teoriami na temat życia i seksu, których nikt nie spodziewa się usłyszeć od takiej staruszki :D
Książka ma ciepłe przesłanie, urocze w swej prostocie - życiowe wybory nigdy nie są oczywiste, ale najbardziej gmatwają się, gdy trafia się szansa na miłość. Ona zdaje się wszystko komplikować, a jednocześnie cudownie upraszczać. Czy Emily i Ryan znajdą jakiś szczęśliwy kompromis, który pozwoli im być razem? Sprawdźcie ;) Poznać tę dwójkę to czysta przyjemność!
J E G O B A B E C Z K A
(HIS TREAT)
CYKL: THE OBJECTS OF ATTRACTION # 3
PENELOPE BLOOM
PRZEKŁAD: NORA CZARNECKA
WYDAWNICTWO ALBATROS
2019
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Albatros.
HOPE AGAIN
HOPE AGAIN to już czwarty tom serii AGAIN o miłosnych (i nie tylko) perypetiach studentów z Woodshill. Czytałam z nich jak dotąd tylko
jeden i muszę przyznać, że trochę to tutaj odczułam. Poprzedni
bohaterowie właściwie stale są tu obecni i fakt, że większości z nich
bliżej nie znam, nieco mnie frustrował. Zwłaszcza, że wydają się zdecydowanie fajni!
HOPE AGAIN opowiada jednak o perypetiach pary, która z dużym powodzeniem absorbowała moją uwagę na tyle mocno, by mi to uczucie niedosytu skutecznie wynagrodzić.
Ta część wyróżnia się trochę na tle poprzedniczek tym, że choć to typowy college romance, nie chodzi w nim tym razem o uczucie łączące parę studentów, a studentkę i jej wykładowcę. Z góry zaznaczę, że jest on młody, więc nikt nie powinien być zgorszony;) A kto liczy na pikantną historię, niech wie, że chemii w niej mnóstwo, ale sam romans przedstawiony jest subtelnie i ze smakiem.
Przystojny i sympatyczny Nolan Gates prowadzi na uniwersytecie w Woodshill zajęcia kreatywnego pisania. Dla dobra literatury osobiście redaguje powieść, wysmarowywaną z zapałem przez Dawn, jedną z jego studentek. Beta-readerką Dawn jest także inna jego słuchaczka, Everly, z którą Nolan lubi się... jakby trochę bardziej ;D Jak nie trudno zgadnąć, to wspólne redagowanie znacznie ich do siebie zbliża. A w końcu stawia w sytuacji, gdy muszą sobie nie tylko odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę ich łączy, ale również zadecydować, co dalej. Zakazane uczucie, zmagania się ze wspomnieniami, które w życiu Everly wciąż odbijają się czkawką, zmory przeszłości Nolana - tym dwojgu nie będzie łatwo to sobie poukładać.
Jak to w New Adult mamy tu do czynienia z zasklepionymi ranami, które znów dają o sobie znać i dodatkowo komplikują życie bohaterów. Pojawia się tu temat przemocy domowej i uzależnienia. Nie jest to potraktowane płytko, po łebkach i pozwala wczuć się w trudną sytuację Everly i Nolana, poznać bliżej ich przeszłość i zrozumieć, czego oboje się boją, stawiając pierwsze, wspólne, niepewne kroki do przodu.
Muszę tu zaznaczyć, że HOPE AGAIN, ku mej uciesze, to nie tylko romans, że jest w tej powieści również miłość... do książek. Sama piszę, więc podobał mi się wątek z pisaniem, wskazówkami jak tworzyć, oraz fakt, że Nolan wyraźnie jest książkoholikiem, posiadającym nie tylko zasobną biblioteczkę, ale i wiedzę o literaturze. Wyznaje również bardzo bliski mi pogląd odnośnie zakończenia książek ;) A jego stwierdzenie:
mogłabym niemal dać sobie wytatuować, tak bardzo się z nim zgadzam xD
Czy muszę jeszcze dodawać, że Nolan ma wszelkie szanse zostać moim ulubionym męskim bohaterem tej serii? Chyba nie ;D
A propos tatuaży - jeden wątek, właśnie z salonem tatuaży, wydawał się tu zbędny i rozbudowywany trochę na siłę. Jak znam podobne serie, pewnie może on w przyszłości okazać się materiałem na całkiem nową opowieść, niemniej tutaj jakoś mnie nudził. Cieszyło mnie, gdy historia wracała na właściwe tory, zwłaszcza, że wciąga, rozgrzewa, wzrusza i w odpowiednich momentach wywołuje niepowstrzymany uśmiech na twarzy. HOPE AGAIN to też kolejna książka, trafiająca w moje gusta swym jesiennym klimatem. Miło się to czyta, gdy za oknem rzeczywiście króluje szarobura aura - którą jednak przy odrobinie chęci także można się cieszyć ;D Ponieważ to już czwarty tom, grono bohaterów jest już całkiem spore, co nadało tej powieści trochę familijny charakter. I to jest zawsze coś, co niezmiernie mi się podoba w tego typu książkach - jak krąg przyjaciół staje się w pewien sposób rodziną, tyle, że tą z wyboru💞
HOPE AGAIN opowiada jednak o perypetiach pary, która z dużym powodzeniem absorbowała moją uwagę na tyle mocno, by mi to uczucie niedosytu skutecznie wynagrodzić.
Ta część wyróżnia się trochę na tle poprzedniczek tym, że choć to typowy college romance, nie chodzi w nim tym razem o uczucie łączące parę studentów, a studentkę i jej wykładowcę. Z góry zaznaczę, że jest on młody, więc nikt nie powinien być zgorszony;) A kto liczy na pikantną historię, niech wie, że chemii w niej mnóstwo, ale sam romans przedstawiony jest subtelnie i ze smakiem.
Przystojny i sympatyczny Nolan Gates prowadzi na uniwersytecie w Woodshill zajęcia kreatywnego pisania. Dla dobra literatury osobiście redaguje powieść, wysmarowywaną z zapałem przez Dawn, jedną z jego studentek. Beta-readerką Dawn jest także inna jego słuchaczka, Everly, z którą Nolan lubi się... jakby trochę bardziej ;D Jak nie trudno zgadnąć, to wspólne redagowanie znacznie ich do siebie zbliża. A w końcu stawia w sytuacji, gdy muszą sobie nie tylko odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę ich łączy, ale również zadecydować, co dalej. Zakazane uczucie, zmagania się ze wspomnieniami, które w życiu Everly wciąż odbijają się czkawką, zmory przeszłości Nolana - tym dwojgu nie będzie łatwo to sobie poukładać.
Jak to w New Adult mamy tu do czynienia z zasklepionymi ranami, które znów dają o sobie znać i dodatkowo komplikują życie bohaterów. Pojawia się tu temat przemocy domowej i uzależnienia. Nie jest to potraktowane płytko, po łebkach i pozwala wczuć się w trudną sytuację Everly i Nolana, poznać bliżej ich przeszłość i zrozumieć, czego oboje się boją, stawiając pierwsze, wspólne, niepewne kroki do przodu.
Muszę tu zaznaczyć, że HOPE AGAIN, ku mej uciesze, to nie tylko romans, że jest w tej powieści również miłość... do książek. Sama piszę, więc podobał mi się wątek z pisaniem, wskazówkami jak tworzyć, oraz fakt, że Nolan wyraźnie jest książkoholikiem, posiadającym nie tylko zasobną biblioteczkę, ale i wiedzę o literaturze. Wyznaje również bardzo bliski mi pogląd odnośnie zakończenia książek ;) A jego stwierdzenie:
"Płacz podczas lektury to jedno z najcudowniejszych uczuć na świecie."
mogłabym niemal dać sobie wytatuować, tak bardzo się z nim zgadzam xD
Czy muszę jeszcze dodawać, że Nolan ma wszelkie szanse zostać moim ulubionym męskim bohaterem tej serii? Chyba nie ;D
A propos tatuaży - jeden wątek, właśnie z salonem tatuaży, wydawał się tu zbędny i rozbudowywany trochę na siłę. Jak znam podobne serie, pewnie może on w przyszłości okazać się materiałem na całkiem nową opowieść, niemniej tutaj jakoś mnie nudził. Cieszyło mnie, gdy historia wracała na właściwe tory, zwłaszcza, że wciąga, rozgrzewa, wzrusza i w odpowiednich momentach wywołuje niepowstrzymany uśmiech na twarzy. HOPE AGAIN to też kolejna książka, trafiająca w moje gusta swym jesiennym klimatem. Miło się to czyta, gdy za oknem rzeczywiście króluje szarobura aura - którą jednak przy odrobinie chęci także można się cieszyć ;D Ponieważ to już czwarty tom, grono bohaterów jest już całkiem spore, co nadało tej powieści trochę familijny charakter. I to jest zawsze coś, co niezmiernie mi się podoba w tego typu książkach - jak krąg przyjaciół staje się w pewien sposób rodziną, tyle, że tą z wyboru💞
HOPE AGAIN
CYKL: AGAIN # 4
MONA KASTEN
PRZEKŁAD: EWA SPIRYDOWICZ
WYDAWNICTWO JAGUAR
2019
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Jaguar.
JEDNAK MNIE KOCHAJ
Laura Kneidl to kolejna niemiecka autorka (po Biance Iosivoni), z
powodzeniem krocząca ścieżką przetartą przez Monę Kasten. Jeśli więc
lubicie pełne emocji młodzieżówki z college'm w tle, i to takie, które mimo nieuniknionej schematyczności potrafią bez nudy przekazać ciekawą historię i pewne uniwersalne prawdy, powinniście zwrócić uwagę także na
JEDNAK MNIE KOCHAJ.
Sage Derting wyjechała na studia, chcąc odciąć się od traumatycznych doświadczeń. To samotniczka, z bagażem złożonym w głównej mierze z kołdry po babci, mieszkająca w swoim starym Volkswagenie transporterze i handlująca na Etsy biżuterią własnej produkcji. Sage unika kontaktowania się z rodziną, co od razu wskazuje, że tam właśnie tkwi źródło jej największego problemu - lęku przed mężczyznami.
Trudno więc jej się dziwić, że nie skacze z zachwytu, kiedy okazuje się, że będzie dzielić dorywczą pracę w bibliotece z niejakim Luką.
Nieufna Sage woli trzymać wszystkich na dystans. Aż do chwili, gdy poznaje energiczną i zaraźliwie wesołą koleżankę ze studiów - April, która pokonuje jej opory i zaprasza do mieszkania, jakie dzieli z bratem. Tu czeka na Sage nie lada niespodzianka - ten brat to właśnie Luca.
Czy da się przekreślić bolesną przeszłość grubą kreską i zacząć normalne życie? Dzięki terapii i życzliwości nowych przyjaciół Sage zaczyna wierzyć, że tak. Zaskoczona stwierdza nawet, że Luca, choć to kobieciarz, budzi w niej coraz cieplejsze uczucia. I to z wzajemnością! Kiedy jednak wszystko powoli zaczyna się układać, przeszłość Sage powraca, i to ze zdwojoną siłą...
Powieść Laury Kneidl to typowy, całkiem zgrabny college romance a jednocześnie dobre New Adult mierzące się z trudnym tematem. Autorka przekonująco oddała pogubienie Sage i jej zmagania z fatalnymi wspomnieniami. Nie rozpływają się one jak za magicznym dotknięciem różdżki, ledwo na horyzoncie pojawia się fajny chłopak. Fakt, że relacja Sage z Luką rozwija się stopniowo, bez pośpiechu, i nie jest skupiona tylko na fizycznej fascynacji, także dodaje tej historii zdrowego realizmu.
Duży plus to także sama bohaterka - można ją zrozumieć, a jej wycofanie nie irytuje. Śmiem nawet stwierdzić, że Sage to jedna z nielicznych żeńskich bohaterek tego gatunku, która mnie niczym nie zirytowała. Brawa dla Kneidl także za głównego amanta. Polubiłam go (inaczej się nie dało!), bo jest wyjątkowy. I pewnie skradnie niejedno czytelnicze serce! To kochający brat, pan porządniś i wielbiciel książek w jednym. Do tego studiuje coś tak nieżyciowego, jak bibliotekaroznawstwo, czym także mnie kupił :D
Powieść emanuje wiarygodnymi emocjami, ma wolne tempo i miły klimat, nadaje się więc w sam raz na coraz dłuższe wieczory w towarzystwie kocyka i kubka ciepłej herbaty. Zwłaszcza, że fabuła zahacza o jesienne atrakcje i święta, co, jako wielkiej fance jesiennej aury, bardzo mi odpowiadało.
Pierwszy tom serii JEDNAK MNIE KOCHAJ kończy się dość dramatycznie. Czy Sage upora się ze źródłem swych lęków, zdobędzie się na to, by stawić temu czoła? Jaką rolę odegra w tym Luca? Jestem bardzo ciekawa, jak ta para poradzi sobie z próbą, którą zaserwowała im autorka w finale, więc oczywiście czekam na kontynuację!
Sage Derting wyjechała na studia, chcąc odciąć się od traumatycznych doświadczeń. To samotniczka, z bagażem złożonym w głównej mierze z kołdry po babci, mieszkająca w swoim starym Volkswagenie transporterze i handlująca na Etsy biżuterią własnej produkcji. Sage unika kontaktowania się z rodziną, co od razu wskazuje, że tam właśnie tkwi źródło jej największego problemu - lęku przed mężczyznami.
Trudno więc jej się dziwić, że nie skacze z zachwytu, kiedy okazuje się, że będzie dzielić dorywczą pracę w bibliotece z niejakim Luką.
Nieufna Sage woli trzymać wszystkich na dystans. Aż do chwili, gdy poznaje energiczną i zaraźliwie wesołą koleżankę ze studiów - April, która pokonuje jej opory i zaprasza do mieszkania, jakie dzieli z bratem. Tu czeka na Sage nie lada niespodzianka - ten brat to właśnie Luca.
Czy da się przekreślić bolesną przeszłość grubą kreską i zacząć normalne życie? Dzięki terapii i życzliwości nowych przyjaciół Sage zaczyna wierzyć, że tak. Zaskoczona stwierdza nawet, że Luca, choć to kobieciarz, budzi w niej coraz cieplejsze uczucia. I to z wzajemnością! Kiedy jednak wszystko powoli zaczyna się układać, przeszłość Sage powraca, i to ze zdwojoną siłą...
Powieść Laury Kneidl to typowy, całkiem zgrabny college romance a jednocześnie dobre New Adult mierzące się z trudnym tematem. Autorka przekonująco oddała pogubienie Sage i jej zmagania z fatalnymi wspomnieniami. Nie rozpływają się one jak za magicznym dotknięciem różdżki, ledwo na horyzoncie pojawia się fajny chłopak. Fakt, że relacja Sage z Luką rozwija się stopniowo, bez pośpiechu, i nie jest skupiona tylko na fizycznej fascynacji, także dodaje tej historii zdrowego realizmu.
Duży plus to także sama bohaterka - można ją zrozumieć, a jej wycofanie nie irytuje. Śmiem nawet stwierdzić, że Sage to jedna z nielicznych żeńskich bohaterek tego gatunku, która mnie niczym nie zirytowała. Brawa dla Kneidl także za głównego amanta. Polubiłam go (inaczej się nie dało!), bo jest wyjątkowy. I pewnie skradnie niejedno czytelnicze serce! To kochający brat, pan porządniś i wielbiciel książek w jednym. Do tego studiuje coś tak nieżyciowego, jak bibliotekaroznawstwo, czym także mnie kupił :D
Powieść emanuje wiarygodnymi emocjami, ma wolne tempo i miły klimat, nadaje się więc w sam raz na coraz dłuższe wieczory w towarzystwie kocyka i kubka ciepłej herbaty. Zwłaszcza, że fabuła zahacza o jesienne atrakcje i święta, co, jako wielkiej fance jesiennej aury, bardzo mi odpowiadało.
Pierwszy tom serii JEDNAK MNIE KOCHAJ kończy się dość dramatycznie. Czy Sage upora się ze źródłem swych lęków, zdobędzie się na to, by stawić temu czoła? Jaką rolę odegra w tym Luca? Jestem bardzo ciekawa, jak ta para poradzi sobie z próbą, którą zaserwowała im autorka w finale, więc oczywiście czekam na kontynuację!
JEDNAK MNIE KOCHAJ
(BERUHRE MICH. NICHT)
CYKL: SAGE # 1
LAURA KNEIDL
PRZEKŁAD: JOANNA GRZELAK
WYDAWNICTWO JAGUAR
2019
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Jaguar.
SEKSOWNY KŁAMCA
London to surferka, dorabiająca jako barmanka; właścicielka uroczych dołeczków w policzkach i - jak sama mówi - mało towarzyskiej waginy;D Luke natomiast to przyszły prawnik. Do tego kobieciarz jakich mało. Oraz, co również ma ogromne znaczenie - były chłopak Mii Holland (bohaterki pierwszego tomu serii - SŁODKIE ROZKOSZE).
Poznają się w barze i szybko między nimi zaskakuje. Ale oboje mają już za sobą nieudane związki, więc to ma być tylko jednorazowa przygoda, nic ponad to.
Wkrótce okazuje się jednak, że ma ona szansę zamienić się w coś więcej, ponieważ London i Luke nadają na tych samych falach nie tylko w łóżku czy grając razem w Titanfall. Kłopot w tym, że telefon Luke'a wciąż aż grzeje się od ciągłych smsów od dziewczyn, proponujących mu łatwą rozrywkę, do której już zdążył przywyknąć. A London z kolei ma tzw. moralniaka z powodu Mii, ponieważ niepisany dziewczyński kodeks mówi, by nie umawiać się z byłymi swoich koleżanek.
Choć bardzo lubię WILD SEASONS i wciągnęłam się mocno w ten cykl, muszę przyznać, że sięgałam po tę książkę z pewnymi obawami. Poprzednie trzy tomy były super, ale wiadomo jak to bywa z seriami - w pewnym momencie czasem czuć zmęczenie materiału. Obawiałam się więc trochę, czy i w tym przypadku nie doszło do pewnego wyczerpania tematu. Okazało się jednak, że moje obawy były niepotrzebne. Autorki po raz kolejny udowodniły mi, że schematyczny romans może być ciekawy i przyjemny - jeśli ma z troską i w detalach wykreowanych sympatycznych bohaterów, którzy zjednają mnie sobie swoimi charakterami, humorem, osobistym urokiem. Bohaterów, perypetiami których będę w stanie się przejąć.
Tak właśnie ma się sprawa z London i Luke'm, którzy zdążyli już parę razy pojawić się na chwilę we wcześniejszych częściach. Nie sposób ich nie polubić, kiedy się już pozna tę dwójkę i ich problemy. To czysta przyjemność obserwować, jak ulegają wzajemnemu oczarowaniu, zbliżają się do siebie, uczą się siebie nawzajem. Ich romans ma miłe, nieśpieszne tempo, a spora ilość gorących momentów jakoś nie przesłania reszty fabuły, w której przyjaźń, miłość i rodzina nie są jedynie pustymi słowami.
SEKSOWNY KŁAMCA to słodka, gorąca i bardzo zgrabna, dobrze napisana opowieść o miłości, ze wszystkim w odpowiednich proporcjach. Dzięki wyważonej fabule książkę czyta się przyjemnie i bez cienia znużenia. Nie zawiódł też lekki humor; bardzo pocieszne są zwłaszcza relacje Luke'a z rodziną, gdzie otoczony jest kobietami - od siostry po babcię, która nikomu nie szczędzi żenujących szczegółów z dzieciństwa ich pyszczka :D
Autorki zadbały również, jak zwykle, by ta historia kryła w sobie coś więcej, jest więc w tym romansie także opowieść o strachu przed zaangażowaniem i uczeniu się na nowo wzajemnego zaufania. Smaczku zaś dodaje mu melancholijny, uroczy motyw żegnania się z pierwszą miłością.
Świetna książka, w której wprost iskrzy od emocji i w paru momentach dość ściśle nawiązująca do mojego ulubionego tomu pierwszego. Uśmiech na twarzy, motylki w brzuchu i ciepło w sercu gwarantowane!
"Pochylam się i całuję go. Moje serce jest na krawędzi przepaści i widzi tylko przestrzeń wypełnioną powietrzem."
S E K S O W N Y K Ł A M C A
(WICKED SEXY LIAR)
CYKL: WILD SEASONS # 4
CHRISTINA LAUREN
PRZEKŁAD: KATARZYNA KRAWCZYK
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.
SAVE US
Kiedy jeszcze zimą zaczynałam moją przygodę z trylogią MAXTON HALL, raczej nie przeszło mi przez myśl, że będzie z tego coś więcej ponad miłe czytadełko. Nie miałam pojęcia, że za moment wpadnę po uszy, a na tom trzeci i ostatni - SAVE US będę czekać już z utęsknieniem, niczym kania na deszcz. Cóż, nieodwołalnie zakochałam się w tej historii!
W poprzednich częściach serii nie brakowało różnych zawirowań, w SAVE US jest pod tym względem już nieco spokojniej. Ale ten jakże smaczny finał to dowód na to, że autorka nadal ma mnóstwo fabularnych pomysłów, które perfekcyjnie umie przenieść na papier i stworzyć z nich pełną emocji historię, od której trudno się wręcz oderwać.
Ruby wylatuje ze szkoły po tym, jak do dyrektora dotarły kompromitujące ją zdjęcia. Z powodu tych zdjęć w liceum Maxton Hall nie ma już czego szukać także jej nauczyciel, Graham Sutton. Obojgu wali się świat i plany na przyszłość. A głównym winnym tej katastrofy, jak wszystko wskazuje, jest (znowu!) James, któremu Ruby już niejedno wybaczyła. Czy wybaczy po raz kolejny? Nie chciałabym tu zdradzać więcej szczegółów, by nikomu nie psuć przyjemności czytania, dodam więc tylko, że choć fabuła skupia się raczej na przeżyciach bohaterów, niż konkretnej akcji, czego jak czego, ale emocji jest tu nadal pod dostatkiem. Właściwie więcej, niż w którymkolwiek z poprzednich tomów.
SAVE US to idealne dopełnienie całej serii. Z trzecią, finałową częścią już w pełni widać, jaka ta historia jest przemyślana, spójna i urozmaicona. Świetnie wykreowane wątki, znane już z poprzednich tomów, rozwijają się i nabierają rumieńców. Autorka oddała tym razem głos także Grahamowi oraz - co mnie wyjątkowo ucieszyło, czekałam wręcz na to - mojemu ulubieńcowi, Alistairowi💕 Fabuła ma przyjemne tempo, wyszło też na wierzch parę nowych elektryzujących faktów. Co do naszych bohaterów - dużo już przeszli, są silniejsi, potrafią zawalczyć o swoje. Przyjemnie się obserwuje, jak te postacie dojrzewają, przeżywa z nimi ich troski i chwile szczęścia.
Poprzednie tomy czytało się pysznie i nie mogło być inaczej i z SAVE US. Tę książkę się wręcz chłonie. Jedyna niedogodność to fakt, że każda kolejna strona przybliża do nieuniknionego ostatecznego pożegnania z gromadką bohaterów. Zżyłam się z Ruby i z Jamesem (którego początkowo nawet nie lubiłam, ale zmienił się i ostatecznie skradł mi serce!). I z ich przyjaciółmi - szczególnie z Alistairem, choć w tym ostatnim tomie zachwycił mnie też Kesh i jego poczucie humoru.
Gdybym miała określić, jakie były moje odczucia po przeczytaniu ostatniego zdania SAVE US? Zachwyt - bo to wspaniale napisana, emocjonująca powieść Young Adult - powielająca milion schematów, a jednak cudowna i wręcz wzorcowa. Dopadł mnie jednak także smutek, że to już koniec. Oraz taka pocieszająca myśl, żeby przeczytać wszystko od początku jeszcze raz. Już za nimi tęsknię!
MAXTON HALL to jedna z najlepszych młodzieżowych serii, jakie dotąd czytałam. Historia o pierwszych miłościach, dojrzewaniu i walce o marzenia. Żywa, barwna, dopracowana, porywająca, z bohaterami do pokochania. Dałam się jej pochłonąć bez reszty i nie żałuję, wspaniale się przy tych książkach bawiłam. Z tym re-readem to nie żarty - na pewno do nich wrócę. I to nie raz!
SAVE US
CYKL: MAXTON HALL # 3
MONA KASTEN
PRZEKŁAD:
WYDAWNICTWO JAGUAR
2019
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Jaguar.
JEJ WISIENKI
Nie samymi powieściami z przesłaniem człowiek żyje. Czasem lubię sięgnąć
po coś lekkiego i z tą myślą zabrałam się za JEJ WISIENKI Penelope Bloom. To właśnie
taka na wskroś leciutka lektura na jedno letnie popołudnie - niczym coś
słodkiego na parę kęsów - jak kawałek smacznej tarty. Książka jest drugim tomem serii OBJECTS OF ATTRACTION, której pierwszą częścią był JEGO BANAN. BANANA, co prawda, nie czytałam, jednak ani to, ani fakt, że obie powieści łączą pewne wątki, nie stanęło mi na przeszkodzie, by cieszyć się z czytania JEJ WISIENEK. Lektura okazała się całkiem smaczna :)
Hailey prowadzi własną cukierenkę i potrafi piec bajeczne ciasta. Niestety wisi nad nią widmo eksmisji, ale kobieta nie poddaje się czarnym myślom. Jest jeszcze coś, co, jeśli można tak to ująć, życiowo ją uwiera. Otóż ma 25 lat i nadal jest dziewicą, mimo, że ma za sobą związek (chyba nie trzeba dodawać, że nieudany?)
Wtedy kolega z pracy rzuca Hailey wyzwanie - niech dziewczyna zacznie flirtować z pierwszym facetem, który przyjdzie do cukierni kupić wiśniową tartę. Traf chce, że w drzwiach cukierni staje nonszalancki i przystojny William Chamberson. Tak zaczyna się znajomość Hailey z bogatym egoistą-kleptomanem (sic! niezłe combo), który zawraca jej w głowie. Czy William okaże się dla niej tym pierwszym? A może tym jedynym?
Powieść ma raptem 254 strony, można więc by pomyśleć, że znajomość pary bohaterów szybko nabiera rumieńców. I że będzie to pewnie książka tylko o jednym. Otóż niezupełnie, bo fabuła rozwija się łagodnie, stopniowo i bez wielkich ekscesów (nie licząc może spektakularnego rzutu tartą :D). W JEJ WISIENKACH znalazło się oczywiście miejsce na szczyptę erotyki, ale jest ona przyjemna w odbiorze, miła i stonowana - nie ma tu wyuzdanych opisów, raczej słodka i pełna uroku chemia, jaka zaczyna się tworzyć i narastać między parą głównych bohaterów. Do tego mamy tutaj lekki humor, który polega na sugestywnej grze słów i różnych komicznych sytuacjach, częściowo nawiązujących do seksu, ale nie tylko.
Lubię motyw pichcenia i pieczenia w książkach, więc oczywiście przemówiła do mnie wybitnie w tej książce cukierenka Hailey, w której tworzy się na miejscu słodkie pyszności. Również jej właścicielka, Hailey, całkiem mnie kupiła. To urocza, sympatyczna i zdolna dziewczyna, która wspaniale sprawdza się w roli bohaterki stąpającej twardo po ziemi, a jednocześnie otwierającej się na nowe możliwości, jakie niesie jej życie. Znakomicie również temperuje charakterek zakochującego się w niej bogatego kleptomana. W pewnym momencie stwierdziłam, że aż szkoda jej dla Williama, który z początku wydawał mi się trochę zbyt zapatrzony w siebie. W końcu przekonał mnie do siebie, ale trochę to potrwało i zawdzięcza to w znacznym stopniu przesympatycznemu stworzeniu o imieniu Gremlinka :D
Absolutnym gwoździem programu okazała się tu natomiast babcia Hailey. Gdyby zaznaczać w tej książce cytaty, niosące całkiem sensowne życiowe mądrości, większość okazałaby się pewnie autorstwa właśnie jej.
Czytało się tę całkiem uroczą opowiastkę szybko i przyjemnie. Dostarczyła mi nieskomplikowanej rozrywki i sprawiła, że wybuchałam niekontrolowanym śmiechem. Byłaby z tego pewnie sympatyczna komedia romantyczna. To zabawna, seksowna lekturka, ze wszystkim w stosownych proporcjach 🍒
W najbliższej przyszłości na pewno sięgnę nie tylko po kolejną książkę Penelope Bloom, ale także nadrobię JEGO BANANA ;)
Hailey prowadzi własną cukierenkę i potrafi piec bajeczne ciasta. Niestety wisi nad nią widmo eksmisji, ale kobieta nie poddaje się czarnym myślom. Jest jeszcze coś, co, jeśli można tak to ująć, życiowo ją uwiera. Otóż ma 25 lat i nadal jest dziewicą, mimo, że ma za sobą związek (chyba nie trzeba dodawać, że nieudany?)
Wtedy kolega z pracy rzuca Hailey wyzwanie - niech dziewczyna zacznie flirtować z pierwszym facetem, który przyjdzie do cukierni kupić wiśniową tartę. Traf chce, że w drzwiach cukierni staje nonszalancki i przystojny William Chamberson. Tak zaczyna się znajomość Hailey z bogatym egoistą-kleptomanem (sic! niezłe combo), który zawraca jej w głowie. Czy William okaże się dla niej tym pierwszym? A może tym jedynym?
Powieść ma raptem 254 strony, można więc by pomyśleć, że znajomość pary bohaterów szybko nabiera rumieńców. I że będzie to pewnie książka tylko o jednym. Otóż niezupełnie, bo fabuła rozwija się łagodnie, stopniowo i bez wielkich ekscesów (nie licząc może spektakularnego rzutu tartą :D). W JEJ WISIENKACH znalazło się oczywiście miejsce na szczyptę erotyki, ale jest ona przyjemna w odbiorze, miła i stonowana - nie ma tu wyuzdanych opisów, raczej słodka i pełna uroku chemia, jaka zaczyna się tworzyć i narastać między parą głównych bohaterów. Do tego mamy tutaj lekki humor, który polega na sugestywnej grze słów i różnych komicznych sytuacjach, częściowo nawiązujących do seksu, ale nie tylko.
Lubię motyw pichcenia i pieczenia w książkach, więc oczywiście przemówiła do mnie wybitnie w tej książce cukierenka Hailey, w której tworzy się na miejscu słodkie pyszności. Również jej właścicielka, Hailey, całkiem mnie kupiła. To urocza, sympatyczna i zdolna dziewczyna, która wspaniale sprawdza się w roli bohaterki stąpającej twardo po ziemi, a jednocześnie otwierającej się na nowe możliwości, jakie niesie jej życie. Znakomicie również temperuje charakterek zakochującego się w niej bogatego kleptomana. W pewnym momencie stwierdziłam, że aż szkoda jej dla Williama, który z początku wydawał mi się trochę zbyt zapatrzony w siebie. W końcu przekonał mnie do siebie, ale trochę to potrwało i zawdzięcza to w znacznym stopniu przesympatycznemu stworzeniu o imieniu Gremlinka :D
Absolutnym gwoździem programu okazała się tu natomiast babcia Hailey. Gdyby zaznaczać w tej książce cytaty, niosące całkiem sensowne życiowe mądrości, większość okazałaby się pewnie autorstwa właśnie jej.
Czytało się tę całkiem uroczą opowiastkę szybko i przyjemnie. Dostarczyła mi nieskomplikowanej rozrywki i sprawiła, że wybuchałam niekontrolowanym śmiechem. Byłaby z tego pewnie sympatyczna komedia romantyczna. To zabawna, seksowna lekturka, ze wszystkim w stosownych proporcjach 🍒
W najbliższej przyszłości na pewno sięgnę nie tylko po kolejną książkę Penelope Bloom, ale także nadrobię JEGO BANANA ;)
J E J W I S I E N K I
(HER CHERRY)
CYKL: OBJECTS OF ATTRACTION # 2
PENELOPE BLOOM
PRZEKŁAD: EMILIA SKOWROŃSKA
WYDAWNICTWO ALBATROS
2019
THE BRIGHTEST STARS

Wkraczając w dorosłość, Karina, w przeciwieństwie do brata, postanowiła zacząć żyć na własny rachunek, wyrywając się z rodzinnego wariatkowa. Zdobyła dyplom masażystki i zatrudniła się w jednym z lokalnych salonów. Nadal jednak mieszka blisko bazy, czuwając, by lekkomyślny Austin nie posłuchał ojca służbisty i nie zaciągnął się do armii. Dziewczyna doskonale wie, co oznacza służba i wyjazdy na misje, i w jak ogromnym stopniu odbijają się nie tylko na samym żołnierzu, ale również na jego najbliższych. Nie wyobraża sobie też, by mało odporny i zagubiony Austin nadawał się do tej roli, stara się więc go chronić. Efektem są jednak jedynie pretensje ojca, głównie pod jej adresem, że chłopak nadal nie potrafi się ogarnąć.
Pewnego dnia klientem Kariny zostaje milkliwy, ciemnoskóry młody żołnierz, Kael Martin. Zauroczona nim i zaintrygowana jego wycofanym stylem bycia, łamie dla niego swoje zasady trzymania się z dala od wojskowych. Budująca się między nimi z wolna więź staje jednak pod znakiem zapytania, gdy wychodzi na jaw, że Kaela i jej ojca łączy pewna tajemnica.
THE BRIGHTEST STARS to pierwszy tom STARS - nowej serii Anny Todd. Po mojej przygodzie z AFTER, która okazała się całkiem udana, byłam szczerze ciekawa, co autorka ma do zaoferowania w swojej nowej odsłonie, zwłaszcza, że sięgnęła po ciekawy temat. Książka wciągnęła mnie już na starcie, zapowiadając się na solidną i emocjonującą historię. Od początku jest w niej pewne napięcie. Poczułam się jednak trochę zdezorientowana, kiedy mniej więcej w połowie przyłapałam się na myśli, że... właściwie niewiele się tu dzieje. Poziom napięcia w zasadzie nie rośnie, a fabuła, choć przyjemna i ciekawa, snuje się chwilami wręcz jak w slowmotion. Polski podtytuł tej powieści brzmi POŻAR ZMYSŁÓW, ale to również okazuje się trochę mylące, bo żadnego pożaru tutaj nie ma - nie licząc może rozrób nieodpowiedzialnego Austina. Relacja Kariny i Kaela jest łagodna i specyficzna. Rozumieją się, nawzajem pociągają, przyjemnie kontrastują (on milczek, ona gaduła). Podobał mi się ich sposób na tzw. nierandki, dzięki którym coraz bliżej się poznają, zamiast skupiać na czysto fizycznej stronie swojej relacji. Jak na razie jednak mało gorącego romansu w tym romansie. Mam nadzieję na ten pożar w kolejnych tomach :)
O ile w kwestii romansu książka z lekka rozczarowuje, o tyle trafiły się w niej jednak inne smaczki. Przede wszystkim przyjemny styl autorki, z dawką finezji, której brakowało mi w AFTER; to wyraźnie lepsza Anna Todd. Zjednali mnie sobie również bohaterowie, zwłaszcza zakompleksiona bohaterka z życia wzięta, śledząca z zazdrością na insta profile swoich koleżanek, którym się powiodło. To taka dziewczyna z sąsiedztwa.
Książka drąży temat trudnego dorastania i jeszcze trudniejszych życiowych wyborów, a także skomplikowanych rodzinnych relacji. Poruszony jest tu również delikatny problem stresu pourazowego u żołnierzy po misjach oraz drażliwa tematyka rasizmu - a fakt, że akcja toczy się na Południu Stanów, gdzie uprzedzenia rasowe nadal mają się świetnie, wyraźnie nie jest tu bez znaczenia.
Ta historia, nawet jak na typowy military romance ma naprawdę spory potencjał i dużo ciekawych wątków, które zasługują na należyte rozwinięcie. Końcówka powieści to bomba, której chyba w sumie należało się spodziewać, biorąc pod uwagę, że jest to tom pierwszy. Manewr może nie do końca zaskakuje, ale wzbudza pożądane emocje i oszołomienie, pozostaje więc uzbroić się w cierpliwość i poczekać na ciąg dalszy!
"Czy to nie zabawne, że ludzie wiecznie domagają się prawdy, chociaż większość nie potrafi jej znieść?"
T H E B R I G H T E S T S T A R S
CYKL: STARS # 1
ANNA TODD
PRZEKŁAD: AGNIESZKA MYŚLIWY
WYDAWNICTWO OMG BOOKS / ZNAK
2019
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu OMG Books / Znak.
PUCKED UP
Po
historii Alexa i Violet z PUCKED, Helena Hunting zaserwowała kolejną
nieodparcie zabawną i gorącą opowieść, biorąc tym razem na cel Bucka,
brata Vi i kolegę Alexa z drużyny hokejowej.
Miller Butterson, zwany po prostu Buck, chłopak, który otrzymał imię na cześć marki piwa, dał się już trochę poznać w poprzednim tomie i to, trzeba przyznać, od nie najlepszej strony. Ten chłopak, zdolny nadać nazwy różnokolorowym kondomom, wydawał się nie mieć większych zmartwień ponad to, by się dobrze bawić. Buck to niewątpliwie świetny hokeista, ale i kawał imprezowicza. I pewnie niezła samolubna szuja, dopowiecie. Otóż nie! :)
Buck wiódł, co prawda, żywot playboya, ale odkąd poznał Sunshine, coś się z nim stało. Sunny to siostra Alexa, z którą teoretycznie łączy Bucka tylko ten sam jasny kolor włosów. Chcąc się odegrać na Alexie, rozważał swego czasu zaliczenie Sunny. Nie przewidział tylko, że ta Kanadyjka wyzwoli w nim emocje także w partiach powyżej pępka. Buck jest gotów dla Sunny zerwać z bujnym rozrywkowym życiem. Trudno mu ją jednak do siebie przekonać, gdy dzielą ich setki mil, a on ma wrodzoną tendencję do wpadania w kłopoty - czego efektem są zwykle fotki na Instagramie i Facebooku w co najmniej żenujących sytuacjach.
PUCKED UP to godna kontynuatorka PUCKED. Nie jedzcie nic podczas czytania, bo książka zdecydowanie na tym ucierpi, gdy będziecie parskać śmiechem :D Buck był przezabawny już w tamtej części, ale jako narrator przechodzi samego siebie. Chwilami można pomyśleć, że to głuptak, nie panujący nad swym życiem. A jednak, walcząc o dziewczynę swych marzeń, jest w swej słodkiej, gamoniowatej, zakochanej i altruistycznej wersji bardzo przekonujący.
Buck uchodzi za tępaka. Ale czy naprawdę taki jest? Myślę, że warto dać mu szansę się zaskoczyć ;) Mnie absolutnie kupił swą szczerością i celami, jakie postanowił zrealizować, wbrew pozorom wcale nie myśląc o sobie.
Tu dochodzimy do sedna, bo podobnie jak poprzedniczka, PUCKED UP pod całą swą jajcarską warstewką kryje w sobie coś więcej niż romans. Wytyka oczywiście ocenianie po pozorach. Porusza również temat smutnej przeszłości bohatera - zakompleksionego, dyslektycznego, na wpół osieroconego dzieciaka z wystającymi zębami, które potem zostały wybite. Tym razem Helena Hunting ładnie nakreśliła też bratersko-siostrzaną relację Bucka z Violet. Jeśli w części pierwszej między tymi dwoma aż sypało iskrami od ciągłych utarczek, teraz w końcu widać, że łączy ich w gruncie rzeczy mocna, piękna więź i gotowi są wzajemnie się wspierać.
Polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią gorące sportowe romanse i bezpośredni, swobodny i chwilami nawet z lekka niedorzeczny humor, który potrafi rozładować każdą sytuację. Jest opcja, że uśmiejecie się do łez :D Ja, podobnie jak z poprzednią, świetnie się z tą historią dzięki Millerowi bawiłam, a nawet troszkę sobie przez tego łobuza popłakałam 💔, bo książki Heleny Hunting mają w sobie to coś, co sprawia, że będąc totalnymi rozweselaczami, potrafią także przemycić treści, które zwyczajnie chwytają za serce.
Na pewno sięgnę po kolejne części tej serii. Nie mogę się wręcz doczekać!
Miller Butterson, zwany po prostu Buck, chłopak, który otrzymał imię na cześć marki piwa, dał się już trochę poznać w poprzednim tomie i to, trzeba przyznać, od nie najlepszej strony. Ten chłopak, zdolny nadać nazwy różnokolorowym kondomom, wydawał się nie mieć większych zmartwień ponad to, by się dobrze bawić. Buck to niewątpliwie świetny hokeista, ale i kawał imprezowicza. I pewnie niezła samolubna szuja, dopowiecie. Otóż nie! :)
Buck wiódł, co prawda, żywot playboya, ale odkąd poznał Sunshine, coś się z nim stało. Sunny to siostra Alexa, z którą teoretycznie łączy Bucka tylko ten sam jasny kolor włosów. Chcąc się odegrać na Alexie, rozważał swego czasu zaliczenie Sunny. Nie przewidział tylko, że ta Kanadyjka wyzwoli w nim emocje także w partiach powyżej pępka. Buck jest gotów dla Sunny zerwać z bujnym rozrywkowym życiem. Trudno mu ją jednak do siebie przekonać, gdy dzielą ich setki mil, a on ma wrodzoną tendencję do wpadania w kłopoty - czego efektem są zwykle fotki na Instagramie i Facebooku w co najmniej żenujących sytuacjach.
PUCKED UP to godna kontynuatorka PUCKED. Nie jedzcie nic podczas czytania, bo książka zdecydowanie na tym ucierpi, gdy będziecie parskać śmiechem :D Buck był przezabawny już w tamtej części, ale jako narrator przechodzi samego siebie. Chwilami można pomyśleć, że to głuptak, nie panujący nad swym życiem. A jednak, walcząc o dziewczynę swych marzeń, jest w swej słodkiej, gamoniowatej, zakochanej i altruistycznej wersji bardzo przekonujący.
Buck uchodzi za tępaka. Ale czy naprawdę taki jest? Myślę, że warto dać mu szansę się zaskoczyć ;) Mnie absolutnie kupił swą szczerością i celami, jakie postanowił zrealizować, wbrew pozorom wcale nie myśląc o sobie.
Tu dochodzimy do sedna, bo podobnie jak poprzedniczka, PUCKED UP pod całą swą jajcarską warstewką kryje w sobie coś więcej niż romans. Wytyka oczywiście ocenianie po pozorach. Porusza również temat smutnej przeszłości bohatera - zakompleksionego, dyslektycznego, na wpół osieroconego dzieciaka z wystającymi zębami, które potem zostały wybite. Tym razem Helena Hunting ładnie nakreśliła też bratersko-siostrzaną relację Bucka z Violet. Jeśli w części pierwszej między tymi dwoma aż sypało iskrami od ciągłych utarczek, teraz w końcu widać, że łączy ich w gruncie rzeczy mocna, piękna więź i gotowi są wzajemnie się wspierać.
Polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią gorące sportowe romanse i bezpośredni, swobodny i chwilami nawet z lekka niedorzeczny humor, który potrafi rozładować każdą sytuację. Jest opcja, że uśmiejecie się do łez :D Ja, podobnie jak z poprzednią, świetnie się z tą historią dzięki Millerowi bawiłam, a nawet troszkę sobie przez tego łobuza popłakałam 💔, bo książki Heleny Hunting mają w sobie to coś, co sprawia, że będąc totalnymi rozweselaczami, potrafią także przemycić treści, które zwyczajnie chwytają za serce.
Na pewno sięgnę po kolejne części tej serii. Nie mogę się wręcz doczekać!
"Związki to nie zabawa. nikt nie chce, żeby druga osoba sobie z nim pogrywała, może z wyjątkiem ludzi, którzy lubią dramaty i chcą skończyć w tym okropnych randkowych reality show."
P U C K E D U P
CYKL : PUCKED # 2
HELENA HUNTING
PRZEKŁAD: MAGDALENA SIEWCZYŃSKA-KONIECZNY
WYDAWNICTWO SZÓSTY ZMYSŁ / PAPIEROWY KSIĘŻYC
2019
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł / Papierowy Księżyc.
PUCKED
Bohaterka PUCKED, Violet Hall żyje otoczona ludźmi hokeja. Jej ojczym to jednocześnie trener i łowca talentów. Przyrodni brat Buck to zawodnik NHL. Po jednym z meczów Bucka Violet poznaje jego kolegę z drużyny, Kanadyjczyka Alexa Watersa. Dziewczyna ma wyrobione zdanie o hokeistach - to kobieciarze jakich mało, bez skrupułów korzystający z usług wiecznie się wokół nich kręcącej chmary hokejowych króliczków. Z tego właśnie powodu wszyscy koledzy Bucka (łącznie z nim samym) napawają Violet obrzydzeniem.
Jednak Alex (za którym ciągnie się szczególnie zła sława) budzi jej zainteresowanie. Okazuje się, że podobnie jak ona, to ukryty nerd, który studiował dwa kierunki i potrafi cytować Tołstoja! Jak jednak pogodzić wizerunek dziwkarza z romantycznym kolesiem, przysyłającym Vi kwiaty i zabawne pluszaki?
Trafiają się takie książkowe pary, które lubię od pierwszej strony i Violet i Alex do nich zdecydowanie do nich należą. Oboje są dobrze wykreowani, naturalni i wzbudzili moją nieodpartą sympatię. Ich relacja od początku wręcz buzuje emocjami, choć, jak na ognisty romans, rozwija się w dość nieśpiesznym tempie. Violet jest niemożliwie pyskata, sarkastyczna, ale przy tym inteligentna, błyskotliwa i autoironiczna. Trzeba tu chyba wspomnieć, że ma też trochę szalone, może nawet odrobinę skrzywione? poczucie humoru, którym chwilami potrafi nieźle zaskoczyć. Dzięki temu trafiają się tu - że tak zacytuję samego Alexa - porąbane akcje z jego przyrodzeniem. Upodobała sobie także wyjątkowo słówko bóbr, które ma w tej książce dwojakie znaczenie XD Szczerze mówiąc, obawiałam się trochę, że jej humor na mnie nie podziała. Ale ku swemu zaskoczeniu uśmiałam się całkiem zdrowo :D
W książce, obok pierwszoplanowego, dominującego wątku romansowego, poruszona jest kwestia popularności w zawodowym sporcie, tego, co w przypadku Alexa ze sobą niesie - wielkie pieniądze, ale i utratę prywatności, uciążliwość mediów, które goniąc za tanią sensacją, często przekręcają fakty i wypaczają rzeczywistość na potrzeby przyciągnięcia odbiorców. Popularność wymaga podtrzymania ustalonego wizerunku, który jest często zafałszowany, nie ma wiele wspólnego z prawdą. Hunting udało się dobrze oddać charakter tej medialnej pułapki. Ciekawie i przezabawnie wypadł też wątek z rodzinami Violet i Alexa oraz sportową przeszłością chłopaka - nie zgadniecie, co wcześniej trenował, nagnany przez mamę ;)
PUCKED to lekka, przyjemna, łatwo przyswajalna lektura, z którą nie nudziłam się ani przez chwilę. Nie przeszkadzał mi jej specyficzny humor, który chwilami balansuje sobie beztrosko na granicy absurdu, bo z drugiej strony potrafi przyprawić o autentyczną kolkę ze śmiechu. Książka broni się sensowną fabułą, o którą wcześniej (przyznaję ze wstydem) zbytnio jej nie posądzałam. Perypetie bohaterów, mimo, że nieskomplikowane, wciągają i skłaniają, by im kibicować. Przy tym nie tylko bawią, potrafią też wzruszyć. Byłam zaskoczona, ale w pewnej kulminacyjnej chwili zakręciła mi się nawet łezka w oku!
Jako ostro doprawiony sportowy romans, słodki i gorący zarazem, PUCKED plasuje się na tej samej półce, co powieści Elle Kennedy, choć moim zdaniem jest bardziej wyzbyty hamulców, zabawniejszy, wydaje mi się również, że ma w sobie więcej polotu i więcej ognia. To także, a może przede wszystkim, historia miłosna, która mnie na swój sposób ujęła, ładnie ukazując, że warto walczyć o swoją drugą połówkę, kiedy się ją już odnajdzie.
Jeśli lubicie hokej, hokeistów, Kanadę, syrop klonowy... lub po prostu namiętne romanse z bardzo bezpośrednią narracją, które mają w sobie to coś, jestem pewna, że PUCKED nie zrobi Wam krzywdy ;) Może się za to okazać całkiem przyjemną lekturą, która potrafi nie tylko zawrócić w głowie, ale i solidnie poprawić humor :D
"Kocham to, że na zewnątrz jest takim twardzielem, a w środku jak ptasie mleczko."
P U C K E D
CYKL: PUCKED # 1
HELENA HUNTING
PRZEKŁAD: MAGDALENA SIEWCZYŃSKA-KONIECZNY
WYDAWNICTWO SZÓSTY ZMYSŁ / PAPIEROWY KSIĘŻYC
2018
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł.
WIĘCEJ NIŻ POCAŁUNEK
P R Z E P R E M I E R O W O
Przystojny żigolo - Michael, okazuje się wrażliwym mężczyzną, którego zadowolenie jego klientki zdaje się interesować bardziej od zapłaty za usługi. Wkrótce to, co miało być w pierwotnym założeniu jedynie lekcją seksu, zamienia się w treningowy związek. Jednak instruktażowe randki z listą zadań do odhaczenia (techniki, pozycje itd.) komplikują się, gdy Stella i Michael poznają się bliżej, a w grę zaczynają wchodzić niewskazane w ich sytuacji prawdziwe uczucia 💘
Czy WIĘCEJ NIŻ POCAŁUNEK, który ma swą premierę już 5 czerwca, zrobi u nas taką furorę, jak na Zachodzie, gdzie wybrany został nawet romansem roku 2018 na portalu Goodreads? Trzy pierwsze rozdziały tej książki, które przeczytałam wcześniej dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza, zdecydowanie skusiły mnie do zapoznania się z resztą. Zachęciła mnie zarówno nietypowa romansowa relacja, jak i dość nietypowa bohaterka; a fakt, że u autorki, jak sama przyznaje w posłowiu, również zdiagnozowano Aspergera, także miał pewne znaczenie. Zaciekawiło mnie też czy Stella osiągnie zamierzony cel oraz intrygujące przyczyny, dla których Michael zajął się taką profesją.
Lektura całości rzeczywiście nie rozczarowała. Książka okazała się lekka i przyjemna, z dawką nienachalnego humoru oraz sporą szczyptą erotyki. Jej fabuła jest właściwie banalna (takie Pretty Woman na opak), ale niegłupia, pełna uroku i emocjonująca. Stella i Michael posiadają ciekawe osobowości i interesujące życiowe pasje, a dobrze oddana chemia między nimi iskrzy niemal od pierwszego zetknięcia.
Stella, mimo zaburzenia, z którym się zmaga, jest na wskroś sympatyczna i rozbrajająco bezpośrednia. Nie jest przerysowana i nie ma etykietki osoby z autyzmem, nad którą trzeba ubolewać. Przeciwnie - to na swój sposób silna kobietka, która daje sobie radę ze swymi zahamowaniami i lękami i którą można podziwiać za odwagę i konsekwentność - choć oczywiście, kompletnie nie zdaje sobie sprawy ze swego potencjału i ma się za totalną niezdarę.
Z Michaelem teoretycznie sprawy powinny mieć się trochę inaczej, w końcu to żigolak. Teoretycznie, bo w rzeczywistości od początku jego postać budzi nieodpartą życzliwość. To uroczy, bardzo rodzinny facet, który mimo niewdzięcznej profesji bez najmniejszego trudu zjednuje sobie przychylność, oczarowuje poczuciem humoru, swoimi talentami i znajomością kobiecej instrukcji obsługi. Jest tak bezbłędny, że nie trudno przymknąć oko na przewrotność roli, jaka mu tutaj przypadła w udziale ;) Myślę nawet, że sekret sukcesu tej książki tkwi właśnie w Michaelu, i w tym, że spełnia on marzenia kobiet o mężczyźnie idealnym :)
WIĘCEJ NIŻ POCAŁUNEK to napisany świeżym, przyjemnym stylem, słodki, gorący i zabawny romans, w którym emocje i cielesność przenikają się w dobrych proporcjach. Książka ma w sobie zarówno odrobinę bajkowości, jak i zaskakujące sceny seksu, bezpośrednie, niczym Stella :D, które dodają jej ognia i ekscytującej otoczki.
Historia Stelli i Michaela sprawdzi się w sam raz jako lekka lektura na lato. Dostarczy rozrywki, gorących wrażeń, ale i odrobiny wzruszeń. Dałam się tej książce pochłonąć i bawiłam się z nią całkiem dobrze. A w zasadzie wprost nie mogłam oderwać się od lektury.
Czyta się błyskawicznie, więc jedyne, na co mogę narzekać, to na to, że, podobnie jak dobre lody, zbyt szybko się skończyła!
"Michael był jak lody miętowe z kawałkami czekolady. Mogła spróbować innych smaków, ale ten konkretny był jej ulubionym."
W I Ę C E J N I Ż P O C A Ł U N E K
(THE KISS QUOTIENT)
CYKL: THE KISS QUOTIENT # 1
CYKL: THE KISS QUOTIENT # 1
HELEN HOANG
PRZEKŁAD: PAWEŁ WOLAK
WYDAWNICTWO MUZA
2019
Za przedpremierowy egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza.
GWIAZDY NADZIEI
Kiedy zdecydowałam się przeczytać tę książkę, nazwisko I.M. Darkss nic mi nie mówiło. O tym, że pod tym pseudonimem kryje się nasza rodzima autorka, dowiedziałam się praktycznie tuż przed lekturą :D Czytałam niedawno polską młodzieżówkę Agaty Polte i było to przyjemne doświadczenie, więc uznałam, że GWIAZDY NADZIEI będą pewnie czymś w podobie.
A tu niespodzianka - to coś kompletnie innego.
Amara wraca do domu po latach nauki w szkole z internatem. Do domu, w którym nie czuje się nawet zbyt mile widziana i gdzie nie ma co liczyć na zrozumienie i wsparcie ze strony rodziców czy siostry, o ile nie chce posłusznie odgrywać narzucanej jej roli.
Ale nie to jest dla Amary najgorsze, bo odtąd ma także widywać często Jaksa Travissa, przystojnego i nieodparcie seksownego właściciela salonu tatuażu, w którym jest od dawna zakochana. I który jest chłopakiem jej siostry. Jednak siostra właśnie stwierdziła, że ma go dość i rzuca go (!), więc w dziewczynie budzi się nadzieja, że łącząca ją z Jaksem piękna przyjaźń przemieni się w coś więcej. Tyle że, jak wieść niesie, Jaksowi przez jakąś traumę ani w głowie poważne związki. Trudno mu jednak pozostać obojętnym na wysiłki i wdzięki Amary, nie lubi też, gdy kręcą się koło niej inni faceci, proponuje jej więc układ bez zobowiązań. Amara przyjmuje go, wierząc, że uda się jej poznać prawdę o traumatycznej przeszłości Jaksa i w końcu rozbić ten mur, którym tak szczelnie się obwarował.
Motyw dramatu z przeszłości i pokonywania go, wychodzenia w życiu na prostą, to jest coś co lubię w książkach New Adult chyba najbardziej. W tej historii ciekawiło mnie też, czemu Jaks uważa, że nikogo już nie pokocha, czego się tak boi, broniąc przed poważnym związkiem. Powieść I.M. Darkss zapowiadała się więc naprawdę dobrze.
Niestety moje GWIAZDY NADZIEI najpierw zamigotały kusząco, a potem... w większości pogasły.
Przytłoczył mnie przede wszystkim styl, w jakim ta książka została napisana. Od razu zaznaczam, że nie chodzi o to, że jest zły, a o jego specyficzny charakter - który dla innych może być równie dobrze wielką zaletą tej powieści. Jest on tak dopracowany i bogaty, a powiedziałabym nawet - przeładowany, że zatracił pewną swobodę i naturalność, i podejrzewam, że to z jego powodu nie mogłam się w tę historię solidnie wczuć - nawet mimo ciekawie wykreowanych bohaterów.
Emocje Amary (która jest tu jedyną narratorką) to właściwie same skrajności. Na dłuższą metę czytanie o tym, jaki ogrom doznań wciąż ją przepełnia, po prostu wyczerpuje. Trafiają się, co prawda, przyjemne, luźniejsze momenty, ale bohaterka zdaje się wręcz czuwać nad tym, żeby szybko nabrały ciężkości. Inna sprawa, że ta lawina emocji często zastępuje konkretną fabułę - toczy się ona praktycznie od jednego spotkania naszej pary do drugiego i poza dramatycznymi retrospekcjami właściwie niewiele się dzieje.
Historia Amary i Jaksa kryje w sobie kilka tragedii z przeszłości, których skutki mocno zaciążyły na losach bohaterów. Niektóre z nich również średnio do mnie przemawiały, było ich zwyczajnie za dużo, jak na dwoje ludzi. Na zdecydowany plus zaliczam ładny i wzruszający motyw przeznaczenia, do którego nawiązuje przesłanie tej powieści.
Ciekawie wypadło również potraktowanie tatuażu jako sztuki (mimo, że nie jestem fanką tatuowania się od stóp do głów). Czuć, że dla Jaksa ta praca i hobby to nieodłączna część jego osobowości, sposób na wyrażenie siebie. Podobała mi się także sama postać Jaksa, chyba najlepiej i najciekawiej skonstruowana ze wszystkich w tej powieści, który był niczym spokojna wyspa na tym wzburzonym morzu (choć swoim brakiem konsekwencji skołował nie tylko Amarę ;)).
Narzekam czasem na płytkość współczesnych NA czy romansów, niedostatek w nich psychologicznych rozkmin i emocji. W przypadku GWIAZD NADZIEI poszło to w drugą stronę. Ta książka emocjami wręcz ocieka. Powiedziałabym, że nawet w nich tonie. Ktoś, kto lubi zatracić się w takich klimatach, pewnie bez trudu się w niej odnajdzie, będzie się nawet delektował.
Dla mnie ta powieść, jak na typowe New Adult, była trochę przekombinowana. Zabrakło mi w niej charakterystycznej dla tego gatunku młodzieńczej lekkości i w rezultacie, niestety nie wciągnęła mnie tak, jak się spodziewałam.
A tu niespodzianka - to coś kompletnie innego.
Amara wraca do domu po latach nauki w szkole z internatem. Do domu, w którym nie czuje się nawet zbyt mile widziana i gdzie nie ma co liczyć na zrozumienie i wsparcie ze strony rodziców czy siostry, o ile nie chce posłusznie odgrywać narzucanej jej roli.
Ale nie to jest dla Amary najgorsze, bo odtąd ma także widywać często Jaksa Travissa, przystojnego i nieodparcie seksownego właściciela salonu tatuażu, w którym jest od dawna zakochana. I który jest chłopakiem jej siostry. Jednak siostra właśnie stwierdziła, że ma go dość i rzuca go (!), więc w dziewczynie budzi się nadzieja, że łącząca ją z Jaksem piękna przyjaźń przemieni się w coś więcej. Tyle że, jak wieść niesie, Jaksowi przez jakąś traumę ani w głowie poważne związki. Trudno mu jednak pozostać obojętnym na wysiłki i wdzięki Amary, nie lubi też, gdy kręcą się koło niej inni faceci, proponuje jej więc układ bez zobowiązań. Amara przyjmuje go, wierząc, że uda się jej poznać prawdę o traumatycznej przeszłości Jaksa i w końcu rozbić ten mur, którym tak szczelnie się obwarował.
"Nie ma większego ryzyka niż obdarzenie kogoś miłością."
Motyw dramatu z przeszłości i pokonywania go, wychodzenia w życiu na prostą, to jest coś co lubię w książkach New Adult chyba najbardziej. W tej historii ciekawiło mnie też, czemu Jaks uważa, że nikogo już nie pokocha, czego się tak boi, broniąc przed poważnym związkiem. Powieść I.M. Darkss zapowiadała się więc naprawdę dobrze.
Niestety moje GWIAZDY NADZIEI najpierw zamigotały kusząco, a potem... w większości pogasły.
Przytłoczył mnie przede wszystkim styl, w jakim ta książka została napisana. Od razu zaznaczam, że nie chodzi o to, że jest zły, a o jego specyficzny charakter - który dla innych może być równie dobrze wielką zaletą tej powieści. Jest on tak dopracowany i bogaty, a powiedziałabym nawet - przeładowany, że zatracił pewną swobodę i naturalność, i podejrzewam, że to z jego powodu nie mogłam się w tę historię solidnie wczuć - nawet mimo ciekawie wykreowanych bohaterów.
Emocje Amary (która jest tu jedyną narratorką) to właściwie same skrajności. Na dłuższą metę czytanie o tym, jaki ogrom doznań wciąż ją przepełnia, po prostu wyczerpuje. Trafiają się, co prawda, przyjemne, luźniejsze momenty, ale bohaterka zdaje się wręcz czuwać nad tym, żeby szybko nabrały ciężkości. Inna sprawa, że ta lawina emocji często zastępuje konkretną fabułę - toczy się ona praktycznie od jednego spotkania naszej pary do drugiego i poza dramatycznymi retrospekcjami właściwie niewiele się dzieje.
Historia Amary i Jaksa kryje w sobie kilka tragedii z przeszłości, których skutki mocno zaciążyły na losach bohaterów. Niektóre z nich również średnio do mnie przemawiały, było ich zwyczajnie za dużo, jak na dwoje ludzi. Na zdecydowany plus zaliczam ładny i wzruszający motyw przeznaczenia, do którego nawiązuje przesłanie tej powieści.
Ciekawie wypadło również potraktowanie tatuażu jako sztuki (mimo, że nie jestem fanką tatuowania się od stóp do głów). Czuć, że dla Jaksa ta praca i hobby to nieodłączna część jego osobowości, sposób na wyrażenie siebie. Podobała mi się także sama postać Jaksa, chyba najlepiej i najciekawiej skonstruowana ze wszystkich w tej powieści, który był niczym spokojna wyspa na tym wzburzonym morzu (choć swoim brakiem konsekwencji skołował nie tylko Amarę ;)).
Narzekam czasem na płytkość współczesnych NA czy romansów, niedostatek w nich psychologicznych rozkmin i emocji. W przypadku GWIAZD NADZIEI poszło to w drugą stronę. Ta książka emocjami wręcz ocieka. Powiedziałabym, że nawet w nich tonie. Ktoś, kto lubi zatracić się w takich klimatach, pewnie bez trudu się w niej odnajdzie, będzie się nawet delektował.
Dla mnie ta powieść, jak na typowe New Adult, była trochę przekombinowana. Zabrakło mi w niej charakterystycznej dla tego gatunku młodzieńczej lekkości i w rezultacie, niestety nie wciągnęła mnie tak, jak się spodziewałam.
"Każdy jego pocałunek, dotyk, uśmiech wymazuje ze mnie ból, lęk, bezradność i zapala jedną gwiazdę więcej."
G W I A Z D Y N A D Z I E I
I.M. DARKSS
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019
Za egzemplarz dziękuję serdecznie Wydawnictwu Zysk i S-ka.
Z DALA OD ŚWIATEŁ
MUZYKA TO WYBUCH DUSZY, jak to ktoś pięknie powiedział.
A dla niektórych muzyka to życie. I właśnie kimś takim zdaje się być Skylar, dziewczyna z Montany, która błąka się po Europie ze swą gitarą, zarabiając na życie graniem i śpiewaniem na ulicach. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że tak naprawdę Skylar Finch to wokalistka bardzo popularnego zespołu, która po pewnej tragedii porzuciła wszystko i nie żegnając się z nikim, łącznie z przyjaciółmi z grupy, wyjechała ze Stanów.
Tułaczka bez celu po Europie prowadzi ją w końcu do Glasgow. Tutaj jednak los robi jej niespodziankę. Nadal anonimowo grając na ulicy, Skylar poznaje Killiana O'Dea, dyrektora artystycznego znanej szkockiej wytwórni fonograficznej. On składa jej ofertę, której dziewczyna, odcinając się od dawnej sławy, absolutnie nie bierze pod uwagę. Ale gdy przekonuje się, że życie na ulicy może być tyleż wolne, co niebezpieczne, w desperacji zwraca się o pomoc do Killiana.
Początkowo zdają się nie pałać do siebie sympatią. Ona uważa, że on jest sztywniakiem, mającym kij w tyłku; z kolei on ma ją za celebrytkę, która bezmyślnie rzuciła kwitnącą karierę. Z czasem dochodzą jednak do porozumienia, z którego oboje mają pewne korzyści. Skylar nie musi mieszkać na ulicy, a Killian otrzymuje niezwykłą szansę dla swej wytwórni. Jednak między tą dwójką szybko tworzy się coś więcej.
Zaczyna ich łączyć szczególna więź. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że oboje są trochę enigmatyczni, oboje oberwali już od życia, są poranieni i wcale nie tacy nieskorzy do rzucania się na oślep w kolejny związek. Ale nieodparcie ciągnie ich do siebie, więc ich relacje wciąż się zacieśniają.
Tylko czy w show-biznesie jest miejsce na jakiekolwiek szczere uczucia?
"Miłość nie polega na ściąganiu kogoś do swojego poziomu. Miłość to dostrzeganie w ukochanej osobie jej najlepszej możliwej wersji."
Miłość więc czy biznes? Ambitny Killian, od lat tłamszony przez podłego szefa (i zarazem wujka!), może sprawić, że wytwórnia odniesie dzięki Skylar wielki sukces. Czy jednak Skylar ma być dla niego tylko żyłą złota czy czymś więcej? I co na to sama dziewczyna, dla której powrót do świata Instagrama, Twittera i tabloidów to ostatnia rzecz, o jakiej myśli?
Killian i Skylar to para, której się szczerze sekunduje, nawet jeśli ich zachowanie budzi chwilami lekką konsternację, a czasem całkiem zbija z pantałyku. Szczególnie Skylar bywa trudna do rozszyfrowania; choć jest tu narratorką, trafiały się momenty, że nie rozumiałam jej postępowania. Z Killianem jest łatwiej; jest zamknięty w sobie, ale w głębi duszy to nieskomplikowany, prostolinijny i wrażliwy facet, oszołomiony uczuciem, jakie mu się przytrafiło. Tych dwoje do siebie pasuje, świetnie się wzajemnie dopełnia. Ich sarkastyczne przepychanki są zabawne, a sceny, w których przeskakują między nimi iskierki pożądania - ekscytujące i urocze. Chwilami bywa też całkiem gorąco ;) Autorka potrafiła oddać głębię ich wzajemnej fascynacji, przeradzającej się stopniowo w coś dużo poważniejszego.
Poza miłosnymi perypetiami bohaterów ważną rolę w tej powieści odgrywa oczywiście także muzyka i to ona nadaje jej wyjątkowego charakteru. Jej motyw przewija się nieustannie, sporo tu piosenek, które brzmią w tle, a nawet ich tekstów. Aż dziw, że książka nie posiada czegoś takiego, jak playlista. Choć z drugiej strony, jeśli ma się taką ochotę, można ją sobie stworzyć samemu.
Z DALA OD ŚWIATEŁ to historia, która ukazuje, że wielki sukces i sława mają swoje blaski i cienie, ze zdecydowaną przewagą tych drugich. To też poniekąd opowieść o uczeniu się na błędach, odkrywaniu swej drogi w życiu i swojego miejsca. Przede wszystkim jednak jest to bardzo smaczne, emocjonujące love story - może nawet chwilami troszkę przesłodzone, ale nadal nieodparcie przyjemne - którego bohaterowie muszą zawalczyć o swoje szczęście, dokonując właściwych wyborów.
Było to moje pierwsze spotkanie z Samanthą Young, szkocką królową romansów, ale tak udane, że na pewno nie ostatnie. Autorka ma dobry styl i z pewnością sięgnę po inne jej powieści. Kilka z nich mam już nawet od dawna na oku ;)
"Kiedy pierwszy raz na mnie spojrzałaś, byłem jak ogłuszony."
Z D A L A O D Ś W I A T E Ł
(AS DUST DANCES)
CYKL: PLAY ON # 2
SAMANTHA YOUNG
PRZEKŁAD: EWA GÓRCZYŃSKA
BURDA PUBLISHING POLSKA
2019
Za egzemplarz dziękuję Burda Publishing Polska.
SZALONA NOC
P R Z E D P R E M I E R O W O
Kto się stęsknił za barwną gromadką bohaterów serii WILD SEASONS? ;) Już niedługo premiera kolejnej części, szykujcie się na dobrą zabawę i mnóstwo emocji!
SZALONA NOC to już trzeci tom cyklu o ich miłosnych perypetiach, moje recenzje wcześniejszych tomów znajdziecie TUTAJ i TUTAJ. Trójka kumpli i trzy przyjaciółki - poznali się w Vegas, dobrali w pary i pod wpływem impulsu w połączeniu z alkoholem... postanowili pobrać. Wynikły z tego różne komplikacje, łącznie z niemal natychmiastowymi rozwodami, ale życie całej szóstki od tamtej chwili uległo diametralnej zmianie.
Niebieskooki Australijczyk Oliver i śliczna Kalifornijka Lola, to wbrew pozorom dość nietypowa para jak na ognisty romans: jedyna z wyżej wymienionych, której w szaleństwach w Las Vegas nie poniosło na tyle, by skonsumować swój (trwający jedną noc) związek małżeński. Zdziwi to kogoś, jeśli dodam, że tych dwoje to para introwertycznych nerdów, rozkochanych w komiksach?
Oliver wkrótce otwiera sklep z komiksami w rodzinnym mieście Loli, a Lola jest ni mniej, ni więcej... a autorką Razor Fish, komiksu, którym właśnie zainteresowało się sąsiedzkie Hollywood.
Nie da się jednak ukryć, że oprócz wspólnych zainteresowań tych dwoje łączy coś jeszcze: potężna miłosna chemia, którą ciężko im zignorować. Osiem miesięcy przyjaźni, które nastąpiły po Vegas, to tak naprawdę ośmiomiesięczna gra wstępna. Aż nadchodzi szalona noc, gdy puszczają wszelkie hamulce. Ale niepewna siebie Lola nie potrafi dopuścić do siebie myśli, by między nią a Oliverem mogło COŚ być. Oliver to świetny kumpel, ale tylko kumpel. O którego jednak... hm, może być zazdrosna, gdy na horyzoncie pojawia się potencjalna rywalka. Tymczasem Oliverowi coraz trudniej udawać, że nie jest w Loli zakochany. Pytanie tylko - co na to sama Lola?
"Nie chcę niszczyć tego, co mamy, ale teraz mam wrażenie, jakbyśmy balansowali na szczycie góry; jeśli mocno przechylimy się na bok, wpadniemy w coś cudownego, czego pragnąłem chyba od lat."
Oliver służy jej niezawodnym przyjacielskim wsparciem, w głębi duszy pragnąc uchronić przed możliwymi rozczarowaniami. Jednak w tym patyczaku w okularach kryje się naprawdę ognisty facet, który jak pokocha, to na dobre. Ale kiedy w końcu przełamuje się i otwiera przed dziewczyną, mówiąc jej o swych uczuciach, pogubiona Lola... łamie mu serce.
Co takiego sprawia, że Lola wątpi w swą intuicję, jeśli chodzi o mężczyzn i dlaczego uważa, że wszystko dzieje się za szybko, jest zbyt intensywne? Powiem Wam tylko tyle, że będziecie mocno trzymać kciuki, by Oliverowi udało się jednak rozproszyć jej wątpliwości :)
Christina Lauren jak zwykle, nie zawiodła - SZALONA NOC to romans napisany z polotem i wdziękiem, szczodrze doprawiony nieskrępowaną, ale przyjemną erotyką, w którym obok zetknięć i zwarć na linii Lola-Oliver jest i przyjaźń, dużo rozbrajającego humoru, ale książka w swej lekkiej konwencji przemyca też odrobinę kwestii całkiem serio. Problemy Loli nie są wyssane z palca i nasuwają m.in. pytania, czy warto dla pieniędzy nagiąć własną sztukę do żądań innych? I co najważniejsze - czy w życiu trzeba wybrać między miłością a pasją? Czy poświęcenie się jednemu niestety wyklucza to drugie?
SZALONA NOC ani na krok nie ustępuje w niczym swoim poprzedniczkom. Ma równie wyrazistych bohaterów, których nie ma się dość, świetne, zadziorne dialogi, czyta się ją jednym tchem. Świetnie się przy tej książce bawiłam. Nie zabrakło w niej także paru całkiem wzruszających momentów, bo tak naprawdę w tej słodkiej, seksownej mieszance kłębiących się emocji, z której aż sypie się iskierkami namiętności, kryje się oczywiście prosta historia o dążeniu do spełnienia i szczęścia i o poszukiwaniu odwzajemnionej miłości.
Zakochacie się. Nie tylko w mówiącym z australijskim akcentem Oliverze. W Loliverze też! :)
"... Łatwo było z nim przebywać; jakbym próbowała po troszku jakiejś pyszności, którą chcę potem jeść, póki nie pęknę."
S Z A L O N A N O C
(DARK WILD NIGHT)
CYKL: WILD SEASONS # 3
CHRISTINA LAUREN
PRZEKŁAD: KATARZYNA KRAWCZYK
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019
Za możliwość przedpremierowego przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Zysk i S-ka.
WOJNA I MIŁOŚĆ
Jak to mówią, serce nie sługa, nie zna, co to pany. Czy można więc
kochać uciemiężoną ojczyznę i jednocześnie oficjalnego wroga tej
ojczyzny?
Rok 1913.
Katarzyna jest nastoletnią polską szlachcianką, pochodzącą z szanowanego rodu Jaxa-Raweckich. Igor to ciemnooki rosyjski dragon, syn generała Kaledina, polakożercy. Katarzyna i Igor poznali się na balu z okazji urodzin cesarzowej Aleksandry i zaiskrzyło między nimi, można by rzec, od pierwszego wspólnego tańca. Pokochali się. Jednak zgody na ten związek ze strony rodzin obojga nie będzie. Dla ojca Katarzyny Rosjanie to naturalnie ciemiężcy, z którymi szanująca się Polka nie powinna mieć nic wspólnego. Z kolei dla ojca Igora Polacy to podstępni buntownicy, którzy swego czasu zresztą urządzili na niego nieudany zamach. Para zakochanych widuje się potajemnie, wbrew woli swych rodzin, i całkiem poważnie planuje wspólną przyszłość, ale wszystko się sprzysięga, by ich jednak rozłączyć. Katarzyna i Igor ku swej rozpaczy tracą się z oczu jeszcze przed tym, jak w sierpniu 1914 wybucha wojna, która później zostanie nazwana Wielką i która przyniesie ogrom udręki i ofiar.
Kolejne lata w wojennej tułaczce to niejedna ciężka próba, cierpienie, łzy. I strata za stratą. Wojna, a potem rosyjska rewolucja, zbiorą krwawe żniwo, jak huragan, zmiotą stary ład i już nigdy nic nie będzie takie samo. Rzucą ludzi na poniewierkę, oddalając od siebie czasem o tysiące wiorst, postawią przed niemożliwymi wyborami. W wirze wielu okrutnych wydarzeń miłość, o której nie można zapomnieć, która wraca w pamięci z uczuciem bólu w sercu, może okazać się równie dobrze wybawieniem, jak i zgubą.
WOJNA I MIŁOŚĆ to powieść, która zabiera w mroczną podróż w czasie. Przenosi na front I wojny światowej, każąc przyjrzeć się z bliska frontowym okropnościom. Pokazuje okrucieństwo walki, obnaża jej bezsens, prowadzi nas do okopów, oficerskich ziemianek i lazaretów z rannymi. Ale wojna to nie tylko pola walki, to również cywile, którzy płacą ogromną cenę, w wojennej pożodze często tracąc wszystko, i dramat tych ludzi również nie został w tej książce pominięty. A wszystko to okazuje się zaledwie przedpieklem rewolucji, która wybucha w Rosji i która doprowadzi do eskalacji niewyobrażalnego bestialstwa.
Ta książka ma w sobie rozmach i pysznie, z detalami odmalowane tło historyczne, które dodaje jej niezwykłego realizmu i pozwala w nią czytelniczo wsiąknąć. Autorka posiada ogromną wiedzę (z wykształcenia jest zresztą historykiem), ale ma także wyjątkowo dobre pióro, w bardzo przystępny i plastyczny sposób odtwarzając realia sprzed stu lat i świetnie kreując całą galerię wiarygodnych bohaterów.
WOJNA I MIŁOŚĆ, mimo, że to romans historyczny, to powieść wielowątkowa. Fabuła nie skupia się wyłącznie na losach Katarzyny i Igora (choć praktycznie nie tracimy ich z oczu), tak jak wojna okazuje się nie tylko sprawdzianem uczuć, ale także przyśpieszonym, brutalnym kursem dorastania dla wszystkich młodych bohaterów, i wyjątkowo trudną lekcją życia. Losy Katarzyny, Igora oraz ich bliskich są bardzo dramatyczne, z mnóstwem zwrotów akcji i emocji na krawędzi. Mimo moich domysłów, jak ta historia może się zakończyć, finał w pewien sposób mnie zaskoczył.
Warto tu wspomnieć, że w książce pojawiają się w epizodach także znane postacie historyczne. Powieść jest solidnie rozbudowana, liczy sobie 730 stron, ale bez obaw - zawiera też spis bohaterów, ułatwiający w rozeznaniu się, kto jest kim, a także słowniczek obcojęzycznych nazw i zwrotów, który jest sporym udogodnieniem. Jedno, co mnie trochę w tej książce drażniło, a czemu autorka-historyczka wyraźnie się nie oparła, to wzmianki, co z daną postacią stanie się w przyszłości - na moje oko było to zupełnie zbędne.
Nie mogło tu natomiast zabraknąć akcentów patriotycznych. Jest początkowe rozdarcie Polaków, którzy zostali wcieleni do każdej z zaborczych armii i tym samym zmuszeni niejednokrotnie do walki przeciw rodakom. Jest późniejsza nadzieja na odrodzenie państwa polskiego. Ale nie wszyscy mieli powody do radości. Dlatego szczęście ma w tej powieści tak bolesny, gorzki posmak.
Na koniec nasuwa się pytanie, jak dalej potoczy się ta historia, skoro jest to I tom. Czy autorka pociągnie wątek Katarzyny i Igora, czy też może ustąpią oni miejsca kolejnym bohaterom? Wszystko jednak wskazuje na to, że zanosi się na wciągającą kilku-pokoleniową opowieść na tle szerokiej panoramy historycznej.
Rok 1913.
Katarzyna jest nastoletnią polską szlachcianką, pochodzącą z szanowanego rodu Jaxa-Raweckich. Igor to ciemnooki rosyjski dragon, syn generała Kaledina, polakożercy. Katarzyna i Igor poznali się na balu z okazji urodzin cesarzowej Aleksandry i zaiskrzyło między nimi, można by rzec, od pierwszego wspólnego tańca. Pokochali się. Jednak zgody na ten związek ze strony rodzin obojga nie będzie. Dla ojca Katarzyny Rosjanie to naturalnie ciemiężcy, z którymi szanująca się Polka nie powinna mieć nic wspólnego. Z kolei dla ojca Igora Polacy to podstępni buntownicy, którzy swego czasu zresztą urządzili na niego nieudany zamach. Para zakochanych widuje się potajemnie, wbrew woli swych rodzin, i całkiem poważnie planuje wspólną przyszłość, ale wszystko się sprzysięga, by ich jednak rozłączyć. Katarzyna i Igor ku swej rozpaczy tracą się z oczu jeszcze przed tym, jak w sierpniu 1914 wybucha wojna, która później zostanie nazwana Wielką i która przyniesie ogrom udręki i ofiar.
Kolejne lata w wojennej tułaczce to niejedna ciężka próba, cierpienie, łzy. I strata za stratą. Wojna, a potem rosyjska rewolucja, zbiorą krwawe żniwo, jak huragan, zmiotą stary ład i już nigdy nic nie będzie takie samo. Rzucą ludzi na poniewierkę, oddalając od siebie czasem o tysiące wiorst, postawią przed niemożliwymi wyborami. W wirze wielu okrutnych wydarzeń miłość, o której nie można zapomnieć, która wraca w pamięci z uczuciem bólu w sercu, może okazać się równie dobrze wybawieniem, jak i zgubą.
WOJNA I MIŁOŚĆ to powieść, która zabiera w mroczną podróż w czasie. Przenosi na front I wojny światowej, każąc przyjrzeć się z bliska frontowym okropnościom. Pokazuje okrucieństwo walki, obnaża jej bezsens, prowadzi nas do okopów, oficerskich ziemianek i lazaretów z rannymi. Ale wojna to nie tylko pola walki, to również cywile, którzy płacą ogromną cenę, w wojennej pożodze często tracąc wszystko, i dramat tych ludzi również nie został w tej książce pominięty. A wszystko to okazuje się zaledwie przedpieklem rewolucji, która wybucha w Rosji i która doprowadzi do eskalacji niewyobrażalnego bestialstwa.
Ta książka ma w sobie rozmach i pysznie, z detalami odmalowane tło historyczne, które dodaje jej niezwykłego realizmu i pozwala w nią czytelniczo wsiąknąć. Autorka posiada ogromną wiedzę (z wykształcenia jest zresztą historykiem), ale ma także wyjątkowo dobre pióro, w bardzo przystępny i plastyczny sposób odtwarzając realia sprzed stu lat i świetnie kreując całą galerię wiarygodnych bohaterów.
WOJNA I MIŁOŚĆ, mimo, że to romans historyczny, to powieść wielowątkowa. Fabuła nie skupia się wyłącznie na losach Katarzyny i Igora (choć praktycznie nie tracimy ich z oczu), tak jak wojna okazuje się nie tylko sprawdzianem uczuć, ale także przyśpieszonym, brutalnym kursem dorastania dla wszystkich młodych bohaterów, i wyjątkowo trudną lekcją życia. Losy Katarzyny, Igora oraz ich bliskich są bardzo dramatyczne, z mnóstwem zwrotów akcji i emocji na krawędzi. Mimo moich domysłów, jak ta historia może się zakończyć, finał w pewien sposób mnie zaskoczył.
Warto tu wspomnieć, że w książce pojawiają się w epizodach także znane postacie historyczne. Powieść jest solidnie rozbudowana, liczy sobie 730 stron, ale bez obaw - zawiera też spis bohaterów, ułatwiający w rozeznaniu się, kto jest kim, a także słowniczek obcojęzycznych nazw i zwrotów, który jest sporym udogodnieniem. Jedno, co mnie trochę w tej książce drażniło, a czemu autorka-historyczka wyraźnie się nie oparła, to wzmianki, co z daną postacią stanie się w przyszłości - na moje oko było to zupełnie zbędne.
Nie mogło tu natomiast zabraknąć akcentów patriotycznych. Jest początkowe rozdarcie Polaków, którzy zostali wcieleni do każdej z zaborczych armii i tym samym zmuszeni niejednokrotnie do walki przeciw rodakom. Jest późniejsza nadzieja na odrodzenie państwa polskiego. Ale nie wszyscy mieli powody do radości. Dlatego szczęście ma w tej powieści tak bolesny, gorzki posmak.
Na koniec nasuwa się pytanie, jak dalej potoczy się ta historia, skoro jest to I tom. Czy autorka pociągnie wątek Katarzyny i Igora, czy też może ustąpią oni miejsca kolejnym bohaterom? Wszystko jednak wskazuje na to, że zanosi się na wciągającą kilku-pokoleniową opowieść na tle szerokiej panoramy historycznej.
W O J N A I M I Ł O Ś Ć . K A T A R Z Y N A I I G O R
JOLANTA MARIA KALETA
WYDAWNICTWO OTWARTE
2019
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Otwarte.
POŚCIG
Fankom hokeistów z Briar przyszło czekać na tę książkę wyjątkowo długo. I w końcu jest. Elle Kennedy ponownie zabiera nas do zimnej Nowej Anglii, ale nie ubierajcie się ciepło, bo ta historia na pewno Was rozgrzeje;) Spin-off serii OFF-CAMPUS rozpoczyna POŚCIG, w którym pojawiają się gościnnie bohaterowie poprzednich powieści, a para głównych bohaterów to Summer, siostra Deana, oraz jego kumpel, Fitz.
Summer i Fitz spotkali się już wcześniej, a początek ich znajomości był katastrofą. Potężny, wytatuowany hokeista wpadł w oko ślicznej bogaczce, ale ją zlekceważył, skołował i odtąd unikał jak zarazy (a przynajmniej tak to wyglądało).
Tymczasem w POŚCIGU czeka Fitza szokująca niespodzianka. Summer, w dziwnych okolicznościach wyrzucona ze swego uniwersytetu, trafia do Briar, czyli na jego uczelnię. Mało tego - nie mając się gdzie podziać (dziedziczka z funduszem powierniczym! :D), znajduje lokum, w którym mieszka już trzech studentów. W tym oczywiście także Fitz!
Piękna dziewczyna z trzema wolnymi, fajnymi facetami pod tym samym dachem? To się może skończyć tylko jednym. A może to zbyt stereotypowe myślenie? Może wszyscy skończą w radosnej, niewinnej friendzonie?
Ok, uznajmy, że jeśli to w ogóle możliwe, to na pewno nie w książkach Elle Kennedy, u której zawsze aż kipi od hormonów, erotycznych podtekstów i wszystkiego, co się z tym wiąże ;)
POŚCIG to typowy gorący college romance, w którym relacja pary głównych bohaterów to podchody oparte na love-hate. Oboje różnią się od siebie niczym dzień i noc. Fitz jest spokojny i nie lubi okazywać uczuć, a Summer to ekstrawertyczka. On woli siedzieć w domu i grać na kompie, ona zawsze chętnie skoczy na imprezę. Ta dwójka nadaje na kompletnie innych falach! Ale wiecie, co mówią o przeciwieństwach... Prawda jest taka, że mimo wszystkich różnic, jakie ich dzielą, Summer i Fitz niesamowicie się nawzajem pociągają. I to do tego stopnia, że nie ma mowy, by ktoś inny - a chętnych nie brakuje - zawrócił im w głowach. Czemu przez setki stron tej książki co rusz uważają, że nie dane im być razem - tego nie wie chyba nawet autorka :D
Fitz, zakapiorowaty fan tatuaży i gier komputerowych (oraz utalentowany ich twórca), był wyraźnym faworytem nowej serii. To nim, niczym istnym jednorożcem, nęcone były czytelniczki w poprzednich tomach. Ale, jak to czasem bywa, oczekiwania chyba trochę przerosły rezultat. Sympatyczny, ale niezdecydowany, wycofujący się co chwila, taki trochę pies ogrodnika, co sam nie weźmie, ale drugiemu nie da, Fitz przez większą część książki nieźle irytuje, sprawiając wrażenie, jakby nie był w stanie podjąć żadnej decyzji bez solidnego kopa w tyłek. Polubiłam tego mruka (mam do niego sporo sympatii nawet z zupełnie innego powodu niż ta książka XD), jednak nie ma on w sobie charyzmy swoich poprzedników.
Zupełnie inaczej ma się sprawa z Summer. Dziewczyna, która miała wszelkie szanse zostać raczej znienawidzoną, niż polubioną, pokazała się ze strony, o jaką jej pewnie nikt nawet nie podejrzewał. Summer ma problem z ADHD, zazdrosnymi koleżankami i nachalnym wykładowcą. Ona nie wie nawet, czy da radę skończyć studia. Można by się tutaj wrednie roześmiać z poczuciem tryumfu, gdyby nie fakt, że przy bliższym poznaniu ta dziewczyna, wyraźnie wzorowana trochę na Elle Woods, naprawdę do siebie przekonuje! Jest zabawna, empatyczna, całkiem inteligentna (sic!) i przeczy stereotypowi bogaczki, która bez szczególnych starań może mieć wszystko, co zechce. Także Summer dotyczy poruszony w książce wątek molestowania. I to ona stawia temu procederowi zdecydowany opór. Tak więc przygotujcie się na to, że ta dziewczyna Was zaskoczy ;)
Ta książka to oczywiście lektura w czysto rozrywkowej konwencji, typowa odskocznia dla relaksu, ale gdzieś tam między heheszkami, kampusowymi imprezami i gorącymi scenami wytykająca ocenianie po pozorach: piękna, bogata dziewczyna nie musi być wredna; mięśniak, grający w hokeja, może być utalentowanym artystą. Historia Summer i Fitza przemyca też myśl, że tak naprawdę każdy musi w życiu zawalczyć o własne szczęście, spełnienie czy godność. I że warto czasem wystawić nos poza własną strefę komfortu, bo od tego się nie umiera ;)
POŚCIG nie jest powrotem w wielkim stylu, czuć, że powstał pod presją i ma swoje niedociągnięcia (choćby problem Fitza z rodzicami wzięty całkiem z kosmosu). Zabrakło też tytułowego pościgu, nikt tu za nikim właściwie nie gonił. Ale to przyjemny wstęp do nowej serii i miły powrót do klimatów Briar. Jest jak zwykle u Elle Kennedy - zadziorni bohaterowie, typowy dla autorki ironiczny humor i zero skrępowania w sprawach damsko-męskich (choć opisów figli tym razem było zaskakująco mało ;))
Na koniec dodam, że o ile seria OFF-CAMPUS kojarzy się bardziej z chłopakami, wyrazisty charakter Summer to chyba wskaźnik, że w BRIAR-U będą rządzić dziewczyny. Zwłaszcza, że w tle pojawia się już Brenna, absorbująca uwagę niczym gąbka, córka trenera, która będzie bohaterką kolejnej części. A z kim jak z kim, ale z tą dziewczyną na pewno będzie się działo! ;)
Mężczyźni nie definiują kobiet. Kobietę określają jej osiągnięcia. I jej buty.
P O Ś C I G
(THE CHASE)
CYKL: BRIAR U # 1
ELLE KENNEDY
PRZEKŁAD: EWA HELIŃSKA
WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
2019
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.
MIŁOŚĆ ZIMOWĄ PORĄ
Młoda Angielka Kitty Shakespeare (brzmi znajomo, hmm?;)) chce zostać aktorką i to nie byle gdzie, bo w samym Hollywood. Okazuje się jednak, że nawet znalezienie stażu w fabryce snów graniczy z istnym cudem. Przesłuchanie u znanego producenta, Everetta Kleina, przynosi, co prawda, pewien rezultat, ale nie taki, na jaki Kitty miała nadzieję. Tak to już jednak jest, gdy do życiorysu dołącza się wzmiankę o doświadczeniu w roli... niani.
Kitty, zatrudniona na czas przedświąteczny jako opiekunka małego Kleina, trafia do rodowej siedziby Kleinów w zasypanej śniegiem Wirginii Zachodniej . Mały Jonas okazuje się kochanym 7-latkiem, więc nasza bohaterka uznałaby pobyt w górskiej głuszy za całkiem przyjemny, gdyby nie ktoś, kto skutecznie psuje jej humor. Tym ktosiem jest gburowaty młodszy brat Everetta, Adam, reżyser filmów dokumentalnych, skłócony z bratem na amen i pomieszkujący samotnie w domku gościnnym.
Wzajemna niechęć między Kitty i Adamem szybko przeradza się jednak we wzajemną fascynację. Kitty wkrótce odkrywa, że w tym brodaczu pozującym na Grincha i mającym zamiar zbojkotować rodzinne święta, kryje się facet o złotym sercu, który został dotkliwie zraniony, i to przez najbliższą mu osobę. Czy dziewczyna sprawi, że Adam przełamie swój gniew i pogodzi się z bratem? I co ich ze sobą aż tak skłóciło?
"Rodzina jest taka, jaką ją sobie stworzysz."
Bardzo lubię święta, a książki świąteczne, których przez ostatnie lata nie brak w księgarniach już od listopada, to pozycje, po które zawsze chętnie sięgam. Po historiach tego rodzaju mniej więcej wiadomo, czego się spodziewać, powinno znaleźć się w nich wszystko to, co tak urzeka nas w świętach: ich niezwykła, bajkowa otoczka, magia oraz kojące przesłanie. MIŁOŚĆ ZIMOWĄ PORĄ pod tym względem zdecydowanie nie zawodzi. To lekka, słodka niczym kubek ciepłej czekolady z usypaną na wierzchu górką pianek, bardzo przyjemna romansowa opowieść, spowita urokliwą mgiełką mroźnej zimy i kusząca wizją wieczorów przy płonącym kominku. Jeśli dodać do tego wyjątkowo piękne okoliczności przyrody i klimat przedświątecznych przygotowań, to zanosi się na książkową Gwiazdkę w najlepszym wydaniu. Ale żeby było ciekawie, pod tą grubą, słodką warstwą świątecznego lukru musi kryć się coś, co zakłóca tę idyllę. I tak się właśnie dzieje!
Adam i Kitty zjednali mnie sobie od pierwszych stron. Zauroczyli mnie swoją bezpretensjonalnością. Oboje są naturalni i szczerzy, a ich rosnące wzajemne oczarowanie oddane jest z dużą inwencją i wyczuciem. Oczywiście, wszystko między nimi dzieje się według utartego romansowego schematu i jest do przewidzenia, nie przeszkadzało mi to jednak w kibicowaniu im we wzajemnych początkowych utarczkach, a później stopniowym zbliżaniu się do siebie. Ich perypetie na przemian to rozczulają, to bawią. Nie nudziłam się z tą dwójką ani przez chwilę, choć fabuła wcale nie obfituje w szczególne zwroty akcji. Przyjemnie się czyta o ich wspólnych wygłupach na śniegu, ubieraniu choinki, wspólnym oglądaniu świątecznych filmów przy wtórze chrupania popcornu i wspólnym... czymś więcej ;) (bo nie obeszło się bez odrobiny pikanterii).
Ale MIŁOŚĆ ZIMOWĄ PORĄ, jak to książka świąteczna, mimo swej lekkiej konwencji, nie skupia się jedynie na romansie. Jeśli jest tradycja świąt w rodzinnym gronie, to nie może zabraknąć samej rodziny. I to takiej przez duże R, z własną historią i firmą. Co nie znaczy, że nie można się w niej solidnie pokłócić. A czyż święta nie są idealnym momentem na pojednanie? Tu muszę przyznać, że fabuła zaskakuje rozwojem wypadków przy wigilijnym stole, tak więc szykujcie się na pewną niespodziankę ;) Zadbają już o to Everett i jego żona, którzy wprowadzają do tej historii pewien dysonans i niezbędną odrobinę napięcia.
Ciekawie nakreśleni zostali również pozostali bohaterowie, spośród których szczególnie polubiłam zaniedbywanego przez rodziców małego Jonasa oraz angielską gosposię Kleinów, Annę, traktowaną przez nich jak członek rodziny.
MIŁOŚĆ ZIMOWĄ PORĄ to tchnąca świątecznym optymizmem, urocza miłosna historia o szczęśliwych przypadkach, spełnianiu marzeń i wychodzeniu im naprzeciw - nawet jeśli początkowo wydają się niemożliwe do zrealizowania. To opowieść idealnie wpasowująca się w świąteczny czas, do czytania przy choince, ale myślę, że umili wolne chwile i po świętach. Sprawdzi się też jako rozgrzewacz, jeśli przemarzliście na kość :)
Idealna lektura na zimowe wieczory!
M I Ł O Ś Ć Z I M O W Ą P O R Ą
(A WINTER'S TALE)
CARRIE ELKS
PRZEKŁAD: ALEKSANDRA WEKSEJ
WYDAWNICTWO KOBIECE
2018
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















