Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burda Publishing Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burda Publishing Polska. Pokaż wszystkie posty

Z DALA OD ŚWIATEŁ


MUZYKA TO WYBUCH DUSZY, jak to ktoś pięknie powiedział.

A dla niektórych muzyka to życie. I właśnie kimś takim zdaje się być Skylar, dziewczyna z Montany, która błąka się po Europie ze swą gitarą, zarabiając na życie graniem i śpiewaniem na ulicach. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że tak naprawdę Skylar Finch to wokalistka bardzo popularnego zespołu, która po pewnej tragedii porzuciła wszystko i nie żegnając się z nikim, łącznie z przyjaciółmi z grupy, wyjechała ze Stanów.

Tułaczka bez celu po Europie prowadzi ją w końcu do Glasgow. Tutaj jednak los robi jej niespodziankę. Nadal anonimowo grając na ulicy, Skylar poznaje Killiana O'Dea, dyrektora artystycznego znanej szkockiej wytwórni fonograficznej. On składa jej ofertę, której dziewczyna, odcinając się od dawnej sławy, absolutnie nie bierze pod uwagę. Ale gdy przekonuje się, że życie na ulicy może być tyleż wolne, co niebezpieczne, w desperacji zwraca się o pomoc do Killiana.

Początkowo zdają się nie pałać do siebie sympatią. Ona uważa, że on jest sztywniakiem, mającym kij w tyłku; z kolei on ma ją za celebrytkę, która bezmyślnie rzuciła kwitnącą karierę. Z czasem dochodzą jednak do porozumienia, z którego oboje mają pewne korzyści. Skylar nie musi mieszkać na ulicy, a Killian otrzymuje niezwykłą szansę dla swej wytwórni. Jednak między tą dwójką szybko tworzy się coś więcej.
Zaczyna ich łączyć szczególna więź. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że oboje są trochę enigmatyczni, oboje oberwali już od życia, są poranieni i wcale nie tacy nieskorzy do rzucania się na oślep w kolejny związek. Ale nieodparcie ciągnie ich do siebie, więc ich relacje wciąż się zacieśniają.

Tylko czy w show-biznesie jest miejsce na jakiekolwiek szczere uczucia?

"Miłość nie polega na ściąganiu kogoś do swojego poziomu. Miłość to dostrzeganie w ukochanej osobie jej najlepszej możliwej wersji."

Miłość więc czy biznes? Ambitny Killian, od lat tłamszony przez podłego szefa (i zarazem wujka!), może sprawić, że wytwórnia odniesie dzięki Skylar wielki sukces. Czy jednak Skylar ma być dla niego tylko żyłą złota czy czymś więcej? I co na to sama dziewczyna, dla której powrót do świata Instagrama, Twittera i tabloidów to ostatnia rzecz, o jakiej myśli?

Killian i Skylar to para, której się szczerze sekunduje, nawet jeśli ich zachowanie budzi chwilami lekką konsternację, a czasem całkiem zbija z pantałyku. Szczególnie Skylar bywa trudna do rozszyfrowania; choć jest tu narratorką, trafiały się momenty, że nie rozumiałam jej postępowania. Z Killianem jest łatwiej; jest zamknięty w sobie, ale w głębi duszy to nieskomplikowany, prostolinijny i wrażliwy facet, oszołomiony uczuciem, jakie mu się przytrafiło. Tych dwoje do siebie pasuje, świetnie się wzajemnie dopełnia. Ich sarkastyczne przepychanki są zabawne, a sceny, w których przeskakują między nimi iskierki pożądania - ekscytujące i urocze. Chwilami bywa też całkiem gorąco ;) Autorka potrafiła oddać głębię ich wzajemnej fascynacji, przeradzającej się stopniowo w coś dużo poważniejszego.

Poza miłosnymi perypetiami bohaterów ważną rolę w tej powieści odgrywa oczywiście także muzyka i to ona nadaje jej wyjątkowego charakteru. Jej motyw przewija się nieustannie, sporo tu piosenek, które brzmią w tle, a nawet ich tekstów. Aż dziw, że książka nie posiada czegoś takiego, jak playlista. Choć z drugiej strony, jeśli ma się taką ochotę,  można ją sobie stworzyć samemu.

Z DALA OD ŚWIATEŁ to historia, która ukazuje, że wielki sukces i sława mają swoje blaski i cienie, ze zdecydowaną przewagą tych drugich. To też poniekąd opowieść o uczeniu się na błędach, odkrywaniu swej drogi w życiu i swojego miejsca. Przede wszystkim jednak jest to bardzo smaczne, emocjonujące love story - może nawet chwilami troszkę przesłodzone, ale nadal nieodparcie przyjemne - którego bohaterowie muszą zawalczyć o swoje szczęście, dokonując właściwych wyborów. 

Było to moje pierwsze spotkanie z Samanthą Young, szkocką królową romansów, ale tak udane, że na pewno nie ostatnie. Autorka ma dobry styl i z pewnością sięgnę po inne jej powieści. Kilka z nich mam już nawet od dawna na oku ;)

"Kiedy pierwszy raz na mnie spojrzałaś, byłem jak ogłuszony."


Z   D A L A   O D   Ś W I A T E Ł
(AS DUST DANCES)
CYKL: PLAY ON # 2
SAMANTHA YOUNG
PRZEKŁAD: EWA GÓRCZYŃSKA
BURDA PUBLISHING POLSKA
2019

Za egzemplarz dziękuję Burda Publishing Polska.

NIE POZWÓL MU ODEJŚĆ

Zoe ledwo pozbierała się po stracie swego młodszego syna. 14-letni Ethan utonął nocą w rzece wraz ze swym przyjacielem, Joshem. Sprawę zamknięto, uznając  to za przypadkową tragedię.

Aż tu nagle po 3 latach Zoe otrzymuje dziwnego maila, że to wcale nie był wypadek, a ona powinna w końcu poznać prawdę. Potem sypią się anonimowe smsy podobnej treści, sugerujące, że ktoś się do tego wszystkiego przyczynił.

Skołowana i naturalnie przerażona Zoe próbuje pojąć, kto jest nadawcą dziwnych, mściwych w treści wiadomości i jaki ma w tym cel. Szukanie tropu, który mógłby ją doprowadzić do rozwiązania zagadki, sprawi, że odkryje sekrety, które mogą zniszczyć wszystko, co jej jeszcze po tragedii zostało. Wygląda na to, że każdy ma coś do ukrycia. Nawet ci, których, jak myślała, zna na wylot...

Powieść dotyka bardzo dramatycznej i bolesnej kwestii utraty dziecka, i wszystkiego co się z tym wiąże: bezgranicznego cierpienia, okresu żałoby, w której trudno znaleźć jakiekolwiek ukojenie, rozpaczliwego obwiniania siebie i innych za to, co się stało. Zarówno Zoe, jak i jej mąż Jake, czują, że zawiedli jako rodzice i nie mogą sobie tego wybaczyć. To wszystko znajduje żywe odzwierciedlenie w tej książce. Nawet troska i zainteresowanie okazywane starszemu synowi, nie sprawiają, że jest im lżej. Zadręczają się myślą, czy można było tej tragedii w jakiś sposób uniknąć. Czy gdyby byli bardziej czujni, mniej liberalni, chłopcy nie wymknęliby się nocą z domu?

Jednocześnie mnożą się pytania, na które nikt nie potrafi jasno odpowiedzieć. Jaki chłopcy w ogóle mieli cel, by iść nad rzekę? Albo czy aby na pewno byli tak zżytymi przyjaciółmi, na jakich wyglądali?
Tajemniczy dręczyciel, kimkolwiek jest, podsuwa insynuacje, które jeszcze zagęszczają niezdrową atmosferę, a potem powodują lawinę nieprzewidzianych konsekwencji.

Ta historia, oparta na rodzinnym dramacie, intryguje już od pierwszych stron. Przedstawiona z kilku perspektyw, w tym także perspektywy osoby, która najprawdopodobniej jest najbliżej prawdy, serwuje emocjonalną huśtawkę, która chwilami wręcz zapiera dech. Przyczyna tragedii kryje się pod warstwą kłamstw, pozorów i przemilczanych sekretów, a sytuacja, w jakiej nagle ląduje bohaterka, dowodzi, że mogą się one pojawić nawet w najlepszych relacjach.

"...zawsze jest lepiej stawić czoło temu, co się dzieje, niezależnie od tego, jak to może być bolesne, bo inaczej wcześniej czy później wróci, żeby ugryźć człowieka w tyłek."

NIE POZWÓL MU ODEJŚĆ, jak na powieść swego gatunku, bardziej intryguje i szokuje, niż przyprawia o dreszcz. Ale ma w sobie wszystko, czego potrzeba w dobrym thrillerze psychologicznym, poprowadzonym z dużym wyczuciem i wrażliwością, w którym prawda pozornie tkwi gdzieś głęboko, a w rzeczywistości bohaterowie niemal się o nią potykają. Nie trzeba mieć wybitnego wyczucia, by po drodze domyślić się z grubsza, o co może chodzić, nie przeszkadza to jednak ani trochę śledzić z zaangażowaniem i w napięciu dalszego biegu wydarzeń. Wielka w tym zasługa świetnie wykreowanych bohaterów: takich, z którymi łatwo poczuć więź, których chciałoby się chronić, oszczędzić im niejednego; lub wręcz przeciwnie - takich, których miałoby się ochotę udusić gołymi rękoma (albo chociaż zgłosić natychmiast na policję).

Lektura tej powieści w zasadzie napawa smutkiem, lękiem i niepewnością. Fakty, które w końcu wychodzą na jaw, są brutalne, dramatyczne i zamiast rozproszyć bolączki bohaterki, jeszcze dodają temu dramatowi wyjątkowej ciężkości. Mamy tu do czynienia z historią, która w sumie niestety przeczy powiedzeniu, że lepsza najgorsza prawda od kłamstwa.

Nie czytałam wcześniej żadnej z czterech powieści Kathryn Croft, jakie się u nas ukazały, więc chyba najwyższa pora naprawić ten błąd. Autorka kupiła mnie świetnym piórem i zmysłem fabularnym, ale przede wszystkim pełną niepokoju i napięcia historią, która pozostawia po sobie silne wrażenie. Mam ogromną chęć poznać jej wcześniejsze książki. I na pewno przeczytam każdą kolejną.

"Nic nie ma sensu, gdy traci się dziecko. Wszystko się zmienia i człowiek staje się zupełnie inny."


N I E   P O Z W Ó L   M U   O D E J Ś Ć
(THE WARNING)
KATHRYN CROFT
PRZEKŁAD: EWA KLESZCZ
BURDA PUBLISHING MEDIA
2019

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Burda Publishing Media.

MIŁOŚĆ NA GWIAZDKĘ

MIŁOŚĆ NA GWIAZDKĘ to kolejna książka świąteczna, którą dane mi było przeczytać w minione święta. I nie będzie w tym przesady, jeśli powiem, że była to jedna z najlepszych świątecznych pozycji, która faktycznie bardzo umiliła mi końcówkę Bożego Narodzenia.

Święta kojarzą się z czasem spędzanym w gronie najbliższych. Zwykle starannie się je planuje i to z dużym wyprzedzeniem. A co, jeśli wszystkie plany wezmą w przysłowiowy łeb?

W małym pensjonacie Evergreen Inn w Vermont zbliżająca się Gwiazdka zapowiada się wręcz magicznie. O odpowiednią oprawę świąt dbają właściciele hoteliku, Jeanne i Tim. Nie uznając czegoś takiego jak półśrodki, dają z siebie wszystko, by na ten czas nadać swemu pensjonatowi wyjątkowego charakteru. Przytulne wnętrza wypełniają więc wspaniałe świąteczne ozdoby a z kuchni dolatują kuszące zapachy potraw, tworzonych przez panią domu. Przygotowania do Bożego Narodzenia są tym intensywniejsze, że w hoteliku dodatkowo ma odbyć się ślub!

Jednak ten uroczy świąteczny obrazek ma również swoją drugą stronę: w jego cieniu kryje się pewien problem, który dręczy właścicieli pensjonatu. Są to bowiem prawdopodobnie ostatnie święta, jakie dane im będzie tutaj spędzić. Włożyli w to miejsce dużo czasu, pracy i serca, lecz po latach stają oko w oko z plajtą. Ale nawet w tej sytuacji nie szczędzą wysiłków, by stworzyć swym gościom Gwiazdkę jakby rodem ze świątecznych piosenek.

Jeanne i Tim nie przewidzieli tylko pewnych znaczących przeszkód. Żeby nie rzec - katastrof! Pierwszą, decydującą, jest burza śnieżna. Drugą - odwołanie ślubu. Z oboma problemami wiąże się mnóstwo komplikacji, z odcięciem pensjonatu od świata na czele. Załamana porzucona narzeczona, brak zamówionego cateringu, niespodziewani, przemarznięci goście - cały szczegółowy plan wspaniałych świąt zdaje się walić w gruzy. Ale czy na pewno?

Nie ma tego złego... jak mówi kolejne przysłowie, a MIŁOŚĆ NA GWIAZDKĘ to historia, która je potwierdza. I dotyczy to wszystkich, którzy z różnych powodów znaleźli się w pensjonacie. Molly, autorka bajek dla dzieci, zamierzała tu odnaleźć wenę, by dotrzymać terminu oddania swej nowej książki. Marcus wraz ze swymi córeczkami oraz starszy pan z brytyjskim akcentem, Godwin, utknęli w pensjonacie przez przypadek z powodu śnieżycy. Podobnie jak niedoszła panna młoda, Hannah, czy Luke, wnuk poprzedniej właścicielki domu. Wszyscy oni są zmuszeni spędzić święta w swoim gronie i z góry wiadomo, że wyjdzie im to zdecydowanie na dobre :)

MIŁOŚĆ NA GWIAZDKĘ to książka, w którą na fali świątecznej atmosfery po prostu wsiąkłam. Urzekł mnie pensjonat i jego wręcz idylliczny klimat. Przemawia do mnie wizja spędzenia świąt w miejscu z dala od zgiełku świata, w malowniczej, spokojnej okolicy, gdzie nie brak nie tylko śniegu, ale i miękkiego fotela przy ciepłym kominku i całej góry smakołyków. Miejscu, gdzie można się poczuć po prostu dobrze. Evergreen Inn wydaje się pod tym względem idealny. Przy tym autorka ma tak przyjemny, lekki styl, że chociaż nie przepadam w książkach za zbytnim zagłębianiem się w detale, dałam się oczarować opisom wystroju hoteliku, pięknej okolicy czy smakowitości, co rusz wyłaniających się z kuchni Jeanne.

Ale sama magia urokliwego pensjonatu na uboczu pewnie by tak nie podziałała, gdyby nie bohaterowie tej powieści. To w większości przypadkowe i dość zróżnicowane towarzystwo. Jedni dają się lubić od razu - jak Luke czy  Marcus i jego córeczki, innym - jak Godwinowi - trzeba dać troszkę czasu. Wszystkim koniec końców udziela się świąteczna atmosfera miejsca, w jakim się spotkali, która pozwala im poznać się bliżej - a niektórym odgrzać na nowo dawną znajomość ;) - i wspólnie świętować.

Podobało mi się jednak, że pomimo dużej dawki słodkości, autorka raczy nas też paroma kroplami goryczy, przypominając, że życie to jednak nie bajka i nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, a o szczęście, a właściwie chwile szczęścia, przeważnie trzeba zawalczyć.

MIŁOŚĆ NA GWIAZDKĘ już samą okładką obiecuje święta jak z bożonarodzeniowej pocztówki. I cóż,  nie kłamie. To może trochę wyidealizowana i naiwna, ale bardzo klimatyczna, rozgrzewająca opowieść, która uzmysławia, że święta, mimo niewątpliwie pięknej otoczki, to w gruncie rzeczy ludzie, z którymi się je celebruje, a w samym celebrowaniu chodzi głównie o dzielenie się i bycie razem.

Książka Colleen Wright być może nie trafi do świątecznego kanonu, ale stanie się pewnie pozycją, po którą niejeden czytelnik z przyjemnością sięgnie w okolicach Bożego Narodzenia. Przyda się też na pokrzepiającą lekturę w sam raz na długą zimę, jaka zawsze czeka nas po świętach. Jeśli lubicie ciepłe historie, pełne świątecznych barw, zapachów i życzliwości, w których rozbrzmiewa dziecięcy śmiech, kolędy i dzwonki przy saniach, dajcie się zaprosić do Evergreen Inn :)


M I Ł O Ś Ć   N A   G W I A Z D K Ę
(THE WHITE CHRISTMAS INN)
COLLEEN WRIGHT
PRZEKŁAD: AGNIESZKA MYŚLIWY
BURDA PUBLISHING MEDIA
2018

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Burda.

MIĘDZY NAMI CHAOS



















Złamana ręka, złamane serce, utrata przyjaciela i sądowy zakaz zbliżania się do byłej dziewczyny - oto z czym musi borykać się Arthur, 18-letni bohater książki MIĘDZY NAMI CHAOS. Wychowujący go samotnie ojciec wysyła go do wujostwa. Być może z dala od domu Arthur będzie mógł poukładać sobie różne rzeczy, dojść do siebie i zapanować nad bałaganem, który wybuchł w jego życiu.
Ale oczywiście tak się nie dzieje. Przypadkowo znalezione zapiski zmarłego kilka lat wcześniej dziadka, sprawiają, że Arthur zaczyna zastanawiać się, kim tak naprawdę był ten człowiek, którego nie zdążył nawet dobrze poznać. Bo jak pogodzić obraz mrukliwego dziwaka z Alzheimerem, który na tydzień przed śmiercią formalnie uciekł z domu, z wielkim Arthurem Louisem Pullmanem Pierwszym, ponoć kultową postacią amerykańskiej literatury?

Arthur uświadamia sobie, że choć jego rodzina żyje właściwie z tantiem po jedynym literackim sukcesie dziadka sprzed lat, jego osoba to w rodzinnym kręgu niewygodny temat. Rozczarowany własnym życiem, chłopak postanawia wyruszyć w wędrówkę śladem ostatniej podróży swego dziadka, chcąc go lepiej zrozumieć i zapewnić mu w pamięci bliskich właściwe miejsce. Podróżując pociągiem przez kolejne miasta, które jego sławny przodek w zagadkowych celach odwiedzał w młodości, Arthur stopniowo odkrywa zdumiewającą prawdę o tym skrytym człowieku.

"Czasami jedyny sposób, żeby nauczyć kogoś doceniać to, co ma, to mu to zabrać."

Debiutancka powieść młodego pisarza Samuela Millera na pierwszy rzut oka wyglądała mi na typową młodzieżówkę. Szybko jednak okazało się, że to coś znacznie więcej, niż kolejna, trącąca banałem historia o zagubionym nastolatku. Arthur to sympatyczny chłopak, który zmaga się z załamaniem nerwowym. Jego plany życiowe kompletnie się posypały, nie potrafi także dogadać się z ojcem, a nieobecna matka jest jedną wielką niewiadomą. Widzimy, jak Arthur miota się, balansując na krawędzi. W tej beznadziei działalność jego przodka sprzed kilkudziesięciu lat pozwala mu oderwać się od swych bolączek i wydaje mu się pewnego rodzaju drogowskazem, Wielkim Celem, który musi jednak najpierw rozszyfrować. Jego spontaniczna podróż, obfitująca w wiele przygód i dramatycznych chwil, a także nowych ekscytujących znajomości, nadaje tej książce charakteru niezwykłej powieści drogi, tej dosłownej i w przenośni, podczas której Arthur konfrontuje się z własnymi problemami i szuka właściwiej ścieżki, którą mógłby odtąd w swym życiu podążać.

Książka nawiązuje do burzliwych wydarzeń w Stanach w latach 60-tych, które były wyrazem sprzeciwu wobec amerykańskiej polityki i palącego problemu wojny w Wietnamie. Demonstracje i protesty rozprzestrzeniały się wtedy na cały kraj. Zaznaczę tutaj, że nie trzeba być znawcą historii, by zrozumieć rolę i sens tych wydarzeń, bo autor przybliża je nam w ciekawy i przystępny sposób. Bohater tej książki, urodzony wiele lat później, oczywiście zna je jedynie ze szkolnych podręczników, ale stają się one mu dużo bliższe i nabierają szczególnej wagi, gdy zgłębiając życiorys swego dziadka, poznaje prawdę o jego bolesnej przeszłości.

Warto tu też wspomnieć, że fabuła powieści bazuje na stworzonym przez autora ciekawym pomoście między dwiema amerykańskimi kulturowymi ideologiami: beatników i hippisów. Dziadek Arthura jest kimś pomiędzy. Ideologicznie bliżej mu do tych drugich, ale jednocześnie to spadkobierca beatników, co znajduje wyraźne odzwierciedlenie w jego twórczości, której fragmenty wplecione zostały w narrację Arthura. W tych zapiskach, chwilami dość chaotycznych, kryje się dramat, owiany romantyczną mgiełką tajemnicy, który mnoży wiele pytań. Prawdziwy Wielki Cel Arthura Louisa Pullmana Pierwszego to zagadka, która domaga się rozwikłania niemal do ostatnich stron. I, wierzcie mi, okazuje się Wielką Niespodzianką :)

MIĘDZY NAMI CHAOS to zaskakująco ciekawy i niebanalny debiut, zgrabnie łączący w sobie poważniejsze klimaty młodzieżowe z literaturą obyczajową i doprawiony szczyptą prawdziwej historii. To poruszająca opowieść o rodzinnych więziach z przeszłości, które czasem trzeba odkryć na nowo, by móc czerpać z nich siłę, ukazująca, że niezmienne wartości i idee mogą w piękny, ponadczasowy sposób łączyć pokolenia.

"Na końcu życia historia człowieka jest napisana słowami, których nigdy nie wypowiedział."


M I Ę D Z Y   N A M I   C H A O S
(A LITE TOO BRIGHT)
SAMUEL MILLER
PRZEKŁAD: MAGDALENA GRALA-KOWALSKA
WYDAWNICTWO BURDA
2018

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Burda.

HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI



Czyżby w małej mieścinie Lumpkin Country w stanie Georgia doszło do drugiego w historii ludzkości niepokalanego poczęcia? Czy to możliwe, że mały, nieprzeciętnie inteligentny Natty jest cudem?

Jego mama, Shandi Pierce ma nieco ponad 20 lat i wychowuje swego 3-letniego genialnego synka, nie wiedząc jednak, kim właściwie jest jego ojciec. Urodziła go jako dziewica. Nie, nie przewidziało się wam. Dziewictwo straciła w rok i kilkanaście dni po narodzinach syna. W wychowaniu chłopczyka pomagają jej rozwiedzeni, skłóceni ze sobą rodzice, ogromnym wsparciem służy jej także przyjaciel z lat dzieciństwa, domorosły poeta, Walcott. Przypadkowy napad na sklep sprawia, że wzięta na zakładniczkę Shandi poznaje innego zakładnika, niezwykłego autystycznego Williama Ashe - genetyka z zawodu, zmagającego się z koszmarną tragedią, który budzi w niej gorące uczucia i... może ustalić prawdę o ojcostwie Natty'ego. Czy wierząca w przeznaczenie Shandi zrozumie, kto jest jej tak naprawdę pisany? I czy odnalezienie ojca Natty'ego sprawi, że uda jej się przegonić demony przeszłości? Czy przestanie w końcu uciekać przed faktami, które raz na zawsze odmieniły jej życie?

Shandi nosi w sobie tajemnicę dotyczącą tego, co przytrafiło jej się trzy lata wcześniej na pewnej imprezie. Kłopot w tym, że dziewczyna niewiele pamięta, a już na pewno nie wie, kto zrobił jej dziecko. Moment, w którym staje oko w oko z możliwością utraty synka, uświadamia jej, że powinna poznać prawdę. Ta szansa w końcu staje przed nią otworem, czy jednak się na nią zdecyduje? Czy zdecydowalibyście się i wy, podejrzewając, że kryje się za tym najprawdopodobniej coś podłego?

"Nie ma to jak pistolet wymierzony prosto w twarz, kiedy dziewczyna próbuje na nowo ocenić swoje życiowe decyzje. Gdybym dalej uważała swoją ciążę za cud, wtedy facet, który to zrobił, nadal miałby nade mną władzę. To skomplikowane, bo za nic nie zrezygnowałabym z Natty'ego, ale ten mężczyzna coś mi zabrał. Dostałam Natty'ego i pod względem technicznym nadal byłam dziewicą, ale tamtej nocy straciłam inne rzeczy. Chcę je odzyskać. Jest mi to winien."

Joshilyn Jackson to autorka, której nazwisko szczerze mówiąc kompletnie nic mi dotąd nie mówiło, nie wiedziałam więc, czego właściwie spodziewać się po tej powieści. Sięgnęłam po nią, licząc, że w najlepszym wypadku okaże się może niezłą rozrywką. Czekała mnie jednak nie lada niespodzianka, bo ta niepozorna książka z niezbyt ciekawą okładką okazała się czymś znacznie więcej, co na dodatek kompletnie skradło mi serce!

Uwielbiam historie, które toczą się w małych miasteczkach, w małych społecznościach, a HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI właściwie w znacznej części do nich należy. Akcja powieści toczy się współcześnie na południu Stanów, a więc w dość specyficznym środowisku, kierującym się przestarzałymi wartościami, w którym niebagatelną rolę odgrywa religia. Nie bez powodu Shandi wmawia sobie cudowność narodzin Natty'ego, chroniąc się w ten sposób przed faktami, które są dla niej nie do przyjęcia. Nie bez powodu również jedną z kości niezgody między jej rodzicami była kwestia, w jakiej wierze ją wychowają: po katolicku czy w judaiźmie, jak chciałby ojciec. Religia i wiara mocno zaważyła także na życiu i losie Williama Ashe - o czym możemy się przekonać, strona za stroną zgłębiając jego historię aż po jej zdumiewający finał.

Narracja powieści rozdzielona została między Shandi, która opowiada o swych perypetiach, a narratorem w trzeciej osobie, który z kolei wypowiada się niejako w imieniu Williama. O ile jednak Shandi jest prostolinijną dziewczyną z przysłowiowym sercem na dłoni, poszukującą miłości i wsparcia i nie mającą przed czytelnikiem nic do ukrycia, o tyle William jest dużo bardziej skomplikowany.

"To jednak prawda, że pragnęłam więcej niż jego pomocy jako naukowca. Chciałam wina i całowania się pod mostami. Chciałam, żeby zanurzył palce swoich ogromnych dłoni w moje włosy, chciałam pojechać z nim do Paryża. Cholera, chciałam być pod nim w Paryżu."

Zamknięty w sobie, sprawiający wrażenie, jakby większość rzeczy na tym świecie było dla niego czystą chemią lub fizyką, William tłamsi w sobie poczucie ogromnej, niedawno przeżytej krzywdy, broniąc się przed wspomnieniami pozorną obojętnością. Można odnieść wrażenie, że ten pośrednik - narrator między nim a czytelnikiem to celowy zabieg ze strony autorki, mający zaznaczyć sposób, w jaki William postrzega świat, w stosunku do którego jako autystyk mocno się dystansuje. Dało to naprawdę ciekawe rezultaty i  autorka poradziła sobie z tym po mistrzowsku, wplatając w ten niełatwy wątek i piękną przyjaźń, i wielką miłość.

Fabuła nie skupia się jedynie na teraźniejszości; zarówno Shandi, jak i William zmuszeni są rozliczyć się ze swoją przeszłością, pozwalając nam wejrzeć w nią i spróbować ustalić wcześniejszy bieg wypadków, który tak silnie zaważył na ich losach. Nie jest to jednak tak łatwe, jakby się mogło wydawać, i myślę, że rozwiązanie kluczowych kwestii i zakończenie może być dla wielu zaskakujące.


HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI  to powieść, która zaskakuje pod wieloma względami i niesie z sobą mnóstwo zróżnicowanych emocji. Jest w niej tajemnica z przeszłości i wielka osobista tragedia, z którymi bohaterowie mogą sobie wzajemnie pomóc się uporać. Jest skrywana miłość i zaborcza kobieca rywalizacja. Nawet jeśli chwilami fabuła nabiera lekkiego charakteru, kryje w sobie głębię, wnikliwą mądrość oraz stawia ważne pytania. Tchnie z tej historii pełna optymizmu i podnosząca na duchu wiara, że choć nasze zachowania determinują różne sytuacje i okoliczności, podstawą natury każdego człowieka i jego ostatecznym przeznaczeniem jest dobro; i że pewne sprawy, nawet naukowo wyjaśnione, nadal mogą uchodzić za cud.

Joshilyn Jackson wykreowała całą galerię realistycznych bohaterów i potrafiła wciągnąć i zaangażować czytelnika w ich losy, perypetie i wzajemne relacje. Trudno wobec nich oraz ich wyborów i decyzji pozostać obojętnym. Osobiście mocno kibicowałam niepozornemu Walcottowi, od początku mając do niego słabość i obstawiając, że może być jednym z filarów tej historii. Polubiłam milkliwego Williama i pokochałam Natty'ego, choć jego mama potrafiła mi zagrać na nerwach swą ślepotą na pewne oczywistości. Co ciekawe, właściwie brak w tej powieści postaci zdecydowanie negatywnych. Nawet niejaki Stevie, który dokonuje napadu na sklep, okazuje się koniec końców tylko słabym człowieczkiem, zasługującym bardziej na litość niż potępienie. 

Książka Joshilyn Jackson zachwyciła mnie stylem, mającym w sobie zarówno prostotę jak i kunszt, gracją oraz naprawdę rzadko spotykaną błyskotliwością. Iskrzy także wspaniałym, inteligentnym humorem, którego autorka nie skąpi nawet w skrajnych sytuacjach, rozładowując skumulowane napięcie. Totalnie zauroczona tą powieścią, mogę jedynie stwierdzić, że Joshilyn Jackson stała się dla mnie objawieniem pośród współczesnych autorek, a HISTORIA PEWNEJ MIŁOŚCI -  książką miesiąca kwietnia, jeśli nie lepiej. To piękna czytelnicza przygoda, którą dzięki znakomitemu przekładowi nie tylko świetnie i przyjemnie się czyta, ale która zostawia po sobie także masę cudownych, pozytywnych wrażeń i budzi ogromną chęć na zapoznanie się z innymi powieściami tej autorki.
Cieszę się bardzo, że jakieś dobre przeczucie skłoniło mnie do sięgnięcia po tę książkę i mam nadzieję, że zdołałam do tego przekonać także i was.


H I S T O R I A   P E W N E J   M I Ł O Ś C I
(SOMEONE ELSE'S LOVE STORY)
JOSHILYN JACKSON
PRZEKŁAD: ALDONA MOŻDŻYŃSKA
BURDA PUBLISHING POLSKA
2015